Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Osiedle jak z bajki w Poznaniu? „Niebajkowe Bajkowego przypadki”

30 kwietnia '26

Nasze kameralne osiedle domów jednorodzinnych — w zabudowie szeregowej i bliźniaczej — położone jest w granicach administracyjnych miasta, tuż obok zielonych, leśnych terenów miejskich. Niska i harmonijna zabudowa obejmuje zarówno domy, jak i mieszkania — o metrażach nierozrzutnych, lecz funkcjonalnych. Wszystkie budynki są otoczone zielenią i położone przy spokojnych, pieszo-jezdnych ulicach.

Osiedle jak z bajki w Poznaniu? „Niebajkowe Bajkowego przypadki” - Tomasz Osięgłowski

Tomasz OSIĘGŁOWSKI — urodził się w Lesznie, prace dyplomową obronił na Wydziale Architektury Politechniki Poznańskiej w roku 1998. W roku 2004 wraz z Marcinem Kościuchem założył biuro projektowe Ultra Architects w Poznaniu. Laureat nagrody Europe 40 Under 40 w roku 2009. Od roku 2002 jest członkiem Stowarzyszenia Architektów Polskich.


jak z bajki


Osiedle jest dobrze skomunikowane z centrum autobusami i wygodnymi trasami rowerowymi. Przy każdym domu znajdują się kameralne ogródki idealne do wypoczynku, uprawy roślin i rodzinnej aktywności. Ich dopełnieniem są niewielkie parki i skwery, przestrzenie sąsiedzkiej integracji — zielone łączniki między prywatnym a wspólnotowym. Codzienne sprawunki można tu załatwić w bezpośrednim sąsiedztwie. Pierwszy sklep jest właściwie tuż za rogiem, kolejny nie dalej niż pięć minut spacerem. Na lokalnym „ryneczku” działają: apteka, przychodnia NFZ, dwie piekarnie, cukiernia, sklep papierniczy, kiosk z gazetami (sic!), fryzjer i krawcowa. Oddasz tam także ubrania do pralni. Dzieci mają szkołę i przedszkole w zasięgu kilku minut jazdy rowerem. Awaria lub remont? Twój fachowiec znajdzie potrzebne rzeczy w lokalnym miniskładzie budowlanym. Chcesz coś zjeść lub obejrzeć z przyjaciółmi mecz? Osiedlowy pub jest na miejscu. Większe zakupy? Dyskonty i lokalne centrum handlowe mieszczą się w promieniu 300–400 metrów. Zapraszamy Państwa na Osiedle Bajkowe. W Poznaniu. Na spacer z morałem

rok 2021 - zabawa na skwerze

rok 2021 — zabawa na skwerze

fot.: Paulina Kania-Półtorak

bajkopisanie


To osiedle nie jest produktem deweloperskim. To realna, wieloetapowa struktura, mniej więcej tysiąc domów jednorodzinnych na obszarze 45 hektarów w zachodnim Poznaniu. Ograniczona od północy ulicą Bukowską i lotniskiem Ławica, od wschodu i południa Laskiem Marcelińskim, a od południowego zachodu ulicą Złotowską i dawną zabudową Ławicy. Osiedle rozwija się od ponad czterech dekad, a jego podstawowy układ przestrzenny powstał w latach 70. XX wieku w kilku etapach i w pracowniach kilku zespołów projektowych.


Autorem pierwszego etapu jest Stanisław Jaszkowiak, który zaproponował klarowny układ urbanistyczny: pasma zabudowy wpisane w tereny zieleni, ciągi piesze i lokalne wnętrza osiedlowe. Jak zauważa prof. Adam Nadolny, na tym etapie „udało się uniknąć wrażenia monotonności, pustki oraz wyobcowania, czyli odczuć tak charakterystycznych dla monumentalnych założeń osiedli modernistycznych”. W przeciwieństwie do równolegle powstających osiedli wielkopłytowych, tutaj zabudowa miała skalę przyjazną człowiekowi i kompozycję bazującą na integracji architektury z zielenią i codziennymi trasami mieszkańców.

rok 1975, plan zagospodarowania przestrzennego osiedla budownictwa jednorodzinnego Poznań, Ławica Wschód - fragment, dzisiejszy obszar ulic Ezopa, Fedrusa, Kryłowa, Pana Twardowskiego

rok 1975, plan zagospodarowania przestrzennego osiedla budownictwa jednorodzinnego Poznań, Ławica Wschód — fragment, dzisiejszy obszar ulic Ezopa, Fedrusa, Kryłowa, Pana Twardowskiego

proj.: Stanisław Jaszkowiak i Karol Jasiecki

Kolejne etapy, projektowane przez Tadeusza Stelmaszczyka i Romualda Gica, a następnie ponownie przez Jaszkowiaka wraz z Karolem Jasieckim, rozwijały tę logikę. Wprowadzano nowe kwartały, ale z zachowaniem nadrzędnych założeń kompozycyjnych — rytmu ulic, powiązań przestrzennych i roli terenów zieleni jako integralnych elementów układu. Znacząca część zabudowy powstała na podstawie projektów typowych Poznańskiego Wojewódzkiego Zestawu Projektów Domów Jednorodzinnych. Charakteryzowały się one dużą różnorodnością typologiczną oraz możliwością indywidualnego kształtowania zabudowy przy wykorzystaniu wspólnych modułów. Jak pisali autorzy katalogu, domy te „odznaczają się korzystnymi wskaźnikami technicznoekonomicznymi i elementami estetycznymi, dostosowanymi pod względem funkcji, rozwiązań technologicznych i architektury do zróżnicowanych potrzeb i upodobań inwestorów”.


Warto pamiętać, że znaczną część osiedla wznoszono metodą gospodarczą. Rozpiętości stropów były typowe, stolarka bazowała na typoszeregach z budownictwa wielkopłytowego, a materiały — takie, jak udało się zdobyć. Powstały budynki o spójnej ogólnej formie, ale dużej różnorodności detali wykończeniowych. Stan ten — żywy, zmienny i różnorodny — trwa do dziś.

zbiorowa klechda


Monika — pięcioletnia dziewczynka ze zdjęcia na stronie obok — kiedy ostatecznie wprowadzała się tu z rodzicami po niemal dekadzie budowy ich domu, była już licealistką. Wspomina tamten czas jako okres logistycznych wyzwań i nieustającego wysiłku.


W 1993 roku nie było tu żadnej utwardzonej drogi osiedlowej. Kiedy przyprowadzałam tu znajomych z miasta albo gości z zagranicy, ich zaskoczenie, że można tu mieszkać, przypominało mi, jak bardzo księżycowy był to krajobraz — bez dróg, bez latarni, bez widocznego porządku. Tyle że ja już tego nie dostrzegałam.


Wspomnienia wielu mieszkańców z tamtego czasu są podobne. Dojrzewanie osiedla było procesem żmudnym i wieloletnim, który w znacznej części odbywał się dzięki bezpośredniemu wysiłkowi mieszkańców, a nie dzięki miejskim inwestycjom. Komitety sąsiedzkie zbierały składki na doprowadzenie sieci gazowej i telefonicznej, na utwardzenie dróg, montaż pierwszych latarni, a nawet na podstawowe prace porządkowe.


To mieszkańcy — nie instytucje — budowali kolejne elementy układu funkcjonalnego osiedla, krok po kroku realizując pierwotne założenia urbanistyczne.
Z równie dużym zaangażowaniem mieszkańcy tworzyli wspólne przestrzenie zielone. Skwery, zaplanowane jako integralna część układu urbanistycznego, powstawały równolegle z domami, drogami i infrastrukturą. Ich kształtowanie — zarówno przestrzenne, jak i społeczne — odbywało się oddolnie, metodą prób i błędów, czasem w ramach czynów społecznych, czasem z prywatnej inicjatywy. Drzewa sadzili sami mieszkańcy. W miarę potrzeb dobudowywano na nich boiska, huśtawki, skalniaki, ławki. Zimą zmieniały się w lodowiska, latem — w place zabaw i sąsiedzkie miejsca spotkań.

rysunek perspektywiczny domu typu nr S1 z Poznańskiego Wojewódzkiego Zestawu Projektów Domów Jednorodzinnych, rok 1977

rysunek perspektywiczny domu typu nr S1 z Poznańskiego Wojewódzkiego Zestawu Projektów Domów Jednorodzinnych, rok 1977

rys.: Jan Kasiński

wiek próby


Osiedle dojrzewało przez kolejne dekady. Wraz z nowymi domami pojawiały się nowe funkcje — lokalne biznesy, niektóre tymczasowe, inne trwalsze. Ich obecność odciskała się w detalach architektonicznych, modyfikacjach układu przestrzennego, rytmie codziennych tras i punktów wspólnych. Symbolicznym momentem osiągnięcia dojrzałości przez Bajkowe, było uchwalenie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego w 2007 roku — dokumentu, który ostatecznie zabezpieczył podstawowy układ przestrzenny osiedla. Gdyby spojrzeć na Bajkowe oczami prof. Haliny Skibniewskiej, która projektowanie traktowała jako tworzenie środowiska życia — nie tylko domów, lecz także przestrzeni pomiędzy nimi — osiedle z pewnością zasługiwałoby na jej uwagę. Przywoływana chętnie przez Grzegorza Piątka w jego najnowszej książce „Świątynia i śmietnik”, Skibniewska realizowała założenia, w których dzieci, seniorzy i opiekunowie mogli funkcjonować w pełni w obrębie osiedla, nie musząc go codziennie opuszczać. Tak rozumiane osiedle nie było „produktem”, lecz społecznym i funkcjonalnym środowiskiem codzienności: z zielenią, usługami, edukacją, przestrzenią do rekreacji i sąsiedzkiej interakcji.


Bajkowe zdaje ten test celująco. Dzieci, ich rodzice, opiekunowie, seniorzy, osoby pracujące zdalnie — wszyscy mogą tu znaleźć rytm codzienności. Próbą tej samowystarczalności okazały się lata izolacji pandemicznej. Bajkowe udowodniło, że bliskość wszystkiego, co niezbędne, nie musi oznaczać gęstości ani rezygnacji z komfortu. Czy to znaczy, że wszystko działa idealnie? Oczywiście nie. Ta dojrzałość osiedla bardzo wyraźnie domaga się dziś liftingu — odświeżenia i dbałości. Potrzebne są przemyślane termomodernizacje — skromniejsze estetycznie, ale spójne z charakterem osiedla. Przydałaby się aktualizacja ogrodowych nasadzeń — dostosowana do realiów zmieniającego się klimatu. Potrzeba też lepszego detalu urbanistycznego: porządnych latarni, solidnych koszy, sprawnie działających odpływów, równo ułożonej kostki. W tej materii Bajkowe to Polska w pigułce — niewiele zaskoczeń, jeszcze mniej zachwytów.


W ostatnich latach osiedle zostało otoczone nowymi inwestycjami. Miasto „podeszło” pod jego granice — z komunikacją, budownictwem wielorodzinnym, biurami i wzmożonym ruchem z lotniska Ławica. Enklawa, która przez lata uciekała od zgiełku, stała się jego częścią. Dojrzałość przynosi nowe wyzwania. I wymaga większej czujności niż kiedykolwiek.

rok 1977, z wizytą na budowie domu; zdjęcie z okolic ulicy Kryłowa

rok 1977, z wizytą na budowie domu; zdjęcie z okolic ulicy Kryłowa

fot.: Stanisław Klama

klątwa reprywatyzacji


W każdej bajce przychodzi taki moment, w którym spokój zostaje zakłócony. W świecie Bajkowego również nadszedł dzień, w którym rytm wspólnotowego życia zaczął drżeć w posadach. W 2013 roku zapadła decyzja, która — choć z pozoru techniczna i administracyjna — na lata zmąciła dobre samopoczucie mieszkańców. I do dziś rzuca cień na to, co przez dekady budowano razem.


Część działek na Osiedlu Bajkowym — w tym tych zaprojektowanych przez Jaszkowiaka i Jasieckiego jako zielone skwery — została objęta tak zwaną decyzją zwrotową. W ocenie organów orzekających, tereny zielone nie stanowiły „integralnej funkcjonalnie” części osiedla, a więc nie były objęte wywłaszczeniem. W praktyce oznaczało to jedno: skwery nie zostały potraktowane jak przestrzeń publiczna ani element układu urbanistycznego, a jak niezagospodarowane działki budowlane — które można było zwrócić spadkobiercom dawnych właścicieli.


Mówiąc prościej: wynika z tego, że w 2013 roku, w Poznaniu — mieście Władysława Czarneckiego i długiej tradycji planowania przestrzennego — zielony skwer wciąż nie był uznawany za pełnoprawny element urbanistyki. Dom — tak. Droga — tak. Trafostacja — owszem. Ale zieleń osiedlowa, z ławkami, drzewami i huśtawkami — nie.
Równocześnie w obowiązującym już wówczas od siedmiu lat miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego, skwery te były oznaczone jako zieleń parkowa z zakazem zabudowy oraz zakazem grodzenia. Miały więc ochronę planistyczną i funkcjonowały w praktyce jako przestrzeń publiczna. I to właśnie ten rozdźwięk — między statusem prawnym a decyzją władz miasta — stworzył sytuację tyle kontrowersyjną, ile nieznośną: tereny formalnie prywatne, użytkowane przez wszystkich, w obowiązującym stanie prawnym nie oferowały żadnych realnych korzyści właścicielom, a potencjalna zmiana zapisów planu oznaczałby stratę dla całej wspólnoty. To sprzeczność, w której nie sposób się urządzić — ani po jednej, ani po drugiej stronie.


Nie było zaskoczeniem, że kiedy nowi właściciele wystąpili z wnioskiem o zmianę planu miejscowego, by dopuścić zabudowę tych działek, głos zabrało lokalne środowisko. Zaskakująca okazała się skala sprzeciwu. Indywidualne pisma złożyło niemal pięćset gospodarstw domowych. Miasto, w odpowiedzi na ten wyraźny społeczny sygnał, nie odrzuciło wniosku o zmianę planu, lecz… zawiesiło jego procedowanie. I tak wywołana zmiana planistyczna leży i straszy w urzędowej zamrażarce do dziś.
W tym czasie osiedle żyje nadal swoim rytmem: przeszło pandemię, przyjęło uchodźców, zniosło kilka wichur i kolejne upalne lata. Ale cień nie zniknął. W 2023 roku nadciągnęły kolejne ciemne chmury, tym razem związane z ogólnopolską zmianą ustawy o planowaniu przestrzennym.

kwiecień 2024 roku, protest w obronie zieleni na skwerach

kwiecień 2024 roku, protest w obronie zieleni na skwerach

fot.: Paulina Kania-Półtorak

„My je sadziliśmy, my je obronimy!”


W 2023 roku w życie weszła długo zapowiadana i wyczekiwana reforma planowania przestrzennego. Czytałem jej zapisy z dużym zainteresowaniem. W wielu miejscach brzmiała jak krok w dobrą stronę — systemowe porządkowanie zasad, plany dla całego obszaru gminy, większa przejrzystość… W wielu zapaliły mi się jednak lampki ostrzegawcze. Ustawa wprowadziła, jak wiemy, nowy instrument — plan ogólny gminy — który zastępuje dotychczasowe studium kierunków zagospodarowania przestrzennego. Brzmi dobrze? Nie do końca. Po pierwsze — czas. Miasta i gminy dostały niewiele czasu na przygotowanie planów ogólnych, co samo w sobie jest wyzwaniem organizacyjnym. Po drugie — plan ogólny choć nie uchyla obowiązujących MPZP, stanie się punktem odniesienia przy ich nowelizacji, a całość dzieje się w ramach procedury, która dla obywateli jest nowa i często niezrozumiała. Konsultacje zamiast pogłębiać dialog, często są formalnością.


Dla Bajkowego oznaczało to jedno: temat skwerów wrócił z całą mocą. Tereny, które przez dekady budowały tożsamość osiedla, których ochronę zapisano w MPZP jako zieleń parkową z zakazem zabudowy i grodzenia, znów mogły zostać wystawione na ryzyko przekształceń — tyle że tym razem nie decyzją zwrotową, lecz przegłosowaną „od nowa”, w zgodzie z aktualnym planem ogólnym.


Na Osiedlu znów musiał zawiązać się jakiś komitet, zebrać i działać. Powstał tym razem jako Stowarzyszenie Bajkowe. I zeszli się też przyjaciele Bajkowego, bardzo wielu przyjaciół. Szybko ustaliliśmy, że nie tylko drzewa na skwerach — jak pisał Peter Wohlleben — mają swoje sekretne życie. Poza wzrokiem mieszkańców, drzew i dżdżownic przez parę ostatnich lat toczyło się także bardzo intensywne życie w sferze własności działek skwerowych. Poza zasięgiem większości spojrzeń, doszło do niemal pełnej konsolidacji do tej pory rozdrobnionej własności. Skwery znalazły się w rękach zaledwie kilku osób. „Osób deweloperskich”, bo choć w posiadanie działek weszli prywatnie, zupełnie nieprzypadkowo okazali się związani z rynkiem nieruchomości.


Wiosną 2024 roku wykonano inwentaryzację drzew na skwerach, oznaczając je symbolami — może klasyfikując do wycinki. Eksplodowały emocje. Na nowo zaczęły się rozmowy, spotkania, analizy dokumentów, które doprowadziły do organizacji protestu i wielu innych późniejszych inicjatyw i działań.

kwiecień 2024 roku, protest w obronie zieleni na skwerach

kwiecień 2024 roku, protest w obronie zieleni na skwerach

fot.: Paulina Kania-Półtorak

czas pracy


Gdy we wrześniu 2024 roku Miasto ogłosiło przystąpienie do sporządzania planu ogólnego, Bajkowe było już w pełnej gotowości. Dzięki wcześniejszej mobilizacji mieszkańcy od razu włączyli się w konsultacje. Cel był jeden: dopilnować, by w nowym planie zapisano to, co dla osiedla najważniejsze. Chodziło nie tylko o zachowanie skwerów Jaszkowiaka i Jasieckiego jako terenów zieleni. Wnioski dotyczyły również ochrony lokalnego „ryneczku” przed dominacją wielkopowierzchniowych obiektów handlowych, jakości przestrzeni publicznych, spójności układu komunikacyjnego, zabezpieczenia przestrzeni pod infrastrukturę sportową. Spraw było wiele — i każda wymagała uwagi.


Tempo prac nad planem ogólnym w Poznaniu okazało się szybkie. Zadziałały dwa czynniki: świeże jeszcze ustalenia po niedawnej zmianie studium oraz dobrze zorganizowana i bardzo wydajna planistycznie struktura Miejskiej Pracowni Urbanistycznej. Oddać należy, że kolejne zbieranie wniosków, wyłożenia projektów planu, ich omawianie i konsultacje odbywały się terminowo, merytorycznie, w kilku etapach, a osoby wskazane do kontaktu z zainteresowanymi były dostępne i aktywne. Przez ponad rok mieszkańcy, sąsiedzi, społecznicy i radni osiedlowi — wszyscy śledziliśmy każdy etap prac. Pisaliśmy uwagi, uczestniczyliśmy w spotkaniach, analizowaliśmy dokumenty. Z całą pewnością praca to była niezbędna i musiała być bardzo merytoryczna. Bez niej — to widać w ponad rocznej historii tego procesu — wiele spraw Bajkowego by przepadło. W tym z całą pewnością sprawa skwerów. Rodzinne wieczory, weekendy, dni wakacyjne padały ofiarą tej pracy: narad, spotkań i przygotowywania pism. A przecież historia Osiedla Bajkowego i jego niebajkowych przypadków się na tym nie kończy.


morał z tej bajki?


Z pewnością prowokuje mnie do ekstrapolacji przypadku Osiedla Bajkowego na całe miasto. A nawet — o zgrozo — na cały kraj. Wyobraźnia podpowiada wtedy, jaki ogrom podobnych historii kryje się w zakamarkach naszego katastru oraz w zawiłościach historii i współczesności polskiej urbanistyki i planistyki. Tu na pewno Osiedle Bajkowe stawia wielki wykrzyknik. Idąc dalej, przypadek ten uzmysławia skalę i ciężar potencjalnej pracy oddolnej, jaką trzeba wykonać, by w każdym podobnym obszarze (kwartale, dzielnicy) wypracować, wydyskutować lub obronić dobre rozwiązania w procesie uchwalania planu ogólnego. Wielu z tych spraw nie można już odłożyć do niższych szczebli planowania — bo tam nic się już z nimi nie zrobi.


I kolejny wniosek: tak zwany samorząd pomocniczy (dla Bajkowego to Rada Osiedla Ławica) jest — i będzie — w takich przypadkach skrajnie przeciążony. Nawet do poziomu, w którym może nie być w stanie sprostać merytorycznym wymaganiom tych procesów. Uważam, że w demokratycznym kraju powinien być ustawowo wspierany — dotacjami, dodatkowymi budżetami, mechanizmami pozwalającymi zatrudnić ekspertów lub sfinansować czas radnych osiedlowych, by mogli szerzej konsultować takie akty z najniższego samorządowego poziomu. W podobny sposób powinny być wspierane także organizacje społeczne, w tym NGO-sy tematyczne.


Casus Bajkowego wreszcie skłania do odrobiny moralizowania. „Cudze chwalicie, swego nie znacie”. Szukając idealnego osiedla, dobrego modelu, udanego schematu, zobaczmy najpierw, co mamy. Wokół siebie. Przyjrzyjmy się temu. Oceńmy to. Prawdziwie. Uczciwie. Może tam już są dobre rozwiązania. Może są sprawdzone. Może da się je zaadaptować? I prawie na koniec kilka słów o tym, co Jane Jacobs nazywała wspólnotowością (togetherness), i o tym, że nie da się jej zaprojektować. Zgadzam się z tym. I przestrzegam przed hurraoptymizmem. Idealne osiedle nie może powstać na papierze ani w Revicie. Może się z czasem takim stać — ale nie da się go po prostu zaprojektować i wybudować. Można je za to współtworzyć.


kapsuła czasu


W dniu publikacji tego tekstu plan ogólny dla Poznania zapewne został już uchwalony. Być może jako jeden z pierwszych w Polsce. Mamy nadzieję, że zapisy dotyczące Bajkowego pozostały niezmienione. Z całą pewnością jednak w okolicy ulic Andersena, Ezopa, Sierotki Marysi i Smoka Wawelskiego nie zapanuje bajkowa idylla. Bo przecież bajki nie są o świecie idealnym, ale o sprawach fundamentalnych. O wartościach. O wspólnym wysiłku. O zmaganiach ze smokami.


Społeczność Osiedla Bajkowego dobrze już wie, że przyszłość nie pisze się sama. Wymaga współpracy, czujności i cierpliwości, a czasem także odwagi, by głośno powiedzieć: „Nie zgadzamy się na takie zakończenie tej historii”. Przed nami kolejne rozdziały — zielona i niebieska infrastruktura, remonty, dbałość o ład architektoniczny i dobry detal.
Dziś już wiem, że wśród klasycznych, wejchertowskich elementów urbanistycznej kompozycji — jak układ ulic, dominanty i place — trzeba dopisać dwa, które są mniej mierzalne, ale równie fundamentalne: tożsamość i wspólnota. Bajkowe na pewno je ma. Dziękuję wszystkim przyjaciołom Bajkowego. Wy dobrze wiecie za co, bo braliście i bierzecie w tym udział.

Tomasz OSIĘGŁOWSKI

więcej: A&B 1/2026 – Osiedla,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B 

Głos został już oddany

Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Webinar - Nowe Warunki Techniczne Nadchodzą!
Wzmocnij bezpieczeństwo z Najmocniejszymi Niszczarkami Świata - teraz z Cashback
INSPIRACJE