Spotkanie było okazją do rozmowy na temat Minerve — wyjątkowego projektu zrealizowanego w Brukseli, współpracy, która się nie zdarza, oraz ambitnych planach na przyszłość, które już zaczynają się materializować. Z Janem Strumiłło rozmawia Anna Walewska.
Jan STRUMIŁŁO — Architekt, członek MOIA od 2015 roku. Prowadzi od 2010 roku własną praktykę w Warszawie. Absolwent ETH w Zurychu. Studia MAS ukończył pod kierunkiem Dietmara Eberle. Praktykę zdobywał, pracując między innymi dla Baumschlager Eberle w Szwajcarii i Austrii i dla JEMS Architekci w Warszawie. Absolwent Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej — w 2007 roku jego projekt dyplomowy Dobra/Drewniana zdobył nagrodę im. Małgorzaty Baczko i Piotra Zakrzewskiego. W 2013 roku rezydent w Akademie Schloss Solitude w Stuttgarcie. Autor książki „Ukryty Modernizm”.
Anna Walewska: Opowiesz o realizacji projektu Minerve, czyli wnętrza mieszkania w Brukseli?
Jan Strumiłło: To ekscytujący projekt o dużej wartości beletrystycznej. Zleceniodawcy są osobami prywatnymi, jak obecnie większość moich klientów trafili do mnie poprzez internet. Nie znaliśmy się wcześniej, a mimo to obdarzyli mnie wyjątkowym zaufaniem. Miałem możliwość doświadczenia scenariusza marzeń, który znacząco odbiega od codzienności.
Anna Walewska: Co masz na myśli?
Jan Strumiłło: Po pierwsze to zlecenie zagraniczne, choć klientami byli Polacy. Pracowaliśmy z osobami, które od początku zdradzały duże doświadczenie inwestycyjne. Mam na myśli zarówno wiedzę techniczną, jak i dotyczącą spraw organizacyjnych. Nie było potrzeby tłumaczenia, że to nie są przelewki. Inwestorzy znali dobrze wymiar finansowy swoich decyzji, co wcale nie jest takie oczywiste. Zaszokowali nas dokładnością swoich przemyśleń, przygotowania. Przesłali nam obszerny brief. Znalazły się tam na przykład informacje dotyczące ilości zapasów, które będą przechowywać w kuchni. Zwykle z trudem udaje mi się wycisnąć od klientów jedną stronę, na której spiszą swoje oczekiwania. To może się wydawać zabawne, i dla nas też było początkowo źródłem radosnego zdumienia i różnych żartów, ale tak naprawdę współpraca okazała się modelowa. Mieliśmy do czynienia z sytuacją, w której zostały głęboko przedyskutowane potrzeby użytkowników projektu. Później potrafili oni je precyzyjnie przedstawić, obdarzając nas przy tym dużym zaufaniem. Niewątpliwie świetnie na tym wyszli, bo dla nas wszystko to, co od nich dostaliśmy, było wiążące. Wywiązaliśmy się zatem ze wszystkich uwzględnionych zapisów, których były dziesiątki, o ile nie setka. Używam liczby mnogiej, bo przy tym projekcie współpracowałem z architektką Martą Szczepańską. W czasie, kiedy spłynęło do nas to zlecenie, akurat szczęśliwie pracowała dla mnie. To była bliska współpraca, a wkład Marty w ten projekt jest ogromny.
Minerve — mieszkanie w Brukseli — proj.: Jan Strumiłło
fot.: Jędrzej Sokołowski
Szczęście polegało także na tym, że nasi klienci oprócz dobrze zdefiniowanych preferencji dysponują też, jak się wkrótce okazało, doświadczeniem inwestycyjnym zdobytym przy kilkunastu zrealizowanych wcześniej remontach i innych przedsięwzięciach. Zatem spotkanie z nami to nie była dla nich terra incognita. Ponadto technicznie doskonale się przygotowali. Od początku zapowiedzieli, że będą potrzebować ograniczonego nadzoru podczas wdrażania naszych pomysłów. Na każdym rysunku technicznym umieszczamy sakramentalną formułkę: „W razie wątpliwości proszę kontaktować się z projektantem”. Jesteśmy do dyspozycji i czekamy. No i telefon zadzwonił nie dwa razy, nie jeden raz, tylko po prostu w ogóle go nie było. W końcu ja pierwszy zadzwoniłem z pytaniem: jak tam idzie. Usłyszałem: „No skoro pan pyta, panie Janie, to właściwie zapraszamy. Jest już gotowe”. W skali moich dotychczasowych działań to był kompletny szok. Takie rzeczy się nie zdarzają.
Anna Walewska: Wielu architektów marzy o takiej sytuacji, jednak nigdy jej nie doświadcza. W związku z tym tak naprawdę nie mają porównania, czy lepiej pracować z kimś tak świadomym, czy nie...
Jan Strumiłło: To ma dla mnie wartość dobrej historii do opowiadania przy kawie. Nie ukrywam, że jestem przygotowany na nadzór autorski i lubię tę fazę projektu. Po cichu liczyłem, że jeszcze z raz przelecę się do Brukseli na spotkanie, chociażby po stanie surowym, aby mieć wgląd w przebieg realizacji. Ostatecznie wszystko, dosłownie wszystko, przeprowadzono bez naszego udziału, stosując się ściśle do naszych rysunków i wprowadzając drobne zmiany wynikające z prób przeprowadzanych na miejscu — bez naruszenia naszych intencji estetycznych. Efekt jest niesamowity. Wiele rozwiązań, które udało się przeprowadzić w Brukseli, weszło do naszego repertuaru już na stałe.
Anna Walewska: Co na przykład?
Jan Strumiłło: Na przykład zaproponowaliśmy pomysł na wykorzystanie perforowanej sklejki do pokoju dziecięcego. Koncept nie tylko jest praktyczny, bo zastępuje uchwyty do szaf, ale też pozwala na ich wentylację i tworzy przestrzeń do potencjalnej zabawy. Motyw pojawia się i na szafie, i na burtach łóżek piętrowych. Dzieci to zaakceptowały.
Za wskazaniem naszych klientów wprowadziliśmy też wiele ruchomych i wymiennych elementów w pokoju dziecięcym. Jednak na tym się nie zatrzymaliśmy: stworzyliśmy możliwość późniejszego rozdzielenia tego pokoju na dwa mniejsze. Oznacza to, że pokój dziecięcy jest zbudowany jako jedno pomieszczenie, ale w umeblowaniu, i w układzie przewidziana jest możliwość przyszłego rozdziału. Rozwiązanie takie wymagało pewnego dodatkowego wysiłku przy rozmieszczaniu instalacji. W rezultacie dzięki zaprojektowanej przestrzeni pomiędzy obecnymi regałami na książki będzie można w bardzo łatwy sposób wstawić ściankę, co dosłownie w jeden dzień pozwoli stworzyć dwa niezależne pomieszczenia.
Minerve — mieszkanie w Brukseli — aksonometria
proj.: Jan Strumiłło
Ze względu na dużą ilość twardych powierzchni w mieszkaniu udało nam się przekonać klientów, żeby zadbać o stronę akustyczną. Nie ma dywanów, mebli jest niewiele, szczególnie tych tapicerowanych. Należało więc zastanowić się, jakie powierzchnie mogłyby pochłaniać dźwięk, aby uniknąć pogłosu. Zaprojektowaliśmy perforowaną ściankę w salonie, plecy kuchni, które ukrywają część roboczą i lodówkę oraz przejście do sąsiedniego pokoju. Za tymi panelami przewidzieliśmy akustyczne absorbery, które powodują, że w pomieszczeniach po prostu przyjemniej się przebywa. Komfort akustyczny odbiera się co prawda głównie podświadomie, ale wydaje mi się, że ten temat nabiera większego znaczenia i bywa uwzględniany w projektowaniu. Coraz częściej się go dostrzega, również dlatego, że właściwa akustyka jest istotna dla zdrowia psychicznego.
Klienci wyraźnie zaznaczyli, że nie chcą drewnianej podłogi. Przykładem realizacji znanych z krajów niemieckojęzycznych zaproponowaliśmy linoleum. Przekonali się do tego materiału na tyle, że postanowili użyć go również w łazience, mimo że my sami gotowi byliśmy proponować tam raczej ceramikę.
W sumie to doświadczenie sprawiło nam dużo przyjemności, choć jak zwykle nie obyło się bez czynników ryzyka.
Anna Walewska: Jakiego typu ryzyko masz na myśli?
Jan Strumiłło: Inwestorzy zaryzykowali odsłonięty surowy betonowy sufit. W czasie inwentaryzacji był zasłonięty sufitem podwieszanym i częściowo zatynkowany. Nie istniała możliwość wykonania na tyle dużej odkrywki, aby się zorientować, jak to będzie wyglądać w całym lokalu. Inwestorom bardzo na tym zależało, dlatego uwzględniliśmy to w ciemno, nie wiedząc, co może z tego wyjść. Gdyby wyszło słabo, to się to jakoś wyrówna, podmaluje, wybieli... Tymczasem na szczęście sufit okazał się bardzo piękny. Ma na przykład śmieszne przebarwienia od zardzewiałych części czy zbrojenia rozproszonego — efektowny, przyjemny, organiczny wzór, który rzeczywiście pozwala zaczepić oko. Określa wnętrze i tajemniczo koresponduje z dobranym linoleum.
Minerve — mieszkanie w Brukseli — proj.: Jan Strumiłło
fot.: Jędrzej Sokołowski
Anna Walewska: O jakiej powierzchni mówimy? Jak duże jest to mieszkanie?
Jan Strumiłło: Sporo powyżej stu metrów. Inwestorzy większość pracy przy suficie wykonali własnymi rękami. Zaczęli remont we wrześniu, a skończyli na wiosnę. Nadzorując ekipę remontową z Polski, mieszkali na budowie z dwójką dzieci, niemało zdziałali sami i jeszcze przyjmowali gości. Wracając więc do pytania o to, jak się pracuje z tak świadomymi osobami dysponującymi środkami dopasowanymi do zamiarów, to odpowiadam zdecydowanie, że jest to łaska, która pozwala naszym pomysłom ujrzeć światło dnia.
Anna Walewska: Skąd pomysł na nazwę projektu — Minerve?
Jan Strumiłło: Nazwa pochodzi od nieruchomości, w której znajduje się mieszkanie. To kolejny ważny element — piękne otoczenie. Nie pokazujemy mieszkania z zewnątrz, ale to jest charakterystyczny zespół dużych budynków mieszkalnych, zrealizowanych w standardzie, którego właściwie nie znajdziemy w Polsce. To są budynki z lat 70., na owe czasy raczej luksusowe. Wyposażenie części publicznych, które w dużej mierze zachowało się do dziś, w tym wykończenia klatek schodowych, są bardzo wysokiej jakości. To jest kombinacja, z którą się nie stykamy, dlatego że budownictwo wielorodzinne w tym okresie w Polsce nie dysponowało takimi materiałami i produktami. Nie ma tego typu luksusowych bloków z tego okresu w Polsce.
Anna Walewska: Są kamienice.
Jan Strumiłło: Mam na myśli luksusowy blok mieszkalny. Budynek wolnostojący, wielorodzinny, o powtarzalnym rzucie, klatkowy, z windami, pochodzący z lat 70. W tym przypadku mieliśmy do czynienia z zespołem apartamentowców, będących przykładem odpowiednio zadbanego modernizmu w otoczeniu pięknego parku. Poznaliśmy historię tego osiedla. Pierwotnie park przynależał do luksusowej rezydencji. Przy okazji konfliktów spadkowych teren wraz z pałacem dostał się deweloperom, którzy park zachowali, pałac zburzyli i postawili w jego miejsce dwa luksusowe bloki. One są naprawdę pięknie położone, w uroczej willowej dzielnicy. Dookoła jest mnóstwo starych drzew na wzgórzu, skąd rzeczywiście widać miasto. Zastanawiałem się nawet, które z budynków warszawskich mogłyby korespondować z Minerve. Przyszedł mi do głowy chyba tylko budynek przy ulicy Konopnickiej z 1963 roku autorstwa spółki dwóch Jerzych: Gieysztora i Kumelowskiego, ale z pewnością nie może być tu mowy o podobnym standardzie wykończeń części wspólnych, pokrewieństwo luksusu dotyczy raczej otoczenia i widoków z górnych pięter.
Anna Walewska: Czy projekt wykończenia mieszkania korespondował z tym otoczeniem?
Jan Strumiłło: Trudno tutaj mówić o jakiejś wielkiej korespondencji, bo mieszkanie znajduje się ponad koronami drzew. Tyle tylko, że w wytycznych znalazł się zapis, żeby umożliwić widok na park z wanny. Rozplanowanie pierwotnego rzutu nie wzbudziło naszego zachwytu. Trzon łazienkowo-kuchenno-instalacyjny w środkowej części traktu opierał się zmianom, ale daliśmy z siebie wszystko, żeby wykrzesać jak najwięcej z jego ograniczonych możliwości adaptacyjnych. Wydaje mi się, że naszym największym wkładem na poziomie rozplanowania rzutu jest zapewnienie cyrkularnej komunikacji, która pozwala przyjemniej mieszkać. Możliwość okrążania mieszkania pozwala na postrzeganie go w nieoczywisty sposób, co jest wartością dodaną. Właściciele docenili tę innowację.
Minerve — mieszkanie w Brukseli — proj.: Jan Strumiłło
fot.: Jędrzej Sokołowski
Anna Walewska: Na ile formuła, która została podkreślona w opisie twojej działalności na stronie internetowej: „od mebla do osiedla”, dała się zastosować w tym projekcie?
Jan Strumiłło: „Od mebla do osiedla” ładnie się rymuje, ale fakty są takie, że tutaj pozostaliśmy blisko skali ludzkiej. W tym przypadku najszersza perspektywa dotyczyła całego mieszkania. Od ogółu do szczegółu. Mamy świadomość, że wyczerpaliśmy budżet czasowy w całości i nie zostawiliśmy tam żadnych niedokończonych spraw. Dostarczyliśmy produkt wysokiej jakości, z którego sami również jesteśmy w pełni zadowoleni.
Anna Walewska: Czym teraz się zajmujesz?
Jan Strumiłło: Jestem teraz w ciekawym momencie. Przebudowujemy portfolio w kierunku kubatury, na której pragnę się skoncentrować. Mamy ukończonych kilka interesujących i udanych projektów domów, które będę mógł niebawem promować. Jestem gotów na poszerzenie profilu biura.
Anna Walewska: Jak nazwałbyś ten obecny?
Jan Strumiłło: W ostatnim czasie zrealizowaliśmy wiele projektów wystaw. To jest bardzo przyjemna odnoga naszej działalności, na której pewnie stoimy. Mieliśmy szczęście i do klientów, i do tematów. Na podstawie przeszłych sukcesów zdobywamy kolejne zlecenia w tym obszarze. Za każdym razem projekty wystawiennicze są przede wszystkim okazją do ciekawych spotkań z osobami o dużej wiedzy, z nastawieniem twórczo-produkcyjnym: „Róbmy!”. To oznacza charakterystyczny zespół cech pokrewnych naszemu. Mam na myśli nastawienie na akcję i działanie w jakiejś mierze eksperymentalne. Wystawy to jest za każdym razem przygoda. Jednocześnie jako architekt mam apetyt, który może zaspokoić tylko budowa. Mam na myśli wnętrza, a przede wszystkim kubatury.
Anna Walewska: Przy jakich okazjach będzie można podziwiać wasze realizacje wystawiennicze?
Jan Strumiłło: W tym roku na razie mamy cztery wystawy. Otwarta w marcu wystawa Julii Keilowej w Muzeum Warszawy; w lipcu w siedzibie Instytutu Wzornictwa Przemysłowego organizowana przez Narodowy Instytut Architektury i Urbanistyki wystawa monograficzna Jana Bogusławskiego; w sierpniu wystawa związana z osiemdziesiątą rocznicą wybuchu Powstania Warszawskiego, organizowana w siedzibie Muzeum PW; pod koniec września z kolei zapraszamy na wernisaż wystawy Józefa Chełmońskiego w Muzeum Narodowym w Warszawie.
Minerve — mieszkanie w Brukseli — proj.: Jan Strumiłło
fot.: Jędrzej Sokołowski
Anna Walewska: Gigantyczne projekty.
Jan Strumiłło: Pracujemy też przy mniejszych projektach, które może zobaczy mniej osób, ale są dla nas możliwością wyżycia się technicznego, twardego.
Anna Walewska: W jakim regionie koncentrujesz się na kubaturach?
Jan Strumiłło: Jako biuro warszawskie mamy jasno określoną przynależność geograficzną, ale akurat tak się złożyło, że obie już ukończone realizacje, o których mówię, to domy na wschód od Warszawy. Nie chcę uprzedzać faktów. Przygotowujemy materiały promocyjne, na razie jeszcze ich nie pokazujemy. Gdy wszystko będzie gotowe, chętnie o tym porozmawiam.
Anna Walewska: Zastanawiałam się nad twoim imponującym wykształceniem. Jesteś absolwentem bardzo specyficznej szkoły w Szwajcarii. Jakie to ma dla ciebie przełożenie na Warszawę, z którą się tak identyfikujesz, i pracę tutaj?
Jan Strumiłło: Jestem przekonany, że wykształcenie to taki okres, w którym człowiek ładuje swój akumulator, rozszerza umysł. Zaś nauka zawodu odbywa się w praktyce. Te etapy, rzecz jasna, na siebie wpływają, ale odczuwam to jako dwa odrębne zbiory danych i doświadczeń. Moje wykształcenie to skarb, który mi zawsze towarzyszy. Mam świadomość, że spotkało mnie coś wspaniałego, czuję się uprzywilejowany i wyróżniony przez to, co, gdzie, u kogo i kiedy studiowałem. To jest cały czas ze mną i wpływa na moje myślenie i działanie na najgłębszym poziomie. Jednocześnie rozumiem, że moje doświadczenie zawodowe jest różne od moich kolegów i koleżanek z ETH, bo działam w zupełnie innym kontekście. Z całą pewnością studia zagraniczne mnie wzbogaciły, bo umożliwiły inne spojrzenie na mój lokalny świat. Z dumą przyznaję się do Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, którego absolwentem jestem w pierwszej kolejności, ale zdaję sobie sprawę z wagi doświadczeń przywiezionych z podróży.
Anna Walewska: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała: Anna WALEWSKA
udostępnione dzięki uprzejmości Jana Strumiłło
więcej: A&B 5/2024 – dworce,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B







![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)






























