NOWOŚĆ! Prawo w architekturze – przystępnie na portalu A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

„Estetyka nigdy nie jest neutralna. Jest ona obecna we wszystkim: jest polityczna, ekonomiczna i normatywna”. Pablo Garrido Arnaiz, współzałożyciel szwajcarskiej pracowni architektonicznej Parabase

15 maja '26

Opowieść o dojrzewaniu w cieniu silnych osobowości Valeria Olgiatiego i Jonathana Sergisona oraz o stopniowym wypracowywaniu własnego języka, opartego nie na geście, lecz na świadomie przyjętych ograniczeniach. W rozmowie z Zygmuntem Borawskim i Janem Przedpełskim, Pablo Garrido Arnaiz, współzałożyciel pracowni Parabase mówi o architekturze kształtowanej przez konstrukcję i prawo budowlane, o napięciu między ambicją a ekonomią. To refleksja o ponownym użyciu jako realnym narzędziu projektowym oraz o edukacji uczącej krytycznego myślenia.

Zespół szwajcarskiej pracowni Parabase

PARABASE — Biuro stworzone przez Carlę Ferrando Costansę i Pabla Garrido Arnaiza w 2023 roku, którzy wcześniej pracowali w takich biurach jak Herzog & de Meuron, Foster & Partners, Diener & Diener oraz Miller & Maranta. Prace Parabase badają alternatywne perspektywy ponownego wykorzystania i innych strategii cyrkularnych, kwestionując konwencjonalne sposoby budowania i konsumpcji poprzez uwzględnienie ekonomii środków, materiałów i energii. Budynki są postrzegane jako materialny dowód historii społecznej i gospodarczej, a nie jako autonomiczne formy. Parabase łączy opracowywanie i realizację projektów architektonicznych z badaniami i nauczaniem. Założyciele pracowni wykładali w Mendrisio i Bernie, byli profesorami wizytującymi na Uniwersytecie Bauhaus w Weimarze i ETH w Zurychu, a obecnie są profesorami wizytującymi na TU Wien. Prowadzili kilka warsztatów, w tym Porto Academy 2025 i Paraply, byli zapraszani do udziału w charakterze jurorów i wykładowców w takich instytucjach, jak ETH Zurich, AAM Mendrisio, Harvard GSD, Cornell AAP, Dropcity Milano, TU München, Royal Academy Copenhagen, Pontificia Universidad Católica de Chile. Ich prace otrzymały wiele międzynarodowych nagród i zostały wybrane do udziału w 19. Biennale Architektury w Wenecji oraz 4. Triennale w Lizbonie. Obecnie biuro realizuje projekty o różnej skali na całym świecie.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Czy mógłbyś nam opowiedzieć, jak trafiłeś na studia do Szwajcarii i ostatecznie tam zamieszkałeś? Co wiedziałeś o tym kraju przed przyjazdem i co odkryłeś po przybyciu?


Pablo Garrido Arnaiz: Chciałem studiować za granicą, poznać inne realia. Oczywiście już wcześniej bardzo interesowała mnie szwajcarska architektura, sporo o niej czytałem. Pamiętam, że był to okres, w którym jedna po drugiej ukazywały się monografie El Croquis poświęcone Valerio Olgiatiemu i Christianowi Kerezowi. Interesowały mnie szczególnie teksty wprowadzające i wywiady, zwłaszcza wypowiedzi Kereza na temat tego, jak aspekty strukturalne architektury mogą mieć kluczowe znaczenie dla rozwoju architektury bogatej kulturowo, jego pojęcie piękna, nacisk na zasady i ograniczenia; ten sposób myślenia pozostał mi w pamięci.


Był to również czas konkursu na rozbudowę Kunstmuseum w Bazylei, który wygrało biuro Christ & Gantenbein dzięki swoim pięknym obrazom. Byłem zaskoczony, ponieważ po raz pierwszy spotkałem się z tak przejrzystą prezentacją procesu konkursowego. Można było zobaczyć nie tylko zwycięski projekt, ale także projekty, które zajęły drugie, trzecie i czwarte miejsce (ku mojemu zdziwieniu Peter Zumthor nie otrzymał żadnej nagrody), wraz z wyjaśnieniami jury, dlaczego jeden projekt został sklasyfikowany wyżej niż inny. Po raz pierwszy, zetknąłem się z bezpośrednią krytyką architektoniczną zastosowaną do konkursu.


Od tego momentu miałem w głowie Szwajcarię. Przypadkiem znałem też Estebana Bonella, który w tym czasie wykładał w Mendrisio. Barcelona i Szwajcaria zawsze miały silne powiązania. Dziekanem Accademia w Mendrisio w latach 2003–2007 był Josep Acebillo, który odegrał ważną rolę w Barcelonie w okresie olimpijskim. W Zurychu powiązanie to przebiegało poprzez Josepa Lluísa Mateo, który również był ważną postacią wśród szwajcarskich architektów. Były to więc moje dwie główne opcje, ponieważ jednak nie znałem niemieckiego, wybrałem Mendrisio.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Czy więc Mendrisio było planem B?


Pablo Garrido Arnaiz: Rozważałem zarówno Zurych, jak i Mendrisio. Bardzo fascynował mnie Peter Märkli i wiedziałem, że wykłada w Zurychu. Jednocześnie pociągały mnie takie postaci jak Kerez, Olgiati, Quintus Miller czy Valentin Bearth. W tym czasie wokół tej szwajcarskiej konstelacji kręciło się jeszcze kilka innych osób — Manuel i Francisco Aires Mateus, Jonathan Sergison i Stephen Bates, Adam Caruso. Nie wszyscy byli szwajcarskimi architektami w ścisłym tego słowa znaczeniu, ale w jakiś sposób byli blisko tego środowiska. Ostatecznie, częściowo również z powodu rywalizacji z innymi studentami, którzy mieli lepsze oceny ode mnie, zdecydowałem się wyjechać do Mendrisio. Akademia okazała się dla mnie prawdziwym punktem zwrotnym pod każdym względem.

Nowe Centrum Recyklingowe Loren, Uster, Szwajcaria

Nowe Centrum Recyklingowe Loren, Uster, Szwajcaria — konkurs, 2024, III nagroda

proj.: Parabase


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Żeby było jasne: studiowałeś na studiach licencjackich w Barcelonie, a potem przeniosłeś się do Mendrisio, aby kontynuować studia magisterskie?


Pablo Garrido Arnaiz: Tak, chociaż w rzeczywistości spędziłem w Mendrisio tylko rok. Była to wymiana na ostatnim roku studiów magisterskich. Ale tak mi się podobało i uznałem to doświadczenie za tak stymulujące, że stało się dla mnie decydujące.


Ekscytująca była nie tylko architektura, ale także całe otoczenie. Byliśmy zanurzeni w architekturze przez 24 godziny na dobę. Mieliśmy również zajęcia z historii kina z Marco Müllerem, który w 2004 roku został dyrektorem Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Wenecji. Roberto Favaro, muzykolog, uczył o przestrzeni poprzez muzykę i dźwięk, mieliśmy zajęcia z historii fotografii, historii kiczu — to było niesamowite. Wywołało to we mnie coś bardzo silnego. Być może było to już w mnie ukryte, ale w Mendrisio naprawdę eksplodowało. Potem postanowiłem podjąć współpracę z niektórymi z moich profesorów, zacząłem pracować dla Quintusa Millera. Ten okres w Bazylei w firmie Miller & Maranta był kolejnym bardzo ważnym czasem w moim rozwoju i momentem, w którym poznałem Carlę Ferrando. W biurze Millera nauczyłem się wiele o kulturze architektonicznej, o zupełnie nowym świecie odniesień.


Większość czasu spędzałem na kupowaniu książek, chodzeniu do biblioteki, przeglądaniu zbiorów książek w biurze. Wciąż pamiętam odkrycie takich architektów, jak Vladimir Ossipoff i jego modernistyczne domy na Hawajach, zupełnie nieoczekiwane, ale fascynujące. Albo japońskich architektów, jak Tōgo Murano i Antonin Raymond. I oczywiście całą włoską scenę „dopoguerra”. Była to kumulacja odniesień, które nieustannie budziły nowe zainteresowania. Czułem się jak śnieżna kulka nabierająca prędkości, stająca się coraz większa. Kiedy już wejdzie się w ten rodzaj inercji, nie sposób go zatrzymać.

Nowe Centrum Recyklingowe Loren, Uster, Szwajcaria

Nowe Centrum Recyklingowe Loren, Uster, Szwajcaria — konkurs, 2024, III nagroda

proj.: Parabase


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Zanim przejdziemy do Twojego rozwoju zawodowego po ukończeniu studiów, chcielibyśmy na chwilę wrócić do Mendrisio. Co było dla Ciebie największym wyzwaniem związanym z projektowaniem i architekturą? Czy był moment, w którym zdałeś sobie sprawę: „OK, to jest poważna sprawa, naprawdę muszę się postarać”? Czy doświadczyłeś takiej chwili w Mendrisio? Którzy profesorowie stawiali przed Tobą największe wyzwania, również intelektualne?


Pablo Garrido Arnaiz: W Mendrisio najpierw uczyłem się u Jonathana Sergisona i pewnym sensie czułem się wciąż dość związany z Barceloną, z której przyjechałem. Myślę, że wykonałem wówczas solidny projekt i czułem się dość komfortowo w tej pracowni. Przez całe studia w Barcelonie tworzyłem rzuty pięter i plany urbanistyczne, więc głównym wyzwaniem było dla mnie zaprojektowanie i przemyślenie konstrukcji fasady w kontekście urbanistycznym.


Następnie uczyłem się u Valeria Olgiatiego. To studio naprawdę pokazało mi, że istnieją radykalnie różne sposoby podejścia do architektury. Byłem zaskoczony abstrakcyjnymi dyskusjami o architekturze, bez rysowania czegokolwiek na początku, projektowaniem bez dotykania ołówka. Nigdy nie sądziłem, że jest to możliwe, że może to mieć jakąkolwiek wartość, a nawet że może do czegoś doprowadzić. W Barcelonie wszystko było silnie związane z innym rozumieniem roli architekta, niemal jak rzemieślnika. Myślę, że to część katalońskiej specyfiki, idei Codercha, że nie potrzebujemy teraz geniuszy. Dużo rysujesz, kalka po kalce. Widać wysiłek, a nawet rodzaj cierpienia, wiele godzin pracy, aby osiągnąć dobry projekt. Dzięki temu podejściu zobaczyłem, że architektura może również wynikać z silnej idei, a wysiłek może nie być tak widoczny na pierwszy rzut oka. Nie oznacza to, że w tego typu projekty wkłada się mniej wysiłku, po prostu jest on gdzie indziej.


Naprawdę cenne w Mendrisio było to, że mogłem doświadczyć tych bardzo różnych podejść z pierwszej ręki, nauczanych przez odpowiednie osoby. Można było przechodzić od jednej skrajności do drugiej, zachowując krytyczne podejście do obu, a następnie czerpać coś z każdej z nich. Studio Olgiatiego było połączeniem ciekawości i intelektualnego wyzwania. Pod koniec semestru mój projekt był naprawdę kiepski, ale myślę, że nauczyłem się kilku rzeczy, nie tylko od niego, ale także od wielu kolegów z zajęć.

budynek mieszkalny ELEMENTA w Walkewag, Bazylea

budynek mieszkalny ELEMENTA w Walkewag, Bazylea — konkurs, 2023, I nagroda

proj.: Parabase


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: A co z Twoją praktyką, tą, którą założyłeś z Carlą Ferrando. Jak to się zaczęło? Czy mieliście jakieś idee przewodnie, kiedy zakładaliście Parabase, czy też pojawiły się one z czasem?


Pablo Garrido Arnaiz: Pracownia powstała nie tyle z chęci posiadania biura, ile raczej z faktu, że nie mogliśmy znaleźć miejsca, w którym moglibyśmy realizować nasze zainteresowania. Na początku nie było żadnych ścisłych zasad. Oczywiście pewne pomysły zawsze były w tle, ale wierzyliśmy w działanie. Jeśli masz w głowie jasne wyobrażenie o swoich zainteresowaniach, ten bardziej instynktowny sposób pracy w końcu gdzieś cię zaprowadzi. Zwykle później racjonalizujemy te wyniki, wybierając różne elementy, nadając im znaczenie, łącząc to, co powstało, z pewnymi zasadami przewodnimi lub powtarzającymi się wątkami zainteresowań.


Tak właśnie było w naszym przypadku. Dzisiaj kojarzy się nas z re-use i ponownym wykorzystaniem, ale na początku nie było to naszym wyraźnym celem. Interesowała nas rola struktury w tworzeniu architektury, w jej technicznych aspektach, w budownictwie. Częściowo wynika to z mojego doświadczenia. W pierwszych latach studiów architektonicznych czułem się całkowicie zagubiony. Nie wiedziałem, co jest dobre, a co złe, jak projektować, jak oceniać. Aspekty techniczne dały mi jednak coś solidnego, czego mogłem się trzymać. Mój ojciec był inżynierem konstruktorem, bardzo specyficznej i technicznej dziedziny. W pewnym sensie moje podejście do architektury zawsze przechodziło przez pryzmat czystej konstrukcji. Ta baza pozwoliła nam ustalić ograniczenia i zasady, które mogłyby kierować procesem projektowania, unikając projektowania opartego wyłącznie na naszym guście lub intuicji. To było naprawdę ważne, stanowiło ramy, w których czuliśmy się komfortowo, rozwijając własną działalność. A potem, niemal przez przypadek lub szczęśliwy zbieg okoliczności, ten sposób myślenia bardzo dobrze współgrał z ponownym wykorzystaniem. A raczej z naszym podejściem do ponownego wykorzystania: z bardzo technicznej perspektywy. Dla nas ponowne wykorzystanie jest zawsze związane z konstrukcją nośną budynku, nigdy nie ma charakteru dekoracyjnego. Wszystkie te elementy naturalnie wpisały się w to, co później stało się naszą teoretyczną i praktyczną podstawą nurtu re-use.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Dlaczego zdecydowaliście się pozostać w Szwajcarii i założyć tutaj własną pracownię? Czy wyobrażacie sobie, że prędzej czy później wrócicie do Barcelony i będziecie tam pracować? A może postrzegacie Parabase jako pracownię, która może działać ponad granicami — zarówno w Szwajcarii, jak i w Hiszpanii? A już poza architekturą, również w kontekście życia codziennego, czy Szwajcaria była dla Was łatwiejsza niż Hiszpania?


Pablo Garrido Arnaiz: W Szwajcarii znaleźliśmy się bez wcześniej ustalonego planu. Nie było za tym żadnej jasnej strategii. Idzie się naprzód, szuka okazji, niektóre drzwi się otwierają, inne nie. W pewnym sensie zostaliśmy w Szwajcarii przez przypadek. Częściowo wynikało to z naszych powiązań z uniwersytetem. Z powodów, których nie potrafię w pełni wyjaśnić, łatwiej było nam znaleźć pracę w Szwajcarii niż w innych miejscach. Jednocześnie pierwszy konkurs, który wygraliśmy, odbył się w Meksyku. I nagle znaleźliśmy się w Meksyku, realizując duży projekt publiczny; nigdy sobie czegoś takiego nie wyobrażaliśmy. W tym momencie zadaliśmy sobie nawet pytanie, czy powinniśmy tam zostać. Mieliśmy coraz więcej projektów, rozwój naszej kariery zawodowej w Meksyku był realny. Tak więc lokalizacja nigdy nie była dla nas problemem.


Jest też coś, z czym się pogodziliśmy: wszędzie jesteśmy obcokrajowcami. Nawet w Barcelonie, skąd oboje pochodzimy. Myślę, że architektura, którą się zajmujemy, może być rozwijana wszędzie. Nie jest ściśle związana z danym kontekstem. Same projekty są. Obecnie pracujemy poza Szwajcarią i będziemy to kontynuować.


Szwajcaria ma oczywiście pewne zalety, ale też wady. Dobrym przykładem jest ponowne wykorzystanie materiałów. Z ekonomicznego punktu widzenia często większy sens ma ono poza Szwajcarią. Materiał sam w sobie ma prawie zerową wartość ekonomiczną, a większość kosztów dotyczy robocizny, która w Szwajcarii jest droga. W miejscach takich jak Hiszpania czy Meksyk, gdzie koszty robocizny są niższe, ponowne wykorzystanie może być znacznie bardziej opłacalne.


Tak więc Szwajcaria oferuje stabilność i pewne możliwości, ale niekoniecznie jest jedynym miejscem, w którym możemy realizować wszystkie nasze działania. Ostatecznie zawsze zależy to od projektu, systemu i konkretnych warunków. Czujemy się komfortowo, pracując we wszystkich tych kontekstach.

budynek mieszkalny ELEMENTA w Walkewag, Bazylea

budynek mieszkalny ELEMENTA w Walkewag, Bazylea — konkurs, 2023, I nagroda

proj.: Parabase


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Jesteśmy ciekawi, czy dostrzegasz wyraźną zmianę w podejściu do architektury i estetyki w Szwajcarii w porównaniu z sytuacją sprzed dziesięciu czy piętnastu lat? Obecnie na przykład konstrukcje drewniane — szczególnie w budynkach szkolnych — są bardzo ważne. Prawie wszystkie konkursy na projekty szkół w Szwajcarii wygrywają projekty bazujące na drewnie. Zmienia się również język tektoniki, zastępuje poczucie masywności, które kiedyś silnie charakteryzowało szwajcarską architekturę. Wydaje się to ściśle związane z bardziej technicznym i ekologicznym podejściem do projektowania: kontrolowaniem zysków słonecznych, zmniejszaniem zużycia energii oraz zarządzaniem wodą. W rezultacie fasady często stają się skomplikowanymi powierzchniami, bardzo złożonymi kompozycjami. Równolegle obserwujemy również rosnącą popularność estetyki ponownego wykorzystania, asamblażu i patchworku. Czy dostrzegasz tę zmianę paradygmatu — zarówno w myśleniu architektonicznym, jak i estetyce? Co Twoim zdaniem odróżnia to młodsze pokolenie architektów od poprzednich?


Pablo Garrido Arnaiz: Postrzegam to jako zbieżność wielu czynników. Jednym z najważniejszych są przepisy. Przepisy budowlane odgrywają ogromną rolę w kształtowaniu tego, co dzisiaj powstaje. W dużej mierze wyjaśniają one, dlaczego tak wiele fasad zawiera nachylone panele słoneczne lub dlaczego konstrukcje drewniane stały się tak powszechne. W tym sensie wiele z tych tendencji architektonicznych jest bezpośrednio związanych z ramami regulacyjnymi, które po prostu muszą być spełnione. Jako architekci poruszamy się zatem w granicach tego, co jest ekonomicznie możliwe i dozwolone w ramach przepisów.


W tych ramach niektóre pracownie lub projekty znajdują swobodę twórczą — wykorzystują przepisy nie tylko jako ograniczenia, lecz także możliwości. Czasami jest to nieco spekulacyjne, ale nadal uzasadnione. Myślę, że w ten sposób powstają różne estetyki. Niektóre pracownie posuwają te idee do granic możliwości, inne przyjmują je w sposób bardziej umiarkowany. Niektóre obierają jedno podejście i budują wokół niego całą swoją twórczość; inne są mniej dogmatyczne i poruszają się między różnymi stanowiskami. I tak, są też pracownie, które mogą stać się bardziej fetyszystyczne, zakochując się w konkretnej idei i powtarzając ją niemal rytualnie.


Może nastąpiła zmiana, ale mnie nie chodzi tu o rewolucję stylistyczną, a raczej o gęstą magmę przepisów, realiów ekonomicznych i selektywnych swobód. Z tej mieszanki wyłaniają się pewne estetyki, które krążą, nasilają się, a czasem utrwalają w postaci dominujących tendencji.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Zgadzamy się, że regulacje odgrywają znaczącą rolę, a w Szwajcarii ich wpływ na architekturę i estetykę jest interesujący. Jednocześnie odczuwamy silniejszy nacisk na technologię, wydajność i logikę fasad, zwłaszcza w odniesieniu do energii i efektywności. Ciekawi nas, jak postrzegasz tę zmianę. Czy uważasz, że w ostatnich latach dyskursy techniczne stały się bardziej dominujące w edukacji architektonicznej? Odczuwamy tę zmianę zarówno w ETH, jak i w Mendrisio. Czy kiedy uczyliście w ETH wraz z Carlą, również to odczuwaliście? A może postrzegacie to inaczej?


Pablo Garrido Arnaiz: Nieco bym to uściślił. Wiele aspektów architektury można przypisać regulacjom i technologii. Na Politechnice Federalnej w Lozannie (EPFL) realizowany jest na przykład projekt doktorancki, który analizuje szwajcarską architekturę z początku XXI wieku przez pryzmat tego, jak nowe przepisy dotyczące izolacji wpłynęły na cechy formalne i strukturalne „szwajcarskiego pudełka”. W tym sensie estetyka nigdy nie jest neutralna. Jest ona obecna we wszystkim: jest polityczna, ekonomiczna i normatywna.


Zgadzam się, że obecnie dyskusja skupia się bardziej na aspektach technicznych — energii, emisji CO₂, wydajności — a mniej na przestrzeni. Być może wynika to z faktu, że dziś większa swoboda projektowania dotyczy kwestii technicznych niż przestrzennych. Jeśli spojrzeć na plany pięter w Szwajcarii, nie powiedziałbym, że jest tam miejsce na eksperymentowanie.


Weźmy na przykład projekt, nad którym obecnie pracujemy w Bazylei, wykorzystujący ponownie elementy betonowe. Plan piętra jest niezwykle prosty, nie ma w nim żadnych innowacji. Paradoksalnie, klient publiczny jest dziś bardziej skłonny do budowy konstrukcji złożonej z elementów pochodzących z recyklingu niż do kwestionowania czegoś tak fundamentalnego, jak standardowa typologia mieszkania cztero- czy pięciopokojowego. Ma to wiele wspólnego z ekonomią. Plany pięter są bardzo bezpośrednim odzwierciedleniem czynników ekonomicznych. Kiedy architektura jest postrzegana przede wszystkim jako towar — do sprzedania, wynajęcia, generowania zysku — wszystko kręci się wokół planu. I właśnie w tym obszarze ryzyko jest najmniej tolerowane.

Budynek wielorodzinny „BINARIA”, Wolf Areal, Basel

Budynek wielorodzinny „BINARIA”, Wolf Areal, Basel — konkurs, 2025, I nagroda

proj.: Parabase


Klienci znacznie łatwiej odczytują plany pięter niż rysunki techniczne. Można pokazać osobom niebędącym architektami przekrój elewacji w skali 1:50, ale często nie będzie to dla nich miało większego znaczenia. Jednak jeśli pokaże się im plan piętra, każdy będzie czuł się uprawniony do jego oceny. Ludzie będą twierdzić, że coś nie działa, ponieważ nie odpowiada ich wyobrażeniom o tym, jak powinno funkcjonować mieszkanie cztero- czy pięciopokojowe lub jak powinna żyć rodzina — często domyślnie heteronormatywna.
Uważam, że opisywany przez Was fetysz techniczny istnieje i nie jest to przypadek. Wynika on z bardzo specyficznej relacji przepisów, ekonomii i zarządzania ryzykiem, w której niektóre aspekty architektury mogą ulegać zmianom, a inne pozostają w dużej mierze nietknięte. Nie oznacza to, że eksperymentowanie z planami jest niemożliwe, ale zazwyczaj ma ono miejsce w specyficznych kontekstach i pod szczególnymi warunkami. Na przykład w projekcie mieszkaniowym, który obecnie realizujemy dla SBB, plan piętra jest w rzeczywistości dość spekulacyjny. Podważa takie założenia jak maksymalna głębokość mieszkania w Szwajcarii — pracujemy nad mieszkaniami o głębokości prawie 16 metrów.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Mówisz o planach pięter, ale plan jest tylko przedstawieniem przestrzeni. Być może właśnie tu tkwi część odpowiedzi na pytanie, czy dyskusja na temat samej przestrzeni nie została zapomniana. Dość łatwo jest oszacować zyski i straty w zakresie zużycia energii, gdy mowa o wysoce technicznych, skomplikowanych fasadach. Uważasz, że przestrzeń jest trudniejsza czy łatwiejsza do oszacowania dla klienta?


Pablo Garrido Arnaiz: Przestrzeń jest bardzo łatwa do oszacowania. I właśnie w tym tkwi problem. Klienci dokładnie wiedzą, ile metrów kwadratowych potrzebują, gdzie powinna znajdować się toaleta, czy pomieszczenie powinno mieć jedno czy dwa wejścia, jaka powinna być wysokość sufitu. Oznacza to, że mają już bardzo jasną wizję tego, czego chcą, i właśnie w tym momencie pojawia się trudność w kwestionowaniu pewnych rzeczy. Kiedy mówię o planie, nie mam na myśli tylko rzutu piętra, ale również przekrój, system komunikacyjny, sekwencjonowanie przestrzeni. Mniej pewni są co do obudowy budynku. Nie wiedzą dokładnie, jaka powinna być, wiedzą tylko, że musi spełniać określone przepisy: etykiety energetyczne, certyfikaty, limity emisji CO₂. W Szwajcarii jest to szczególnie widoczne w obrębie budynków użyteczności publicznej. W innych krajach może to działać inaczej.


Uważam, że mówienie wyłącznie o przestrzeni w architekturze niekoniecznie jest dobre. By nawiązać do początku rozmowy: podczas studiów w Mendrisio rysowaliśmy niewinne czarne kreski wyznaczające grube ściany, nie wiedząc, jak ta niesamowita przestrzeń zostanie zbudowana, w najgorszym przypadku po prostu wylalibyśmy tonę betonu. Myślę, że architektura i przestrzeń, szczególnie w dzisiejszych czasach, muszą być rozumiane nie jako odizolowane zdarzenia, ale jako wynik czynników ekonomicznych, politycznych i technicznych.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Czy zamierzacie pracować nad konkursami wykraczającymi poza szkoły i budownictwo mieszkaniowe?


Pablo Garrido Arnaiz: Tak, interesują nas wszystkie rodzaje budynków. Obecnie zajmujemy się głównie konkursami na wiele typów obiektów: od dużych inwestycji po pawilony w Hiszpanii, Włoszech czy Meksyku.


Zygmunt Borawski, Jan Przedpełski: Dziękujemy za rozmowę.


rozmawiali: Zygmunt BORAWSKI, Jan PRZEDPEŁSKI

więcej: A&B 3/2026 – Nowa fala szwajcarska,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE