Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

„Architektura i urbanistyka żyją wieloma złudzeniami” – o iluzjach, obietnicach i mitach rozmawiamy z Łukaszem Haratem

Ola Kloc
24 września '25

Polityczne obietnice, po których ślad znika tuż po wyborach, idylliczne wizualizacje osiedli, które po wybudowaniu stają się miejską dżunglą, slogany ogłaszające „najszczęśliwsze miasto świata”, którego mieszkańcy każdego dnia mierzą się z rzeczywistością hałasu, braku dostępności czy wspólnych przestrzeni. Czy to wszystko iluzje?

17 października w Katowicach rozpocznie się A<FESTIVAL, wydarzenie poświęcone miejskiej przestrzeni, w tym roku pod hasłem „Iluzje”. O złudzeniach i legendach, sprawczości i zmysłowości, ale i tym, co w progamie, z kim będziecie mogli wybrać się na wycieczkę rowerową, z kim na spacer, a z kim pobiegać rozmawiamy z Łukaszem Haratem, dyrektorem festiwalu.

PS W ramach wydarzenia odbędzie się maraton projektowy (inny niż wszystkie!), zapisy trwają do 28 września — szczegóły znajdziecie w rozmowie!

 
Ola Kloc
: Dlaczego „Iluzje”?

Łukasz Harat: „Iluzje” wybraliśmy dlatego, że miasto nigdy nie jest jednowymiarowe — zawsze składa się z tego, co namacalne i racjonalne, ale też z tego, co niewytłumaczalne. Interesuje nas ta druga warstwa: zjawiska balansujące na granicy racjonalności i magii. Miejsca, które przyciągają ludzi bez wyraźnego powodu, miejskie legendy, opowieści o dziwnych zbiegach okoliczności, aura ulic czy budynków, która sprawia, że czujemy się w nich inaczej. To elementy, których nie da się uchwycić w planie zagospodarowania ani w tabelce Excela, a mimo to kształtują nasze codzienne doświadczenie miasta. Widzimy w tym powtarzalny rytuał, pełen tajemnic, których nie trzeba wyjaśniać, ale które warto zaakceptować jako realną część miejskiej rzeczywistości.

Jednocześnie „iluzje” odnoszą się do tego, jak współczesne miasta próbują same siebie sprzedawać. Narracje o „najszczęśliwszym mieście świata”, slogany o zielonej transformacji czy wizualizacje nowych osiedli obiecujące komfort i harmonię — to wszystko buduje iluzję dobrego i szczęśliwego miasta. Obraz, który dobrze wygląda w folderach promocyjnych, ale rzadko oddaje prawdę codziennego życia: korki, hałas, konflikty interesów czy brak realnej wspólnoty.

„Iluzje” to także spojrzenie na nasz własny zawód i środowisko. Architektura i urbanistyka żyją wieloma złudzeniami — że projekt jest w stanie naprawić rzeczywistość, że architekt ma pełną sprawczość, że budynki i plany zmieniają świat zgodnie z intencjami autorów. W praktyce często konfrontujemy się z polityką, budżetami, kompromisami i rozczarowaniami. Chcemy o tym rozmawiać otwarcie... o iluzjach zawodu architekta i urbanisty, które bywają równie ważne, jak same projekty.

Dlatego tytułowe „iluzje” traktujemy zarówno jako krytykę, jak i zaproszenie. Z jednej strony chcemy je demaskować i odsłaniać, jak manipulują przestrzenią i naszymi oczekiwaniami. Z drugiej — chcemy oswoić i zaakceptować to, co w mieście tajemnicze, niewytłumaczalne i ezoteryczne. Bo to właśnie dzięki tym niewidzialnym warstwom, od miejskich mitów po złudzenia wpisane w nasz własny zawód, miasto nabiera charakteru, wyobraźni i głębi. A skoro system nie działa, trzeba szukać gdzie indziej. Dlatego tu jesteśmy. Dlatego — A<FESTIVAL. Bo iluzje trzeba nazwać, rozbroić i zostawić za sobą. Czas odzyskać rzeczywistość. Razem.

A< FESTIVAL 2025

A< FESTIVAL 2025

© archiwum organizatorów

 
Ola Kloc
: Co jest iluzją w miejskiej przestrzeni — chodzi o polityczne obietnice, idylliczne wizualizacje czy o coś więcej?

Łukasz Harat: Nie ma jednej odpowiedzi... i w tym właśnie tkwi sedno. Iluzja w mieście może oznaczać coś zupełnie innego dla polityka, coś innego dla architekta, a jeszcze coś innego dla mieszkanki czy mieszkańca. Dla jednych to polityczne obietnice, które rozpływają się tuż po wyborach. Dla innych — idylliczne wizualizacje osiedli, które na rysunkach wyglądają jak raj, a w rzeczywistości okazują się betonową dżunglą. Jeszcze inni dostrzegają iluzję w samym wyobrażeniu szczęśliwego miasta, które nigdy nie istnieje w pełni, bo codzienność zawsze dopisuje własne pęknięcia.

Ale iluzja to także doświadczenie zmysłowe i ezoteryczne — coś, co trudno nazwać. Tajemnicze energie miejsc, opowieści, które krążą po mieście, poczucie, że istnieją równoległe światy, w których przestrzeń wygląda inaczej. Te złudzenia są równie realne, jak mury i ulice, bo wpływają na to, jak miasto odbieramy.

Dlatego nie mamy i nie chcemy wypracować jednej definicji. Wolimy widzieć iluzję jako kalejdoskop wielu spojrzeń — politycznych, społecznych, zawodowych, ale też zmysłowych i irracjonalnych. To właśnie w tej wielości interpretacji kryje się siła i tajemnica miasta.

Można powiedzieć, że miejskie iluzje są jak światy równoległe — jedne widzialne, inne ukryte, a wszystkie istniejące jednocześnie.

 
Ola Kloc
: Temat dyskusji z udziałem Łukasza Drozdy, Bogny Świątkowskiej i Roberta Koniecznego — iluzje decyzyjności (o złudzeniach i realach wspólnego kształtowania miasta) — smuci.

Łukasz Harat: To jedno z najbardziej bolesnych pytań dotyczących współczesnych miast. Z jednej strony istnieje silne złudzenie, że jako mieszkanki i mieszkańcy mamy realny wpływ na kształt przestrzeni — zapraszani i zapraszane jesteśmy na konsultacje społeczne, tworzymy mapy partycypacji, składamy wnioski do budżetu obywatelskiego. Z drugiej strony wciąż widzimy, że ostateczne decyzje zapadają gdzieś indziej: w gabinetach polityków, w biurach deweloperów, w ukrytych układach sił, których nie widać na pierwszy rzut oka.

 
Ola Kloc
: Czy rzeczywiście nie mamy nic do powiedzenia na temat tego, jak wygląda otaczająca nas przestrzeń?

Łukasz Harat: Nie do końca. Mamy głos, ale często jest on filtrowany, osłabiany, wpisywany w logikę systemu, który pozwala nam poczuć się wysłuchanymi, ale niekoniecznie zmienia rzeczywistość. Właśnie w tym sensie mówimy o „iluzjach decyzyjności” — to przestrzeń, w której granica między realnym wpływem a symbolicznym gestem bywa bardzo cienka.

Chcemy zapytać, czy istnieje jakaś niewidzialna siła: globalne trendy, polityczne układy, czy wręcz wyobrażony „światowy rząd”, która steruje naszymi miastami ponad naszymi głowami. A może wciąż w tych drobnych, lokalnych działaniach tkwi prawdziwa energia zmiany, której nie da się łatwo skontrolować?

 
Ola Kloc
: Ważnym elementem festiwalu jest maraton projektowy, co będzie jego tematem?

Łukasz Harat: W tym roku pod okiem tutorek i tutorów — praktyków, badaczek, projektantów i aktywistów — uczestniczki i uczestnicy będą pracować nad tematami, które dotykają zarówno codziennych praktyk mieszkańców, jak i szerokich wizji przyszłości miast.

W tym roku uczestniczki i uczestnicy sprawdzą między innymi:

  • jak mogłoby bić serce Chorzowa — czyli jak na nowo zdefiniować centrum miasta, by nie było jedynie drogą tranzytową między Katowicami a Bytomiem, lecz miejscem spotkań i wspólnego życia;
  • jak tętni główna ulica Katowic — przestrzeń, która przez lata pełniła funkcję komunikacyjnego ścieku, a dziś pojawia się realna szansa, by przywrócić ją do miejskiego obiegu i nadać jej nową tożsamość;
  • czy da się projektować infrastrukturę spożywczą — traktując lokalne rolnictwo, dystrybucję żywności i codzienne praktyki kulinarne w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii jako podstawowy element funkcjonowania miasta;
  • co naprawdę dzieje się, gdy miasta zaczynają się zwijać — jakie emocje i strategie rodzą się w rzeczywistości pogórniczej, gdy z krajobrazu znikają kopalnie, a całe społeczności muszą szukać nowej tożsamości, to pytanie o życie w miejscach, które tracą swoją dotychczasową funkcję i blakną na mapach gospodarczych, a jednocześnie próbują wymyślić się od nowa: jak wykorzystać pustą infrastrukturę, jak odbudować więzi sąsiedzkie, jak poradzić sobie z dziedzictwem, które jest i ciężarem, i szansą.

Każdy z tych tematów to zaproszenie do eksperymentu — od mikro skali ulic i codziennych praktyk, po makro wizje przyszłości całych miast. To pytania, które wymagają odwagi, bo wykraczają poza bezpieczne schematy i nie mają oczywistych odpowiedzi. Maraton stanie się więc przestrzenią, gdzie iluzje i rzeczywistość, wizja i praktyka, spotkają się w twórczym napięciu.

W proces uczestniczek i uczestników wprowadzą tutorki i tutorzy: Tomasz Świetlik, Karolina Michałkowska, Ola Litorowicz, Marta Zwolińska, Edyta Sadowska, Archigrest, Paweł Paciorek, Blanka Byrwa, Michał Jurgielewicz, Wojtek Lesiak, Misia i Kuba Maciejewscy oraz Natalia Wielebska.

Wyświetl ten post na Instagramie

Post udostępniony przez A<FESTIVAL (@_afestival)

© archiwum organizatorów

 
Ola Kloc
: Dbając od dobrostan uczestników i uczestniczek nie zachęcacie do pracy przez 24 godziny, ale rozkładacie maraton na trzy dni. Czy to początek końca kultury poświęcenia? 

Łukasz Harat: To świadomy wybór. Nie chcemy dłużej powielać mitu prawdziwego maratonu, w którym liczy się tylko to, kto wytrzyma najdłużej i zarywa noce. Zależy nam na tym, by uczestniczki i uczestnicy mogli pracować intensywnie, ale też w zgodzie ze swoim rytmem i z uważnością na siebie nawzajem. To też element większej zmiany kulturowej — odchodzenia od narracji o koniecznym poświęceniu, które miało być dowodem zaangażowania, a często kończyło się wypaleniem.

 
Ola Kloc
: Czy młodsze pokolenie nie chce brać już udziału w zawodowym wyścigu na utartych zasadach, a może i tak będą osoby, które wybiorą zarywanie nocy?

Łukasz Harat: Myślę, że w dużej mierze tak — rośnie świadomość, że innowacja i dobre pomysły rodzą się nie tylko w biegu i pod presją, ale też w przestrzeni do odpoczynku, regeneracji i wymiany. Ale jednocześnie wiemy, że wciąż znajdą się osoby, które wybiorą zarywanie nocy... Można pracować non stop, jeśli ktoś poczuje taką energię. Różnica polega na tym, że to już nie system tego wymaga, tylko świadomy wybór uczestniczek i uczestników.

A< FESTIVAL 2025        A< FESTIVAL 2025

A< FESTIVAL 2025

© archiwum organizatorów

 
Ola Kloc
: W programie są też pokazy filmowe, wydarzenia muzyczne, spacery, a nawet przebieżka ze znanym architektem — co wyróżnia tę edycję festiwalu?

Łukasz Harat: To, co wyróżnia tegoroczną edycję, to różnorodność doświadczeń. Oprócz dyskusji i maratonu projektowego pojawią się pokazy filmowe, wydarzenia muzyczne, spacery i performanse, które pozwolą spojrzeć na miasto z wielu perspektyw — nie tylko je analizować, ale też przeżywać całym ciałem i zmysłami.

Przede wszystkim jednak nie będzie tryhardu. Stawiamy na luz, śmiech i zabawę z miejskimi tematami — wszystko z przymrużeniem oka, ale i z pełnym zanurzeniem w energię, mity i ukryte narracje. Zamiast kolejnych „śmiertelnie poważnych” paneli będzie można wyruszyć na rowerową wycieczkę z Robertem Koniecznym, pobiegać ze Zbigniewem Maćkowem, usłyszeć Cosmodernę w roli DJ-a czy przejść się z Przemo Łukasikiem po przeklętych miejscach w Bytomiu.

To nie będzie festiwal dla tych, którzy szukają bezpiecznych odpowiedzi. Miasto samo tu zacznie szeptać, a czasem nawet krzyczeć... pytanie tylko, czy odważymy się to usłyszeć.

Ola Kloc: Dziękuję za rozmowę. 

 
pytała: Ola Kloc

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Robert Konieczny „Architektura to moja pasja totalna — szczerze o pieniądzach i zajeżdżaniu się”
Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE