Coraz więcej czasu spędzamy przy komputerze czy smartfonie, zarówno w ramach pracy online, jak i śledzenia w internecie bieżących informacji. Wśród nich zalewie czasami można się natknąć na informacje o zdarzeniach i zjawiskach interesujących, acz całkiem dla nas nowych. Sam przypadkiem natknąłem się na nieznaną mi do tej pory działalność, balansującą na pograniczu hobby i subkultury — cosplay. Zainteresowało mnie to zjawisko, gdyż, będąc trudne do jednoznacznego zaklasyfikowania, sytuuje się pomiędzy teatrem, scenografią, funkcjonuje gdzieś na marginesie sztuk teatralnych i plastycznych. Jest też, jak mi się wydaje, zjawiskiem charakterystycznym dla dzisiejszej globalnej kultury, bazującej na niemal nie ograniczanej wymianie informacji i funkcjonowaniu społeczeństw w medialnej rzeczywistości.
Cosplay jest artystycznym hobby lub raczej subkulturą, w ramach której osoby nazywane cosplayerami tworzą przebrania i wcielają się w fikcyjną postać, czerpiąc inspiracje z różnych źródeł. Najpopularniejszymi z nich są komiksy, a w szczególności seriale telewizyjne, filmy fabularne i animowane, w przeważającej większości science fiction i fantasy, oraz gry wideo. Termin jest kombinacją słów costiume, oraz play, w swobodnym polskim tłumaczeniu: gra w przebieranie. Wzmianki o przebieraniu się za ulubioną postać filmową pojawiły się już w 1939 roku po pierwszej edycji World Science Fiction Convention, konwencie, który odbył się w Nowym Jorku. Samą nazwę cosplay wymyślił Japończyk Noboyuki Takahashi pracujący w Studio Hard, który w 1984 roku uczestniczył w konwencie World Science Fiction Convention w Los Angeles i zafascynował się osobami, wcielającymi się w ukochanych bohaterów swoim strojem i zachowaniem.
Cosplay rozpowszechnił się bardzo silnie w Japonii, a następnie w innych krajach azjatyckich wśród ludzi młodych, a z czasem również tych w starszym wieku. Obecnie funkcjonuje w wielu innych krajach świata, a od paru lat rozwija się również w Polsce. Organizowane są międzynarodowe zloty i konkursy, na których cosplayerzy prezentują swoje przebrania, efekt wielomiesięcznej pracy i zaangażowania dostępnych środków, również finansowych. Cosplayerzy najczęściej tworzą stroje bazując na grafice lub zdjęciach pochodzących z internetu, starając się jak najwierniej odwzorować oryginał – profesjonale dzieło specjalistów od filmowych kostiumów, scenografów, lub grafików komiksowych. Oprócz strojów istotny jest również makijaż, charakteryzacja, posunięta nawet do zakładania szkieł kontaktowych zmieniających kolor oczu, oraz detale — biżuteria czy inne gadżety.
Konkursy cosplay są bardzo popularne, gromadzą tłumy fanów, a nagrody mają coraz wyższy wymiar finansowy. Ocenie jury podlega zgodność stroju z oryginałem, różnorodność technik, poprawne wykonanie, a także zachowanie sceniczne. Dla zewnętrznych obserwatorów cosplay jest zabawą, czy też specyficznym hobby, natomiast sami cosplayerzy traktują go bardzo poważanie. Cosplay staje się elementem ich codzienności, źródłem dochodów, sposobem na życie, w jakimś stopniu programowo oderwanym od rzeczywistości. Pewne nawiązanie do tej subkultury dostrzec można w cieszącym się dużą popularnością programie „Twoja twarz brzmi znajomo”, w którym mniej znani aktorzy i piosenkarze przebrani za rzeczywiste gwiazdy estrady, naśladują ich występy, imitując przebraniem i strojem ich image i poddają się ocenie jury, a wszyscy udają, że uczestniczą w świetnej zabawie.
rys.: Piotr Średniawa
twoja architektura brzmi znajomo
Wydaje się, że to przebieranie nie ma nic wspólnego z naszą architektoniczną działalnością. Jednak im bardziej interesowałem się cosplayem, przeszukując internet, tym więcej w mojej głowie pojawiało się skojarzeń, mówiących że funkcjonujemy w Polsce w obszarze architektury w bardzo zbliżony sposób do istoty cosplay. Charakterystyczną cechą tego przebierania nie jest wymyślanie nowych kostiumów i kreacja nowych medialnych bohaterów, lecz jak najwierniejsze odtwarzanie i identyfikowanie się z już znanymi i wykreowanymi bohaterami filmów fabularnych i animowanych czy gwiazd estrady.
Czy to czegoś nie przypomina w naszej działalności? Ilekroć przeglądam nasze czasopisma architektoniczne i portale internetowe z rodzimą twórczością — zarówno w postaci realizacji, jak i projektów — mam poczucie, że już kiedyś widziałem coś prawie identycznego, lub bardzo zbliżonego. O ile pamięć mnie nie myli, taką refleksją podzielił się Łukasz Wojciechowski, architekt i teoretyk, i trudno się z nią nie zgodzić. Część skojarzeń jest oczywista, część wymaga nieco większego wysiłku i przerzucenia zagranicznych czasopism i portali internetowych. Szczególnie pożyteczny jest ArchDaily, będący istną kopalnią pierwowzorów. Podobnie jak w przypadku cosplay, oryginały są niestety lepsze niż ich kopie, sprawiające wrażenie wprawdzie pracowitej, ale jednak wtórnej naśladowczej amatorskiej działalności.
Niewątpliwie duże znaczenie ma budżet tej działalności. Podobnie jak w profesjonalnej kinematografii, budżety przeznaczone na scenografię i kostiumy są zdecydowanie wyższe niż w hobbystycznym cosplay, tak budżety rodzimych realizacji są co najmniej dwu, trzykrotnie niższe niż budżety oryginałów. Powoduje to różnicę w rozwiązaniach technicznych i materiałowych, skutkujące oczywistą prymitywizacją rodzimych architektonicznych „podróbek”. O wartości i różnicach intelektualnych nie warto nawet wspominać. Faktem jest, że w dzisiejszym zglobalizowanym świecie coraz trudniej o świeże i oryginalne koncepty w sztuce i kulturze, jednak da się je znaleźć, również w dziedzinie architektury.
Czym innym jest inspirowanie się bieżącymi nurtami i wpisywanie się w nie, a czym innym bezkrytyczne kopiowanie obcych kulturowo wzorców. Zrodzony w Japonii cosplay czerpał nie ze swojej kultury, lecz naśladował głównie amerykańskie wzorce kulturowe bez ich przetworzenia. Podobne wrażenie bezkrytycznego czerpania z nieprzetworzonych wzorców kulturowych odnoszę od czterdziestu lat w polskiej architekturze. Koniec lat 70. to koniec w miarę paralelnego wpisywania się naszej architektury w nurt europejskiego i światowego modernizmu, wprawdzie ograniczonej uwarunkowaniami ekonomicznymi, jednak do dzisiaj prezentującymi oryginalną twórczość wspartą podbudową teoretyczną. Dość wspomnieć katowicki Spodek, również katowicki wyburzony brutalistyczny i nieudolnie odtworzony jako część galerii handlowej dworzec, zabałaganiony nieco ostatnią modernizacją warszawski Dworzec Centralny, wyburzony warszawski Supersam, a w dziedzinie teorii idee Oskara Hansena.
Ten nurt został przerwany na przełomie lat 70. i 80. Trudno odpowiedzieć, czy związane było to z gwałtownymi wstrząsami społecznymi i ekonomicznymi, izolacją kraju od nurtów europejskiej kultury, ale to właśnie w tym okresie rozpoczęło się zjawisko cosplay w naszej architekturze. Pierwsze przebranie w nie swój kostium nastąpiło wraz z zapomnianą już fascynacją naszego środowiska postmodernizmem, odwołującym się do niezdefiniowanej nigdy tradycji. Początek dekady lat 90. to całkowity odwrót od postmodernizmu i próby ubierania naszej architektury w kostium powierzchownie rozumianej i implantowanej dekonstrukcji. Później powrócono do porzuconego modernizmu z chętnymi odwołaniami (nie wiedzieć dlaczego) do minimalizmu, głównie szwajcarskiego. Obecnie bardzo powierzchownie przebieramy architekturę w kostiumy ekologiczne i wpisanie jej w przeciwdziałanie zmianom klimatycznym, co często jest greenwaschingiem, a nie głębszą refleksją. Te kolejne mody w przebieranie, gdyż trudno je nawet nazwać nurtami, i ich szybkie porzucanie skutkują tym, że ich żywot — podobnie jak kostiumów w cosplay — ma sezonowy charakter, szybko popadają w niepamięć, a uwaga środowiska skupiona jest na oczekiwaniu na kolejne przebranie.
Architektura jako cosplay
© Piotr Średniawa
przebierane konkursy
Pełniąc wielokrotnie od lat funkcję sędziego w konkursach architektonicznych, mogłem zaobserwować, że autorzy prac konkursowych wielokroć podejmowali próby szerszego spojrzenia na opisane w warunkach zadanie konkursowe, niż tylko opracowania poprawnej rzemieślniczo pragmatycznej odpowiedzi. Prace te otwierały piktogramy lub schematy obrazujące ideę, którą autorzy starali się rozwinąć w koncepcjach projektowych. Odwoływano się w nich bardzo często do abstrakcyjnych manipulacji geometrią lub, co znacznie ciekawsze, do kontekstu przestrzennego, kulturowego lub przyrodniczego. Jednak te interesujące poszukiwania inspiracji, są zazwyczaj słabo rozwijane lub zagubione w dalszych etapach koncepcji i trudne do odczytania przez sędziów konkursowych.
Zastanawiające jest, dlaczego tak trudno znaleźć, a następnie konsekwentnie rozwinąć koncepcję w oparciu o przyjęte inspiracje. Dlaczego początkowe fascynacje ulegają tak znacznemu rozmyciu w procesie projektowym? Jedną z odpowiedzi jest powszechne zjawisko przebierania się w nieswoje ubrania i udawanie kogoś innego. Czym innym jest rozwijanie idei, a czym innym jej kopiowanie bez głębszego zrozumienia. Przeglądając rezultaty naszych konkursów architektonicznych, śledząc przesłane na nie koncepcje architektoniczne, nie sposób wyzbyć się skojarzeń, że przypominają bardziej konkursy cosplayowych kostiumów niż konfrontację oryginalnych idei i konceptów intelektualnych. Laureaci natomiast w sposób najbardziej zręczny zaadoptowali jakiś oryginał do lokalnych uwarunkowań, zdobywając uznanie sądów konkursowych, świadomie lub niezupełnie świadomie uczestniczących w tej grze.
Kiedyś konkursy pełniły role wymiany poglądów, dyskusji, nie tylko dotyczących przedmiotu konkursu, i ta rola była ważniejsza oprócz czysto instrumentalnej funkcji wyboru najlepszej, czy też optymalnej koncepcji. Sformatowanie i sformalizowanie konkursów w ramach Prawa Zamówień Publicznych ograniczyło tę rolę ze szkodą dla twórczej i dyskusji, sprowadzając ją zazwyczaj do pretensji zgłaszanych pod adresem sądu konkursowego o nietrafny wybór. Również zbyt rygorystyczne i szczegółowe zapisy warunków konkursów, częste zaniżane preliminowanej wartości inwestycji nie sprzyjają twórczym kreacjom, a poszukiwaniom wzorca, który można zaimportować. Podobny syndrom widoczny jest również w pracach dyplomowych, konkurujących w różnych konkursach, co powinno budzić duże zaniepokojenie, gdyż przyzwyczaja młodych adeptów zawodu do działania na skróty już na zawodowym starcie.
Tak jak w cosplay czy programach telewizyjnych wszyscy uczestnicy tej zabawy w architekturę udają, że świetnie się bawią i nie ma powodu, aby w następnych odsłonach zmieniać reguły gry. Architektura nazywana jest czasami, chociaż coraz rzadziej, nad czym trzeba ubolewać, królową sztuk i może warto przywołać królewskie konotacje. W bajce Hansa Christiana Andersena dziecko krzyczy, że król jest nagi. Może zdarzy się, że jakieś dziecko wyszepcze nieśmiało, że to nie król, a przebieraniec.



![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)



















