Miejsce: Dawna piekarnia, dziś pracownia. Wchodzi Jakub z notesem w ręku, otrzepuje śnieg z ramion. Kuba siedzi przy biurku wpatrzony w ekran laptopa z naklejką „Carbon Neutral”.
— Cześć kolego, jak leci? — zażartował Jakub.
— Świetnie! — zażartował Kuba.
— Właśnie widzę! Co cię gryzie?
— Myślę o tym, że właśnie wygraliśmy zlecenie na kolejny apartamentowiec premium. Liczę na trzykrotne wzrosty zasięgów na Insta…
— Wiem, też się martwię.
— Martwisz? Jakubie, to szczyt marzeń! Jesteśmy jak ci goście z NOKE czy mode:lina. Styl, marka, uznanie. Wszyscy będą o nas pisać!
— No właśnie. Wszyscy będą pisać, a ja dostałem rachunek za subskrypcję oprogramowania. Szczyt kosztów stałych.
— Oj, Jakubie! Przecież budujemy markę! W 2025 roku marka to waluta. To kapitał, który zaprocentuje.
— To spróbuj zapłacić tą marką w sklepie. À propos wspomnianych gwiazd, słuchałeś podkastu Nokelina? Nawet ci najwięksi z okładek, z nagrodami na półkach, przyznają, że po latach orki, patrzą na stan konta i zastanawiają się, czy nie lepiej było zostać programistą.
— Eeeee tam. W tych branżach też bywa ciężko, tam też wypalenie goni deadline. Też mnie zastanawia „paradoks sukcesu”. Nawet Robert Konieczny w jednym z wywiadów, patrząc na swoje światowe nagrody, przyznał, że nie wie, czy warte były tylu poświęceń. I że ciągle nie ma finansowej równowagi. Mamy te wszystkie narzędzia, komputery, a i tak czegoś nam brakuje.
— Dwóch rzeczy naraz: pieniędzy i spokoju.
— Nie bądź taki przyziemny, Jakubie. Spokoju może tak, ale pieniądze powinny być skutkiem ubocznym pracy. Nam brakuje sprawczości. Projektujemy „ikony”, a potem przychodzi Excel inwestora i tnie nam detale, aż zostaje smutne wspomnienie o architekturze.
— Przypuszczam, że wątpię, Kubo. Pamiętasz, jak zaczynaliśmy? Chcieliśmy coś zmienić, zrobić różnicę. Poprawić życie zwykłych ludzi poprzez jakość przestrzeni. Mieć z tego satysfakcję i godne wynagrodzenie. Teraz często zmieniamy tylko parametry, żeby budynek był „smart” na papierze. A na koniec miesiąca okazuje się, że jako właściciele pracowni zarabiamy mniej niż budowlaniec kładący płytki.
— Zaraz, zaraz. Nie mam nic do wykwalifikowanych robotników na budowie. Nie zakładaj, że ich praca jest mniej ważna od naszej. To są fachowcy i jeśli jest zapotrzebowanie na ich fach, to zasługują na godne wynagrodzenie. Chciałbyś na co dzień pracować w tym kurzu, na kolanach, często na mrozie? Więcej rigczu, kolego!
— Masz rację, Kubo. Poniosło mnie. Ale czujesz tę dysproporcję odpowiedzialności do profitów?
— Tak, wiem. To jest ten paradoks sukcesu naszej branży.
— Mode:lina i NOKE mają te wszystkie genialne wnętrza, publikacje, o których marzy każdy student, własny podcast, a w nim słychać to samo pytanie: „Gdzie popełniliśmy błąd, że sukces nie przekłada się na luz finansowy?”. I co ma o zawodzie myśleć taki młody człowiek, który tego słucha? Że dyplom architekta to bilet do prestiżowej walki o przetrwanie?
— Jakubie, może problemem jest to, że my wciąż sprzedajemy „sztukę”, a klient w 2025 roku kupuje „metry” i „optymalizację kosztów”. Wierzę, że gdy wdrożymy automatyzację, to AI zajmie się nudną robotą papierkową, a my będziemy tylko kreować.
— Kto za te „wizje” zapłaci? Boję się, że stajemy się ekskluzywnym dodatkiem do pozwolenia na budowę.
— Ale przecież mamy pasję! To nas trzyma w tej piekarni do dwudziestej.
— Pasją nie opłacisz składek ZUS, które znów idą w górę. Wiesz, co mnie najbardziej boli? Że po dwudziestu latach pracy, zamiast cieszyć się z nagród i mieć finansowy komfort, ja wciąż wieczorami liczę, czy budżet projektu się spina.
— No właśnie! Ta dziwna pustka między uznaniem branży a rzeczywistością portfela. Jakubie, może my po prostu, nie potrafimy wyceniać swoich marzeń?
— Albo rynek wycenia nasze marzenia na „dziękuję, bardzo ładne, wrzucimy was na story”. Obaj mamy siwe włosy od walki z urzędami. Ty wierzysz w nowinki, ja w szkicownik, ale obaj stoimy w tej samej kolejce po... właściwie po co?
— Po sens. Bo mimo tego, jak zarabiamy, to gdy widzę ten nasz budynek w tkance zrewitalizowanych ulic Łodzi, jak ludzie tam chodzą, jak to żyje, to przez pięć minut czuję się, jakbym posiadał świat.
— To prawda, to jest piękne w naszym zawodzie. Ale to pięć minut euforii, a potem dwadzieścia dni czekania na przelew od inwestora, który „czeka na transzę z banku”. Taka nasza rzeczywistość.
— Jakubie, myślisz, że w 2026 będzie lepiej?
— Tak. Składka członkowska pewnie wzrośnie o kolejne 20 złotych, nowe przepisy znów podniosą koszty naszych usług, a klienci bardziej niż naszą pracę będą cenić włoskie meble do swojego nowego biura. No i dzięki AI będziemy mieć więcej czasu na rozmyślanie o tym, dlaczego nie otworzyliśmy budki z lodami.
— No to co? Wracamy do projektowania rewitalizacji starego hotelu?
— Ponarzekaliśmy i wracamy do tego, co kochamy! Ale tym razem za projekt tej „ikony” doliczę klientowi pozycję: „Odszkodowanie za brak snu”!
— I dodaj „Opłatę za biofilię”! Skoro chcą mieć drzewa na dachu w środku Łodzi, niech zapłacą jak za las, a nie jak za paprotkę z marketu.
— Dobra, dobra… Może do 2030 dogonimy zarobkami twórców aplikacji do zamawiania pizzy.
— Optymista z ciebie.
— Realista z prestiżowym dyplomem, budżetem na styk, ale z głową wciąż pełną marzeń. Nie poddajemy się, jedziemy!
— To do roboty. Render sam się nie wyklika! — zażartował Kuba, uruchamiając moduł AI-render.
— Już, tylko najpierw muszę narysować coś, czego żadne AI nie wymyśli — rzucił Jakub, otwierając Moleskine'a.
* * *
Rozmawiali:
Jakub Krzysztofik — architekt i urbanista, oraz
Kuba Krzysztofik — urbanista i architekt.
Można było ich spotkać na 4 Design Days w Katowicach. Na pewno ich poznaliście. Obydwaj ubrani na czarno.
Uwaga: Felieton zawiera lokowanie produktu, chociaż nikt za to nie zapłacił.
Jakub Krzysztofik
więcej: A&B 2/2026 – Edukacja,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B



































