Miejsce: Dawna piekarnia, dziś pracownia projektowa. 20 minut rowerem od Filharmonii.
Wchodzi Kuba z wyrazem triumfu na twarzy.
— Cześć kolego, jak leci? — zażartował Jakub, spoglądając z niepokojem na Kubę.
— Świetnie! — zażartował Kuba.
— No mów! Co cię tak cieszy? — Jakub sarknął nieufnie na Kubę.
— Mam! Nareszcie to mam! Po dwudziestu latach! — Kuba wyciągnął kartkę A4 z torby i położył z namaszczaniem przed Jakubem.
— Pozwolenie na użytkowanie twojego domu? Przecież od lat w nim mieszkasz. Czyli przez te lata mieszkałeś w budynku bez odbioru?
— Daj spokój. „Nie po to kończymy studia, żeby wszystko robić legalnie! Legalnie to każdy głupi potrafi!”* — Jakub znał to firmowe powiedzonko, ale nie wiedział, czy Kuba ironizuje.
— Rozumiem, że się cieszysz, bo możesz wreszcie celebrować zakończenie budowy domu! To spełnienie marzeń każdego architekta! — zaczął Jakub niepewnie.
— Eeeee tam! Cieszę się, bo mogę wreszcie sprzedać dom! — wypalił Kuba.
Jakub patrzył na niego przez dłuższą chwilę.
— Nie za bardzo rozumiem. Może jakoś po kolei mi to opowiesz, od początku — przysiadł przy Kubie na stołku PLOPP Oskara Zięty.
— Po pierwsze nigdy nie myślałem o domu jako o spełnieniu. Nasz dom to nawet nie mój projekt tylko kupiona niedokończona budowa. Dom w Łodzi za cenę kawalerki w śródmieściu stolicy. Nie chciałem budować własnego domu, bo nie miałem na to czasu. Wiesz, rozkręcanie firmy, trójka dzieci, po co jeszcze budowa? A poza tym moja żona również ciężko pracuje i ma karierę naukową. To by się skończyło katastrofą i rozpadem naszego związku. Po drugie dom był prawie skończony, w centralnej lokalizacji, nie za duży, działka w sam raz i za świetną cenę. Takie rzeczy tylko w Łodzi. A po trzecie kupiliśmy dom pod presją otoczenia: architekt musi mieć dom…
— I na załatwienie odbioru nigdy nie było czasu? Nie projektuję domów od wielu lat. — Zamyślił się Jakub — Jakoś nie mogę zidentyfikować się z potrzebami klientów: rozbudowany program i powierzchnia, basen, trzy garaże oraz lokalizacja gdzieś pod lasem, poza miastem. To nie moja bajka, zwłaszcza że inwestorzy nie chcą płacić honorariów proporcjonalnych do kosztów budowy. Karol Nieradka dokładnie wyliczył w artykule w A&B, że projektowanie domów nie opłaca się pracowniom architektonicznym.
— W tym sedno! — podchwycił Kuba. — Chociaż architekci wnętrz na koniec inwestycji są chyba dobrze opłacani. Nieważne. Co z takiego pięknego marzenia zostaje, kiedy budowa często trwa wiele lat, a inwestorzy nie wliczają straconego czasu jako kosztu inwestycji?
— Właśnie! A co do domu własnego architekta — wtrącił Jakub — to wiesz, jak jest. Jeśli nastawisz się na zrobienie wrażenia na znajomych architektach czy inwestorach, to oni i tak po cichu powiedzą, że zrobiliby to lepiej — zamyślił się Jakub, a Kuba mówił dalej.
— Może jestem inny od innych architektów i innych marzycieli o własnym domku. Nawet na pewno. Mój dom zawsze był inwestycją, zabezpieczaniem rodziny i teraz po odbiorze oraz odchowaniu w nim trójki dzieci, czas go sprzedać, by zamieszkać w zaadaptowanej części dawnego domu piekarza obok pracowni, bliżej pracy i centrum miasta. Tak naprawdę nigdy nie lubiłem koszenia trawników, pracy w ogrodzie czy dojazdów autem do pracy.
— Może czas postawić sprawę jasno. — Jakub nagle spoważniał: — czy dom jednorodzinny może być rekomendowaną formą zabudowy we współczesnej myśli architektonicznej? Przecież dom jednorodzinny, marzenie każdego przeciętnego Polaka, ma nierozerwalny związek ze zjawiskiem rozlewania się miast. Rynek projektowy domów jest zdemolowany przez zjawisko projektów typowych, które zostało wypromowane przez „wpływowy miesięcznik”. Ich jakość estetyczna i techniczna jest bardzo niska. Typówki pasują wszędzie i nigdzie…
— To nieprawda, że każdego stać na dom — mówił jak w transie Kuba. — Tania działka, często daleko od miasta w zabudowie wiejskiej, długotrwała w czasie budowa systemem gospodarczym, potem dojazdy do pracy, dowożenie dzieci do szkoły, na zajęcia dodatkowe. Cały ten zmitologizowany proces wymusza kupowanie dwóch, trzech aut na gospodarstwo domowe, często, podobnie jak dom, na kredyt. Wszystko to sumuje się w niebagatelne koszty dla samych posiadaczy tego marzenia. Dzieci wychowane na tylnym siedzeniu samochodu, jako nastolatkowie, czują się więźniami przedmieść, odizolowani od rówieśników, często marzą o ucieczce do miasta, by wynająć w centrum małe mieszkanie. Najpierw ucieczka na wieś, a potem ewakuacja do miasta? To jakieś szaleństwo! Jakubie, do jakich my doszliśmy wniosków? Projektowanie domów się nie opłaca! Projekty katalogowe zniszczyły rynek projektowy! Budowanie domów, by zaimponować znajomym! Dom na przedmieściu wspiera korki i samochodozę oraz pętlę kredytową. Inwestycje trwają latami i po zbilansowaniu kosztów wydłużonego czasu, dojazdów, dom na przedmieściu nie ma szans na zwrot nakładów po sprzedaży! Budowa domów powoduje rozlewnie się miast, co jest sprzeczne z naszymi ekologicznymi ideałami, choćby były nie wiem jak pasywne czy zeroenergetyczne. O czymś zapomniałem?
— Przypuszczam, że wątpię… — Jakub zbladł.
— A zatem zburzmy ten styropianowy mit! Ja sprzedaję mój dom z zyskiem i wracam bliżej miasta. Lepiej późno niż później. Może ktoś wyciągnie wnioski z moich błędów i ich nie powtórzy?!
Jakub zerknął dyskretnie do swojego notesu Moleskine i przypomniał sobie, że zanim przestał projektować domy, robił setki szkiców idealnego domu, marzył o publikacjach oraz wyobrażał sobie „szczęście” we własnym domu, którego zazdroszczą znajomi architekci i… zrobiło mu się bardzo, bardzo wstyd. Poczuł też wielką zazdrość wobec Kuby. Jak myślicie czego mu tak zazdrościł? Czegoś na „w”? Może na „sz”? Czy może na „p”? Napiszcie w komentarzach.
* Nie róbcie tego sami w swoich pracowniach!
Rozmawiali:
Jakub Krzysztofik — architekt i urbanista, oraz
Kuba Krzysztofik — urbanista i architekt.
Można było ich było spotkać na Gali Nagrody Roku SARP. Na pewno ich poznaliście. Obydwaj ubrani na czarno. Kuba i Jakub byli w jury. I chyba wiecie, jaki projekt wygrał Grand Prix? I wcale nie jest to sprzeczne z treścią felietonu (sic!).
Uwaga: Felieton zawiera lokowanie produktu, chociaż nikt za to nie zapłacił.
JAKUB/KUBA KRZYSZTOFIK
więcej: A&B 7-8/2026 – Domy jednorodzinne,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)
















