Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Mam w sercu małe miasteczka. Architektura szczęścia

16 lipca '26

Miejsce: Dawna piekarnia, dziś pracownia projektowa. Dzielnica Bałuty, a wiadomo, że Bałuty i Chojny — naród spokojny.

Wchodzi Kuba trochę zmęczony po podróży do Warszawy na Kongres Architektury. Zamyślony położył swój składany kask na stole konferencyjnym i zamyślił się, siedząc na krześle „zetka” Ernsta Moeckla.

— Cześć kolego, jak leci? — zażartował Jakub, spoglądając na Kubę i wyrywając go z dziwnej zadumy.

— Świetnie! — zażartował Kuba.

— Przypuszczam, że wątpię. Widzę pokongresowe zmęczenie, jakiś refleksyjny nastrój. Znów diagnoza środowiskowa, że potrzebne są zmiany systemowe i edukacja? Znów narzekanie na zarobki, a pod budynkiem same luksusowe auta?

— Nie bądź złośliwy, wydarzenie było bardzo udane, ale nie o tym chciałem porozmawiać. Pomyślałam, że Warszawa jest piękna i wspaniale się rozwija, ale rankiem miałem występ w telewizji remontowej, a studio jest na samym końcu miasta. Wybrałem się na rowerową wycieczkę i zobaczyłem inne oblicze stolicy: zobaczyłem, jak wygląda życie w różnych dzielnicach, blokowiska, osiedla willowe, szeregówki, domki, a w końcu Las Bródnowski, a za nim blaszane centrum handlowe, w którym jest studio…

— Ciekawe, zupełnie nie takich wrażeń się spodziewałem po wizycie w Warszawie na Kongresie. Żadnych plotek? Klasycznych kłótni środowiskowych? Naprawdę? — Jakub przysiadł się do Kuby z kubkiem kawy zaprojektowanym przez Malwinę Konopacką, czekając aż Kuba opowie, co go skłoniło do refleksji.

— Daj spokój. „Na zachodzie bez zmian”. Ale kiedy wracając, jechałem przez dzielnice Warszawy, dotarłem do kładki i spojrzałem na skyline, to poczułem, jakbym był w dwóch różnych miastach. Nagle spokój ludzi z przedmieść biegających czy spacerujących z psami zamienił się na atmosferę presji, stresu, szybkiego tempa życia.

— Nie do końca rozumiem — przerwał Jakub. — To przecież to samo miasto, spokojni spacerowicze zakładają marynarki, garsonki i pędzą na złamanie karku do szklanych certyfikowanych biurowców, by rozwijać swoje wspaniałe kariery. Wiadomo. Tylko w wielkim mieście można zaznać szczęścia! Dobra praca, domek na przedmieściu, auto na prąd.

— Eeeee tam. — Zirytował się Kuba. — A potem słyszę od tych „szczęśliwych ludzi”: kiedyś to rzucę i wyjadę w Bieszczady. Tylko jak pytam, czy kiedykolwiek byli w Bieszczadach i skąd wiedzą, czy tam jest dobrze, to nie potrafią odpowiedzieć. Z drugiej strony sporo osób po latach w końcu ucieka z miast na wieś. Ale zastanawia mnie, Jakubie, czy można spełniać swoje aspiracje poza szalonym życiem w wielkich miastach. Czy można być szczęśliwym w małym mieście.

— Coś w tym jest. Wielu młodych ludzi ciągnie do metropolii w pogoni za pracą, zarobkami, karierą, ale płacą za to wysoką cenę: kredyt na trzydzieści lat na astronomiczną sumę, utrata wolności osobistej i praca w jednoosobowym obozie pracy: harówka na etacie od świtu do nocy, a po godzinach obsługa mediów, by wszyscy widzieli, że się udało. Czy w małych miastach można zrobić karierę, godziwie zarabiać, zdobyć prestiż i uznanie? A przecież, jak powiedziałeś, architektonicznie dzielnice peryferyjne wielkich metropolii nie różnią się od małych miast. Mało tego, moim zdaniem niewielkie miasta mają zazwyczaj piękne historyczne centra, czystsze powietrze, mniejsze korki i wszystko jest w zasięgu jazdy rowerem.

— Prawdziwa różnica jest w naszych głowach — podsumował Kuba. — Tak naprawdę ludzie, którzy żyją w wielkich miastach i ci w małych, tak samo często popadają w zły nastrój. Sama architektura i możliwości wielkich czy małych karier nie sprawiają, że ludzie są szczęśliwsi. To, czy mieszkasz w małym lub dużym mieście, nie rozstrzyga, czy jesteś mniej lub bardziej szczęśliwy i może warto się zastanowić, czego tak naprawdę chce się w życiu. Czy to nie jest tak, że uciekamy ze wsi i małych miast do aglomeracji, a stamtąd na wieś czy w mityczne Bieszczady? Znam architektów mających świetne kariery i twórczość z Piotrkowa Trybunalskiego i Siedlec. Są cenieni u siebie, ale mało znani poza swoimi miastami, to fakt. Z drugiej strony jest moda na tożsamość dzielnic i życie mieszkańców może się toczyć tylko w ich ramach bez odwiedzania hałaśliwego centrum, nawet jeśli oznacza to rezygnację z dostępu do teatrów, filharmonii i luksusowych sklepów. Może podobna moda może zapanować na małomiasteczkowy styl życia?

— Czyli mamy zadanie. Trzeba odkryć nie tylko „aktorów prowincjonalnych”, ale i architektów prowincjonalnych, nieodkryte jeszcze miasteczka. Jak to zrobić? Po prostu tam pojechać, spędzić urlop tam, a nie na oceanicznej wyspie. Na tym chyba polega „Sztuka podróżowania” Alaina de Bottona. — Jakub otworzył notes Moleskine, by zaplanować najbliższy urlop.

Kuba kiwnął głową i zaczął recytować:

— (…) czuję, jak wyzwalam się/ od zbędnego nadmiaru energii/ w którą wyposażyła mnie młodość/ możliwe/ że mógłbym użyć jej inaczej/ np. napisać 4 reportaże/ o perspektywach rozwoju małych miasteczek/…

Jakub przerwał i na wszelki wypadek sam dokończył:

— …ale mam w sercu małe miasteczka/…ale mam w sercu małe miasteczka/ …ale mam w sercu małe miasteczka.


Rozmawiali:
Jakub Krzysztofik — architekt i urbanista, oraz
Kuba Krzysztofik — urbanista i architekt.

Można było ich było spotkać na Kongresie Architektury Polskiej w Warszawie. Na pewno ich poznaliście. Obydwaj ubrani na czarno.

Uwaga: Felieton zawiera lokowanie produktu, chociaż nikt za to nie zapłacił. Spadkobierców Andrzeja Bursy Kuba i Jakub przepraszają za zmiany w utworze „Sobota”.

JAKUB/KUBA KRZYSZTOFIK

więcej: A&B 6/2026 – Małe i średnie miasta / Stawki architektów,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Narracje nr.17
INSPIRACJE