Jeszcze niedawno miałem popisowy dowcip. Jak pytali mnie o zawód, wybierałem jedno z moich zajęć i mówiłem „krytyk architektury”.
Po tych słowach śmiechom nie było końca („buahaha, krytykujesz domy, i co one na to?”, „he, he, he, krytyk czego?”). Równie dobrze mógłbym być krytykiem przyrody nieożywionej, bo — jak już kiedyś pisałem — Polacy traktują architekturę jako coś, co powstało samo; jak góry, rzeki i doliny. Ot, dzieło przypadku i zjawisk, na które mamy wpływ żaden lub nikły. Inna rzecz, że często nasza przestrzeń to właśnie wygląda. Śmiałem się i ja, ale z zażenowania: do dziś zwrot krytyk architektury uważam za dęty. Niestety, innych określeń brak, lepiej brzmiałby „tłumacz” lub „analityk”, ale analityk to może być rynku, marketingu lub finansów. W przeciwieństwie do architektury, to dziedziny poważne i osadzone w twardej rzeczywistości, czego dowodem na przykład bańki spekulacyjne i gra na giełdzie.
Ale ze śmiechami już koniec. Popisowy dowcipas działa rzadko. Do niektórych jako tako dotarło, czym zajmują się typy takie jak ja i kilkadziesiąt innych indywiduów w kraju. No i teraz wzbudzam troskę. „Jak to jest dzisiaj zajmować się krytyką architektury?”, zapytali mnie ostatnio w radiu. Wyraźnie się martwili. I tylko mój skromny nadkomplet kilogramów sprawił, że nie spytali, czy głoduję. „I lepiej, i gorzej”, odparłem błyskotliwie na radiowe pytanie.
„Lepiej”, bo rzadziej się śmieją z architektonicznej krytyki i istnieje stała grupa odbiorców zainteresowanych przestrzenią oraz architekturą. Takich, którzy chcą nie tylko słodkich informacji o ładnych budynkach i miejscach (sporo tego w mediach społecznościowych), ale także babrania się w analizach, bycia za, a nawet przeciw oraz innych aspektów, które przeszkadzają w szczęśliwym, nieświadomym życiu. „Lepiej” także dlatego, że dzięki internetowi ma się dziś dostęp do tylu zdjęć i filmów o architekturze, ilu dusza zapragnie.
Czemu więc zrzędzę, że „gorzej”? Bo większość dusz nie pragnie. Maleje zapotrzebowanie na głębsze analizy. Coraz mniej ludzi jest przyzwyczajonych do ich czytania lub oglądania. Kilka zdań, obrazek i — wystarczy. Marne zatem szanse, że grupę zainteresowanych zasilą kolejni pasjonaci. Badania wykazują jasno: pokolenie 20+ nie zaprząta sobie głowy detalami i tekstami o niejednoznacznym wydźwięku. No i rzadko weryfikuje informacje. Sztuczna inteligencja nie może się przecież mylić.
Padły też moje dość dawne nadzieje, że traktowana jak dowcip krytyka architektoniczna odnajdzie wreszcie poważne, stałe miejsce w popularnych tygodnikach opinii i mediach elektronicznych. Że skoro przyjęły się w Polsce krytyka literacka, filmowa, teatralna i muzyczna, to doszlusuje do nich z czasem krytyka architektury. W ogóle wierzyłem w rozwój krytyki jako takiej, w modę na sensowną analizę różnych zjawisk i jej ekspansję na nowe terytoria. Marzyły mi się nawet recenzje mszy („ruchy kapłana nadzwyczaj sprężyste, trafia prawie we wszystkie nuty w intrygującej interpretacji »Zwycięzcy piekła«. Organista trzeźwy”).
Tymczasem klops. To tamte, stare krytyki dołączyły do architektonicznej. Słabują, pokasłują gruźliczo, zanikają oraz — jak się dowiaduję — niewielu za nimi tęskni. Szef jednego z portali kulturalnych mówi mi, że ludzie nie chcą dzielenia włosa nawet na dwoje, nie tęsknią za analizami, wątpliwościami, umieszczaniem na tle i w panoramie oraz za innymi rozpraszaczami. Interesują ich tylko tak zwane polecajki: iść czy nie iść, wydać forsę na książkę, teatr lub film, czy jednak na, za przeproszeniem, unikalne doświadczenie kulinarne. Oczywiście po rekomendacji jednego z licznych programów typu „przy jedzeniu o jedzeniu oraz o uczestnikach programu” (niestety tych drugich nie da się pożreć). Zresztą „tak” lub „nie” to już za dużo. Polecajki ograniczają się w zasadzie do jednej dyrektywy: iść! czytać! oglądać! Gdy spektakl jest do luftu, zapada cisza. W najlepszym razie dostaniemy oślizłe omówienie. Bazą jest w nim informacja, że premiera miała miejsce, a na niej buduje się dygresje o autorze sztuki lub społecznym zjawisku, którego ta sztuka dotyka. O inscenizacji nic. Słonimski dziś by nie wyżył z pisania, choć na swój sposób był prekursorem krytycznych recenzji, które nie istnieją. Najkrótsza brzmiała „Pierwszy wyszedłem”. Ale między tymi dwoma słowami a brakiem słów zieje przepaść.
Przepaść rośnie też chyba między krytyką starego typu a nową — jeszcze nieokreśloną. W czerwcowym wydaniu„Dwutygodnika”, o kryzysie zjawiska jako takiego mówiła ożywczo Magdalena Ujma, autorka świeżo wydanej książki „O krytyce”. Podkreślała tam, że krytyka znalazła się w okresie przejściowym, który wiąże się z tym, że „obserwujemy koniec pewnej formacji kulturowo-cywilizacyjnej, czyli oświecenia. Problem w tym, że właściwie nadal nie do końca wiemy, czym ta nasza ponowoczesność ma być. […] Kapitalizm przeradza się w swoją nową, przerażającą wersję, czyli kapitalizm kognitywny, nadzoru, śledzenia, monetyzowania naszych reakcji emocjonalnych, sposobów życia”.
Na szczęście kapitalizmowi trochę jeszcze brakuje do wszechwładzy opartej na wszechwiedzy, skoro nadal dostaję reklamy sukni ślubnych, narzędzi do uboju bydła oraz szturmowych różańców. Ponadto ekspansja monetyzującego wszystko kapitalizmu sprzyja także krytyce architektury. Przybywa jej nowe zadanie, w sam raz na okres przejściowy: krytyka tekstów o architekturze i inwestycjach produkowanych przez deweloperów, miejskie biura prasowe i działy PR-u. Nic przyjemniejszego niż rozbierać te kocopoły na czynniki pierwsze i tłumaczyć na język zgodny z faktami. Kilka lat jeszcze tak pociągniemy. Potem o architekturę i mieszkalnictwo wszyscy będą pytać sztuczną inteligencję: „Czy da się mieszkać w czwórkę na 8 metrach kwadratowych?”. „Tak, to trochę niewygodne, ale możliwe i interesujące doświadczenie, bo odwołuje się do tradycji kurnych chat. Współczesne lokale oferują zresztą większy komfort, na przykład urządzenia AGD. Jeśli masz małe dziecko, możesz na noc wkładać je do lodówki, a zaoszczędzisz trochę miejsca”.
Jakub Głaz
więcej: A&B 9/2025 – Biennale Architektury w Wenecji 2025,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)



















