„Przyszło nam egzystować w trudnym środowisku” — pisze autorka „Hotelu Ziemia”. Kilkadziesiąt stron wcześniej przeczytamy jednak, że nasz świat jest miejscem „wszystkomającym, oszałamiająco pięknym i przebogatym”, a nawet „najlepszym z możliwych”. Wbrew pozorom, w tym zestawieniu nie ma paradoksu, bo jako najmłodsza siła geologiczna gatunek ludzki kształtuje swoje otoczenie, zarówno w makro-, jak i mikroskali, bez oglądania się na konsekwencje dla planety i nas samych, zamkniętych w źle zaprojektowanych miastach i mieszkaniach. Czy możemy jednak zrobić coś, aby mimo wszystko „żyć i mieszkać dobrze”? O projektowaniu dla zmysłów węchu i dotyku, analfabetyzmie przyrodniczym i dyktaturze metra kwadratowego opowiada Jo Jurga.
dr Joanna Jurga — projektantka przestrzeni, badaczka oraz edukatorka. Specjalistka projektowania skupionego na poczuciu bezpieczeństwa, ze szczególnym uwzględnieniem życia w izolacji. W swojej pracy chętnie porusza zagadnienia z zakresu dizajnu synestetycznego i neuroarchitektury. Analogowa astronautka i dwukrotna komandorka symulacji misji kosmicznych w Mobilnej Stacji Badawczej Lunares. Współzałożycielka startupu KOTA — systemu, który optymalizuje za pomocą AI przestrzeń życiową. Autorka podcastu #BEZPIECZNIK i książek „Szałas na hałas” oraz „Hotel Ziemia”. Kocha zimę, nurkuje na wstrzymanym oddechu i nałogowo czyta książki.
Przemek Ciępka: Twoja książka opowiada o naszej planecie jako środowisku, w którym przyszło nam żyć. Słowa, których użyłaś do jej zatytułowania, są zapewne nieprzypadkowe. Dlaczego Ziemia jest w Twojej opowieści hotelem?
Jo Jurga: Uważam, że jesteśmy gośćmi na planecie Ziemia. Ona świetnie bez nas sobie poradzi, my bez niej niekoniecznie. Stojąc jedną nogą w branży kosmicznej, mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie ma innego miejsca, do którego moglibyśmy się w najbliższych latach „wyprowadzić”, nie znamy obecnie innego świata, w którym moglibyśmy tak komfortowo żyć, do którego jesteśmy tak dobrze przystosowani.
Hotel również dlatego, że przebywamy w nim jedynie tymczasowo. Jesteśmy terminalni jako jednostki i jako gatunek, a zachowujemy się tak, jakbyśmy chcieli wysadzić w powietrze fundamenty, na których mieszkamy. Straciliśmy umiejętność patrzenia na rzeczy w perspektywie długoterminowej. Weźmy na przykład sformułowanie „katastrofa klimatyczna” — słyszymy je non stop od kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu lat, ale de facto na co dzień w ogóle o niej nie myślimy. Każdego dnia wstajemy, myjemy zęby i idziemy do pracy, a w tym czasie w odległą część świata uderza tsunami lub wymiera jakiś gatunek. Beztrosko funkcjonujemy w naszym bąbelku, zapominając o tym, jak kruchy jest ekosystem, w którym żyjemy.
Przemek Ciępka: W nawigacji po tym ekosystemie pomagają nam zmysły. Które z nich są najistotniejsze, jeśli chodzi o nasze samopoczucie w otoczeniu zaprojektowanym?
Jo Jurga: Mówi się, że od połowy XIX wieku żyjemy w świecie okulocentryzmu, w którym panuje dyktatura oka. Wzrok nie jest jednak jedynym zmysłem, który decyduje o tym, jak się czujemy w danej przestrzeni. Jeśli znajdziemy się w pięknym wnętrzu, które ma tysiące lajków w social mediach, ale będzie tam bardzo zła akustyka, niekomfortowa temperatura, zbyt wysoka czy niska wilgotność powietrza, albo ostre, rażące światło, które wygląda dobrze tylko na zdjęciu, to wcale nie będzie nam się tam dobrze przebywało. W ostatnich dekadach architektura urosła do rangi rzeźby w terenie. Fotografujemy architekturę bez ludzi — sama spotykałam architektów, którzy twierdzą, że użytkownicy niszczą ich projekty czy zaburzają ład, przestawiając elementy. Nie o to chodzi w architekturze!
Funkcją architektury jest dawać nam dach nad głową i godne warunki do życia, estetyka jest tylko wtórną jakością. Tymczasem dziś ważniejsze jest to, czy wnętrze wygląda ładnie, niż to, czy jest bezpieczne i czy czujemy się w nim komfortowo. To powoduje bardzo wiele problemów, w tym zdrowotnych — wiele z nas żyje w budynkach, które są źle zaprojektowane i nieodpowiednio konserwowane, mają zbyt małą powierzchnię czy niewystarczające nasłonecznienie. A przecież dobrze wiemy, jak unikać projektowania takich przestrzeni.
Przemek Ciępka: Projektowanie „dla oka” wydaje się dość oczywiste w swoich założeniach. Jak tworzyć przestrzenie, które będą służyć pozostałym zmysłom?
Jo Jurga: Projektować dla ludzi, nie na Instagrama, do folderów czy albumów. Wszyscy lubimy siedzieć na krzesłach o konkretnej wysokości — jeśli są zbyt niskie, to jest nam niewygodnie, kiedy są za wysokie, to zaczynamy się garbić. W skupieniu pomaga nam cisza, nie lubimy, kiedy do wnętrza mieszkania dochodzą odgłosy samochodów pędzących po ulicy. Lubimy widzieć światło słoneczne i zieleń. To są preferencje wspólne dla nas, jako przedstawicieli gatunku ludzkiego.
Niestety, żyjemy w dyktaturze PUMu i metra kwadratowego, gdzie chodzi o pieniądze, a to powoduje, że nikogo nie obchodzą realne potrzeby. Inwestorzy dostosowują się do norm, jak tylko mogą, nie wychodzą ponad nawet na centymetr. W takiej rzeczywistości działanie zmysłów przestaje być brane pod uwagę podczas projektowania.
Przemek Ciępka: Pomijana jest na przykład rola zmysłu dotyku. Co bodźce, które odbieramy przez skórę, mówią nam o naszym otoczeniu?
Jo Jurga: Kiedy rano wysuwasz nogę spod ciepłej kołderki, to nie musisz otwierać oczu, żeby wiedzieć, że postawiłeś stopę na drewnie, a nie na płytce ceramicznej. Gdy siadasz na krześle, potrafisz stwierdzić, czy jest ono wygodne i jesteś w stanie przesiedzieć na nim osiem godzin pracy, czy jest to krzesło w fast foodzie, które zaprojektowano tak, abyś wytrzymał na nim tylko piętnaście minut, a później nie zajmował miejsca i wyszedł. Często piękne krzesła, które oglądamy w muzeach dizajnu, nie nadają się do siedzenia, ponieważ były projektowane jako symbol swoich czasów, pomijając ergonomię.
Zmysł dotyku jest zmysłem, bez którego nie możemy żyć. Co więcej, wyodrębniono z niego większość tak zwanych zmysłów nowych. Dzisiaj wiemy, że mamy więcej, niż te pięć zmysłów, o których pisali Arystoteles z Platonem dwa tysiące lat temu. Człowiek posiada cały aparat sensoryczny, na który składają się również równowaga, termorecepcja, czucie głębokie czy odbiór bodźców bólowych. Ich reakcje także wpływają na to, czy w danym wnętrzu czujemy się komfortowo.
dr Jo Jurga, „Hotel Ziemia. Żyć i mieszkać dobrze”
proj. okładki: Jan Kosik, wyd. Powergraph
Przemek Ciępka: Jaką rolę w naszym odbiorze przestrzeni odgrywa w takim razie zmysł węchu?
Jo Jurga: Przede wszystkim informuje nas o jakości powietrza. Za oknem musi być straszna sytuacja, żebyś mógł dostrzec, że w atmosferze unosi się smog. Ale wystarczy, że zaciągniesz powietrze do nosa i już czujesz, że jest ono mocno zanieczyszczone. Jakość powietrza oceniamy zresztą również we wnętrzach, a pogarszają ją nieserwisowane wentylatory, zatkane kratki wentylacyjne czy cieknące rury, które powodują wilgoć. Raczej nie zobaczysz grzyba, próbując kupić mieszkanie w starej kamienicy, ale za to z pewnością go poczujesz. Zmysł węchu jest naszym najbardziej pierwotnym zmysłem, więc jeżeli zapach pleśni wywołuje w nas atawistyczne reakcje, to wiemy, że to nie jest bezpieczne miejsce.
Przemek Ciępka: Lepiej żyje nam się w wielkich metropoliach czy mniejszych miejscowościach?
Jo Jurga: To oczywiście zależy od konkretnej osoby, ale z punktu widzenia biologii ewolucyjnej, jako gatunek, który wywodzi się z sawanny, lepiej radzimy sobie w małych miastach. W niewielkich miejscowościach znamy swoje „stada”, otacza nas architektura o ludzkiej skali, za którą widać horyzont. Ponieważ jednak jesteśmy zwierzętami o bardzo rozbudowanej psychologii, to część z nas woli móc zgubić się w mieście i korzystać z dawanych przez nie obietnic sukcesu, nawet jeśli jest bardzo zmęczona hałasem czy ciasnotą. To już kwestia wychowania i tego, jak bardzo jesteśmy w stanie zdysocjować od naszych biologicznych potrzeb.
Przemek Ciępka: Na okładce książki zadajesz pytanie: „Dlaczego tysiące lat temu budowniczowie miast lepiej rozumieli harmonię świata niż my dzisiaj?” Co takiego nie działa we współczesnych miastach?
Jo Jurga: Nie działa to, co wynika z kapitalizmu. Bardzo chciałabym mieć lepszą odpowiedź, ale w świecie, w którym każdy centymetr kwadratowy ma swoją wartość, zieleń, jakość powietrza czy komfort życia przestają mieć znaczenie. Odbyłam kiedyś przejmujące spotkanie z polskimi deweloperami. Zapytałam ich wtedy: kto z Państwa chciałby zamieszkać we własnej realizacji? Okazało się, że nikt. To nie jest tak, że oni nie wiedzą, jak budować, nikt w Polsce nie zna prawa budowlanego tak dobrze, jak deweloperzy. Kiedy przyjrzymy się osiedlom przemysłowym, budowanym pod koniec XIX i na początku XX wieku, czy tuż przed wybuchem II wojny światowej, okaże się, że są one lepiej zaprojektowane, niż część współczesnej deweloperki. A ich autorzy nie posługiwali się przecież Kartą Ateńską i nie mieli współczesnego science base. Chciałabym, żebyśmy kupując mieszkanie, dostawali dwa pokoje z wyposażoną kuchnią, łazienką, oknami, balkonem i drewnianą podłogą, jak było przed wojną.
Przemek Ciępka: Wielkie połacie miast zabudowują deweloperzy, którzy poruszają się jednak w ramach ustalonych zasad. Te z kolei nierzadko są opracowane w sposób, który prowadzi do utraty ładu przestrzennego. Jak wpływa na nas przebywanie w takiej chaotycznej przestrzeni?
Jo Jurga: Ludzki mózg wyewoluował około 70, 80 tysięcy lat temu i od tamtej pory fizycznie się nie zmienił. Jest identyczny, jak w czasach, w których ludzie biegali z dzidami po sawannie. Nasi przodkowie żyli w otoczeniu, które było raczej stałe — widzieli swoje plemię czy plemię sąsiadów, słońce pojawiające się i znikające za horyzontem, albo bizona przebiegającego między drzewami. Dzisiaj wysiadając na stacji Metro Centrum w Warszawie widzimy dziesiątki wielkoformatowych reklam, wiszących na budynkach, którym brakuje spójności elewacji i zachowanej linii zabudowy. Mijamy setki znaków drogowych, sygnalizacji świetlnych i neonów, a do tego w ręce trzymamy telefon, który serwuje nam drugie tyle bodźców. Nasze mózgi nie mają wystarczających mocy przerobowych, żeby efektywnie odnajdywać się w tym świecie. W konsekwencji straciliśmy orientację przestrzenną — podczas gdy zza jednego wieżowca wyłania się kolejny, nasz mózg wciąż poszukuje horyzontu i tego bizona, biegnącego na jego tle. Kiedy zaczęliśmy korzystać z nawigacji, przestaliśmy myśleć o przestrzeni, bo ona zmienia się przed naszymi oczami tak szybko, że nie jesteśmy w stanie tego kodować. Przeciętny zjadacz chleba gubi się w drodze do pracy bez głosu w telefonie, mówiącego „za 300 metrów skręć w lewo”. Co więcej, nawet jeśli wreszcie dorośliśmy do tego, że potrzebujemy więcej zieleni, to brak całościowego planu urbanistycznego, spójności elewacji, zachowania linii zabudowy czy odpowiedzialnego myślenia o oświetleniu sprawiają, że nasze miasta są o wiele bardziej męczące, niż mogłyby być, gdyby zadbano o wszystkie te rzeczy.
Przemek Ciępka: W książce często używasz terminu „analfabetyzm przyrodniczy”. Na czym on polega i skąd się bierze?
Jo Jurga: W drastycznych przypadkach niektórzy z nas spędzają od 92 do 94 procent czasu w przestrzeniach zamkniętych. Wychodzimy z domu, wsiadając w podziemnym garażu do samochodu i w takim samym podziemnym garażu zostawiamy samochód przed wejściem do biura. W Wielkiej Brytanii przeprowadzono badania, według których 75 procent dzieci spędza na świeżym powietrzu mniej niż godzinę dziennie. To przerażające, zwłaszcza kiedy uświadomimy sobie, że na terenie Unii Europejskiej każdy więzień ma zagwarantowaną minimum godzinę dziennie na spacerniaku w celu zachowania zdrowia psychofizycznego. Konwencja Praw Człowieka zabezpiecza osoby, które odbywają wyrok karny, a ludzie wolni nie zabezpieczają podstawowego prawa swojego mózgu do bycia na zewnątrz. Nie wyewoluowaliśmy do życia w zamkniętych przestrzeniach. W rezultacie nie znamy drzew i innych roślin, które nas otaczają — nazwy takie, jak bylica, babka czy łopian niewiele nam mówią, kojarzą się co najwyżej z Wiedźminem i warzeniem czarodziejskich wywarów. Co więcej, analfabetyzm przyrodniczy to nie tylko zwierzęta i rośliny — nie potrafimy rozpoznawać gwiazd, ponieważ większość z nas nie ma możliwości zobaczenia nocnego nieba, jeśli nie wyjedzie przynajmniej 30 czy 50 kilometrów poza miasto.
To nie wszystko: ludzie boją się lasów. Kiedy w 2017 roku otwierałam przewód doktorski, jeden z profesorów powiedział mi, że żaden normalny człowiek nie zostałby w tej chwili na noc samotnie w lesie, bo tam „może stać się krzywda”. W rzeczywistości jedyna krzywda, która może nam się stać w lesie, byłaby spowodowana przez ludzi, bo żadne dzikie zwierzę, jeśli tylko nie jest chore, nie zbliży się do człowieka, który jest przecież jego podstawowym zagrożeniem. Nie rozumiemy natury; przeraża nas, przez co poziom analfabetyzmu przyrodniczego w społeczeństwie rośnie. Myślę, że gdyby wyjść na ulicę i zapytać przechodniów, co fale mają wspólnego z fazami księżyca, to większość popatrzyłaby na nas z minami mówiącymi non comprende. Łączność z naturą, wiedza o cyklach przyrody to coś, do czego jest nam już bardzo daleko, a jednak sami nie ewoluujemy tak szybko, jak ewoluuje nasz sposób życia.
dr Jo Jurga, „Hotel Ziemia. Żyć i mieszkać dobrze”
proj. okładki: Jan Kosik, wyd. Powergraph
Przemek Ciępka: Słuchając tego, co mówisz oraz mając w pamięci treść Twojej książki, odnoszę wrażenie, że podchodzisz do technologii z pewnym dystansem. Czy mam rację?
Jo Jurga: Chociaż nigdy nie byłam technooptymistką, to wyszłabym na hipokrytkę, twierdząc, że nie korzystam z technologii. Co więcej, współtworzę startup technologiczny. Z technologią jest jak z młotkiem czy siekierą — to, czy odrąbię nią komuś rękę, czy przygotuję sobie drewno do rozpalenia w kominku, to mój wybór. Dzięki technologii budujemy rakiety, które latają wokół księżyca, mamy rezonanse magnetyczne czy szczepionki, które chronią nas przed chorobami. Z jakiegoś powodu nie jesteśmy jednak dzięki temu mądrzejsi, a podejrzewam, że jest nawet z nami coraz gorzej. Dzięki technologiom możemy dokonywać wspaniałych rzeczy, a my w coraz większym stopniu wykorzystujemy je do zabijania, ogłupiania i zarabiania gigantycznych pieniędzy.
Przemek Ciępka: Jak możemy poprawić ten stan rzeczy?
Jo Jurga: W podejściu do technologii brakuje mi dalekowzroczności i odpowiedzialności, które powinny leżeć po stronie prawodawców. Jest mi bardzo przykro, że nasi ustawodawcy są na krótkiej smyczy wielkich firm technologicznych i nie potrafią wprowadzić przepisów chroniących dzieci przed wpływem mediów społecznościowych czy ograniczających sposób wykorzystywania naszych danych. To wspaniałe, że wiele rzeczy mogę robić szybciej dzięki modelom językowym, ale czy ktoś odrobił lekcję z dziećmi i z dorosłymi na temat tego, jak odpowiedzialnie używać tych narzędzi, czy ich słabych stron, na przykład występowania halucynacji?
Przemek Ciępka: Często słyszymy, że technologie oddalają nas od siebie nawzajem. Jak tworzyć przestrzenie, które pozwolą nam się na powrót zbliżyć?
Jo Jurga: Jest kilka sposobów działania, a jednym z nich jest projektowanie przestrzeni wspólnych. Dla mojego pokolenia taką przestrzenią był trzepak. Pełnił fantastyczną funkcję społeczną; kiedy tylko dzieci wracały ze szkoły czy przedszkola, gromadziły się właśnie na trzepaku. Korzystaliśmy z przestrzeni między blokami, której było znacznie więcej, niż we współczesnych osiedlach. Wiele modernistycznych osiedli do dzisiaj zachowało tę przestronność pomiędzy budynkami, dlatego wiele osób wybiera właśnie taką architekturę. Oczywiście w takim otoczeniu niezbędne są ławki, miejsca, w których dzieci mogą się bawić czy miejskie siłownie.
Ta infrastruktura musi być przy tym dostępna. Ławka powinna być nie tylko ładna, ale też dostosowana do potrzeb osób o ograniczonej mobilności; osób chodzących o lasce, z nogą w gipsie czy w zaawansowanej ciąży, bo nie wszyscy wstają z ławek, korzystając wyłącznie ze swoich bioder. Place zabaw czy siłownie plenerowe powinny być zacienione przez drzewa czy żagle, a przestrzenie wewnętrzne inkluzywne i demokratyczne, wyposażone w toalety oraz dostępne ekonomicznie, z kawą za 5, a nie 15 czy 25 złotych. Większość z nas naprawdę tęskni za kontaktem z innymi ludźmi, ale nie bardzo mamy, gdzie i jak ich spotkać — w końcu ile razy w tygodniu możemy chodzić do Starbucksa czy innej sieciówki, płacąc za kawę 25 złotych?
Przemek Ciępka: Te różnorodne potrzeby, o których mówisz, bywają z sobą sprzeczne. Jak mieszkać wspólnie i nie zwariować?
Jo Jurga: Rozwiązaniem jest umowa społeczna. Jeżeli w domu dzieci mają swój pokój lub inną przestrzeń, to na tych 5, 10 czy 15 metrach kwadratowych panują zasady, które pozwalają im głośniej krzyczeć, skakać, zostawiać zabawki na podłodze. Jeżeli mamy w domu osobę w spektrum, która źle reaguje na głośne dźwięki, to aranżujemy przestrzeń wyciszenia, gdzie nikt nie będzie mówił podniesionym tonem, a przed wejściem będzie obowiązywać pukanie lub sygnał świetlny. Oczywiście są miejsca — na przykład kuchnia czy salon — w których poziom hałasu będzie wyższy, ale wtedy zawsze pozostaje możliwość powrotu do namiotu wyciszenia czy innego spokojnego miejsca.
Wspólną przestrzeń i obowiązujące w niej zasady musimy tworzyć demokratycznie — usiąść razem i porozmawiać o swoich oczekiwaniach. Dzięki temu każdego obowiązują te same reguły gry i każdy ma też możliwość, żeby się od nich odwołać. To nie tak, że tylko dzieciaki łamią przepisy; rodzice namiętnie mówią jedno, a robią drugie. W wielu domach, w których funkcjonuje „skarbonka za przeklinanie”, szybko okazuje się, że to właśnie dorośli wrzucają do niej najwięcej pieniędzy. Oczywiście zawsze pojawiają się kompromisy, ale na ile tylko pozwala nam metraż mieszkania, na tyle powinniśmy starać się tworzyć kąciki odpowiadające na indywidualne potrzeby i wypracowywać razem zasady funkcjonowania tam, gdzie musimy współdzielić przestrzeń.
Przemek Ciępka: Metraże naszych mieszkań często nie pozwalają na wiele. W Twojej książce znajduje się rozdział dotyczący aranżacji mikroprzestrzeni. Nie obawiasz się, że może być kolejną zachętą dla patodeweloperów, chcących sprzedawać nam jak najmniejsze mieszkania?
Jo Jurga: Jestem idealistką, ale zdaję sobie sprawę z tego, w jakich warunkach mieszka wiele ludzi. Chociaż przepisy mówią, że mieszkanie nie może mieć mniej niż 25 metrów kwadratowych, to mikrokawalerki wciąż powstają, a przy tym nie istnieją od dzisiaj. Wiele z nas mieszkało w akademikach, dawniej dla niektórych osób całym światem była służbówka, która miała 3, 4 metry kwadratowe. Jest bardzo wiele sposobów zamieszkiwania, są też osoby, które z wyboru mieszkają w vanach czy przyczepach kempingowych. Są też starsze osoby, które decydują się na sprzedaż swoich wielopokojowych mieszkań, żeby zaoszczędzić pieniądze na emeryturę, i przeprowadzają się na te 30 czy nawet 20 metrów, bo tyle po prostu im wystarcza.
Niestety, idealny świat nie istnieje i część z nas mieszka, mieszkało albo będzie mieszkać w tak niewielkiej przestrzeni. Uświadomienie sobie, że w takim mieszkaniu musi być zachowana wentylacja, osobna łazienka i aneks kuchenny, że potrzebujemy odpowiednio zagospodarowanej przestrzeni, która pozwoli nam na przechowywanie naszych rzeczy, jest niezwykle istotne, ponieważ waży o jakości naszego życia w perspektywie następnych kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Nawet jeśli decydujesz się na taki ruch w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, to jeśli jesteś kobietą, będziesz żyć w tym mieszkaniu przez kolejne dwadzieścia.
dr Jo Jurga, „Hotel Ziemia. Żyć i mieszkać dobrze”
proj. okładki: Jan Kosik, wyd. Powergraph
Przemek Ciępka: Byłoby wspaniale, gdyby minimalistyczny styl życia zawsze był jedynie kwestią wyboru, a nie koniecznością.
Jo Jurga: Victor Papanek pisał, że kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy. Cytat pochodzi z lat 70., ale nigdy nie był bardziej aktualny niż teraz. Kiedyś prowadziłam konsultacje dla czteroosobowej rodziny, która rozważała budowę domu, nie mogąc zmieścić się w 120-metrowym mieszkaniu. Wjechałam tam „na miotle” i od razu poleciłam im, aby najpierw spróbowali uporządkować swoją przestrzeń, jeśli nie sami, to z coachem, który w sposób metodyczny pomoże im określić, co jest przydatne, a co nie, co jest pamiątką, a o jakiej zawartości swoich szafek nawet nie wiedzą. Po półrocznym procesie porządkowania mieszkania sami doszli do wniosku, że budowa domu wcale nie jest im potrzebna.
Przemek Ciępka: Jak możemy walczyć z tym pędem do posiadania coraz większej liczby rzeczy?
Jo Jurga: To przede wszystkim kwestia edukacji, mamy w tej materii sporą lekcję do odrobienia, co jest bardzo trudne w rzeczywistości, która ciągle przekonuje nas, że musimy coś kupić. Od przedszkola powinniśmy się uczyć, że nie potrzebujemy rzeczy nowych, tylko takie, które możemy naprawić albo które posiadają swoją historię, wartą przekazania następnej osobie. Z szacunku do Hotelu Ziemia powinniśmy powstrzymywać się od ciągłego kupowania nowych przedmiotów.
Przemek Ciępka: Pisałaś pracę doktorską na temat poczucia komfortu w przestrzeniach izolacji na przykładzie stacji kosmicznych, do dziś pracujesz w tej branży. Czy doświadczenia, które zebrałaś, badając ten obszar wpłynęły na Twoje myślenie o Hotelu Ziemia?
Jo Jurga: Kiedy astronauta leci na orbitę, może z sobą zabrać prywatne rzeczy, które zmieszczą się w pojemniku o wymiarach pudełka po butach. To ciekawe ćwiczenie — zastanowić się, co zabralibyśmy z sobą, by dalej iść przez życie, gdyby nasz dobytek ograniczyć właśnie do takiej przestrzeni. Jeśli chodzi o moje prywatne doświadczenia, to osiemnaście przeprowadzek uświadomiło mi, jak niewiele rzeczy potrzebuję. Nauczyłam się także, że warto wybierać bardzo trwałe przedmioty. One oczywiście kosztują więcej, ale wiem, że zostaną ze mną na dłużej. Z szacunku do Hotelu Ziemia, ale i do rzemiosła czy materiału.
Jestem też za tym, aby posiadać rzeczy, które są dobrze dopasowane do naszych potrzeb. Jeżeli kupujesz nowy stół, to usiądź przy nim i sprawdź, czy będziesz chciał na nim trzymać ręce, jedząc obiad z rodziną lub podczas pracy czy czytania książki. Jeśli potrzebujesz podłokietników w swoim krześle, to znajdź właśnie takie, a jeżeli wolisz siedzieć po turecku, to sprawdź, czy zmieścisz nogi pod stołem o danej wysokości. Statystycznie poświęcamy więcej czasu na kupno samochodu niż mieszkania. Jestem blacharą i uwielbiam samochody, ale większość z nas nie spędza całych dni i nocy w pojazdach. Mam wrażenie, że żyjemy w takim tempie, że nie dajemy sobie czasu na zastanowienie się nad tym, co lubimy i czego tak naprawdę potrzebujemy.
Przemek Ciępka: W takim razie czego jeszcze — oprócz edukacji oraz chwili oddechu na zastanowienie — potrzebujemy, aby w zgodzie z podtytułem Twojej książki „żyć i mieszkać dobrze”?
Jo Jurga: Do tych dwóch rzeczy dodałabym jeszcze uświadomienie sobie roli, jaką odgrywa wspólnota. Powinniśmy więcej myśleć o innych — jeśli kocham słuchać heavy metalu o 22, kiedy wracam z pracy, to robię to w słuchawkach, bo nade mną może spać dziecko, a sąsiad z dołu wstawać na dyżur o szóstej rano. Jeśli ptaki mieszkające na pobliskim drzewie załatwiają się na moje podwórko i stwierdzę, że muszę się tego drzewa pozbyć, to powinnam wziąć pod uwagę, że te zwierzęta stracą siedlisko, a ja i moi sąsiedzi stracimy cień. Potrzebujemy więcej myśleć o innym, gdzie inny jest ludzki i nie-ludzki.
Przemek Ciępka: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał: Przemysław Ciępka
więcej: A&B 4/2026 – Architekt miasta,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B





![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)



















