Zamek w Stobnicy po raz kolejny! Pozwolenie na jego budowę wydano prawidłowo. To wniosek po najnowszej decyzji NSA, który oddalił skargę kasacyjną Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Przybliżamy szczegóły sprawy i — po raz pierwszy — publikujemy „uwolnioną” niedawno rozmowę z architektem zamku sprzed ośmiu (!) lat.
Słynny już zamek w wielkopolskiej Stobnicy powstaje od dekady na podstawie pozwolenia na budowę z 2015 roku. Olbrzymia, wieloczłonowa konstrukcja imitująca historyczną warownię wznosi się na obszarze Natura 2000, na obrzeżach Puszczy Noteckiej w pobliżu Obornik k/Poznania. Budowla tworzy sztuczną wyspę na sztucznym zalewie, jej główna wieża ma kilkadziesiąt metrów wysokości, według dokumentów zamek ma pełnić funkcję mieszkalną. Inwestorem jest spółka D.J.T., a głównym projektantem — poznański architekt Waldemar Szeszuła.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
O inwestycji stało się w Polsce głośno w roku 2018, gdy trudno było ukryć skalę osłoniętego dotąd przez las przedsięwzięcia i o zamku poinformowały szeroko media (o kolejnych odsłonach sprawy pisaliśmy także wielokrotnie w A&B). Kontrowersje związane z lokalizacją, wydanymi pozwoleniami oraz powierzchnią zajętą pod plac budowy skłoniły do działania Centralne Biuro Antykorupcyjne oraz Ministerstwo Środowiska. To ostatnie nakazało Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska skontrolowanie sprawy. W wyniku kontroli Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Poznaniu uchyliła swój akcept dla przedsięwzięcia z 2015 roku. Powód? Inwestor przekroczył deklarowaną powierzchnię obszaru zabudowy. zamiast 1,7 ha zajął ponad 2 ha. W związku z tym RDOŚ uznała, że dla inwestycji musi być wydana decyzja o uwarunkowaniach środowiskowych, niepotrzebna — zdaniem RDOŚ — w przypadku planowanego wcześniej, deklarowanego obszaru. Sprawą zajęła się także prokuratura; w wyniku jej działań postawiono w stan oskarżenia osoby reprezentujące inwestora oraz urzędników z Obornik. Od 2023 roku, odnośnie do nieprawidłowości na budowie toczy się sprawa przed Sądem Rejonowym w Obornikach.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
nikt nie wiedział, że za dużo
Najnowsza decyzja NSA dotyczy jednak sprawy rozpoczętej przez GDOŚ. W roku 2020 inwestorowi udało się sądownie (WSA w Warszawie) doprowadzić do uchylenia wspomnianej tu wcześniej decyzji z roku 2018. Dyrekcja złożyła jednak w tej sprawie kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ten rozpatrzył ją dopiero teraz, po wcześniejszych, zawinionych zresztą przez WSA formalnych zawirowaniach. Oto decyzja: w miniony wtorek (14.04) skargę oddalono. Skąd takie postanowienie? Inwestor, owszem, przekroczył deklarowaną powierzchnię budowy, ale już w trakcie inwestycji, o czym urzędnicy nie mogli wiedzieć w chwili wydawania pozwolenia na budowę. NSA uznał zatem, że pozwolenie wydano w sposób prawidłowy. Decyzja jest prawomocna i ostateczna.
Sędzia Jerzy Stelmasiak w ustnym uzasadnieniu orzekł:
Niewłaściwa realizacja przedsięwzięcia przez spółkę nie oznacza, że decyzja objęta wznowieniem była z tej przyczyny wadliwa. Dopiero bowiem na skutek realizacji przedsięwzięcia organ stwierdził, że powierzchnia przekształcona jest większa niż 2 ha.
Stelmasiak podkreślił przy tym, że istotne jest tu rozróżnienie między wadliwie wydaną decyzją, a jej nieprawidłową realizacją. Cytowani przez media przedstawiciele inwestora deklarują zatem, że budowa toczy się w oparciu o legalnie wydaną dokumentację. Podtrzymują przy tym, że zamek — zgodnie z pozwoleniem — będzie mieć charakter mieszkalny wielorodzinny (a nie hotelowy).
Bryła zamku przybrała ostateczny kształt przed kilkoma laty, ale nie jest jeszcze całkowicie wykończona. Wyjątkowy i bardzo kontrowersyjny obiekt przyciąga coraz silniej turystów, dla których inwestor postawił punkt informacyjny z kawiarnią, a dookoła sztucznego zbiornika utworzył ścieżkę dydaktyczną.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024 — pawilon informacyjny z kawiarnią
fot.: Jakub Głaz
Dwa lata temu niżej podpisany miał okazję wejść na niedostępny publicznie teren zamku. Konstrukcja jest tak naprawdę otoczonym murami zamkowym mini miasteczkiem, które wygląda jak by było wzniesione na wzgórzu. W rzeczywistości pod zamkiem, kaplicą i sąsiednimi budynkami znajduje się kilka wielofunkcyjnych poziomów (m.in. parking i wewnętrzna przystań dla łodzi).
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
dwieście klatek i pytania
Według deklaracji przedstawiciele inwestora w budowli ma znaleźć się ponad 40 apartamentów o bardzo zróżnicowanych metrażach (największy ok. 2 tys. m kw.). Całość wykonana jest z wysokiej klasy materiałów wykończeniowych (kamień, tradycyjne tynki, drewno) okrywających betonową konstrukcję. Niektóre pomieszczenia tworzą rodzaj pudła w pudle — np. pod betonowymi stropami „historyczne” sklepienia sali konstruowane są tradycyjną metodą. Liczba pomieszczeń, ich funkcja i metraże nie są ujawniane przez właścicieli, choć w sprawie schodów uchylili rąbka tajemnicy: klatek schodowych jest około dwustu.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
Całość jest tyle oryginalna, co frapująca, niezależnie od sądowych rozstrzygnięć wciąż każe stawiać pytania o sens tego typu inwestycji, jej realizację w takim miejscu oraz o etykę zawodową architekta w całym procesie. Takie i inne pytania postawiłem architektowi Waldemarowi Szeszule latem 2018 roku. Spisany wówczas wywiad nie ukazał się jednak z przyczyn formalnoprawnych. W październiku zeszłego roku Szeszuła poinformował, że prawne przeszkody ustały i „uwolnił” wywiad. Najnowsza decyzja NSA jest dobrą okazją, by przedstawić naszym czytelnikom tego „półkownika”, w którym Szeszuła obficie i szczerze opowiada o projekcie i o swoim do niego podejściu.
Rozmowa z architektem dr Waldemarem Szeszułą, głównym projektantem zamku w Stobnicy
Jakub Głaz: Zamek. W puszczy. W parku krajobrazowym. W XXI wieku. Od kilku dni próbuję zrozumieć, jak do tego doszło.
Waldemar Szeszuła: Dwa tygodnie biłem się z myślami, zanim przyjąłem to zlecenie.
Jakub Głaz: Tylko dwa?
Waldemar Szeszuła: Jak na nasze warunki to i tak długo. Nie spałem po nocach, myślałem: kolejny gargamel. Ale po kolei. Dla inwestora zamku projektowałem wcześniej kilka budynków, potem kontakt się urwał, aż tu sześć lat temu dzwoni do mnie i, razem z synem, wtedy studentem architektury, wiozą mnie do Stobnicy. Pokazują jeziorko, które zrobili łącząc kilka rybnych stawów, górki usypane z wykopanej ziemi, a na końcu: zdjęcie terenu z wmontowanym w nie zamkiem. Inwestor mówi: tak tu będzie za kilka lat. Ugięły się pode mną nogi.
Jakub Głaz: Nie wierzyłeś w to, co widzisz.
Waldemar Szeszuła: Niezbyt. Do dziś każdy, kto styka się po raz pierwszy z tym konceptem, pyta czy to się dzieje naprawdę. Poza tym to była fotografia naprędce zrobionej makietki. Nic dobrego.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
Jakub Głaz: Skąd w ogóle ten pomysł?
Waldemar Szeszuła: Inwestor jeździł po świecie i zapałał miłością do historycznych zamków. Bardzo chciał w takim zamieszkać. Przymierzał się do kupna, ale w Polsce i okolicach nie znalazł niczego, co by mu odpowiadało. Postanowił postawić własny.
Jakub Głaz: Pseudohistoryczny. Na chronionym terenie. Nie odwodziłeś go od tego zamiaru?
Waldemar Szeszuła: To by nic nie dało. Powiedział: i tak to zrobię, w taki lub podobny sposób, a ty się do tego szczególnie nadajesz. Wiedział, że bardzo lubię i szanuję formy historyczne. No i po tych dwóch tygodniach rozważań zwyciężyły, ja wiem?, ambicja albo chęć zmierzenia się z czymś unikalnym.
Jakub Głaz: Pieniądze?
Waldemar Szeszuła: Też. To w końcu cztery lata dobrego zlecenia. Piętnaście lat wcześniej pewnie bym odmówił, wtedy jeszcze było sporo przede mną, ale teraz swoje już zbudowałem, sprzykrzyła mi się codzienna szarpanina z drobnymi projektami. Pomyślałem, że drugi raz mi się taki temat nie trafi; tak wymagający, dający tyle frajdy przy projektowaniu. Wymyśliłem sobie, że czas skończyć z sytuacją, że jak ktoś buduje zamek, to potem nie da się na to patrzeć. Bałem się, że beze mnie powstanie gargamel.
Jakub Głaz: A nie powstaje?
Waldemar Szeszuła: W żadnym wypadku. Wystarczy spojrzeć na to, co udało się już zbudować. Bo postawiłem warunki: to musi mieć postać taką a taką, nie ma mowy o zamku Disneya, to nie może być karykatura historycznego obiektu. Nad tym trzeba sporo popracować. Koncepcja rodziła się dwa lata, projekt powstał w pięć.
Jakub Głaz: Zapanowałeś nad całością? Nie masz na koncie tak wielkich i niestandardowych realizacji.
Waldemar Szeszuła: Na początku były opory i wątpliwości. Ale im dalej wchodziliśmy w temat, tym bardziej byłem spokojny, że damy radę. Współpracowałem z bardzo dobrym konstruktorem, powiększyłem zespół pracowni o zdolnych młodych ludzi.
Jakub Głaz: Lokalizacja w parku krajobrazowym, na obszarze Natura 2000, nigdy nie budziła twoich wątpliwości?
Waldemar Szeszuła: Nie. Po przeróbce stawów na jedno, krajobrazowo fajne, sztuczne jeziorko, uznałem, że budowa w tym miejscu tak oryginalnego obiektu spowoduje, że bardzo dobrze się wpisze w tę przestrzeń otoczoną z każdej strony drzewami. Zauważ, że zamku nie widać, skoro przez trzy lata nikt się nie zorientował.
Jakub Głaz: Jak dotąd. Ale budowla urośnie. Wieża będzie mieć 50 metrów.
Waldemar Szeszuła: Zależy, odkąd mierzyć. W przyszłości tylko najwyższe partie kompleksu będą widoczne ponad linią lasu. Zastanawiałem się zresztą, czy można by to wstawić w innym miejscu. Wyszło, że zawsze byłby problem kontekstu, zwłaszcza na otwartym terenie. A ta ukryta wodna polana umożliwia taką zabawę z krajobrazem.
Jakub Głaz: W parku krajobrazowym.
Waldemar Szeszuła: Ale, powtórzę, tylko w tym zamkniętym wodnym wnętrzu, w dodatku prywatnym, na obrzeżu puszczy. Zresztą inwestor dba, żeby wszystko było w porządku, są ekspertyzy, zgody.
Jakub Głaz: W gminie nie robili trudności? Były protesty?
Waldemar Szeszuła: Przeciwnie. Bardzo im zależało, żeby powstała tam taka inwestycja i atrakcja turystyczna. Bo zamek ma mieć na górze część mieszkalną, a na dole mają pojawić się usługi, więcej szczegółów na razie nie mogę podać. Kiedy zostałem zaangażowany do projektu, był już uchwalony plan zagospodarowania, który uwzględniał inwestycję tego typu i w tej skali. Ja zostałem wynajęty do zrobienia projektu
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
Jakub Głaz: I pozwolenie na budowę dostaliście bez kłopotów?
Waldemar Szeszuła: Tak. Załatwianiem wszystkich formalności zajmował się inwestor. Nie chcę mówić, że umywam ręce, ale sam nie podjąłbym się ogarniania tych spraw. Miałbym wątpliwości, czy to wystarczająco poprawny sposób traktowania krajobrazu.
Jakub Głaz: Przecież to twój projekt!
Waldemar Szeszuła: No, ale wygrała we mnie pokusa zrobienia czegoś w tym stylu. Ale, przyznam, optowałem za nieco inną skalą. Wiele było wstępnych koncepcji. Plan nam pozwolił na wiele; to zresztą dobry przyczynek do dyskusji o planowaniu w Polsce.
Jakub Głaz: Środowisko architektów i nie tylko, może ocenić cię bardzo krytycznie.
Waldemar Szeszuła: Mleko się rozlało, brałem to pod uwagę, najwyżej zagonią mnie do mysiej dziury. Z drugiej strony tylko jeden z dziesięciu kolegów po fachu, którym zdradziłem co robię, próbował mnie odwieść od tej roboty. Inni sprzyjali, u niektórych dostrzegałem fascynację.
Jakub Głaz: Teraz budowa, lokalizacja i sprawa ekspertyz budzą emocje oraz wątpliwości. Sprawą zajęło się CBA. Co, jeśli okaże się, że zamkowi grozi rozbiórka albo przebudowa?
Waldemar Szeszuła: Nie mam pojęcia, raczej mało realny scenariusz, bo, o ile wiem, wszystkie dokumenty są w porządku. Ale od początku byłem świadomy, że to absolutnie trudne zadanie, wejście na kruchy lód. Albo pojadę na łyżwach, albo się poturbuję. Ale, jeśli chodzi o samą jakość roboty mojego biura, to absolutnie jestem na łyżwach. Zaprojektowaliśmy obiekt atrakcyjny, wysokiej klasy, fajnie skomponowany, złożony.
Jakub Głaz: W kategorii „pseudozamki” formą zdaje się bić na głowę inne tego typu realizacje.
Waldemar Szeszuła: Bo zależało mi na sporym prawdopodobieństwie tego obiektu. Chciałem, żeby wyglądał jak zaniedbany włoski zamek na skale i tak też prezentują się pierwsze wizualizacje lub akwarele. Tu jednak różnimy się z inwestorem. Ja lubię zamki włoskie, on niemieckie. Chciał mieć zamek jak po remoncie albo przebudowie, zrobiony fest. Ostatecznie budowla będzie wyglądała więc nieco świeżej. Na przykład, poszliśmy na kompromis w sprawie tej podniszczonej wieży. Uznaliśmy, że w procesie rozwojowym została w XIX wieku przerobiona przez jakiegoś, dajmy na to, ucznia Schinkla, w stylu neogotyckim. No i teraz szczyt będzie bardziej zdobny.
Jakub Głaz: Wymyśliliście zamkowi całą historię! Dobrze się bawiłeś?
Waldemar Szeszuła: Owszem. Stąd nawarstwienia, dobudowy, nieregularne bryły. Idea była taka, że stało sobie wzgórze, na nim powstał najstarszy zamek, przy nim romański kościołek, potem to się rozrastało, pojawiło się podgrodzie, zamek dolny i tak dalej. A w miejscu tego wzgórza, którego tu nie ma, kryją się liczne pomieszczenia, które nie wymagają doświetlenia, m.in. parking.
Jakub Głaz: Inspiracje? Nie widać nawiązań do polskich zamków.
Waldemar Szeszuła: Pierwsze było włoskie San Gimignano, potem doszły prace studialne, kwerenda, inne włoskie i niemieckie zamki i miasteczka. Bo to jest projekt na pograniczu urbanistyki. Bryły przeplatają się między sobą, są elementy uliczek, placyków, jest pięć dziedzińców, każdy inny. Chciałem pójść dalej i doprojektować nawarstwienia dwudziestowieczne, troszkę szkła, współczesnych detali, ale z tym nie udało się przebić u inwestora, podobnie jak z bardziej współczesnym wyglądem wnętrz. Ich ostateczny wygląd to jeszcze niewiadoma.
Jakub Głaz: I to wszystko z betonu?
Waldemar Szeszuła: Nie. Technologia jest bliższa tradycyjnej. Dominują grube ściany z ceramicznych pustaków, żelbetowe są za to trzpienie kolumn, pojedyncze elementy, czasem tylko większe konstrukcje oraz stropy, pod którymi znajdą się nieco oszukane murowane sklepienia. Kolumny i maswerki – kamienne, podobnie jak nieregularna granitowa okładzina murów w dolnych partiach. Żadnego styropianu, pianek, inwestor kazał ograniczyć do minimum współczesne materiały. Wentylacja przede wszystkim grawitacyjna, izolacja stropów z keramzytu. A tynki, bo na elewacji, poza kamieniem, będą głównie tynki, zaproponowaliśmy w różnych kolorach. Góra ciemna, dół jaśniejszy. Cieszę się, że to stoi w wodzie, zaczyna patynować, wchodzi mech.
Jakub Głaz: Co właściciele będą robić w tym zamczysku? Przyjmować poselstwa? Koronować się? Urządzą galerię sztuki?
Waldemar Szeszuła: Szczerze mówiąc, sam dokładnie nie wiem. Nie o wszystkim mogę też mówić.
Zamek w Stobnicy, proj. W. Szeszuła, marzec 2024
fot.: Jakub Głaz
Jakub Głaz: Będzie hotel?
Waldemar Szeszuła: Nie. Wtedy inaczej byśmy to projektowali. Ale, jak wspomniałem, przewidziane są różnego typu usługi.
Jakub Głaz: A to wygeneruje ruch kołowy. Samochody nie rozjadą lasu?
Waldemar Szeszuła: Zamek leży na jego skraju. Do kompleksu prowadzi tylko jedna krótka droga, dalej jest most, rzecz jasna, zwodzony i zjazd do parkingu ukrytego w budowli.
Jakub Głaz: Czy biorąc to zlecenie myślałeś o odpowiedzialności za krajobraz, w który ingerujesz, kształtowanie postaw estetycznych w społeczeństwie, u studentów?
Waldemar Szeszuła: No to jest akurat słaby aspekt całej tej historii. Absolutnie. Nie potrafię i nie chcę nawet dobudowywać jakiejś filozofii czy usprawiedliwienia. Mam jednak poczucie, że to jest taka ingerencja w krajobraz, która przy dobrej jakości obiektu, jest dopuszczalna akurat w tym miejscu.
Jakub Głaz: Wieżę będzie widać z daleka.
Waldemar Szeszuła: Podobnie jak przeciwpożarowe wieże obserwacyjne, które wystają ponad puszczę. Ta będzie kolejna. Gorzej, gdyby całość stała na otwartym widoku, jak świebodziński Chrystus. Ale z pewnością nie jest to model postępowania, który chciałbym wpajać studentom. Nie powiem im: jedźcie szukać miejsca pod zamki.
Jakub Głaz: Jest jednak szansa, że twój obiekt uda się w kategorii „imitacja zamczyska”, pomijając oczywiście sens budowania takiego gmachu. Nie bałeś się, że to ośmieli innych? Będą mogli zrealizować swoje marzenia o zamku, bez obaw, że ludzie przezwą go potem gargamelem. W kraju zaroi się od zamczysk.
Waldemar Szeszuła: W ogóle o tym nie myślałem rozpoczynając prace. Zresztą, takiego zamku nie da się zrobić tak, żeby to było w pełni kłamstwem. Będzie widać, że to jest rzecz nowa, w takim duchu i charakterze, która odpowiada części ludzi. Biorąc się za Stobnicę polemizowałem w myślach z doktryną mówiącą, że architektura musi wyrażać swój czas. Moim zdaniem musi być przede wszystkim dobra w obrębie stylu, w którym się ją tworzy. Trochę jak muzyka. Jest dobry jazz i słaby jazz, porządny pop i taki nie do przyjęcia.
Jakub Głaz: Ale teraz nie stawia się obronnych zamków. Co z fałszowaniem rzeczywistości?
Waldemar Szeszuła: Tutaj jej nie ma. Od początku wiadomo, że to imitacja. Co innego tzw. odbudowy historycznych zamków nie poparte wiarygodną dokumentacją, jak np. Zamek Przemysła, którego byłem przeciwnikiem. To jest fałsz. Teraz powoli się do niego przyzwyczajam, ale w jego miejscu zawsze wyobrażałem sobie ultranowoczesną formę, współczesny fantom dawnej budowli. Bez udawania. No, zamek Przemysła to ja bym zrobił nowocześnie.











































