Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

O architekturze traktowanej jako proces. Przemyślenia Bartosza Dendury z kongresu UIA 2026 w Barcelonie

06 lipca '26

Dwa pojemniki lejowe, podczepione do dźwigów kołowych, miały usypać na ziemi elegancki krzyż. Na nim trzeci dźwig miał ustawić kastrę budowlaną wypełnioną wodą. Plan był klarowny, niemal geometryczny. Tyle że jeden z lejków się przytkał, sypał nierówno i zamiast stanowczego „X” pojawiło się coś w rodzaju koślawego „ł”. Litera mniej międzynarodowa, ale za to bardziej swojska. Koncertmistrz wydarzenia próbował ratować sytuację ręcznie. Dosłownie. Grzebał w dyszy z nadzieją, że materia ustąpi przed wolą człowieka. Nie ustąpiła. Materia miewa w takich chwilach własny program artystyczny.

gala otwarcia kongresu

gala otwarcia kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Światowy Kongres Architektów UIA 2026 w Barcelonie odbywał się pod hasłem „Becoming. Architectures for a planet in transition”. Nie było to hasło o architekturze rozumianej jako gotowy, zamknięty obiekt. Raczej o architekturze traktowanej jako proces: rozciągnięty w czasie, zależny od miejsca, materii, klimatu, polityki i relacji społecznych. Słowo „becoming” — stawanie się — dobrze pasowało do kongresu, ale jeszcze lepiej do tej sceny otwarcia, w której nawet najprostszy znak musiał przejść przez opór rzeczywistości.

Światowy Kongres Architektów UIA 2026 w Barcelonie odbywał się pod hasłem „Becoming. Architectures for a planet in transition”

Światowy Kongres Architektów UIA 2026 w Barcelonie odbywał się pod hasłem „Becoming. Architectures for a planet in transition”

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Wybór Barcelony nie był przypadkowy. Miasto zostało ogłoszone Światową Stolicą Architektury UNESCO-UIA 2026, ale jego rola nie sprowadzała się do prestiżowego tła. Barcelona była pokazywana jako miejskie laboratorium, w którym architektura od dawna pozostaje częścią polityki publicznej. Plan Ildefonsa Cerdà, dziedzictwo modernisme, przekształcenia olimpijskie i współczesne projekty miejskie tworzyły kontekst rozmowy o tym, jak miasta zmieniają się nie przez jeden gest, lecz przez nakładanie się decyzji podejmowanych przez kolejne pokolenia.

program kongresu rozpisano na sześć linii: od ekologii po globalne współzależności

program kongresu rozpisano na sześć linii: od ekologii po globalne współzależności

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Program kongresu przesuwał uwagę z projektowania od zera na pracę z tym, co już istnieje. Punktem wyjścia stawał się krajobraz: fizyczny, kulturowy, społeczny i ekologiczny. Nie chodziło więc o czystą kartę ani o prostą wymianę jednego porządku na drugi, ale o uważne rozpoznanie warstw, które już tworzą miejsce. Dlatego tak ważnym pojęciem był czas, rozumiany szerzej niż harmonogram inwestycji. Jako narzędzie projektowe pozwalające myśleć o zmianie, trwaniu i konsekwencjach decyzji.

program kongresu rozpisano na sześć linii: od ekologii po globalne współzależności

program kongresu rozpisano na sześć linii: od ekologii po globalne współzależności

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Program rozpisano na sześć linii: od ekologii więcej-niż-ludzkiej, przez obieg zamknięty i materialność budowania, po politykę przestrzeni, globalne współzależności i uważność wobec miejsca. Brzmiało to szeroko, czasem bardzo szeroko, ale dobrze oddawało podstawowy problem kongresu: architektura miała przestać udawać, że działa w izolacji. Kryzys klimatyczny, utrata bioróżnorodności, presja ekonomiczna, kryzys mieszkaniowy, cyfryzacja i sztuczna inteligencja nie były przedstawiane jako osobne tematy techniczne, lecz jako system powiązań wpływających na sposób projektowania, budowania i użytkowania przestrzeni.

dzień 3. kongresu

dzień 3. kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

W tym ujęciu architektura przestawała być wyłącznie dyscypliną formy. Stawała się sposobem negocjowania relacji między zasobami, ludźmi, instytucjami, technologią i środowiskiem. To dobrze brzmiało w sali kongresowej. Ale ceremonia otwarcia uparcie przypominała, że każda negocjacja z materią ma swój moment graniczny.

Tymczasem żurawie tańczyły dalej. Mijały się długimi ramionami, podając kolejne elementy przedstawienia z zaskakującą gracją. Jeden dostarczył skrzynkę hiszpańskiej cavy, drugi precyzyjnie wyjął butelkę i umieścił ją w zbiorniku z wodą. Trzeci wiózł już kadź pełną lodu. Wszystko zmierzało ku chłodnej elegancji finału. Wtedy znów coś się zacięło. Lód nie poleciał. Twórca przedstawienia podejmował kolejne próby odblokowania zaklinowanego ładunku, ale bez skutku. W końcu machnął ręką do operatorów, by zabrali kadź. Był to gest człowieka, który zrozumiał, że z materią negocjuje się tylko do pewnego momentu. Na scenę wjechały trzy mniejsze dźwigi. Przejęły butelkę, chwyciły za korek i z temperamentem właściwym winu musującemu odkorkowały trunek. Jeden podstawił kieliszek na srebrnej tacy, dwa inne przechyliły butelkę i rozpoczęły nalewanie. Proporcje były jednak dość awangardowe: jedna na dziewięć kropli trafiała do kieliszka, reszta rozbryzgiwała się po tacy i suchym podłożu. Cava, zamiast wznieść toast, urządziła lokalne opady.

Cava, zamiast wznieść toast, urządziła lokalne opady

Cava, zamiast wznieść toast, urządziła lokalne opady

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Program kongresu był tak gęsty, że pierwszym zadaniem nie było słuchanie, lecz wybór. Panele odbywały się równolegle, więc każde „tak” dla jednej sali oznaczało „nie” dla kilku innych. Szukałem tematów najbliższych własnej pracy: architektury ekologicznej, materiałów biogenicznych, drewna, edukacji i nowych sposobów reprezentacji projektu. A obok tego pojawiali się Shigeru Ban, Smiljan Radić czy Junya Ishigami. W takich chwilach klonowanie zaczynało wyglądać jak rozsądne narzędzie pracy.

Junya Ishigami, dzień 1. kongresu

Junya Ishigami, dzień 1. kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Shigeru Ban, dzień 2. kongresu

Shigeru Ban, dzień 2. kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Smiljan Radić, dzień 3. kongresu

Smiljan Radić, dzień 3. kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Podczas pierwszego panelu otwierającego kongres mocno wybrzmiał sprzeciw wobec architektury rozumianej statycznie. Ponownie wskazano słowo „Becoming” jako ruch, adaptację, zależność od warunków, w których powstaje i trwa budynek. Potem przyszły panele o radykalnych ekologiach, infrastrukturach ponownego użycia, lokalnych cyklach materiału, konstrukcji i klimatu. Gdyby zatrzymać się tylko na tytułach, obraz byłby spójny: architektura miała być ostrożniejsza, bardziej odpowiedzialna, mniej zachłanna.

Tyle że kongres przypomniał, że architektura nie mieści się w tak prostym zdaniu. Ishigami pokazywał na przykład Zaishui Art Museum, kilometrową, betonową strukturę wpisaną w sztuczne jezioro czy KAIT Workshop, halę opartą na 305 słupach, z których każdy jest inny. Projekty fascynujące, ale niekoniecznie modelowe przykłady ekologicznej powtarzalności. W innym panelu pojawiła się Melopee School XDGA: mocna, miejska, fotogeniczna, ale tak przeszklona, że pytanie o komfort i słońce samo wchodziło na salę.

dzień 3. kongresu

dzień 3. kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

I tu zaczynał się ciekawszy problem. Łatwo mówić o klimacie, biofilii, lokalności i odpowiedzialności. Trudniej przyznać, że gdy patrzymy na realizację, nadal uwodzą nas rzeczy mniej poprawne: napięcie formalne, kadr, ryzyko, gest, który nie daje się od razu zaklasyfikować jako „dobry” albo „zły”. Architektura nie jest testem jednokrotnego wyboru. Bywa ekologiczna i nudna. Bywa wątpliwa środowiskowo, a jednocześnie intelektualnie ważna. W tej sprzeczności kongres stawał się interesujący: między deklaracją a budynkiem zawsze zostaje miejsce na niepokój.

Ostatnim aktem ceremonii, a jednocześnie symbolicznym początkiem kongresu miało być dostarczenie przez żurawia kieliszka pani Reginie Gonthier, prezydentce UIA. Teleskopowe ramię sięgnęło przez całą scenę. Kieliszek był już prawie na miejscu. Pani prezydent wstała, wyciągnęła rękę, publiczność wstrzymała oddech, kamery skierowały wzrok na finał. I wtedy operator dźwigu utracił łączność z urządzeniem. Kieliszek zawisł metr od celu. Metr, w architekturze odległość niewielka, w teatrze spora, a w takim momencie wręcz kosmiczna. Przez dwie, może trzy minuty, nie działo się nic. Muzyka, zaplanowana na kulminację, trwała w zapętlonym apogeum. Narastała, choć nie miała już dokąd. Publiczność patrzyła, dźwig milczał, kieliszek wisiał. W końcu sygnał wrócił. Kieliszek dotarł do adresatki, a reżyser opadł na ziemię wycieńczony. Trudno o lepszą metaforę procesu budowlanego.

symbolicznym początkiem kongresu miało być dostarczenie przez żurawia kieliszka pani Reginie Gonthier, prezydentce UIA

symbolicznym początkiem kongresu miało być dostarczenie przez żurawia kieliszka pani Reginie Gonthier, prezydentce UIA

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Podczas kongresu prezentowano też kilka filmów, które dobrze odsłoniły napięcie obecne w rozmowach o przyszłości architektury: czym innym jest prawo do mieszkania, a czym innym dom jako narzędzie dobrostanu.

Right to Housing! Now and Forever, materiał kampanii HouseEurope!, mówił o mieszkaniu jako stanie ciągłej niepewności. Remont kamienicy nie zapowiadał poprawy standardu, lecz podwyżkę czynszu i kolejną przeprowadzkę. Mieszkanie nie było punktem oparcia, tylko etapem przejściowym. Zdanie „inni mają gorzej” brzmiało tam nie jak pocieszenie, lecz jak kapitulacja.

© HouseEurope!

Po drugiej stronie znalazł się Outside In, film Danny’ego Berisha o biofilii i zdrowym domu. Była w nim osobista historia, choroba dziecka, wysiłek budowy i finał: własny dom jako przestrzeń leczenia, spokoju i kontaktu z naturą. Światło, drewno, woda, zieleń za oknem — wszystko układało się w opowieść o architekturze, która wpływa na ciało i emocje.

Tych dwóch filmów nie dało się oglądać niewinnie. Biofilia wyglądała jak uniwersalna recepta, ale miała wysoką cenę wejścia: działkę, budżet, prywatność i możliwość wykadrowania świata tak, by sąsiad i presja miasta zostały poza obrazem.

Nie unieważnia to filmu. Unieważnia raczej wygodę, z jaką architektura przechodzi od prawa do mieszkania do prawa do pięknego widoku. Oba tematy są ważne, ale nie są równorzędne. Jeden dotyczy dachu nad głową. Drugi — jakości życia pod tym dachem. Problem zaczyna się wtedy, gdy drugi zaczyna udawać pierwszy.

otwarcie kongresu

otwarcie kongresu

fot.: Anna Mas | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości organizatorów

Może dlatego ta ceremonia tak dobrze zapadała w pamięć. Nie dlatego, że była perfekcyjna, ale dlatego, że nie była. Miała w sobie coś z dzisiejszej architektury: ambicję, by jednocześnie być znakiem, konstrukcją, spektaklem, gestem technologicznym i opowieścią o przyszłości. Kiedy zbyt wiele znaczeń zawiesza się na jednym układzie ludzi, maszyn i materii, coś w końcu zaczyna stawiać opór.

Architektura jest dziś w podobnym miejscu. Ma być piękna, intrygująca, ekologiczna, biofilna, oszczędna w zasobach, uważna wobec kontekstu i społecznie odpowiedzialna. Nic dziwnego, że nie zawsze układa się w czysty znak.

Projekt na papierze bywa logiczny i przekonany o własnej nieuchronności. Realizacja ma jednak lejki, zatory, zaklinowany lód, zerwaną łączność i ludzi, którzy próbują ratować sens przedsięwzięcia ręką w dyszy. Czasem efekt pokrywa się z projektem. Ale droga do niego rzadko przypomina prostą linię. Częściej jest to koślawe „ł” udające „X” — znak, że architektura zaczyna się od koncepcji, ale powstaje dopiero wtedy, gdy plan przeżyje spotkanie ze światem.

 
Bartosz DENDURA

architekt, Studio4Space

Głos został już oddany

SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE