Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

„Trudno będzie namówić kolejnych inwestorów na podobną »ścieżkę zdrowia«” – Przemo Łukasik

Marta Kulawik
23 kwietnia '26
Dane techniczne
Nazwa: Pierwsza Dzielnica
Inwestor: TDJ Estate
Lokalizacja: Polska, Katowice, ul. Góreckiego
Projekt: medusa group
Autorzy: Przemo Łukasik, Łukasz Zagała
Współpraca autorska: Maria Jaksik-Fikus, Anna Siwińska, Jarosław Przybyłka, Marta Frączyk, Łukasz Iwan, Jakub Świdziński, Paulina Kałużny, Tomek Majewski, Beata Bańka-Pczycka, Maciej Orlicz, Michał Sokołowski, Mateusz Rymar, Konrad Basan, Krzysztof Weber, Aleksandra Mazur, Tomasz Drozd
Architektura wnętrz: Dorota Pala, Izabela Moskal, Magdalena Stanik
Architektura krajobrazu: Krzysztof Kass
Konstrukcja: firma inżynierska Statyk, pracownia projektowa Michał Byrdziak
Instalacje: PROKAN

Liczba mieszkań:

  • 1. etap
  • 2. etap
  • 3. etap
 
256
256
257

Kalendarium:

  • projekt
  • realizacja
    1. etap
    2. etap
    3. etap

 
2016–2021
 
2021
2024
w budowie

Pierwsza Dzielnica w Katowicach przeszła burzliwą drogę od projektu do realizacji. O próbie myślenia szerzej niż przebiega granica działki i o konsultacjach społecznych z prawdziwego zdarzenia, które przeciwnie do założeń bardziej dzieliły, niż łączyły. O zaprzepaszczonej szansie wprowadzenia nowych standardów projektowania mimo sukcesu inwestycji oraz o konflikcie tragicznym dotykającym architekta, który z jednej strony reprezentuje interesy inwestora, a z drugiej strony pojęcie zawodu zaufania publicznego traktuje z należytą odpowiedzialnością.

Przemo Łukasik

Przemo ŁUKASIK — architekt, współzałożyciel Medusa Group. Absolwent WA Politechniki Śląskiej i paryskiej Ecole d'Architecture Paris-Villemin (stypendium Rządu Francuskiego). Przez rok wykładał w Ecole Speciale d'Architecture w Paryżu jako visiting professor. Doświadczenie zdobywał w pracowniach Jeana Nouvela oraz Odile Decq / Benoit Cornette. Wraz z Łukaszem Zagałą jest laureatem Honorowej Nagrody SARP 2024 oraz wielu innych wyróżnień. Społecznie angażuje się w dziedzictwo i rozwój Śląska. Pasjonat sportu, podróży i fotografii.


Marta Kulawik: Projektowanie osiedla mieszkaniowego w tak wyeksponowanym miejscu, w zasadzie w sercu miasta zwanym Strefą Kultury, było obarczone dużą odpowiedzialnością. Jak ten projekt miał się zintegrować z istniejącą tkanką?

Przemo Łukasik: Projekt próbował konsolidować wszystkie potencjały tej lokalizacji. Po niespełna dwóch wiekach od rozpoczęcia w tym miejscu działalności przemysłowej, pojawiła się na horyzoncie nowa szansa dla tych terenów. W 1823 roku zaczęto na tym terenie pozyskiwać „czarne złoto”. Ferdinand Grube, a następnie kopalnia Katowice, działały tu aż do 1999 roku. Od tego czasu tereny poprzemysłowe czekały cierpliwie na nowy, mniej industrialny epizod. Kilkoma konkursami architektonicznymi zdecydowano, że historię przemysłu zastąpi dzisiaj kultura. Kultura przez duże „K”. Powstało Muzeum Śląskie, NOSPR, Międzynarodowe Centrum Konferencyjne — MCK, które dołączyło do katowickiego Spodka.

Wraz z inwestorem chcieliśmy do obiektów kultury dodać komponent mieszkaniowy. Wydawało się nam, że to naturalne uzupełnienie programu kulturalnego i kontynuacja procesu rewitalizacji. Strefa Kultury to nie tylko zgrupowanie budynków publicznych, ale to również zielona ogólnodostępna przestrzeń z dostępem do infrastruktury miejskiej, środków transportu publicznego, zlokalizowana w pobliżu Uniwersytetu Śląskiego, wielu szkół i przedszkoli, która cieszy się dużą popularnością, nawet pomiędzy wielkimi wydarzeniami kulturalnymi czy sportowymi.

duże przestrzenie pomiędzy budynkami ułatwiają przewietrzanie

duże przestrzenie pomiędzy budynkami ułatwiają przewietrzanie

fot.: Szymon Król

 
Marta Kulawik: Nad tą przestrzenią górują dwie wieże.KTW waszego autorstwa...

Przemo Łukasik: Budynki.KTW jako pierwsze starały się zareagować na zmiany, które zaszły na terenach pogórniczych. Powstały za sprawą zamkniętego konkursu inwestorskiego, który udało nam się wygrać, i zastąpiły wyburzony wcześniej budynek DOKP [Dyrekcja Okręgowa Kolei Państwowych — przyp. red.] autorstwa Jerzego Gottfrieda. Mieliśmy przyjemność i przywilej spotkać się z Jerzym dwukrotnie i zaprezentować mu nasz projekt. Spodek i budynek DOKP powstawały niemal jednocześnie, tworząc spójną kompozycję architektoniczno-urbanistyczną, a za nimi trwała stale dynamiczna działalność wydobywcza. DOKP był wówczas dominantą, która od strony ronda, domykała przestrzeń przed Spodkiem, jednocześnie skrzętnie zasłaniając funkcjonującą kopalnię Katowice.

Wieże.KTW, które powstały po wybudowaniu Muzeum Śląskiego, NOSPR i MCK, starały się odnieść do nowych okoliczności przestrzennych. Odwrócone o dziewięćdziesiąt stopni względem dawnego budynku dyrekcji kolei otwierają strefę sprzed Spodka na sekwencję budynków kultury. Niczego już nie zasłaniają, a starają się być raczej furtką, bramą nowej osi kultury; zapewniają nowe ogólnodostępne funkcje w parterach oraz nowych użytkowników. Kilka tysięcy pracowników biurowych animuje na co dzień te przestrzenie, jeszcze długo przed koncertami, konferencjami czy innymi wydarzeniami sportowo-kulturalnymi. To zwykły balans i konsolidacja wszystkich śródmiejskich okoliczności.

 
Marta Kulawik: A potem przyszła kolejna szansa: konkurs inwestorski na zespół budynków wielorodzinnych nieopodal.

Przemo Łukasik: Tak, kilka lat po konkursie na budynek biurowy wzięliśmy udział w kolejnym konkursie. Tym razem uzupełnieniem Strefy Kultury miała być funkcja mieszkaniowa. Działka zlokalizowana na wyniesieniu za Muzeum Śląskim została nabyta przez naszego inwestora, firmę TDJ Estate. Cykliczne wydarzenia kulturalne zapewniają witalność tej okolicy, jednak tylko od czasu do czasu, od wystawy, koncertu czy konferencji.

Chcieliśmy całość dopełnić komponentem mieszkaniowym, ludzkim, codziennym. To również szansa, by starą dzielnicę Bogucice połączyć ze Strefą Kultury i przybliżyć do centrum Katowic. Wydawało się to naturalnym urzeczywistnieniem pojęć, o których tak wiele się dyskutuje — mixed-use, kwadransowe miasto. Wokół bowiem wiele jest funkcji uzupełniających, centrotwórczych. Są szkoły, przedszkola, usługi handlowe, sportowe, medyczne, dom kultury i wiele innych, z których potencjału należało skorzystać. Nie wspomnę o rozpoczętych, wytyczonych przez Miasto jezdniach i układanym pod nimi uzbrojeniu technicznym. Po raz pierwszy nadarzyła się szansa, by rewitalizacja poprzemysłowych terenów kompleksowo wykorzystywała kontekst, komponowała się z wielu funkcji, dostarczała nowych aktywności i generowała życie społeczne oraz kulturalne.

przekrój

przekrój

© Medusa Group

 
Marta Kulawik: Co zadecydowało o waszym zwycięstwie w tym konkursie?

Przemo Łukasik: Nie mam dokładnych informacji o tym, co zdecydowało, by to nasz koncept stał się podstawą do tworzenia nowej dzielnicy. Podobno jako jedyni zaproponowaliśmy układ z zastosowaniem budynków trzonowych, rozproszonych, wysokich. Dla nas była to bezpośrednia odpowiedź na ujęte w studium uwarunkowań zapisy o konieczności kształtowania zabudowy w formie dominant, w dodatku o znaczeniu metropolitalnym.

Nie bez znaczenia była również próba nawiązania do sąsiednich zespołów mieszkaniowych, przy ulicy Olimpijskiej czy chociażby „Gwiazd” [Osiedle Walentego Roździeńskiego potocznie nazywane osiedlem Gwiazdy — przyp. red.], po przeciwległej stronie Alei Roździeńskiego, duetu Buszko i Franta. To w odróżnieniu od centrum Katowic, tych modernistycznych i uformowanych poprzez zabudowę kwartałową, obszar, którego urbanistyka, jakby w kontraście, tworzona jest częściowo z dominant otoczonych spójnie przestrzeniami ogólnodostępnymi i zaplanowaną zielenią.

 
Marta Kulawik: I to było punktem wyjścia do ukształtowania zabudowy Pierwszej Dzielnicy?

Przemo Łukasik: Tak, działanie w pionie, z obiektami skoncentrowanymi, „rozrzuconymi” na działce. Dawało również szansę na ominięcie wszystkich geologicznych okoliczności i zagadek będących powinowactwem eksploatacji górniczej, kopalni, ale i dawnych nieuwiecznionych nigdzie „biedaszybów”. Dodatkowo rozproszona i smukła zabudowa pozwoliła na uniknięcie szczelnych przeszkód dla róży wiatrów. Naturalne przewietrzanie miast i ich fragmentów nie jest naszym odkryciem, bo choćby we wspomnianych wcześniej Gwiazdach, ale i Osiedlu Tysiąclecia aspekt ten był jednym z ważniejszych przy ich projektowaniu.

Chcieliśmy, aby i nasze budynki nie blokowały korytarzy wiatrowych, żeby poprzemysłowy obszar miał szansę na złapanie świeżego oddechu. Pozostawienie wolnych przestrzeni między budynkami dawało jeszcze jedną możliwość — stworzenia wokół nich ogólnodostępnych terenów o charakterze publicznym. To szansa nie tylko na konsolidację społeczną dotychczasowych mieszkańców sąsiednich Bogucic z mieszkańcami nowych budynków, to również okazja do odtworzenia zablokowanych przez przemysł ścieżek łączących dzielnicę z miastem. Szukaliśmy nowych śladów dawnej „drogi bogucickiej”, pozwalając na swobodne przesączanie się przez teren Pierwszej Dzielnicy społeczności bogucickiej, dając nadzieję na nawiązanie nowych relacji, które mogą się stać naturalnym łącznikiem przeszłości z teraźniejszością. Proces rewitalizacji składa się z wielu działań: programowych, przestrzennych, prospołecznych, tak aby zabliźnianie ran zadanych przez przemysł ciężki odbywało się systemowo i jak najskuteczniej. Intensywna zabudowa w miejscach, w których zgromadziły się już potencjały społeczny, komunikacyjny, oświatowy i techniczny, pozytywnie wpłynie na wybalastowanie miasta i zablokuje zjawisko rozlewania się miast.

wyraźny kontrast pomiędzy starą zaniedbaną zabudową bliskiego sąsiedztwa a nowoczesnymi punktowcami Pierwszej Dzielnicy

wyraźny kontrast pomiędzy starą zaniedbaną zabudową bliskiego sąsiedztwa a nowoczesnymi punktowcami Pierwszej Dzielnicy

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Marta Kulawik: Budowa Pierwszej Dzielnicy jest rozplanowana na cztery etapy. W piątym ma powstać park. Jaki będzie?

Przemo Łukasik: Chcieliśmy, aby Pierwsza Dzielnica nie była tylko opowieścią o architekturze. Wiemy, jak ważny jest aspekt umiejętnego łączenia substancji mineralnych z wegetacyjnymi. Wysokie, skoncentrowane budynki z garażami podziemnymi ulokowanymi bezpośrednio pod rzutami kondygnacji naziemnych to szansa na dopełnienie ich pejzażem. Jego działanie, traktowane coraz bardziej odpowiedzialnie w projektowaniu architektonicznym, to nie tylko kwestia równowagi tego, co materialne, z tym, co biologiczne, czy kształtowanie widoków za oknem w tym konkretnym miejscu, to również szansa na kontynuację i łączenie uformowanych wcześniej przestrzeni zielonych wokół budynków Strefy Kultury.

Pomiędzy budynkami mieszkaniowymi zaprojektowaliśmy nieduży park. Niemal w całości z bezpośrednim dostępem do pierwotnej gleby. Kiedyś żyznej, a dziś wymagającej solidnej i długotrwałej rehabilitacji. Zaplanowaliśmy zieleń, która będzie się rozwijać w kolejnych sezonach, dopełniając swoją bioróżnorodnością materię architektoniczną. To nie będzie kolejna zieleń wyhodowana w szkółkach ogrodniczych, by mogła uporać się z ubogą substancją biologicznie czynną powstałą na stropach garaży podziemnych. Tu, dzięki rozsunięciu budynków i nieformowaniu podziemi rozlewających się poza ich granice udało się wykorzystać 100 procent wolnego rodzimego gruntu, dając mu szansę na stopniowe odzyskiwanie równowagi po niemal dwuwiekowej eksploatacji górniczej. Zieleń, place zabaw, ścieżki i bieżnia do biegania mają być przestrzenią inkluzywną, dawać szansę na naturalne powiązania ich z budynkami kultury i zwiększać dostępność dla śląskiej społeczności.

Zaprojektowane w przyziemiach budynków ogólnodostępne usługi wraz z kaskadą schodów dają miejsce na chwilowy odpoczynek pośród zieleni. To również dodatkowy, zaplanowany impuls aktywowania społecznych relacji.

poza oczywistymi elementami małej architektury takimi jak ławki, na terenie Pierwszej Dzielnicy umieszczono również bardziej zaskakujące komponenty, jak na przykład miejsca do zabawy przypominające rzeźby   poza oczywistymi elementami małej architektury takimi jak ławki, na terenie Pierwszej Dzielnicy umieszczono również bardziej zaskakujące komponenty, jak na przykład miejsca do zabawy przypominające rzeźby

poza oczywistymi elementami małej architektury takimi jak ławki, na terenie Pierwszej Dzielnicy umieszczono również bardziej zaskakujące komponenty, jak na przykład miejsca do zabawy przypominające rzeźby

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Marta Kulawik
: Satysfakcjonuje
Pana realizacja tego projektu?

Przemo Łukasik: Jako współautor tego projektu nigdy nie będę obiektywny w jego ocenie. Wiem, że poza satysfakcją ważniejsza bywa odpowiedzialność, którą dźwigamy — i będziemy dźwigać dłużej niż samo powstawanie naszego dzieła. Przyglądam się kolejnym etapom, ale i bacznie obserwuję, czy te wcześniejsze znajdują użytkowników i czy założenia projektowe się urzeczywistniają. Widzę, że po zmroku coraz więcej okien w mieszkaniach rozświetla się, że na loggie wylegają ludzie lub towarzyszące im niezbędne przedmioty, że w podcieniach rozrasta się zieleń, a przy stolikach siedzą spragnieni dobrej kawy mieszkańcy. Obserwuję, jak na sąsiednich działkach powstaje alternatywna architektura, czasem jeszcze bardziej strzelista niż zaproponowana przez nasz zespół. Widzę, jak na terenie Muzeum Śląskiego oddzielonego dziś skrzętnie ogrodzeniami budowlanymi, na których w trzech językach informuje się Śląsk o powstawaniu tu parku, dosadza się drzewa przy remontowanych izolacjach stropów podziemnych komnat muzeum. Przyglądam się, jak stopniowo wszystkie te działania synchronizują się i tworzą coraz bardziej zbilansowaną przestrzeń Strefy Kultury.

 
Marta Kulawik: Czy odbyły się konsultacje społeczne?

Przemo Łukasik: Można tak powiedzieć. Wbrew standardowej praktyce deweloperskiej i rutynie procedowania warunków zabudowy podjęliśmy bezprecedensową inicjatywę. Namówiliśmy prywatnego inwestora na społeczną pielgrzymkę sąsiedzką. Publicznie prezentowaliśmy koncepcję architektoniczno-urbanistyczną przed mieszkańcami dzielnicy Bogucice, Dyrekcją Muzeum Śląskiego oraz przed Wojewódzką Komisją Urbanistyczno-Architektoniczną. Zrobiliśmy to nie po, lecz przed uzyskaniem formalnych decyzji administracyjnych, chcieliśmy dać szansę na rzeczywiste, a nie fikcyjne konsultacje. To była inicjatywa demokratyzująca procedury administracyjne, często mało widoczne dla zwykłych mieszkańców. Myśleliśmy o wzbogaceniu ich o aspekt sąsiedzkich dyskusji. Z każdego spotkania wychodziliśmy bogatsi o nową wiedzę, na każdym spotkaniu mieliśmy możliwość podzielenia się naszymi aspiracjami, pomysłami.

 
Marta Kulawik
: Jak przebiegało spotkanie z mieszkańcami?

Przemo Łukasik: Odbyło się w Domu Kultury. Razem z nami był również inwestor. Zgromadziła się dość spora społeczność lokalna. Po zaprezentowaniu projektu i omówieniu założeń mogliśmy odpowiedzieć na wiele pytań. Interesujące dla mieszkańców Bogucic było to, jak zagwarantować, by założona w projekcie otwartość Pierwszej Dzielnicy i jej publiczny charakter pozostały takie również po ukonstytuowaniu się wspólnot mieszkaniowych. Rozmawialiśmy o dostępności małej architektury i placów zabaw. Dopytywano, czy przejście z dzielnicy do centrum lub budynków Strefy Kultury będzie swobodne i oświetlone. Czy dostępne będą usługi w parterach.

na poziomie parteru znajdują się lokale łatwo dostępne bezpośrednio z zewnątrz oraz ciekawe formy wprowadzenia zieleni również pomiędzy budynkami

na poziomie parteru znajdują się lokale łatwo dostępne bezpośrednio z zewnątrz oraz ciekawe formy wprowadzenia zieleni również pomiędzy budynkami

fot.: Juliusz Sokołowski

 
Marta Kulawik: A pozostałe spotkania?

Przemo Łukasik: Odbyliśmy również spotkanie w Muzeum Śląskim i prezentowaliśmy projekt przed komisją WKUA. Różnorodność tych spotkań, doświadczenia osób i mnogość profesji, które wykonują, dawały możliwość, by ideę zabudowy terenów poprzemysłowych uczynić bardziej przemyślaną. By to, co wymyślone w zaciszu pracowni, mogło jeszcze przed otrzymaniem pozwolenia na budowę i zrealizowaniem, zderzyć z inną perspektywą i narracją sąsiedzką.

Przed WKUA prezentowaliśmy koncepcję, podkreślając wszystko to, co zostało zawarte w Studium Uwarunkowań, a czego decyzja o warunkach zabudowy nie musiała uwzględniać. Miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego nie było jeszcze dla tego terenu, nasz pierwszy etap zabiegał więc o wydanie wuzetki. Procedura uzyskiwania warunków zabudowy jest powszechnie stosowana, gdy obszar inwestycji nie jest objęty MPZP, uważana jest jednak za mniej demokratyczną, dającą więcej szans dużemu inwestorowi, a nie mniejszym sąsiadom. Wspólnie z inwestorem staraliśmy się te szanse wyrównać i dlatego odbyliśmy konsultacje społeczne.

 
Marta Kulawik: Jak to się stało, że budowa tego osiedla odbiła się tak głośnym echem, zanim jeszcze się zaczęła?

Przemo Łukasik: Dziś powszechnie stosowanym narzędziem do polemiki i indywidualnej narracji jest internet. Niestety nie zawsze pozwala na dyskusję. Częściej staje się areną stygmatyzowania. Wychodząc z pierwszego spotkania w Muzeum Śląskim, wiedziałem, że nie wszystkie nasze założenia zostały pozytywnie przyjęte. Troską Pani Dyrektor [Alicja Knast — dyrektorka Muzeum Ślaskiego w latach 2014–2020 — przyp. red.] było, by nowoczesne, ukryte pod ziemią i chętnie odwiedzane muzeum nie zostało zdominowane przez zabudowę mieszkaniową, by nie stało się zwykłym, dzielnicowym domem kultury. Starałem się wykazać, że nasz projekt, choć zlokalizowany na wzniesieniu za MŚ, zachowuje właściwy dystans od niego, znajduje się przecież za ulicą w innym kwartale. Kilka dni później w internecie, pojawiło się wystąpienie Pani Dyrektor informujące, że takiego widoku już nie będzie. Odbyliśmy jeszcze kilka spotkań i warsztatów z Dyrekcją muzeum. Prowadziliśmy polemiki, dostarczaliśmy sobie nawzajem argumentów. Pani Dyrektor towarzyszyli również architekci. Pojawiały się dodatkowe opracowania z każdej ze stron. Myśleliśmy o wspólnych inicjatywach, łączenia terenów muzeum i Pierwszej Dzielnicy. Pojawił się nawet pomysł zorganizowania konkursu architektonicznego na kładkę pieszą spinającą bezkolizyjnie te dwa obszary.

Nasz inwestor proponował również, aby część technicznych eksponatów górniczych zgromadzonych w magazynach rozlokować w przestrzeni osiedla. Pewnego dnia zostałem zaproszony na dyskusję. Wraz z Architektem Miasta, z Dyrektorem Wydziału Budownictwa, ustawiono nas na scenie przed gronem dziennikarzy i miejskich aktywistów. To był pierwszy raz, kiedy usłyszałem pytania od dziennikarzy, którzy nie raz dzwonią do mnie po opinie i komentarz w różnych sprawach. Wielu z nich ma mój prywatny numer telefonu. Tym razem żaden nie zadzwonił. Nie zapytano mnie wcześniej o projekt, o założenia, o motywacje, nie poproszono o plany, przekroje, o wgląd do modelu. Dziennikarka prowadząca dyskusję starała się ją moderować, a ja próbowałem wywalczyć chwilę na opowiedzenie o projekcie. Na zapleczu dziennikarzy było kilku znanych mi architektów, którzy jednak nie uczestniczyli w dyskusji.

 
Marta Kulawik: Co na to wszystko deweloper?

Przemo Łukasik: Nasz inwestor zorientował się, że sytuacja, w jakiej się znalazł, jest niebezpieczna dla jego planów. Rozważał rozstanie się z nami, bo procedura konsultacji i publicznych dyskusji w mediach i na forach niosła poważne ryzyko zablokowania inwestycji. Rzadkością jest bowiem publiczne dyskutowanie projektu deweloperskiego jeszcze przed otrzymaniem warunków zabudowy i pozwolenia na budowę.

w tle ukończonych budynków widać powstające kolejne etapy inwestycji

w tle ukończonych budynków widać powstające kolejne etapy inwestycji

fot.: Szymon Król

 
Marta Kulawik: Czyli nie powtórzylibyście tego?

Przemo Łukasik: Nadal wierzymy w sens działań, które przenoszą nasze myślenie jako architektów również poza tereny, które powierzają nam inwestorzy. Wiemy przecież dobrze, że miasto to przestrzeń stałych konfliktów, ale by je ugasić, trzeba rozmawiać, dyskutować. Naszej przygodzie z daleka przyglądali się prawdopodobnie inni inwestorzy oraz ich architekci. Mam jednak obawy, czy wyciągnęli właściwe wnioski z tych medialnych monologów i czy zechcą zaryzykować podobne perypetie dla swoich projektów.

 
Marta Kulawik: Jak zareagowało środowisko architektoniczne, Pana koledzy i koleżanki po fachu?

Przemo Łukasik: Nie skorzystaliśmy jako środowisko z szansy, aby nie oceniając samego projektu, wesprzeć przynajmniej inicjatywę otwartych konsultacji sąsiedzkich. Mówiono, że tego typu projekty, w tak istotnych miejscach powinny powstawać na podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, a nie zwykłych wuzetek.

Paradoksalnie, wszystkie dotychczasowe budynki w Strefie Kultury, z których dumni są nie tylko ich autorzy, wyłoniono i zbudowano na podstawie właśnie takich samych procedur.

 
Marta Kulawik: Czyli mimo ogólnego zadowolenia z tego, co powstało, pojawił się niedosyt, że mogło być lepiej, z większą korzyścią dla wszystkich.

Przemo Łukasik: Dziś, kiedy inne inwestycje dołączają do Strefy Kultury, a ich projekty powstają w pracowniach i procedowane są w zaciszu urzędów, a dopiero po wybudowaniu wywołują dyskusje, my pozostaliśmy z gorzką lekcją. Niesmak pozostał, bo chyba żadna z sąsiadujących z nami inwestycji mieszkaniowych, nie została poddana podobnej publicznej debacie na etapie projektowym. Żaden architekt nie został zaproszony na scenę, by przed otrzymaniem pozwolenia na budowę zaprezentować projekt i jego założenia. Żaden z projektantów i inwestorów prawdopodobnie nie omawiał swoich koncepcji z mieszkańcami Bogucic czy sąsiadującym MŚ. Ryzyko, które podjęliśmy, które naraziło naszego inwestora na publiczną krytykę i możliwość zablokowania inwestycji, nie zostało nagrodzone społecznym zaufaniem ani wsparciem środowiska. Żaden z naszych krytyków czy zaangażowanych aktywistów miejskich nie podnosił publicznie i zdecydowanie kwestii wysokości zabudowy, jakości architektury, przestrzeni publicznych, wpływu na sylwetę miasta i środowisko.

Paradoks jest okrutny: próba działania z najwyższą odpowiedzialnością społeczną i przejrzystością przyniosła publiczną wiktymizację i ryzyko blokady postępowania administracyjnego. Jaka jest z tego lekcja dla architekta? Że najbezpieczniejszą i najszybszą drogą do budowania w Polsce jest cicha procedura, a nie otwarta dyskusja. Trudno będzie namówić kolejnych inwestorów na podobną „ścieżkę zdrowia”. Przegrała nie tylko nasza aspiracja do stworzenia nowego, lepszego standardu — przegrała społeczność, która straciła realną szansę na współdecydowanie o przestrzeni w centrum miasta. To utracona szansa na to, by krytyka i dialog zaczęły działać na rzecz, a nie przeciwko dobrej architekturze.

 
Marta Kulawik: Mam nadzieję, że te słowa dotrą do szerokiego grona odbiorców i skłonią wiele osób do refleksji.

Przemo Łukasik: Chciałbym, żeby to się potoczyło inaczej. Nie kieruję żadnych zarzutów, nie mam żalu do nikogo. To raczej osobiste niepowodzenie, zgrzyt między funkcją usługodawcy, który reprezentuje interesy inwestora a zawodem zaufania publicznego. Cały kapitał nauki, jaki można było wyciągnąć z krytyki architektonicznej, że jako środowisko nie zawsze umiemy dostrzec równie wyraźnie interes społeczny zamiast tylko klientów, mocno się zdewaluował. Wierzyliśmy, że to może przynieść lepsze efekty. Mechanizm mediów spo- łecznościowych jest bezwzględny. Obiektywizm, dociekanie i niuansowanie nie są dzisiaj w modzie. Populizm wygrywa ze skomplikowanymi zależnościami, a ignorancji niewielu się już wstydzi. Wszystko musi się klikać, a komentarze negatywne zawsze namnażają się szybciej niż pozytywne.

 
Marta Kulawik: Czyta Pan te wszystkie komentarze?

Przemo Łukasik: Czytam. Czytam, żeby próbować zrozumieć. Czytam, żeby się nauczyć, jak działa dzisiejszy świat, w którym nie tylko projektujemy, ale i żyjemy. To twarda lekcja. Zamykanie uszu i oczu na to, co się dzieje w mediach społecznościowych, w których jestem od wielu lat świadomie, byłoby ignorowaniem rzeczywistości. Choć z tych komentarzy trudno czasem wyciągnąć pożyteczne wnioski, to szukam w nich uwag, z których mógłbym skorzystać.

 
Marta Kulawik: Jakich na przykład?

Przemo Łukasik: Co robić z pustymi przestrzeniami? Jak przeciwstawić się rozlewaniu miast? Jak posługiwać się materią z drugiego obiegu, jak oszczędzać zasoby i energię? Jak koncentrować zabudowę, żeby jak najlepiej wykorzystywała potencjał komunikacji miejskiej i infrastruktury technicznej? Gdzie budować intensywnie i jak rehabilitować tak wspaniałe budynki poprzemysłowe, jak Elektrociepłownia Szombierki, Szyb Krystyna czy Kolonia Zgorzelec w Bytomiu?

 
Marta Kulawik: Skoro jesteśmy przy Bytomiu — proszę opowiedzieć o Osiedlu Bolko.

Przemo Łukasik: To zdecydowanie inna skala i inny kontekst niż Pierwsza Dzielnica. Nie chodzi mi tylko o miejsce. To również kontekst przemysłowy, wymagający rewitalizacji. W Bytomiu wszystko jednak wydaje się trudniejsze. Bytom od lat walczy z nieuczciwym wizerunkiem miasta, któremu zaplanowano świetlaną przemysłową przyszłość i destrukcję zarazem. Stygmatyzowany przez wielu, tylko przez niewielu jest rozumiany. Jego potencjał nie kryje się jedynie w tym, co uformowało się miliony lat temu pod ziemią. Prawie od zawsze był związany z węglem, ale jego największą wartością od początku byli ludzie. Nieopodal Szybu Bolko, na pograniczu Bytomia i Piekar Śląskich od kilku lat realizowany jest nieduży zespół mieszkaniowy. Tu nie ma wielkomiejskich ambicji, ale jest potencjał i potrzeba stworzenia prostego miejsca do zamieszkania. Osiedle Bolko rehabilituje nieużytki i próbuje dopisać do powojennego zespołu domków fińskich kolejny rozdział. Domki te po II wojnie światowej miały dostarczyć szybkiej i prostej substancji mieszkaniowej, tylko na chwilę. Osiedle stoi do dziś i choć zdeformowało je węglowe wydobycie, wciąż ma wiernych mieszkańców. Zaczęliśmy od pierwszego etapu — zabudowy szeregowej, trwają prace nad drugim etapem.

 
Marta Kulawik: Jaka idea towarzyszyła projektowaniu tego osiedla?

Przemo Łukasik: To prosty zespół wielorodzinny. Miasto w MPZP podzieliło teren na zabudowę niską — szeregową, a potem intensywną, z narastającą wysokością. Dwa pierwsze szeregi to równoległe segmenty, których realizację rozpoczęliśmy w trakcie pandemii. Szukaliśmy optymalnego metrażu. Na parterze nieduże mieszkania, z dostępem bezpośrednio z terenu, z kilkunastometrowym ogródkiem. Myśleliśmy, że to mieszkania dla małych rodzin lub dla seniorów. Bezpośredni, pozbawiony barier dostęp do ogródka i wyjścia na chodnik daje możliwość skromnego, ale bardzo uspołecznionego życia. Nad nim większe, dwupoziomowe, do których prowadzą „holenderskie” schody. Tu zamiast ogródka taras i balkon. Pomyśleliśmy, że to mieszkania dla większych rodzin, z dziećmi. Jedno nad drugim to wymarzona okazja, by rozwijały się więzy wielopokoleniowe.

Pandemia dość tragicznie doświadczała nasze rodziny. Ograniczenia w przemieszczaniu się po miastach i trwoga o rodziców — seniorów, którzy w samotności zmagali się z nieszczęściem tamtego czasu wpłynęły na nasz projekt. Wiemy, jak ważna jest niezależność, ale i więzy rodzinne, społeczne. Mieć pod opieką starszych rodziców, a jednocześnie autonomicznie móc wychowywać nowe pokolenie, to wartość wciąż nie do przecenienia. Dziadkowie to w końcu też najlepsi opiekunowie i nauczyciele dla naszych dzieci. Moje dzieciństwo i dorastanie zawsze kojarzę z ukochaną babcią Marysią.

 
Marta Kulawik: Przypomina to trochę pomysł łączenia domów seniora z domami dziecka. Czy kupiła tam mieszkania jakaś dwupokoleniowa rodzina?

Przemo Łukasik: Nie, niestety tak się nie stało. Nikt nie przyszedł z takim życiem, jakie myśmy sobie w głowie wymyślili: że będzie dziadek na dole, a u góry jego rodzina. Ale nie można wykluczyć, że jeżeli nie w rodzinnych więzach, to współpraca, wsparcie i wzajemny szacunek sąsiedzki, mogą przynieść równie wiele pożytku społecznego.

Dziadek mojego kolegi z klatki uczył nas wszystkich lepić modele samolotów, a my mogliśmy mu się zrewanżować pomocą przy zakupach.

 
Marta Kulawik: Jak toczy się tam życie?

Przemo Łukasik: Po raz kolejny zaprojektowaliśmy osiedle otwarte, niezamykane. Na górce ze zjeżdżalnią, usypaną z ziemi z wykopów, często bawią się dzieci. Na kilku klopsztangach (trzepakach) można zobaczyć i dorosłych obserwujących bawiące się na górce pociechy. Dużo osób spaceruje z psami. Może to jest kwestia skali, może to, że mieszkam niedaleko, czasami tam przebiegam, przejeżdżam rowerem i lubię je obserwować. Któregoś dnia zobaczyliśmy, że pojawiła się w ogródku wiata, której nie zakładaliśmy w projekcie. Udało się zaprosić do pracowni przedstawicieli mieszkańców naszych szeregów. Po raz pierwszy mieliśmy okazję się poznać; gdy projektuje się zabudowę wielorodzinną dla dewelopera, jej mieszkańców możemy sobie tylko wyobrażać.

Tu było inaczej. Mieszkańcy przyszli z listą rzeczy, których nasz projekt nie przewidział. Marzyli o zacienianym tarasie w ogrodzie, zamykanych schodach na pierwszym piętrze, by kot nie uciekał, o szczelnych ścianach w wiacie rowerowej i prostopadłych dojściach do hodnika z parkingu.

My opowiedzieliśmy im o projekcie, o jego prostej formie, o może surowych, ale już dzisiaj zarośniętych pnączami ścianach z betonowych bloczków. Opowiedzieliśmy o kolorze, detalach i zasadzie, która wydaje się ważna szczególnie w szeregach. Moduły, rytm i powtarzalność, choć z początku mogą nużyć, wciąż dają wiele szans na indywidualne interwencje. Wspomnieliśmy o nieplanowanej pergoli i że nikt jej nie uzgadniał. Po miesiącu spotkaliśmy się jeszcze raz. Pokazaliśmy, jak mogliby zacieniać taras w ogrodzie, jakiego koloru markizę najlepiej zastosować, gdzie ją dokładnie zawiesić, a inwestor zaoferował wsparcie przy wynegocjowaniu ceny. Przedstawiliśmy nowe ściany w wiacie rowerowej i projekt furtek nad schodami. Nie wszyscy zawiesili markizy, a te, które latem zacieniały tarasy, są czarne i w miejscach, które wskazaliśmy. Podobnie z furtkami do mieszkań na pierwszym piętrze. No i pergola w ogródku. Tak szybko jak powstała, znikła. Właściciel sam ją zdemontował i zawiesił markizę jak inni sąsiedzi.

 
Marta Kulawik: Czy na tym spotkaniu był także deweloper?

Przemo Łukasik: Tak. Tak jak my przysłuchiwał się opiniom mieszkańców i tak jak my mógł wyciągnąć z tego lekcję na przyszłość.

 
Marta Kulawik: Dobra opinia o pierwszym etapie to także sukces sprzedażowy kolejnych etapów.

Przemo Łukasik: Nie ma lepszego marketingu, jak dobrze wykonane dzieło. A jeżeli dzieło można jeszcze ulepszyć, to tylko korzyść dla dalszych etapów.

 
Marta Kulawik
: Czyli spotkania
z mieszkańcami i słuchanie ich potrzeb ma sens i przekłada się na rzeczywistość, jeśli obu stronom zależy.

Przemo Łukasik: Wszystko zaczyna się od szacunku i szczerej rozmowy. To podstawa każdej dobrej komunikacji. Mieszkańcy byli z nami szczerzy. Uszanowali naszą rolę, ale dzięki rozmowie lepiej ją zrozumieli. My zaś mogliśmy zobaczyć nasz projekt oczami jego rzeczywistych użytkowników. To czasem inna, ale ważna perspektywa. Co najlepsze? Po kilku miesiącach dostaliśmy maila od wspólnoty ze zdjęciem i pytaniem, czy wyraziliśmy zgodę, żeby ktoś zamontował inną furtkę. Zdjęcie pokazywało inny model furtki niż ten, jaki ustaliliśmy z mieszkańcami szeregów.

Życie płata figle, ale okazuje się, że żaden regulamin i żadne prawa autorskie nie bronią projektu lepiej niż sami mieszkańcy, którzy go zrozumieli i świadomie wybrali.

 
Marta Kulawik: Czy jest to jedna z prób odczarowania Bytomia?

Przemo Łukasik: Bytom nie potrzebuje magii. Potrzebuje trzeźwego spojrzenia. Ma ciągle dużo problemów do rozwiązania, ale i dużo do zaoferowania. Jest dobrze położony i skomunikowany nie tylko z aglomeracją. Łatwo dojechać do Gliwic, Katowic, a na lotnisko jest kwadrans autostradą.

To tu stale rozbrzmiewają operowe arie w jedynej w regionie operze. Tu mamy szkołę muzyczną i baletową, Państwowe Szkoły Budownictwa, szpitale, piękny park, Wzgórze Małgorzatki, Elektrociepłownię Szombierki i Szyb Krystyna. Co jeszcze? Jak w znanej reklamie kawy.

 
Marta Kulawik: Czy podobne spotkanie odbyło się także z mieszkańcami Pierwszej Dzielnicy?

Przemo Łukasik: Tak, mieliśmy przyjemność się poznać z mieszkańcami pierwszego etapu. Był także inwestor, mogliśmy wysłuchać spostrzeżeń, sugestii i mogliśmy odpowiedzieć na pytania.

cegła, typowy budulec śląskich familoków zestawiona ze współczesną architekturą, którą cechuje między innymi duża ilość szkła

cegła, typowy budulec śląskich familoków zestawiona ze współczesną architekturą, którą cechuje między innymi duża ilość szkła

fot.: Szymon Król

 
Marta Kulawik: Pod kątem kolejnych etapów?

Przemo Łukasik: Kolejnych etapów, ale też tego pierwszego. Dziś wiemy więcej na temat nowej społeczności Pierwszej Dzielnicy. Wiemy, jakie mają potrzeby, w jakie funkcje wspólne ich zaopatrzyć. W każdym z etapów mamy zaplanowane pomieszczenia, które są do użytku wspólnego. Salki do organizacji imprez okolicznościowych, do spotkań i wspólnego oglądania wydarzeń sportowych, do ćwiczeń z trenerem osobistym czy jogi.

Marta Kulawik: Dziękuję za rozmowę.

 
Marta Kulawik

więcej: A&B 1/2026 – Osiedla,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B 

Głos został już oddany

Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów
Webinar - Nowe Warunki Techniczne Nadchodzą!
Wzmocnij bezpieczeństwo z Najmocniejszymi Niszczarkami Świata - teraz z Cashback
INSPIRACJE