Gdyby nie katastrofa lotnicza, to Maciej Nowicki, a nie Le Corbusier figurowałby w annałach jako autor kapitolu w Czandigarh. Kto wie, może polski architekt byłby wymieniany jednym tchem obok Corbu, Miesa, Wrighta? Zastanawiamy się nad tym dzięki Stanisławie Nowickiej, żonie i zawodowej partnerce Macieja, która wpłynęła na jego decyzję o wyborze architektury kosztem kariery grafika. O nierozerwalnym związku osoby (i osobowości) twórcy i jego dzieła, pracy nad rekonstrukcją biografii architekta opowiada Grzegorz Piątek, jeden z twórców wystawy „Humanistyczny modernizm. Maciej i Stanisława Nowiccy”.
Grzegorz PIĄTEK — Architekt, krytyk i historyk architektury. Autor książek, między innymi: „Najlepsze miasto świata. Warszawa w odbudowie 1944–1949”, „Niezniszczalny. Bohdan Pniewski. Architekt salonu i władzy”, „Gdynia obiecana. Miasto, modernizm, modernizacja 1920–1939”. Laureat Paszportu Polityki w kategorii Literatura i nagrody „Nike” czytelników. Kurator wystaw, między innymi nagrodzonej Złotym Lwem na XI Biennale Architektury w Wenecji wystawy w Pawilonie Polskim „Hotel Polonia. The Afterlife of Buildings”.
Błażej Ciarkowski: Wystawa „Humanistyczny modernizm. Maciej i Stanisława Nowiccy”, którą do połowy lipca możemy oglądać w Pawilonie Zodiak w Warszawie, powstała dwa lata temu i zdążyła już zostać zaprezentowana między innymi w siedzibie ONZ w Nowym Jorku. Dołączyłeś do zespołu, który ją tworzył, dopiero przed edycją warszawską. Jaka była twoja rola w procesie przygotowania wystawy?
Grzegorz Piątek: Moim zadaniem było wzbogacić ją o materiały czysto biograficzne. Kacpra Kępińskiego [kuratora — przyp. BC] bardziej interesowała sama architektura i dotychczasowe amerykańskie edycje wystawy koncentrowały się przede wszystkim na niej. Edycja warszawska miała zostać rozszerzona o kontekst biograficzny, a ja zajmowałem się architektami z pokolenia Nowickich, więc zostałem poproszony o zbadanie meandrów biografii, które były (i po części są nadal) ogromną białą plamą.
Błażej Ciarkowski: Na przykład postać Stanisławy, żony Macieja, dla wielu osób pozostaje niemal zupełnie nieznana.
Grzegorz Piątek: Dlatego ta wystawa jest przełomowa. Dotąd Maciej Nowicki był odkrywany solo, a rola jego żony była marginalizowana. Na studiach szli łeb w łeb, czy raczej szli za rękę, dużo projektowali wspólnie. Tak samo było po studiach, ale gdy w 1941 roku Stanisława urodziła pierwszego syna, Pawła, jej kariera zawodowa na jakiś czas wyraźnie utknęła. Tymczasem Maciej aktywnie działał. Potem, gdy wyjechali do Ameryki, Stanisławę ograniczała bariera językowa. Mówiła świetnie po francusku, ale słabo po angielsku, co utrudniało jej odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Sytuacja uległa zmianie dopiero po śmierci Macieja, kiedy zdana sama na siebie, bez możliwości powrotu do Polski, musiała utrzymać siebie i synów. Nie wróciła jednak do deski kreślarskiej, lecz została wykładowczynią. A dydaktyka nie jest obszarem szczególnego zainteresowania historyków architektury. Ustępuje miejsca temu, co zbudowane, narysowane, napisane. Pojawia się wprawdzie w niektórych biografiach, na przykład Waltera Gropiusa, ale tylko dlatego, że był on już celebrowany jako praktykujący architekt.
hala widowiskowo-sportowa J.S. Dorton Arena (znana w Polsce jako Paraboleum) w Raleigh, USA, 1952
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Czy w prezentowanych na wystawie projektach można wyraźnie wskazać: to jest część Stanisławy, a to — Macieja?
Grzegorz Piątek: Dorobek Nowickich jest trudny do zamknięcia w jakichś sztywnych ramach, bo chętnie dryfowali między dyscyplinami; trudno określić, gdzie kończy się Maciej, a zaczyna Stanisława i na odwrót. Do tego często działali w kolektywach, kilkuosobowych zespołach, gdzie autorstwo się nieco rozmywało. Sam widzisz, że łatwo było o to, by Stanisława znikła w cieniu Macieja.
Przykładem tego „znikania” jest historia stażu w pracowni Le Corbusiera w Paryżu. Wiadomo, że na owym stażu była Stanisława. W tomie poświęconym Wystawie Światowej w Paryżu w roku 1937 znajduje się tekst autorstwa Marty Leśniakowskiej mówiący właśnie o wkładzie Stanisławy, która pracowała przy polskim pawilonie i przy pawilonie Nowych Czasów Corbusiera, ale w indeksie, nie wiadomo dlaczego, pojawia się nagle Maciej. Freudowska pomyłka redakcji pokazuje, jak trudnym zadaniem było wydobycie Stanisławy z cienia męża.
prezentowany w ramach wystawy obraz „Parkiet II” autorstwa Jakuba Ciężkiego, malarza i twórcy instalacji
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Ktoś mógłby w tym miejscu zapytać, czy nie poszliście, jako twórcy wystawy, z główny nurtem, wydobywając postać kobiety architektki nieco na siłę.
Grzegorz Piątek: Absolutnie nie! Nic na siłę! Większość prac graficznych Maciej i Stanisława podpisywali wspólnie. Podobnie było w przypadku prac konkursowych, także tych na studiach i tuż po. Jedną z ich nielicznych przedwojennych realizacji jest Dom Turysty w Augustowie, który zaprojektowali z Władysławem Stokowskim. Kacprowi [Kępińskiemu] udało się odnaleźć dziennik budowy, w którym nie ma żadnego wpisu Macieja, a są ślady Stanisławy. Nasza praca nie była więc podążaniem za modą czy szukaniem czegoś na siłę. Ale przyjęcie takiej perspektywy wymaga innej wrażliwości, bo trzeba wziąć pod uwagę nie tylko to, co zbudowane, ale dorobek dydaktyczny czy nawet wnętrzarski, który często umyka historii architektury jako działalność „babska”, „miękka”.
obraz skali zniszczeń powojennej Warszawy, z którymi przyszło mierzyć się Nowickim w ramach pracowni BOS
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Wpisy w dzienniku budowy dobitnie pokazują, że Stanisława nie ograniczała się do „babskiej” roboty.
Grzegorz Piątek: Bo to nie była paprotka ani elegancka żona pana architekta. Istnieje rodzinna anegdota mówiąca, że bez Stanisławy nie byłoby Macieja takiego, jakiego znamy. Syn Nowickich, Peter, opowiadał, że ojciec miał dylemat czy po studiach rozwijać karierę architekta. Oboje ze Stanisławą byli już wziętym duetem graficznym, projektowali plakaty, logotypy, wnętrza. Była to praca nieźle płatna, dość lekka i przynosząca natychmiastowy efekt. Według rodzinnej legendy to Stanisława przekonała go, by jednak został przy architekturze.
hala Klubu Sportowego „Orzeł” przy ul. Podskarbińskiej w Warszawie to jedna z nielicznych przedwojennych realizacji Nowickich
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: A zatem to on wnosił pierwiastek pragmatyzmu, podczas gdy ona skłonna była podjąć pewne ryzyko?
Grzegorz Piątek: W tym przypadku tak, ale na pewno był to bardzo partnerski związek. Pierwsza realizacja Nowickiego w Stanach Zjednoczonych, Carolina Country Club, to także praca wspólna. Niestety już nie istnieje.
po wojnie Nowiccy zaangażowali się w działania odbudowy zniszczonej Warszawy; na zdjęciu makieta zaprojektowanego przez Macieja śródmiejskiego biurowca
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: A jak ci się podoba tytuł wystawy — „Humanistyczny modernizm”? Przyznam, że mam pewne obiekcje.
Grzegorz Piątek: Moim zdaniem jest bardzo trafny. W tym, co robili Nowiccy, dostrzegam bardzo duży pierwiastek humanistyczny. Nawet jeśli są to projekty w wielkiej skali, wystarczy spojrzeć na rysunki, by się przekonać, że bardzo interesowało ich życie toczące się między budynkami. Na szkicach przedstawiających Czandigarh widoczne są modernistyczne bloki, ale także suszące się pranie i krzywe słupy telefoniczne. Na rysunkach stadionu stanowiącego część terenów targowych w Raleigh lepiej niż architekturę widać tłum ludzi i fajerwerki na niebie. Dostrzegam także humanizm w tym, jak bardzo Nowiccy byli rozmiłowani w detalu. Nawet rysując wizje odbudowy Warszawy w 1945 roku, gdzie architektura oparta jest na modularności, starali się uniknąć monotonii. Bawili się samą formą budynków, detalem, różnicowaniem skali intymności. Na pierwszy plan wysuwają się fontanny, rzeźby, zieleńce, misternie kute kraty.
tabliczka informująca o tym, że współautorką Domu Turysty w Augustowie była architektka Stanisława Nowicka, dotąd wymieniony był jedynie Maciej — autorstwo: BAL Architektek
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Na szkicach wychodzących spod ręki Le Corbusiera też widać życie, ale ginie ono w obliczu wielkiej skali. I ja patrząc na szkice nowej Warszawy, widzę przede wszystkim tę wielką skalę.
Grzegorz Piątek: Ale to było zadanie o wielkiej skali! To było projektowanie zamaszystym gestem, a jednocześnie Nowiccy pamiętali o skali człowieka. O tym, co w zasięgu wzroku czy ręki przechodnia. Przyznaję, że te wizje bywały dość naiwne, bo przecież gdy Maciej Nowicki pisał o teatrze wielkomiejskiego życia, o ludziach siedzących przy kawiarnianych stolikach na tarasach wzdłuż Alej Jerozolimskich, którzy podziwiają neony i samochody, to przemawiał przez niego technooptymizm charakterystyczny dla całej generacji. Jednocześnie jego szkice Warszawy przyszłości nie powinny być traktowane jako projekt skończony, raczej wizualizacje, przymiarki tworzone w myśl ogólnych wytycznych Biura Odbudowy Stolicy, które miały być poddane dyskusji i weryfikacji.
działalność Nowickich nie ograniczała się do architektury, tworzyli także plakaty czy ilustracje do książek
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Wspomniałeś o perspektywie ludzkiej ręki, detalach, które można dotknąć. Zmysłowy charakter architektury jest chyba charakterystyczny dla całej szkoły warszawskiej lat 30. Wystarczy spojrzeć na realizacje Bohdana Pniewskiego.
Grzegorz Piątek: Nowiccy współpracowali z Pniewskim, projektowali wspólnie w czasie okupacji, na przykład wspaniały ogródek Latona dla Bliklego. Dla ich pokolenia typowe było zmęczenie surowością awangardy, skupienie na detalu, na fakturach. Dlatego szkoła warszawska poszukiwała piękna, wdzięku i luksusu.
gdyby powojenna historia architektury w Polsce potoczyła się inaczej, być może tak właśnie wyglądałaby siedziba Parlamentu zaprojektowana przez Macieja Nowickiego
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Czy zatem możemy mówić o „stylu Nowickich”? Gdy zestawimy Dom Turysty w Augustowie, Dorton Arena i tropikalny modernizm Czandigarh, nie jest łatwo znaleźć wspólne cechy.
Grzegorz Piątek: Tym, co łączy wiele projektów Nowickich, jest pewna manieryczność, upodobanie do bogatego, miękkiego, światłocieniowego detalu. Ale rzeczywiście nie mają jednego rysu autorskiego. Mam na ten temat dwie teorie. Po pierwsze, większość projektów tworzyli nawet nie tyle w duecie, ile w zespołach. Poza tym nie możemy zapominać, że kariera Macieja była bardzo krótka, ledwie dwanaście lat od uzyskania dyplomu. Może nie zdążył jeszcze dorobić się własnej maniery? Do tego dochodziły warunki zewnętrzne, praca w różnych zespołach. Trudno, by w takiej sytuacji coś się wykrystalizowało i okrzepło. Z drugiej strony, gdy spojrzymy na dwie powojenne realizacje Stanisławy, to widać w nich ogromną elastyczność.
model domu własnego Stanisławy Nowickiej w Norwich, Vermont; w tle „Flaga”, obraz autorstwa Wiktora Dyndo
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Pod Filadelfią zaprojektowała dom będący adaptacją starej wozowni, do której dodała werandę wspartą na kolumienkach. Z kolei swój drugi dom w Vermont zaprojektowała w duchu postmodernistycznym, inspirując się formą czerwonych stodół amerykańskich. Nie znajdziemy więc oczywistych cech wspólnych, ale unosi się nad nimi ten sam duch — twórczy, poszukujący. Już sam fakt, że Nowiccy praktykowali na wielu polach, stanowi według mnie dowód na to, że byli ciekawi świata. Potwierdziła to niejako wnuczka Nowickich, która nie zdążyła poznać Macieja, ale Stanisławę już tak. Wspominała, że podczas rozmowy o planach na życie, Stanisława powiedziała jej, żeby nie szukała nazwy dla tego, co chce robić, ale najpierw zastanowiła się, co chce robić, a dopiero potem to nazwała, opisała. Takie spojrzenie na świat pasuje mi zarówno do Stanisławy, jak i do Macieja. Kim właściwie byli? Architektami, urbanistami, wnętrzarzami, grafikami, ilustratorami?
niewielka liczba istniejących realizacji autorstwa Stanisławy i Macieja Nowickich sprawiła, że narracja wystawy budowana jest za pomocą makiet i plansz z reprodukcjami rysunków
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Jaka jest światowa rozpoznawalność Nowickich? Lubimy myśleć, że Dorton Arena to jedna ze światowych ikon modernizmu, ale czy tak jest w istocie?
Grzegorz Piątek: Mój pierwszy kontakt z architekturą Macieja Nowickiego miał miejsce w dzieciństwie, gdy przeglądałem encyklopedię PWN. Obok hasła „architektura” była tablica z ilustracjami i między wieżą Eiffla a wieżowcem Pirelli w Mediolanie była hala w Raleigh jako jedna z ikon nowoczesnego budownictwa. Perspektywa amerykańska jest jednak inna. Oni mają swoich idoli, swoje hierarchie. Na pewno jednak Dorton Arena jest odnotowana w historii architektury, a w samym Raleigh uważana jest za lokalny landmark. Na Wydziale Architektury North Carolina State University, Maciej Nowicki wciąż jest dobrze pamiętany i wspominany, a przecież przemknął przez uczelnię niczym meteor, Stanisława wyprowadziła się wkrótce po jego śmierci. Mimo to pamięć o nich jest wciąż żywa.
projekt siedziby ONZ w Nowym Jorku stanowił próbę zdefiniowania na nowo tożsamości Organizacji Narodów Zjednoczonych
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Rozmawiałeś z osobami, które pamiętały Nowickich. To nie było jednak jedyne źródło informacji. W jaki sposób przebiegała rekonstrukcja biografii Macieja i Stanisławy?
Grzegorz Piątek: Zacząłem od wszystkich tekstów, jakie o Macieju Nowickim napisał Tadeusz Barucki. Tam szukałem dziur, białych plam.
Columbus Circle w nowojorskim Central Parku, efekt współpracy Macieja Nowickiego z architektem Clarence”em Steinem
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Ale znalezienie ich to przecież ledwie początek. Trzeba czymś te białe plamy wypełnić.
Grzegorz Piątek: To było z jednej strony bardzo trudne, bo mówimy o dorobku rozrzuconym w różnych miejscach na trzech kontynentach. Z drugiej strony nigdy nie było to takie łatwe jak teraz. Wielką wartością tej wystawy jest fakt, że zanim dołączyłem do zespołu, przedstawiono ją w Stanach Zjednoczonych. Kacper Kępiński i Karolina Częczek [projektantka wystawy — przyp. BC] zdołali dotrzeć do amerykańskich archiwów. Ja to uzupełniłem chociażby o raporty Czesława Miłosza, który jako attaché kulturalny w Waszyngtonie opiekował się wystawą o odbudowie Warszawy, materiały z archiwów warszawskich, z BOS-u, z politechniki, o rekonstrukcję drzewa genealogicznego. To ostatnie to już dłubanina w nekrologach, teczkach personalnych, aktach parafialnych. Okazało się, że w Warszawie zachowała się bardzo bogata teczka personalna ojca Nowickiego, z której można wyczytać wiele na temat dziejów rodziny.
za architekturę wystawy odpowiadała pracownia Only If Architecture (Karolina Częczek)
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Co takie drzewo może nam powiedzieć o parze architektów?
Grzegorz Piątek: Chociażby to, że pochodzili z warszawskich elit. Byli bananową młodzieżą, która w czasie studiów nie musiała walczyć o byt, o utrzymanie się w Warszawie. Arseniusz Romanowicz [późniejszy projektant między innymi dworca Centralnego w Warszawie — przyp. BC], syn urzędnika z Hrubieszowa, opowiadał mi, że na uczelni istniał wtedy wyraźny podział na takie właśnie dzieci z zamożnych warszawskich domów i takich jak on, prowincjuszy, którzy nie uczestniczyli w życiu towarzyskim i artystycznym, a żeby się utrzymać, musieli „murzynować” (to określenie z epoki), czyli robić fuchy w pracowniach albo wykonywać odpłatnie jakieś prace za bogatych studentów. Tymczasem Maciej był synem konsula, a Stanisława — córką architekta. Nie byli milionerami, ale niczego im nie brakowało, mogli więc robić konkursy, próbować sił w grafice, jeździć na narty, grać w tenisa. On wyjechał z ojcem do Chicago, był na wakacjach na Kubie. Kto z Warszawy w 1922 roku spędzał wakacje na Kubie? [śmiech] Nie robię z tego zarzutu, ale uważam, że należy to podkreślać.
kolaż natury i architektury inspirowanej pracami Stanisławy i Macieja Nowickich
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Narodowego Instytutu Architektury i Urbanistyki.
Błażej Ciarkowski: Czyli nie można oddzielić twórcy od dzieła?
Grzegorz Piątek: Nie. To, kim jest twórca, skąd pochodzi, ma fundamentalne znaczenie. Wprawdzie są style, technologie, narzucone odgórnie ograniczenia, które sprawiają, że w pewnym środowisku czy pokoleniu możemy wyróżnić wspólne cechy, ale by lepiej zrozumieć ducha architektury, jej przesłanie, należy spojrzeć na osobę architekta. Na intencje, które mogą wynikać z pochodzenia, wykształcenia czy usposobienia. Na to, kto był mentorem projektanta i jakich miał przyjaciół. Projektanci, mówiąc o sobie, lubią sprowadzać wszystko do obiektywnych czynników, niechętnie przyznają się do wpływów. Może trudno jest zobaczyć siebie z zewnątrz, w jakimś kontekście społecznym, ale to bardzo ważne. W przypadku Macieja i Stanisławy Nowickich uprzywilejowane pochodzenie, świetne wykształcenie czy podróże sprawiły, że tworzona przez nich architektura była tak wyjątkowa. Oboje byli niesłychanie zdolni i pracowici, ale gdyby nie pochodzenie, nie mieliby tych horyzontów, tego luzu, który pozwalał im się rozwijać, a potem zdobywać świat.
Błażej Ciarkowski: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiał Błażej Ciarkowski
więcej: A&B 7-8/2025 – DOMY: inwestor + architekt,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B
















![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)






























