Atlas Warszawskich Architektek to dostępny online zbiór dorobku czterdziestu jeden projektantek — rozsianych po stolicy rozmaitych obiektów, które współtworzą przestrzeń miasta od XX wieku. Zaznaczone na wirtualnej mapie realizacje widzimy zarówno oczami ich twórczyń — na rysunkach i archiwalnych zdjęciach — jak i współczesnych odbiorców — na aktualnych fotografiach. Koniecznie wybierzecie się na spacer ich śladami. O Atlasie opowiadają jego twórcy: odpowiedzialna za dobór prezentowanych obiektów Anna Cymer i członek zespołu badawczego Artur Wosz.
Anna CYMER — Historyczka architektury, dziennikarka, popularyzatorka wiedzy o architekturze. Pisuje zarówno do mediów popularnych, jak i branżowych. Autorka książek „Architektura w Polsce 1945–1989” oraz „Długie lata 90. Architektura w Polsce czasów transformacji”.
Artur WOSZ — Historyk architektury i fotograf. Współpracował z Narodowym Instytutem Architektury i Urbanistyki między innymi przy projekcie „Powiaty” i wystawach o twórczości Romualda Gutta i Jana Bogusławskiego. Jest założycielem marki Cuda krowskie, która popularyzuje architekturę modernistyczną poprzez dizajn i fotografie. Obecnie związany z ZODIAKIEM Warszawskim Pawilonem Architektury, gdzie zajmuje się produkcją wystaw i wydarzeń oraz edukacją architektoniczną.
Anna Walewska: Atlas Warszawskich Architektek to rezultat dużego projektu badawczego. Jak się rozpoczął i jak przebiegała praca badawcza?
Artur Wosz: Atlas powstał przy okazji wystawy „Architektki”, pokazywanej w drugiej połowie 2025 roku w warszawskim pawilonie ZODIAK. Na tę wystawę składało się kilka różnych elementów: od prac współczesnych architektek po nagrania i wywiady z ich poprzedniczkami. Częścią tego repertuaru jest właśnie Atlas Warszawskich Architektek. Do współpracy nad nim zaprosiliśmy Annę Cymer. Poprosiliśmy ją o wytypowanie warszawskich architektek, o których niewiele wiadomo.
Anna Cymer: Gdy zostałam zaproszona do współpracy przy tym projekcie, to najpierw się ucieszyłam, a potem przeraziłam. Ucieszyłam się, bo wiedziałam, że to będzie fantastyczna i ważna wystawa w kontekście współczesnych wydarzeń. Zrozumienie na nowo obecności kobiet w tym zawodzie jest nam potrzebne. Od razu bardzo doceniłam tę koncepcję. Oczywiście jak już przyszło co do czego i ustaliliśmy, na czym ma polegać moje zadanie, czyli na wytypowaniu architektek, a potem odnalezieniu ich prac, przeraziłam się, bo jest to terra incognita. Zaczęliśmy od początku, czyli od pierwszych absolwentek Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, skąd wywodziły się pionierki tej dziedziny. Pracując nad książką o PRL-u spenetrowałam dosyć sumiennie każdy numer miesięcznika „Architektura”. To jest bardzo ważne źródło wiedzy o tym, co się działo w architekturze. Wtedy zorientowałam się, że rzeczywiście w zespołach projektowych pojawiały się kobiety. Skibniewską znał każdy, Syrkusową też, ale pewnie na palcach jednej ręki możemy policzyć te rozpoznawalne panie. Wiemy, że było ich więcej, tylko nie wiemy, kim one były, ani gdzie i na jakich zasadach funkcjonowały w zawodzie. Dostrzeganie kobiet w zespołach projektowych, bez względu na źródło, w jakim udało się je znaleźć, było dla mnie punktem wyjścia do szukania ich dorobku, ale to nie było łatwe.
Osiedle Sady Żoliborskie, proj.: Halina Skibniewska, Andrzej Kiciński, Andrzej Małek
źródło: „Architektura” nr 1–2, 1963 | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Czyli pierwszym krokiem były magazyny o architekturze, drugim książki o architekturze Warszawy Marty Leśniakowskiej, w których podane są nie tylko nazwisko głównego projektanta, lecz także całe zespoły projektowe, z uwzględnieniem autorek i autorów na przykład prac plastycznych uzupełniających budynki. Na dalszym etapie Artur zajął się weryfikowaniem biogramów, istniejących opracowań. Dużym wyzwaniem, które dotyczy badania architektury w ogóle, jest fakt, że projektowanie architektury jest pracą zespołową. Na to, kto się pojawi na pierwszym miejscu, jako główny projektant, ma wpływ bardzo wiele czynników.
Artur Wosz: Często był to kierownik zespołu, a nie główny projektant, choć wymieniany jako pierwszy.
Anna Cymer: W PRL-u funkcjonowały państwowe pracownie, nie autorskie, w których autor jest pierwszorzędny. Tam niekoniecznie był. Na to nakłada się zjawisko, które bardzo często pojawia się przy badaniach dotyczących architektek: nawet jeżeli architektka była wiodącą postacią w zespole, podanie jej na pierwszym miejscu nie wchodziło w grę. Chyba najgłośniejszym przykładem, odkryciem z ostatnich lat, jest Stanisława Sandecka (Nowicka), która została wydobyta z zupełnego niebytu. Okazuje się, że ona istniała, a jej udział w projektach Macieja Nowickiego, nawet tych ikonicznych, był niemały.
Anna Walewska: Jak odkryć taką postać?
Anna Cymer: Dowiedziałam się o niej od dziewczyn z Architektoniczek. Kto był pierwszy, kto ją odkrył?
Artur Wosz: Możliwe, że Grzegorz Piątek, który pracował nad wystawą o Nowickim. W ramach przygotowań odbył się wyjazd badawczy do Stanów Zjednoczonych, twórcy wystawy współpracowali z rodziną architekta [kuratorem wystawy był Kacper Kępiński — przyp.red.].
Anna Cymer: Gdy Nowicki zginął, Stanisława Sandecka przejęła dużą część rozpoczętych przez niego projektów i dokończyła je. Okazało się, że była też bardzo znaną, cenioną i pionierską wykładowczynią na Uniwersytecie Pensylwanii. Może to opowieść na marginesie, ale pokazuje, ile jeszcze jest do odkrycia, w tym wiedzy dotyczącej pierwszej ligi projektowej.
Anna Walewska: To nie jest odległa historia, mówimy właściwie wyłącznie o XX wieku.
Artur Wosz: Wcześniej kobiety nie pracowały.
Anna Cymer: Pierwsze absolwentki Wydziału Architektury pojawiają się w latach 20. XX wieku.
Artur Wosz: Dobrzyńska i Hryniewicka.
Muzeum Plakatu, proj.: Halina Kossuth, Jacek Cydzik
żródło: „Architektura” nr 1, 1969 | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Jak weszły do zawodu?
Artur Wosz: Na początku często współpracowały z partnerami, mentorami — Skibniewska i Gutt czy Handzelewicz-Wacławek i Pniewski — czy mężami, prowadząc duety projektowe. To im pomagało w zawodzie. Anatolia Hryniewicka robiła Pawilon Pracy Kobiet w Poznaniu indywidualnie, ale przy tym zleceniu założono, że cały wkład i treść opracowują kobiety.
Anna Cymer: Takich duetów znamy bardzo dużo. To nie jest tylko kwestia dwudziestolecia, ten model obowiązuje i dziś. Jest też dominujący, tyle że dzisiaj te pary mają inny status, tworzą autorskie, samodzielne pracownie.
Artur Wosz: Piechotkowie zawsze powtarzali, że są współautorami wszystkiego, co robią. I tam było tak partnersko. Bardzo progresywne myślenie jak na tamte czasy. Myślę, że akurat te wszystkie panie, które się usamodzielniły projektowo, równolegle prowadziły też działalność dydaktyczną, często osiągając większe sukcesy niż ich partnerzy.
Anna Cymer: No tak, zdobywanie tytułów naukowych też pomaga do dzisiaj.
Dom Pomocy Społecznej im. Brata Alberta, proj.: Barbara Miłosz, Wojciech Hermanowicz, Marek Żarski
fot.: Artur Wosz | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Wasze działanie wpisuje się we współczesną tendencję zwracania uwagi na obecność kobiet w architekturze i innych dziedzinach. Co było impulsem do stworzenia wystawy?
Artur Wosz: Wystawa była bardzo dobrze odebrana, chwalona przez gości, wracało jednak pytanie, czy nie jest za późno. Odkrywanie kobiet pojawiło się kilka lat wcześniej — to był pomysł na pierwszą wystawę, jaka miała się odbyć w ZODIAKU, pomysł sprzed ośmiu lat Igora Łysiuka i Marty Wójcickiej, kuratorów wystawy. Z wielu powodów jej przygotowanie trwało dość długo, najważniejsze, że rezultat był dobry.
Założeniem wystawy było pokazanie, że kobiety może funkcjonowały trochę inaczej w środowisku, ale były, a my znamy ich prace. W Atlasie pokazujemy obiekty, które mijamy na co dzień i znamy jako dobrą warszawską architekturę, jednak wcześniej nie identyfikowaliśmy jej z tymi projektantkami. Ważna była też opowieść o tym, że kobiety przez pokolenia współpracowały z sobą i uczyły się od siebie nawzajem. Chodziło nam o zaznaczenie międzypokoleniowości. Dlatego tak zaprojektowaliśmy ten proces: zaprosiliśmy uznaną architektkę, aby nawiązała współpracę ze studentką architektury i by wspólnie opracowały koncepcję nawiązującą do twórczości pionierek architektury.
Przykładem międzypokoleniowości i współpracy jest historia Haliny Skibniewskiej, która była pionierką w projektowaniu uniwersalnym, dostępnościowym. Ona wychowała Ewę Kuryłowicz, która tę ideę projektowania rozwinęła już we własnym zakresie. Z kolei Dorota Sibińska, dyplomantka Ewy Kuryłowicz, jest dziś jedną z lepszych w Polsce projektantek związanych z dostępnością. Jest to ciekawa sztafeta, gdyby nie Skibniewska, być może Dorota Sibińska projektowałaby dzisiaj inaczej.
stacja PKP Warszawa Ochota, proj.: Barbara Stypułkowska, Arseniusz Romanowicz, Piotr Szymaniak
fot.: Artur Wosz | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Co było najbardziej zaskakujące przy tej pracy?
Anna Cymer: Moim największym odkryciem jest architektura przemysłowa, osobny dział projektowania, którym nigdy się nie zajmowałam. Z przyczyn zawodowych musiałam przeczytać cały numer „Architektury” poświęcony nieistniejącym już zakładom przemysłowym na Służewcu, na których miejscu stoi dzisiejszy Mordor. W tym numerze opisano po kolei zbudowane tam budynki, hale fabryczne. Co najmniej połowę z nich zaprojektowały kobiety. I to oczywiście kobiety, których nazwisk nie kojarzyłam. Rozumiem, że aby projektować halę przemysłową lub zakład produkcyjny, trzeba mieć nieco inne kompetencje niż gdy projektuje się mieszkaniówkę, zapewne były to więc projektantki, które niekoniecznie funkcjonowały w innych obszarach architektury. Wstrząsnęło mną to odkrycie, zadziałał stereotypowy schemat myślowy: „kobieta projektuje fabrykę, no jak to?”. A okazuje się, że jak najbardziej. Dzięki temu, że miałam wielki zaszczyt współpracować przy tym projekcie, zrodziła się we mnie większa wrażliwość, zaczęłam bardziej zwracać na to uwagę.
Drugim odkryciem dla mnie była postać Eleonory Sekreckiej, architektki, o której wiedziałam tylko, że jest autorką Osiedla Latawiec. Nikt o niej nic więcej nie wiedział, to była bardzo tajemnicza postać. Jej życiorys był bardzo trudny, uwikłany także w polityczne sytuacje, wielokrotnie zmieniała nazwisko. Okazuje się, że nie jest to takie pewne, że zaprojektowała Osiedle Latawiec. Jest to więc postać, która doskonale pokazuje, ile jest jeszcze do odkrycia i jak te historie bywają skomplikowane i nieoczywiste.
Osiedle Latawiec, proj.: Eleonora Sekrecka, Stanisław Jankowski, Jan Knothe, Zygmunt Stępiński
fot.: Artur Wosz | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Do jakiego stopnia zanurzaliście się w biografie tych postaci?
Artur Wosz: Staraliśmy się, by były one na podobnym poziomie rozpracowania, żeby Atlas był spójny wewnętrznie. Niektóre biografie są bardzo trudne do odkrycia, architektki wychodziły za mąż, zmieniały nazwisko. Bardzo często ich biografie są rwane. Szukaliśmy nieraz podstawowych informacji o projektantkach, choćby roku urodzenia albo potwierdzenia, czy jeszcze żyją. Szukaliśmy na Politechnice, na Wydziale Architektury, ale tam nie ma teczek pod nazwiskiem, pod którym funkcjonowały zawodowo, więc trudno połączyć odpowiednie życiorysy. Zależało nam, żeby całość była spójna, konsekwentnie uporządkowana i przede wszystkim żeby były to sprawdzone informacje.
Anna Cymer: Marzy mi się, aby ten Atlas stał się zachętą dla badaczy, punktem wyjścia, do tego, żeby się zagłębić w pojedyncze historie.
Artur Wosz: Opowiedzieliśmy o tych architektkach dziełami, obiektami, samą architekturą, bo w ten sposób — materiałami wizualnymi czy archiwaliami — jesteśmy w stanie pokazać ich dorobek. Opowiadamy też o samych architektkach, nie o ich życiu, ale o tym, jaka była ich myśl projektowa.
Dla mnie największym odkryciem przy Atlasie była Maria Barbara Dąbska. Zgłosiła się do nas jej córka, mam nadzieję, że rodziny częściej będą się do nas zgłaszały. Dąbska jest autorką projektu Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika przy ulicy Bartyckiej, o którym niewiele wiedzieliśmy. To jest obiekt za płotem, zarośnięty wysokim żywopłotem z tui. Nie widać, jaka to jest architektura. Od córki pani Marii dostaliśmy niesamowite archiwalia, rzuty, dawne zdjęcia, rysunki z opisami po angielsku. Dzięki niej dowiedzieliśmy się, że była to inwestycja finansowana przez Amerykanów, która powstała w PRL-u zapewne w ramach otwarcia jakiejś nowej współpracy. Maria Barbara Dąbska przygotowała projekt obserwatorium astronomicznego jako pracę dyplomową na studiach. Amerykanie zobaczyli ten projekt i choć nasze władze dały im innego projektanta, odmówili i powiedzieli, że chcą współpracować tylko z nią. I tak Dąbska została architektką prowadzącą.
Centrum Astronomiczne im. Mikołaja Kopernika, proj.: Maria Barbara Dąbska-Czerwińska, Ryszard Czerwiński
© archiwum rodzinne Marii Barbary Dąbskiej | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Czy udało Wam się dotrzeć do niezrealizowanych projektów?
Artur Wosz: Skupiliśmy się na zrealizowanych pracach, ale pokazujemy też niezrealizowany projekt — biblioteki przy ulicy Koszykowej. Pokazujemy go dlatego, że powstał we fragmencie, a my chcieliśmy zaprezentować całe założenie. W tym wypadku również skontaktowała się z nami spadkobierczyni projektantki, Adriany Kłosińskiej, i przekazała nam archiwalne zdjęcia. Dzięki nim widzimy, że biblioteka mieszcząca się w skrzydle założenia architektonicznego to miał być front, wejście do wielkiego gmachu, który miał zajmować cały kwartał. Skupiliśmy się jednak na istniejących budynkach, chcemy, by Atlas stał się narzędziem do samodzielnego eksplorowania miasta i doświadczania architektury.
Anna Walewska: Czy można -scharakteryzować działalność architektek wspólnym przymiotnikiem?
Artur Wosz: Nie można powiedzieć: „Tak projektowały kobiety”.
Anna Walewska: Całe szczęście.
Artur Wosz: Projektowały tak naprawdę wszystko, różnorodnie, tak jak mężczyźni. Cały przekrój architektury.
Anna Cymer: Zwłaszcza jeśli uwolniły się od łatki, że w ich zakresie jest tylko coś dla dzieci, coś dla domu. Przy czym kuchnia Brukalskich to bardzo znaczący projekt, istotne przedsięwzięcie projektowe.
Artur Wosz: Nina Jankowska została pionierką projektowania dla dzieci, wcześniej jednak prowadziła badania ergonomiczne. Zrewolucjonizowała ten obszar architektury. Świetna projektantka szkół, Natalia Paszkowska, bezpośrednio odwołuje się do badań Jankowskiej.
kino Wisła, proj.: Cezaria Iljin-Szymańska, Wiktora Iljin
fot.: Artur Wosz | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Które koncepcje myślenia o tym, czym jest czy jaka powinna być architektura, są dla Was szczególnie istotne?
Artur Wosz: Dla mnie Skibniewska. Pracę nad każdym projektem zaczynała od szerokich badań społecznych, konsultacyjnych, ergonomicznych. Charakteryzowało ją działanie kompleksowe. Myślała nie tylko o budynkach, ale i o zieleni, przestrzeni, o tym, jak projekt działa ekologicznie. Była pionierką ekologicznego projektowania.
Anna Cymer: Tylko powołujemy się na Skibniewską, bo jej postać jest nam bardzo dobrze znana. Są fantastyczne książki, dzięki którym można prześledzić jej sposób pracy, myślenia, patrzenia na psychologię, kwestie społeczne. Projektując, myślała też o osobach z niepełnosprawnościami, starszych, uwzględniała potrzeby bardzo różnych grup użytkowników przestrzeni, uczestników życia miasta, co nie było wówczas powszechne. Daleka jestem od tego, aby używać określenia „kobieca architektura”, jednak ten rodzaj społecznej wrażliwości, dzisiaj dość powszechnej w projektowaniu, pięćdziesiąt lat temu prawdopodobnie był właśnie domeną kobiet.
Może jestem teraz niesprawiedliwa wobec architektów, którzy mieli taką wrażliwość, ale nawet w Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, bo często mówiąc o projektowaniu wrażliwym i społecznie dostępnym, odwołujemy się do przedwojennych idei, zespoły projektowe były mieszane. Barbara Brukarska i Helena Syrkus miały bardzo wysoką pozycję. Ich obecność na pewno miała znaczenie. Podsumowując: jeżeli widzę projekt, który wykracza poza najbardziej tradycyjnie rozumiane projektowanie architektoniczne, to często stoi za nim kobieta. Mam wrażenie, że do dzisiaj tak jest. Może to kwestia edukacji? W tej chwili na wydziałach architektury w Polsce średnio 80 procent studiujących osób to kobiety. To jest fenomen, architektura była jednak męską domeną, dużo częściej ten kierunek studiowali mężczyźni.
Anna Walewska: Czy Wasza praca przyniosła jakieś wnioski natury ogólnej?
Anna Cymer: Jest bardzo dużo do zrobienia. Bardzo dobrze, że to się dzieje, chociaż czasami myślę, że bywają przestrzenie, w których odkrywanie kobiet na nowo idzie za daleko. Nie mówię tylko o architekturze. Wracając do pytania o odkrycia: dla mnie cennym odkryciem było też to, że bardzo wiele koncepcji, rozwiązań w ogóle się nie zestarzało, że wciąż są ważne, cenne i inspirujące. Czasem mam wrażenie, że za mało z tego korzystamy. Uważam też, że architekci i architektki w PRL-u byli dużo odważniejsi niż dzisiaj. Mieli odwagę i umieli walczyć o swoje. Marzy mi się, żeby takie podejście do zawodu wróciło, bo znajduje się on w głębokim kryzysie. Niezależnie od tego, czy wykonują go mężczyźni czy kobiety.
Myślę, że warto zainspirować się dorobkiem architektek. Zmagały się z systemem i wszelkimi wyzwaniami związanymi z projektowaniem, także z tym, żeby w ogóle móc coś zaprojektować, bo żyły w czasach, kiedy nie było to takie łatwe.
Osiedle Bielany I, proj.: Maria Piechotka, Kazimierz Piechotka
źródło: „Architektura” nr 7, 1958 | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Anna Walewska: Ile jest w Warszawie takich budynków, w powstawaniu których uczestniczyły kobiety?
Artur Wosz: Jeżeli przyjmiemy dowolny rodzaj zaangażowania, to właściwie wszędzie kobiety były obecne.
Anna Walewska: Jaki miały udział w strategicznych projektowych decyzjach?
Artur Wosz: Nie jesteśmy w stanie tego określić.
Anna Cymer: Tego się nie da ocenić, wciąż niewiele wiemy. Nie wiemy, bo te projekty były specyficznie opisywane, specyficznie kształtowano zespoły. Dodam jeszcze, że w tym zagadnieniu ważne jest też docenienie architektury krajobrazu, będącej na uboczu projektowania architektonicznego. Znamy na przykład twórczynię, której wkład w kształtowanie przestrzeni na poziomie krajobrazowym był fundamentalny.
Trasa W-Z, rozbudowany i bardzo ciekawy projekt, nie byłby kompletny gdyby nie projekt zieleni na skarpie Aliny Scholtz. Podobnie z Osiedlem Sady Żoliborskie, zieleń jest tam integralną częścią przestrzeni zurbanizowanej. To kolejny poziom patrzenia na to zagadnienie. Wystawa o Alinie Scholtz w Muzeum Warszawy skończyła się publikacją, zebrano w niej kawał historii projektowania.
Osiedle Sady Żoliborskie, proj.: Halina Skibniewska, Andrzej Kiciński, Andrzej Małek
fot.: Artur Wosz | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości ZODIAK Warszawski Pawilon Architektury
Fenomenalne w projekcie „Architektki” jest to, że po wystawie został Atlas Warszawskich Architektek, który był częścią wystawy. Artur zrobił piękne współczesne zdjęcia tym budynkom. To też wątek, który pojawia się w debatach o architekturze: bardzo często oglądamy ją na zdjęciach, które są modyfikowane.
Artur Wosz: Zwłaszcza deweloperskie.
Anna Cymer: W Atlasie zdjęcia są ważne. To połączenie archiwaliów, zarówno projektowych, jak i zdjęć archiwalnych, ze zdjęciami współczesnymi. To rzadka okazja zobaczenia szerokiego wachlarza wizualnej strony obiektu.
Anna Walewska: Tym bardziej że dziś może on mieć zupełnie inny wygląd.
Artur Wosz: Najlepszym przykładem jest willa Dobrzyńskiej i Łobody na Saskiej Kępie. Archiwalne zdjęcia, układ funkcjonalny, rewelacyjna willa. Bardzo wczesny funkcjonalizm, jeszcze z lat 20. Dziś jeśli ktoś nie wie co to za budynek, może uznać, że to kostka, która w sumie jest ruiną.
Anna Walewska: To niesamowite, jak architektura pod tym względem jest organiczna, jak się przekształca.
Artur Wosz: To zużycie dobrze widać w architekturze modernistycznej. To cecha modernizmu. On się starzeje, jeżeli jest zaniedbany. Historyczna architektura nabiera patyny, a modernizm potrzebuje utrzymania.
Anna Walewska: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała: Anna WALEWSKA
więcej: A&B 4/2026 – Architekt miasta,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B













































