Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Czy pochodnia demokracji gaśnie?

Jakub Szczęsny
08 maja '26

Ostatnio mój dwudziestopięcioletni student zapytał mnie w trakcie korekty, czy mógłbym coś opowiedzieć o „moich czasach”. To był moment, w którym z całą ostrością trafił do mnie rozjazd między tym, jak postrzegam samego siebie, a jak widzi mnie reprezentant pokolenia Z. Żachnąłem się, stwierdzając, że „moje czasy” wciąż trwają, a ja sam nieprzerwanie jestem w okolicach trzydziestki. Student sprecyzował, że chodziło mu o moment analogiczny z tym, w którym znajduje się grupa: studia, pierwsze prace itd. Szczerze odpowiedziałem, że ten okres przypadł na lata 90. XX wieku i że to był czas nadziei, głupich iluzji, niecierpliwości w dotarciu do świetlanej przyszłości, a przede wszystkim wielkiego otwarcia na świat.

Otwarcia, którego nie trzeba było na nas wymuszać: od kiedy pamiętałem moje życie w PRL, cokolwiek, co lądowało u nas z zewnątrz, może poza dobrami z bloku sowieckiego, budziło w moim otoczeniu — zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych — bezkrytyczny entuzjazm. Od ustnych relacji i plotek po produkty i książki. Wszystko, co zachodnie, a zwłaszcza pochodzące z upragnionej Ameryki, krainy prawdziwej demokracji (nie demokracji ludowej bynajmniej) było świętymi Graalami. Łącznie z puszkami po Pepsi i rzeczami z gruntu negatywnymi, jak choćby wieści, że w upadłym Nowym Jorku trzeba chodzić z portfelem wypełnionym kilkudolarowymi banknotami, żeby zdesperowani bandyci mogli dostać swój łup bez zabijania posiadacza portfela. Wraz z hajem nowej demokracji przypłynęło i to: przestępczość, idiotyczna konsumpcja i kolorowe śmieci. Na szczęście w końcu dzielenie klatek schodowych dodatkowymi kratami i strach przed mafią ustąpiły z okazji wejścia do Unii Europejskiej. Wtedy to politycy łaskawie wzięli się też za korupcję (tę mniejszą) i zorganizowaną przestępczość (tę zbyt ostentacyjną), a my, obywatele, dostaliśmy kolejną nadzieję. Tym razem na stanie się prawdziwymi Europejczykami, a nie obszczymurkami, którzy tkwią gdzieś na ciemnym, wschodnim jej obrzeżu. Aspiracje przesunęły się z „Dynastii” ku festiwalowi Wagnera w Bayreuth, Levisy 501 z krainy kowbojów już tak nie podniecały, bo wjechał dyskretny urok burżuazji, możliwość studiowania i pracy w krajach rozwiniętych. Dla ludzi z mojego otoczenia dzika i wolna Ameryka zaczęła jakoś blednąć. Nikogo specjalnie nie pociągała wizja emigracji w kraju, w którym nie ma europejskich przywilejów społecznych, za to z otwartymi ramionami wita się elitę przedsiębiorczości. Wojenne, policyjne i komediowe produkcyjniaki w telewizorze zaczęły śmieszyć i nudzić, a Marlboro Man umarł na raka płuc. Moje kolejne podróże i projekty w Stanach Zjednoczonych tylko utwierdziły mnie w tym, że urok krainy neoliberalnej szczęśliwości już na mnie nie działa. Że wciąż z fascynacją poznaję różne amerykańskie zakątki, ale nie wyobrażam sobie mieszkania w kraju, który jest tak… do tyłu.

Przyszedł przełom 2025 i 2026 roku. Prezydent Trump chce siłą przejąć należące do europejskiego sprzymierzeńca ziemie, za nic mając prawo międzynarodowe i lojalność wobec partnerów z NATO. Rozochocony szaleniec może wszystko: „Zatrzymać mnie mogą tylko moje własne myśli”, stwierdził przecież w którymś z wywiadów. Prywatna armia prezydenta udająca federalną agendę buduje obozy internowania i zabija kolejnych obywateli na ulicach amerykańskich miast, a europejscy nacjonaliści i skinheadzi w typie brytyjskiego Tommy’ego Robinsona apelują do Trumpa, żeby najechał Wielką Brytanię i „uratował” jej mieszkańców przed demokracją. Wtórują mu inni admiratorzy Silnych Mężów, również w Polsce.

Pod wpływem zaklęcia MAGA Stany nagle przestają być symbolem demokracji, bo kraj, który był dla nas źródłem zachwytów, na naszych oczach płynie ku rafom nowej formy faszyzmu. Rodzi się ustrój bliższy „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood niż dwudziestowiecznemu narodowemu socjalizmowi, w końcu socjalizm jest imieniem szatana. Włoscy i niemieccy naziści dawali ludowi służbę zdrowia, fundusze wczasowe i ubezpieczenia emerytalne. Tymczasem hybrydowy faszyzm prezydenta o stabilności psychicznej cesarza Nerona (i jego arcyciekawego zaplecza) nie chce dawać niczego poza emocjami, które można tanio wygenerować za pomocą Fox News zamiast budować nową infrastrukturę drogową lub rozwijać ubezpieczenia społeczne. Wspólne są jednak nienawiść do oponentów i przejawów jakiejkolwiek inności, instrumentalnie traktowana religia i obsesja przejęcia władzy nad każdym wymiarem rzeczywistości. No i admiracja dla neoklasycyzmu.

A co my na to? My, którzy marzyliśmy jako dzieci, żeby przyszła tu Ameryka, obudziliśmy się nagle w rzeczywistości, w której zaczyna nam się ona kojarzyć z bezdechem nacjonalizmu. Rozglądamy się i stwierdzamy, że widzimy zbyt wiele objawów jej obecności. W dominacji kulturalnej (z jakiej nieamerykańskiej platformy filmowej korzystacie?), technologicznej (piszę te słowa w Wordzie) i politycznej, bośmy wciąż Koniem Trojańskim Ameryki w Europie (jak Węgry rosyjskim). Widzimy ją w prymacie pieniądza, mierzalności i efektywności. W PR-rze zastępującym dziennikarstwo. W czołobitności polskiego prezydenta. W języku pełnym feedbacków, fuckupów i deadline’ów. W plastiku i powtarzalności. W abonamentowaniu rzeczywistości, w której niedługo przyjdzie nam robić comiesięczne opłaty za wynajęte meble w naszym mieszkaniu. I w bezsilności, bo kiedy Orange Man mówi, że chce Grenlandii, jak Putin chce Alaski, to co my z tym możemy zrobić? Kto nas będzie ratował przed rosją (mała litera jest intencjonalna)? Dokąd będą uciekać liberalni inteligenci z krajów rozwijających się, jeśli USA staną się do końca dyktaturą? Kto wesprze Ukrainę w walce z toksycznym sąsiadem? Kto ochroni nas?

Pochodnia Demokracji gaśnie. Na szczęście nie wszędzie. Liczę na integrującą się Europę, o ile ostatecznie zdystansuje się wobec Ameryki i zneutralizuje dzielących ją nacjonalistów. Tylko w ten sposób uda nam się znaleźć dla nas godne miejsce w nowym porządku świata, który nieuchronnie nadchodzi. Chyba że kleptokraci ten świat podpalą, wyciągając łapy po cudze ziemie: wtedy nie będzie już sensu pisać felietonu o czymkolwiek. „A jak z naszym pokoleniem?”, zapytał mój student, a ja mogłem mu tylko odpowiedzieć: „Wasza bramka się domyka. Jeśli chcecie cieszyć się demokracją, musicie zawalczyć o Europę. To ostatni moment”.

 
Jakub Szczęsny

więcej: A&B 2/2026 – Edukacja,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE