Dziś powiedzieć, że budynek został zaprojektowany z uwzględnieniem rozwiązań proekologicznych, to jak nie powiedzieć nic. O tym, jakie oblicza może mieć architektoniczny greenwashing, o korzyściach biznesowych płynących z projektowania budynków certyfikowanych i o tym, czy neutralność klimatyczna budynków jest w ogóle osiągalna, z Marcinem Gawrońskim rozmawia Przemek Ciępka.
Marcin GAWROŃSKI — dyrektor Działu Budownictwa Ekologicznego w Sweco Polska, w latach 2023-2026 Prezydent Polskiego Stowarzyszenia Budownictwa Ekologicznego. Posiada licencje systemów certyfikacji wielokryterialnych BREEAM NC, BREEAM In-Use, BREEAM AP BREEAM IRFO oraz LEED GA. Jest praktykiem z ponad szesnastoletnim doświadczeniem w branży budownictwa zrównoważonego. Rozwinął zespół kilku inżynierów w czterdziestoosobowy, wielokrotnie nagradzany Dział Budownictwa Ekologicznego, który jest liderem polskiego rynku w zakresie usług związanych z certyfikacją wielokryterialną, wspomaganiem procesu realizacji zielonych inwestycji, dekarbonizacją czy raportowaniem ESG. Autor kilkunastu publikacji z obszarów związanych z budownictwem ekologicznym.
Przemek Ciępka: Przez ostatnie trzy lata był prezydentem stowarzyszenia Polish Green Building Council. W jaki sposób definiowane jest pojęcie zielonego budownictwa, wpisane w nazwę tej organizacji?
Marcin Gawroński: W Green Building Council uważamy, że zielony budynek, to taki, który na wszystkich etapach swojego życia — od projektowania, przez konstrukcję, fazę operacyjną, na rozbiórce kończąc — jest zrównoważony, czyli generuje możliwie mały wpływ środowiskowy, a jednocześnie jest maksymalnie przyjazny dla otoczenia i użytkowników. Staramy się przy tym myśleć o zielonych budynkach wielokryterialnie, czyli całościowo, nie przez pryzmat jednej cechy czy rozwiązania.
Przemek Ciępka: Jakie elementy składają się na tę wielokryterialność?
Marcin Gawroński: Na wielokryterialność składa się kilkadziesiąt kategorii, nie tylko związanych z samą efektywnością energetyczną budynku, ale też sposobem realizacji inwestycji czy wykorzystanych w niej materiałów, dobieranych pod kątem LCA, czyli analizy Life Cycle Assessment. Podczas certyfikacji wielokryterialnych sprawdzamy olicznikowanie budynku, analizujemy możliwość zastosowania odnawialnych źródeł energii czy rozwiązań pasywnych, oceniamy jakość środowiska wewnętrznego, na przykład powietrza i zawartych w nim lotnych związków organicznych, poziomów hałasu albo światła słonecznego. W zakres certyfikacji wielokryterialnej wchodzą też takie kwestie, jak generowane przez budynek zanieczyszczenia, jego bezpieczeństwo i dostępność techniczna czy obecność rozwiązań dla rowerzystów i car-sharingu.
Przemek Ciępka: Na czym polega analiza Life Cycle Assessment? Czy to odpowiednie narzędzie do badania wpływu, jaki na środowisko mają budynki?
Marcin Gawroński: Life Cycle Assesment, czyli analiza cyklu życia, odnosi się przede wszystkim do materiałów, z których wykonano budynek i do jego efektywności. Bierze pod uwagę zarówno wbudowany ślad węglowy budynku, czyli wpływ środowiskowy materiałów, z których powstał, jak i ślad operacyjny, liczony w perspektywie kilkudziesięciu lat. Analiza budynku przeprowadzana jest zazwyczaj na potrzeby certyfikacji, nie jest ona jednak powszechna poza tym zastosowaniem. Jako PLGBC dążymy do tego, żeby obliczanie śladu węglowego, nawet w sposób uproszczony, stało się standardem. W ramach projektu Free of Carbon Architecture (FOCA) stworzyliśmy darmowe narzędzie ułatwiające przeprowadzenie takiej analizy przy wykorzystaniu podstawowej bazy materiałów współtworzonej w tym projekcie we współpracy z ITB. Chcemy, żeby projektanci jak najczęściej sięgali po to rozwiązanie, nie tylko ze względu na sam wpływ środowiskowy budynków, ale też próbując przygotować środowisko architektoniczne na nadchodzący moment, w którym ślad węglowy stanie się częścią charakterystyki energetycznej budynku. Obecnie duża część branży nie jest odpowiednio wyedukowana, aby się z tym mierzyć.
Osiedle TBS Kosmiczna w Katowicach jest pierwszym zespołem mieszkaniowym, który otrzymał precertyfikację ZIELONY DOM na poziomie PREMIUM, przyznaną przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego PLGBC
proj.: k3xmore, wiz. © k3xmore
Przemek Ciępka: Chociaż pojęcie zrównoważonego rozwoju jest z nami już od kilkudziesięciu lat, wizja katastrofy klimatycznej wydaje się realna jak nigdy dotąd, do czego w znacznej mierze przyczynia się sektor budowlany. Czy to podejście jest jeszcze wystarczające, aby się przed nią uchronić?
Marcin Gawroński: Pojęcie zrównoważoności jest bardzo szerokie i nie ogranicza się wyłącznie do działalności budowlanej. Składają się na nie trzy filary, czyli środowisko, aspekty społeczne oraz ekonomia. Bardzo często decyzje zapadają przez pryzmat tego ostatniego, który jest dodatkowo uwarunkowany zjawiskami zachodzącymi w skali makro, na przykład konfliktami zbrojnymi, cenami surowców czy kondycją i nastawieniem instytucji finansowych. Z tego względu idea zrównoważoności w architekturze ma obecnie ograniczony wpływ na zmianę klimatu.
Większy potencjał widzę w inicjatywach regionalnych czy oddolnych, które potrafią napędzać środowisko, również biznesowo. Chodzi na przykład o odpowiednią legislację, w tym (de)regulowanie przepisów, rozwój technologii czy edukację społeczeństwa. Ostatecznie to właśnie wola podmiotów zajmujących się budowaniem decyduje o tym, czy będą skłonne ponieść wyższe koszty w imię stworzenia lepszej jakości projektu, który będzie miał mniejszy wpływ na środowisko.
Przemek Ciępka: Co można zrobić, aby ta wola budowania „mniej szkodliwie” była wśród inwestorów większa?
Marcin Gawroński: Zdarzają się klienci, którzy z różnych względów działają w ten sposób, mają swoje ambicje albo chcą być liderami na rynku. Poszukują innowacyjnych rozwiązań, pokazują, że można coś zrobić inaczej, zaprojektować przestrzeń konsultowaną z mieszkańcami, tworzącą komfortowe warunki do życia i osiągać dzięki temu korzyści pozaekonomiczne, na przykład społeczne. W jednym z odcinków podkastu „Drugi Rzut OKA” Agnieszka Graff podaje przykłady działań w mocno upolitycznionym świecie, w którym rządzą pieniądze. Jedną z dróg okazuje się aktywizacja społeczeństwa i sąsiedzkość, właśnie poprzez pokazywanie alternatywnych rozwiązań dla różnych problemów, czemu między innymi swój sukces wyborczy zawdzięcza na przykład obecny burmistrz Nowego Jorku.
Osiedle TBS Kosmiczna w Katowicach; — dostęp do ogrzewania oraz ciepłej wody w budynkach zapewniają gruntowe pompy ciepła
proj.: k3xmore, wiz. © k3xmore
Przemek Ciępka: Spotkałem się z opiniami mówiącymi, że certyfikacja budynków jest w rzeczywistości greenwashingiem, który pomaga odwrócić uwagę od rzeczywistych szkód wyrządzanych środowisku przez architekturę. Czy takie stwierdzenia są zgodne z rzeczywistością?
Marcin Gawroński: Certyfikacje wspierają słuszne idee, ale nierzadko w sposobie komunikacji gubią się konkretne, podejmowane w ich ramach działania. Greenwashing jest bardzo złożonym zjawiskiem, często spotykam się z sytuacjami, w których inwestorzy nieumiejętnie wykorzystują coś, co z natury nie jest greenwashingiem. Zwłaszcza nieodpowiednia narracja może wyrządzić dużo szkody.
Przemek Ciępka: To znaczy?
Marcin Gawroński: Często w taki sposób mówi się o bioróżnorodności. W procesach certyfikacji budynków kładzie się nacisk między innymi na jak największe bogactwo zieleni w ich otoczeniu, opierając się na rozmaitych metodologiach, badaniach wcześniejszej flory oraz odpowiednim wyborze roślinności do danej lokalizacji. Dobierany jest bogaty skład gatunkowy przyciągający owady zapylające, czasem powstają budki lęgowe dla ptaków czy nietoperzy. Niektórzy klienci sięgający po takie rozwiązania komunikują następnie, że ich budynek otrzymał dany certyfikat na wysokim poziomie, na przykład Excellent, w ramach czego stworzyli na przykład łąkę kwietną. W konsekwencji w społeczeństwie pojawia się przeświadczenie, że certyfikacja ogranicza się tylko do zazielenienia otoczenia budynku, przez co zaczyna być postrzegana jako greenwashing. Oczywiście sam fakt projektowania łąk kwietnych jest z natury pozytywny, jednak w przypadku takiej komunikacji pominięte zostają podstawowe kwestie, na przykład efektywność energetyczna budynku czy wpływ środowiskowy materiałów wykorzystanych do jego zbudowania.
Osiedle TBS Kosmiczna w Katowicach ma szansę stać się pierwszym zespołem mieszkaniowym, którego bloki wpisują się w definicję budynków bezemisyjnych według Dyrektywy ERBD z 2024 roku
proj.: k3xmore, wiz. © k3xmore
Greenwashing nagminnie pojawia się również w kontekście odpadów. Często spotykam się z informacją, wedle której inwestor chwali się dbałością o segregację odpadów na budowie, podczas gdy przepisy w Polsce po prostu tego wymagają i każda firma budowlana musi to robić. Clue takiego komunikatu powinno być wskazanie grup, na które dzielone są te odpady, ich ilości czy dalszych losów, albo informacja na temat ich odsetka, który został później przetworzony na inne potrzeby i nie trafił na wysypisko. Potrzebujemy więcej przejrzystości w komunikacji na takie tematy.
Przemek Ciępka: Czy certyfikacja jest zatem zupełnie odporna na zjawisko greenwashingu?
Marcin Gawroński: Zacznijmy od tego, że certyfikacja to jest złożone zagadnienie i uproszczeniem jest mówienie o niej, że coś upraszcza. Kryteria w certyfikacji w pewnych obszarach dają konkretne (np. liczbowe) wymagania i tutaj łatwo weryfikować ich wdrożenie. Ale inne kategoria pozwalają na pewną dozę interpretacji — nie zawsze są to zero-jedynkowe wymagania, pojawiają się na przykład zalecenia w wybranych analizach opracowywanych ze specjalistą w danej dziedzinie, które pozwalają wybrać rozwiązania adekwatne do projektowanej inwestycji. Specjaliści czasem proponują środki, które inwestorom wydają się nie do przyjęcia, wtedy poszukuje się kompromisów. W naszej pracy często siłujemy się z inwestorami, którzy nie chcą się stosować do zaleceń specjalistów i proszą o lżejsze i tańsze rekomendacje. Wchodzimy tutaj w zagadnienia jakości projektu i taki rodzaj uproszczeń może być greenwashingiem i jest on trudny do ujawnienia.
Sam staram się mówić o certyfikacji w sposób uczciwy, nie skazywać jej na łatkę greenwashingu tylko dlatego, że ktoś może naciągać systemy oceny, podczas gdy inni dzięki ich rzetelnemu wykorzystaniu robią naprawdę dobre rzeczy. Jestem przeciwny deprecjonowaniu korzystnych rozwiązań w wyniku stosowania niewłaściwych narracji. Wiele osób myli certyfikacje wielokryterialne z certyfikatami energetycznymi, które mają złą prasę i uważa się, że można je kupić za kilkaset złotych na Allegro.
inwestycja budownictwa mieszkaniowego Przystanek Ursus w Warszawie, realizowana przez Milestone Real Estate, otrzymała precertyfikat ZIELONY DOM na poziomie STANDARD, przyznany przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego PLGBC
proj.: Urba Architects
Przemek Ciępka: Co wyróżnia certyfikat „ZIELONY DOM”, nadawany przez PLGBC?
Marcin Gawroński: Certyfikat ZIELONY DOM, opracowany przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego, powstał z myślą o promowaniu zrównoważonego podejścia do planowania, budowy i eksploatacji budownictwa mieszkaniowego. W przeciwieństwie do wielu systemów certyfikacji, które od lat funkcjonują w sektorze nieruchomości komercyjnych, certyfikat ZIELONY DOM jest próbą wypełnienia wyraźniej luki rynkowej i stworzenie narzędzia, które upowszechni wysokie standardy środowiskowe w sektorze mieszkaniowym. Jednocześnie ułatwia on dostęp do zielonego finansowania — coraz częściej instytucje finansowe wymagają lub premiują inwestycje zgodne z ESG i taksonomią UE, a certyfikaty takie jak ZIELONY DOM mogą stanowić istotny atut w procesie oceny projektu przez banki.
Wytyczne certyfikatu ZIELONY DOM pomagają zaprojektować budynki wykraczające poza minimum określone w Warunkach Technicznych promując projektowanie budynków o podwyższonym standardzie energetycznym. W efekcie obiekty certyfikowane są bardziej efektywne eksploatacyjnie, co przekłada się na niższe koszty użytkowania dla mieszkańców. Certyfikat ma charakter wielokryterialny i obejmuje nie tylko aspekty energetyczne, ale również między innymi wpływ zastosowanych materiałów budowlanych, jakość środowiska wewnętrznego (komfort cieplny, jakość powietrza, dostęp do światła dziennego) oraz szersze oddziaływanie budynku na środowisko w całym cyklu życia (analiza LCA). Dzięki temu stanowi kompleksowe narzędzie oceny zrównoważonego budownictwa mieszkaniowego i potwierdza, że inwestycja mieszkaniowa została zaplanowana oraz zbudowana w sposób zrównoważony dla środowiska i z ogromną korzyścią dla mieszkańców.
Przemek Ciępka: Czy mieszkając w takim domu, odczujemy, że przebywamy w certyfikowanej budowli?
Marcin Gawroński: Niestety, mamy tutaj do czynienia z luką w świadomości użytkowników. Podobne pytanie można zadać pracownikom biur mających certyfikację wielokryterialną, jak BREAAM, LEED czy WELL. Te osoby bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, że to właśnie dzięki certyfikacji czują się tak dobrze w tych budynkach. Podobnie może być w obiektach mieszkaniowych, gdzie warunki wewnętrzne będą znacznie lepsze, na przykład dzięki odpowiednio zaprojektowanej wentylacji. Do tego dochodzi infrastruktura, zaplecze dla rowerzystów czy świetlica, stworzona w wyniku konsultacji społecznych albo przy wykorzystaniu doświadczeń z poprzednich projektów inwestora.
Przemek Ciępka: Jak radzić sobie z tą nieświadomością wśród użytkowników certyfikowanych budynków?
Marcin Gawroński: Bardzo dużo zależy od inwestora, który powinien komunikować o rozwiązaniach stosowanych we wznoszonych przez siebie obiektach, budując wśród użytkowników świadomość na temat korzyści płynących z certyfikacji. Niektóre certyfikacje, na przykład BREEAM, zakładają opracowanie tak zwanego przewodnika użytkownika budynku, dystrybuowanego potem wśród mieszkańców czy pracowników. Takie przewodniki przekazuje się użytkownikom na przykład przez zarządcę, biuro sprzedażowe, spółdzielnię albo wspólnotę.
Przystanek Ursus w Warszawie wyposażono w nowoczesny system wentylacji mechanicznej nawiewno-wywiewnej z odzyskiem ciepła
proj.: Urba Architects
Przemek Ciępka: Coraz więcej mówi się również o raportowaniu ESG. Na czym ono polega?
Marcin Gawroński: ESG jest bardzo pojemnym pojęciem, kryją się tu: środowisko (environmental), społeczność (social) i ład korporacyjny (governance). W kontekście wpływu działalności człowieka na środowisko początkowo mówiło się o zrównoważonym rozwoju. Gdy zaistniała potrzeba skonkretyzowania pewnych elementów tego pojęcia, powstały Sustainable Developmental Goals (SDGs), na które składało się siedemnaście celów zrównoważonego rozwoju. Były one zdefiniowane jako możliwe do podjęcia działania, które nie miały jednak konkretnych wskaźników liczbowych. W wyniku rozwoju tych kwestii powstały systemy raportowania, takie jak GRI, PRI czy SASB, wykorzystywane przez spółki. Te systemy nie były obowiązkowe, wobec czego Unia Europejska uchwaliła dyrektywę CSRD, która nakłada na poszczególne spółki obowiązek raportowania przy wykorzystaniu standardu ESRS opartego na sztywnych wskaźnikach liczbowych. Ich wyniki podlegają audytowaniu, wobec czego zmniejszają ryzyko greenwashingu, dążąc przy tym do większej przejrzystości w zakresie zrównoważonego rozwoju.
Przemek Ciępka: Czy obowiązek raportowania ESG pomoże uczynić naszą architekturę mniej szkodliwą dla środowiska?
Marcin Gawroński: ESG jest przede wszystkim standardem dla poszczególnych grup organizacji, posiadających określone liczby pracowników czy wysokość obrotów. Początkowo Unia Europejska nakładała obowiązek raportowania na coraz mniejsze spółki, obecnie w wyniku deregulacji z pakietu Omnibus, nastąpiło znaczne poluzowanie tych wymagań, liczba spółek objętych raportowaniem ESG zmniejszyła się o około 90 procent. Mimo tego wciąż istotnym czynnikiem w tej układance pozostają mechanizmy związane z łańcuchami dostaw, ponieważ duże firmy współpracują z mniejszymi podmiotami, od których również wymagają pewnych danych i konkretnych działań. Nawet jeśli mniejsze spółki nie muszą przeprowadzać raportowania, to ich więksi kontrahenci często tego oczekują. Coraz częściej spółki, które nie są jeszcze objęte dyrektywą, ale będą musiały przeprowadzać raporty w przyszłości, robią to już teraz, aby przygotować się na moment, w którym raportowanie stanie się dla nich obowiązkowe. W branży nieruchomości dotyczy to przede wszystkim dużych spółek deweloperskich, które tworzą między innymi plany redukcji emisji związanych z ich działalnością, co przekłada się ostatecznie na projektowane budynki. Niestety ten wpływ jest jeszcze relatywnie niewielki.
Odea Park w Gdańsku otrzymała pierwszy w Polsce certyfikat zrównoważonego budownictwa mieszkaniowego ZIELONY DOM, przyznany przez Polskie Stowarzyszenie Budownictwa Ekologicznego PLGBC
proj.: Arch-Deco
Przemek Ciępka: Dlaczego?
Marcin Gawroński: Powinniśmy projektować niskoemisyjne obiekty i zapewniać im niską emisyjność operacyjną. Zamiast tego, aby szybko osiągnąć efekt obniżenia emisji, spółki często w pierwszej kolejności sięgają po prostsze rozwiązania, takie jak zakup zielonej energii. Niestety to bardzo powszechne zjawisko, w większości raportów ESG znajdziemy informację o energii z OZE zakupionej z gwarancji pochodzenia czy kontraktów PPA. Oczywiście dla firm usługowo-konsultingowych czy finansowych jest to bardziej uzasadnione rozwiązanie, jednak w przypadku producentów czy deweloperów wpływ emisji powstających w wyniku ich działalności jest bardzo duży. W pierwszej kolejności powinniśmy poddawać renowacji już istniejące budynki, później budować nowe, efektywne energetycznie. Zakup zielonej energii czy rozwiązania off-setowe powinny być dopiero którymś z kolei rozwiązaniem. Należy przy tym pamiętać, że ESG to też wiele innych wskaźników biorących pod uwagę na przykład materiały wykorzystane do budowy obiektów, bioróżnorodność czy kwestie społeczne i korporacyjne.
Przemek Ciępka: A może powinniśmy odejść od budowania w ogóle? Czy myśli Pan, że to możliwe w dzisiejszym świecie?
Marcin Gawroński: Hipotetycznie tak, ale nie wydaje mi się, aby w rzeczywistości, w której rządzi pieniądz, miało się to stać. Podstawowym źródłem zysków deweloperów jest budowanie, więc będą budować, chociaż wiemy, że najlepszy budynek to taki, który nie powstał, a do tego mamy bardzo duży zasób istniejących obiektów. Nie chcę polemizować z danymi mówiącymi o niewystarczającej liczbie mieszkań w Polsce — w naszym kraju wiele młodych osób wciąż mieszka z rodzicami. Jednocześnie mnóstwo mieszkań powstaje na wynajem krótkoterminowy, do tego dochodzi też zjawisko migracji z mniejszych miejscowości do dużych miast.
Mimo wszystko uważam, że powinniśmy kłaść większy nacisk na renowacje i modernizacje istniejących budynków, dzieje się zbyt wolno. Według danych Stowarzyszenia Fala Renowacji, aby osiągnąć wyznaczone cele (3 procent budynków rocznie), powinniśmy poddawać renowacji trzy razy więcej budynków niż obecnie (ok. 1 procent). Do tego niestety potrzebne są pieniądze pochodzące z dużych programów rządowych czy unijnych. Inwestorom często bardziej opłaca się rozebrać istniejący budynek, zwłaszcza jeśli znajduje się w atrakcyjnej lokalizacji, i postarać się o korzystniejsze warunki zabudowy dla nowego obiektu. Sama modernizacja również może być bardzo kosztowna.
Przemek Ciępka: Czy względy ekonomiczne skazują na porażkę podejście opierające się na idei wykorzystywania istniejących zasobów?
Marcin Gawroński: Niekoniecznie, istnieją przykłady pokazujące, że to może się opłacać; rozmawiając z Panem, widzę przez okno szyld „Akumulatory” na dawnym akademiku Jowita Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, który pierwotnie miał iść pod kilof, ale ostatecznie przejdzie modernizację. Innym poznańskim obiektem, który zyskał drugie życie jest dawny hotel Polonez, w którym ponad dziesięć lat temu powstał prywatny akademik. Świetny model wypracowała Grupa Arche, która udowadnia, że da się prowadzić biznes, bazując na renowacjach zaniedbanych, często zabytkowych obiektów. Jeśli mówimy o całości branży, to liczy się nie tylko nadawanie drugiego życia istniejącym budynkom, ale też zajmowanie się nimi w sposób, który sprawi, że ich efektywność energetyczna będzie lepsza.
w ramach certyfikacji inwestycja Odea Park w Gdańsku zyskała najwięcej punktów za lokalizację, zarządzanie inwestycją oraz optymalizację zużycia energii
proj.: Arch-Deco, inwestor: Yareal
Przemek Ciępka: Czy istniejące obiekty również można poddać certyfikacji? Czy jest to trudniejsze?
Marcin Gawroński: Starsze budynki w żadnym stopniu nie są wykluczone z takiej szansy — można uzyskać certyfikację i nie jest to znacząco trudniejsze. Dla tego typu inwestycji istnieją osobne schematy certyfikacji, w przypadku standardu BREEAM jest to schemat Refurbishment & Fit-out, który pozwala certyfikować renowacje lub same wykończenia. Istnieją też takie systemy jak BREEAM In-Use, które pozwalają certyfikować budynki nawet z początku ubiegłego wieku.
Brałem udział w certyfikacji kamienicy przy ulicy Mazowieckiej 2/4 w Warszawie. To była renowacja plomby w pierzei ulicy, bardzo duża część konstrukcji tego budynku została zachowana. W ramach prac odnowiono elewację i wymieniono stolarkę, zaimplementowano nowe instalacje. Budynek bez problemu uzyskał certyfikację na poziomie Excellent, głównie dzięki dużej liczbie punktów w kategoriach dotyczących rozwiązań materiałowych, co było konsekwencją pozostawienia oryginalnej konstrukcji kamienicy.
Przemek Ciępka: Czy budowanie z myślą o jak najmniejszym wpływie na środowisko może być opłacalne biznesowo?
Marcin Gawroński: Z pewnością, czego potwierdzeniem może być liczba certyfikacji, które przeprowadza się w naszym kraju, zwłaszcza w sektorze komercyjnym. Jest kilka czynników, które mają na to wpływ. Jednym z nich są warunki finansowania — banki oferują lepsze kredyty dla inwestycji, które spełniają określone wymogi, często wręcz ich wymagają. Nie zawsze chodzi tu o certyfikacje wielokryterialne, w zakres tych wymagań wchodzi na przykład zgodność unijną taksonomią. Co więcej, fundusze inwestycyjne kupujące nieruchomości przeprowadzają badania due diligence, sprawdzając między innymi, czy dany budynek jest zrównoważony i ma certyfikację. Ich wynik może wpływać na cenę nieruchomości, a czasem może nawet zaważyć na decyzji, czy dany obiekt zostanie w ogóle zakupiony przez fundusz.
Trzecim aspektem, związanym głównie z sektorem biurowym, jest komercjalizacja. Jeśli biurowiec jest certyfikowany, jego właściciel ma większą szansę na szybsze znalezienie najemców, zwłaszcza jeśli znajduje się w dużym mieście i konkuruje z innymi obiektami o funkcji biurowej. Dziś wiele spółek ma w swoim DNA budowanie biurowców z certyfikacją, ponieważ daje to realny wpływ na możliwości wynajmu ich powierzchni.
Przemek Ciępka: W kontekście „zielonego budownictwa” coraz więcej mówi się o budynkach produkujących energię — pasywnych, a nawet plus energetycznych. Czy taka architektura rzeczywiście pozwala w pełni zanegować emisje związane z funkcjonowaniem budynków?
Marcin Gawroński: Wszystkie budynki, które mają panele fotowoltaiczne, produkują energię. Nie znam jednak komercyjnego obiektu, który produkuje więcej energii, niż sam potrzebuje, nie przypominam też sobie o żadnym budynku, który jest samowystarczalny, czyli w pełni niezależny od sieci energetycznej i ciepłowniczej (słyszałem od jednego z wiodących deweloperów hal o takich obiektach w Holandii). Są obiekty, na przykład Górnośląski Park Przemysłowy, w których zastosowano tak zwaną trigenerację pozwalającą uzyskać wysoką efektywność energetyczną. To dość rzadkie rozwiązanie, polegające na produkcji ciepła, chłodu i energii elektrycznej z gazu. W dalszym ciągu nie jest to jednak zaspokajanie w 100 procentach własnych potrzeb, a jedynie redukcja opłat za energię. Pojawiają się projekty zakładów przemysłowych z bardzo dużymi instalacjami, bazujące przy tym na magazynach energii, której nadwyżki można wykorzystać w późniejszym czasie. Wciąż są to jednak pojedyncze przykłady, których nie obserwuję powszechnie w sektorze komercyjnym.
w ramach certyfikacji inwestycja Odea Park w Gdańsku zyskała najwięcej punktów za lokalizację, zarządzanie inwestycją oraz optymalizację zużycia energii,
proj.: Arch-Deco, inwestor: Yareal
Przemek Ciępka: W jakim stopniu budynki komercyjne mogą pokryć swoje zapotrzebowanie na energię?
Marcin Gawroński: Hipotetycznie mogą pokryć całe zapotrzebowanie, jednak w praktyce wymagałoby to bardzo dużych instalacji. W przypadku biurowców nie ma mowy o wygospodarowaniu dla paneli tak dużej powierzchni, te budynki nie są tak duże, i nikt nie ma takiego komfortu terytorialnego, aby na przykład połowę działki przeznaczyć na fotowoltaikę. Do tego dochodzi też duży początkowy koszt budowy takich instalacji oraz ograniczenia przyłączeniowe.
Przemek Ciępka: Czy neutralność klimatyczna budynków jest wobec tego realnym celem?
Marcin Gawroński: Pełna neutralność klimatyczna powinna być celem i „obliczeniowo” jest możliwa, jednak w praktyce polega to na takich działaniach, jak wspomniane przeze mnie kupno zielonej energii. Nawet gdybyśmy zaprojektowali budynek off-grid, czyli wyłączony z sieci energetycznej, to na jego emisje składa się także ślad węglowy materiałów, z których został wykonany, tak zwany ślad węglowy wbudowany. Jego nie da się wyeliminować. Oczywiście w obliczeniach to kilka do kilkunastu procent całkowitego śladu tego budynku, który liczony jest w perspektywie kilkudziesięciu lat, jednak wraz z upływem czasu coraz większa ilość energii będzie pozyskiwana z odnawialnych źródeł, wobec czego znaczenie emisji wbudowanych będzie rosło. Optymalizacja śladu wbudowanego jest więc niezwykle istotna, ponieważ po ukończeniu budowy trudno go zmienić. Powinniśmy w miarę możliwości częściej wykorzystywać mniej emisyjne materiały, na przykład projektować konstrukcje drewniane, albo lepiej wykorzystywać już istniejące zasoby.
Przemek Ciępka: O czym mówi się niewystarczająco w kontekście „zielonej architektury”?
Marcin Gawroński: Efektywność energetyczna jest podstawowym parametrem w tej kwestii, a często bywa zamiatana pod dywan. W Polsce wciąż projektuje się tak, aby spełnić wymagania warunków technicznych i uzyskać pozwolenie na budowę. Brakuje nam ambicji i woli do tworzenia architektury, która wychodzi ponad minimum określone prawem. Nie myśli się zbyt wiele o śladzie węglowym wbudowanym oraz o gospodarce obiegu zamkniętego. Przykłady krajów zachodnich i skandynawskich pokazują, że jest ona możliwa.
Sam jestem przede wszystkim orędownikiem myślenia prospołecznego — powinniśmy projektować dla ludzi, przeprowadzać możliwie dużo konsultacji i tworzyć budynki, które żyją, i na których społeczeństwo korzysta w jak największym stopniu.
Przemek Ciępka: Dziękuję za rozmowę!
Przemysław Ciępka
więcej: A&B 5/2026 – Ekologia,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B










































