Konkurs „Najlepszy Dyplom ARCHITEKTURA”
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Szczerość w polskiej architekturze. Wreszcie ją mamy

Kuba Głaz
07 maja '26

Bądź sobą — krzyczą od lat media, poradniki, reklamy i zasuszone już dziś dzieci kwiaty. Dobra, ale sobą którym? Wyspanym? Głodnym? Ubranym czy na golasa? Sobą, gdy udaję jedno, czy gdy odgrywam drugie? Bycie sobą jest tak naprawdę dla szczęściarzy o skąpym wyborze opcji.

Bądź sobą — słyszy także od stu lat architektura. Nie udawaj, nie maluj się, nie przebieraj. Nie musisz być miła. Pokazuj pręty, bebechy, rury; masz w środku coś paskudnego, to nie ukrywaj. Nie szczerz się, bądź szczera. Zołza architektura jednak często chce iść w przebieranki i robić za fantazyjną scenografię życia ludzi, bo to jedna z jej cech od wieków. Tak samo jak chęć podobania się, a nawet powalania widokiem. Na takie bycie sobą, mówią jednak mocodawcy architekturze, zwłaszcza mieszkaniowej, sobie, kochana, nie pozwalaj, w końcu to za naszą forsę będziesz robić z siebie bóstwo. Architektura miota się więc, szczują ją ci od bycia sobą, i ci od udawania; szczera lub nieszczera w stu procentach może być zatem o tyle, o ile. O ile w ogóle.

I gdy już zdawało się, że dziś w architekturze szczerość to mrzonka, nadciągnęła odsiecz. Kiedyś część architektów robiła jedno, a po cichu mówiła drugie. Wiemy, jakie powinny być mieszkania, mówili projektanci, ale nam nie pozwalają i robimy barachło. Nie chcemy zagęszczać miasta, ciasnota jest zła, ale, wiadomo, złe władze i inwestorzy. Chcielibyśmy drzewa w ulicy, ale gestor sieci to bardzo niemiły człowiek. Oraz — z drugiej mańki — wiemy, jaki knot nam wyszedł, ale utopimy go w syropie poetyckich opisów i może nikt się nie pozna.

Tak było, tak czasem bywa, ale coraz częściej architekci idą w szczerość. Przeprali sobie wreszcie mózgi upaćkane narzuconymi kiedyś powinnościami i obsunęli się w hiperrealizm. Co niektórzy młodsi nigdy się nawet nie otarli o te społeczne i kulturowe powinności rodem z innych czasów. Szczerze mówią więc jednym głosem z władzami i inwestorami. Robią pod ich dyktando knot i w kuluarach, nawet po głębszym, twierdzą, że to dobre, tak trzeba, czasy są jak widać, i oni się na nie godzą z entuzjazmem. Szczerze wierzą, że na przykład przeskalowanymi bloczydłami nad rzeką dokonują przestrzennej rewolucji, rewitalizują, są pionierami. Już nie gonitwą za pieniędzmi na chleb tłumaczą stawianie zamczyska na skraju puszczy, ale szczerą chęcią budowy zamku — od wczesnej młodości. Może nawet i hotelu na plaży nie budują cynicznie, a ze szczerej nienawiści do sinego, zimnego Bałtyku.

Na internetowych forach przepytują się też projektanci o patenty na obejście przepisów, planów miejscowych i rozporządzeń nie pod dyktando inwestorów, ale z głębokiego przekonania, że tak jest w porządku. Dać ich na wykrywacz kłamstw i będzie czysto. Koniec dwójmyślenia i zlewnych potów, gdy trzeba się z czegoś pokrętnie tłumaczyć. Lubimy robić źle, bo tak jest dobrze. Ulga jak po coming oucie. Być sobą w tak jednoznaczny sposób jest dla psychiki idealne.

Tą zdrową szczerością część architektów wpisuje się zresztą w światowy trend. W polityce co trzeci lub co drugi typ już się nie certoli. Chce zabić boleśnie, to mówi, że zabije boleśnie, i zabija; o demokracji i rozbrajaniu atomu powie raczej dla zgrywy, bo to, he he he, śmieszne. Zawsze zresztą było, ale wreszcie nie trzeba udawać. Życie stabilne i przewidywalne idzie tym samym na śmietnik. Od szczebla światowego po miejski i gminny decyzje podejmują się coraz bardziej same, bez naszego udziału. Lokalni notable, taki dajmy na to, prezydent mojego Poznania, działają już jak małe Trumpki, besztają, kpią, idą na rympał, obrażają się i obrażają innych. Gdyby mogli, to by pewnie wzorem swojego idola budowali ze spółką miejską w urzędach sale balowe, tylko nie mają tyle szczerego(!) złota. Architekta przekonanego, że to słuszne, znaleźliby w mikrosekundę. Vox populi? Wspomniany tu prezydent orzekł „Wyborczej”:

Gdybym […] miał wskazywać, kto będzie następnym prezydentem [Poznania], to przypominam, że takie decyzje zapadają na szczeblu krajowym. Podejmuje je przewodniczący partii i zarząd krajowy.

O głosach wyborców ni słowa. Moglibyśmy się i bulwersować, ale co to zmieni, po co psuć i tak już kiepskie nastroje. Nie każde miasto Kraków, nad którym wizja referendum realnie unosi się jak gołąb gotowy do zrzutu pocisku na establishment.

I nagle, na tym swawolnym tle pojawiają się inni rodzimi architekci; ci, co nie oddali mózgów do pralni i dążą do uchwalenia Polskiej Polityki Architektonicznej. Klękajcie narody! W czasach ogólnego demontażu zasad, jest to gest rewolucyjny. Raz, że zawodowe polskie środowisko jakby zbiera się w sobie. Nie może być. A dwa, nie w kij dmuchał dążyć do ładu, gdy świat się sypie i leci w chaos. Co z tego może wyjść, to się okaże pewnie w maju, podczas Kongresu Architektury Polskiej, którego organizatorzy mówią całkiem sensowne rzeczy. Majaczą w zapowiedziach słowa o dalekich od hiperrealizmu, niemodnych powinnościach architektury i ich egzekucji. Oczywiście, nic nowego, podczas ostatniego kongresu, w Poznaniu osiemnaście lat temu, padło wiele deklaracji i — nic. No, ale teraz można wierzyć, że to nie pustosłowie, bo mówią architekci dzisiaj, a ci — jak wykazałem — mówią już szczerze.

Pytanie tylko, co z efektem Kongresu zrobią polskie władze. Co zrobią, podkreślmy, a nie co powiedzą. W 2008 rok premier, a jakże, Donald Tusk, napisał kongresowiczom między innymi:

Państwo zobowiązane jest do tworzenia warunków sprzyjających rozwojowi dobrej architektury […], legislacyjnych podstaw dla budowania wysokiej wartości efektów pracy zawodowej.

Papier jest cierpliwy, ale architekci już mniej i wobec takich władz powinni być nawet trochę niemili. W końcu szczerość wiąże się z lansowanym od lat wyrażaniem siebie. Wyraź siebie, kładą do głów spece od psyche, choć od małego tyle słyszałem, żebym się nie wyrażał, zwłaszcza w towarzystwie. No, ale jak trzeba, to, za przeproszeniem, się wyrażę: ten Kongres to rzadka szansa, więc, halo!, nie spierdolmy sprawy.

 
Jakub Głaz

więcej: A&B 4/2026 – Architekt miasta,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE