Wyobraźcie sobie dom nieopodal rzeki, otulony lasem tak gęsto, że prawie go nie widać. Gdyby nie przypadek, może nigdy byście tu nie trafili. Zakochujecie się w nim tak bardzo, że postanawiacie dać mu drugie życie. Dom jest stary, ale nikt przed wami w nim nie mieszkał. Ma nieoczywisty kształt i ciekawą historię, ale dopiero wy tchniecie w niego życie. Ludziom z okolicy się nie podobał, a wam przypadł do gustu na tyle, że chcecie jak najmniej w nim zmieniać.
dom jest otulony z każdej strony przez las mieszany — nietypowe umieszczenie strefy dziennej na pierwszym piętrze zamiast na parterze wynosi tę część domu do poziomu korony drzew
fot.: Nate Cook
Jesteście świadomi tego, że taniej byłoby go zburzyć i postawić na tej pięknej działce coś od zera, ale wbrew wszelkiej opłacalności postanawiacie go wyremontować. To miało być miejsce weekendowego odpoczynku, ale z czasem nie chce wam się stąd wyjeżdżać i postanawiacie zamieszkać w nim na stałe. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Dom, o którym mowa, znajduje się w niewielkiej podwarszawskiej miejscowości. Jego historia sięga pół wieku wstecz. Pozwolenie na budowę wydano w 1976 roku, a budowę, według projektu Tadeusza Matuszewskiego, ukończono w 1981. Typowo dla tamtych kryzysowych czasów projekt był dość schematyczny, a kiepska dostępność materiałów sprawiła, że budowniczy musieli się wykazać kreatywnością. Na przykład konstrukcja stropów była z torów tramwajowych, które przebijały się przez ścianę nad parterem, stanowiąc jednocześnie konstrukcję tarasu. Zresztą te stropy zostały zachowane (taras trzeba było wykonać od nowa).
Za efekt, który można podziwiać na prezentowanych tu klimatycznych zdjęciach, odpowiada od strony architektonicznej Jakub Szczęsny (we współpracy z Janem Dąbrowskim), który przygotował projekt przebudowy oraz był odpowiedzialny za niektóre wnętrza oraz ciekawe schody. Inwestorzy są w tym przypadku na równi z architektami współtwórcami rezultatu. Właściciel domu uwielbia DYI, a córki (studentki artystycznych uczelni) pomagały w projektowaniu łazienek. Nie jest to dom, w którym od dużej zabudowy po detal uchwytu meblowego wszystko zostało kupione czy wykonane według ściśle ustalonej specyfikacji. To eksperymentalne pole do popisu dla domowników.
parter poprzez duże okna i nieprzytłaczający wystrój wnętrza nabiera przestronności
fot.: Nate Cook
Otoczenie domu jest tak piękne i kojące, że kadry widoczne z okien tworzą obrazy zmieniające się wraz z rytmem pór roku. Efekt uwypukla podkreślenie szpalet wokół niektórych okien, zwłaszcza tych panoramicznych. Ciemne wykończenie szpalet przy cienkich czarnych ramach nieotwieralnych okien dodaje jeszcze więcej głębi niż to ze sklejki. Liczne wysokie otwierane przeszklenia w ciepłe dni zacierają granicę między wnętrzem a zewnętrzem. Przyziemie budynku przenika się płynnie z drewnianym podestem z jednej strony oraz betonowymi schodami i utwardzonym podjazdem z drugiej. Nieco bardziej uporządkowana nasadzona zieleń bliżej domu niespostrzeżenie rozmywa się i trudno się zorientować, gdzie się kończy zaplanowane działanie człowieka, a gdzie natura rozrasta się według swojego pomysłu. Nadziemne kondygnacje w dużej mierze okalają tarasy. Rezygnacja z wypełnienia balustrad sprawia, że praktycznie nic nie zakłóca widoku z tych tarasów. Ciemna stalowa barierka składająca się z samych niezbędnych elementów, czyli słupków i poręczy, bardzo dyskretnie rysuje się na również ciemnej elewacji. W domu mieszkają wyłącznie dorośli ludzie, więc kwestie bezpieczeństwa można było potraktować luźniej.
na ostatniej kondygnacji znajduje się sypialnia gospodarzy wraz z łazienką
fot.: Nate Cook
Elewacja jest niemal czarna, na dodatek porowata — ta niedoskonałość świetnie pasuje do otoczenia, na przykład chropowatej, ciemnej kory drzew. Drzewa tworzą naturalną barierę wizualną, nie są potrzebne już żadne żaluzje czy zasłony. Nocą bryła domu zamienia się w stos pudełek podświetlanych od środka. Ciągłość wizualna została zachowana nie tylko pomiędzy wnętrzem a zewnętrzem, lecz także na osi góra–dół, a to dzięki zastosowaniu świetlików podłogowych. Jeden znajduje się na powierzchni tarasu i doświetla sypialnię gościnną znajdującą się poniżej, drugi jest w salonie i rozjaśnia korytarz na parterze. Rozwiązanie, genialne w swojej prostocie, ma praktyczne uzasadnienie, a jednocześnie urozmaica przestrzeń.
Projekt jest z jednej strony pełen harmonii, z drugiej roi się od niespodzianek. Elewacja i najbliższe otoczenie domu są stonowane i wtapiające się w tło, a jednak zaskakujące dzięki czerwonym, wybijającym się na tym tle elementom wyposażenia. Ta czerwień przewija się wyraźnie również w środku. Niby dominują proste linie, ale przełamuje je skręt zewnętrznych schodów. Można by się spodziewać wnętrz minimalistycznych — nic bardziej mylnego! Środek jest wypełniony mieszanką kolorów, faktur i epok. Pomieszczenia są niskie. Pierwsze piętro i ostatnia kondygnacja, na której znajduje się sypialnia, mają dość komfortowe 250 centymetrów wysokości, ale w przyziemiu jest tylko 212.
przekrój A-A
© SZCZ Jakub Szczęsny
Jak wyjaśnia Jakub Szczęsny:
przyziemie ze swoimi 212 centymetrami to świadectwo ograniczeń prawnych PRL-u, kiedy to dla ominięcia ograniczeń powierzchniowych budowano niskie kondygnacje niespełniające wysokości kwalifikującej jako powierzchnia użytkowa.
Zabiegi takie jak powiększenie okien czy wprowadzenie wspomnianych świetlików sprawiły, że wnętrza wydają się przestronniejsze. Mała kubatura ma też swoje plusy — taki dom z pewnością łatwiej ogrzać, a z założenia dom miał być miejscem do przebywania głównie w weekendy. Jak pisałam we wstępie, inwestorzy ostatecznie zdecydowali się na zamieszkanie tu na stałe, jak sami twierdzą:
problemem tego miejsca jest to, że tu jest za fajnie. To demobilizuje, bo choć mamy światłowód, to po prostu nie chce nam się otwierać laptopów. Żyjemy w iluzji ciągłych wakacji.
Inwestorzy być może do dzisiaj by tu nie dotarli, gdyby nie spotkana przypadkiem podczas spaceru z psem agentka nieruchomości. Dokładnej lokalizacji nie znamy, ale też chciałabym zachować tylko dla siebie taki kawałek raju z bujnym drzewostanem i działką opadającą w kierunku rzeki. Co ciekawe, okoliczni mieszkańcy nie dostrzegali w tym budynku potencjału, ponoć uważali go za brzydki i nazywali blokiem (zapewne przez brak dwuspadowego dachu i prostopadłościenną formę).
wiele mebli znajdujących się w domu to elementy wyposażenia wcześniejszego miejsca zamieszkania oraz odrestaurowane znaleziska i pamiątki, tworzące eklektyczny styl
fot.: Nate Cook
Dziś oprócz budynku mieszkalnego na działce znajduje się oddzielny garaż. Jest pokryty zielonym stropodachem, na który można wejść bezpośrednio z wyższej części działki. Z kolei w miejscu dawnego garażu usytuowanego w bryle domu znajduje się pracowania gospodarza (miejsce po kanale naprawczym wykorzystano jako schowek, drzwi do niego otwierają się do góry za pomocą siłownika). W przyszłości planowana jest jeszcze sauna na tyłach domu.
Od zakupu do zamieszkania minęło dużo czasu. Na początku nie było pośpiechu, skoro miała to być tylko odskocznia od mieszkania w Warszawie. Kilka lat pandemii nie ułatwiało sprawy. Ogromna część elementów wyposażenia wnętrza została wykonana przez pana domu, majsterkowicza z zamiłowania. Jego dziełem jest między innymi część elementów ślusarskich czy zabudowa kuchenna wraz ze składaną wyspą na kółkach. Niektóre meble i przedmioty przywędrowały z poprzedniego miejsca zamieszkania, inne czekały na odrestaurowanie i swoją chwilę chwały w piwnicach, garażach oraz na strychach, a jeszcze następne wciąż czekają. Wszystko to składa się na eklektyczny styl panujący we wnętrzu.
wiele mebli znajdujących się w domu to elementy wyposażenia wcześniejszego miejsca zamieszkania oraz odrestaurowane znaleziska i pamiątki, tworzące eklektyczny styl
fot.: Nate Cook
Na pewno były momenty zniecierpliwienia, bo tutaj nic nie dało się zrobić szybko, ale myślę, że zamieszkanie w przestrzeni, w którą się zainwestowało tyle swojego czasu oraz serca wynagradza ten trud i daje masę satysfakcji. Osobiste zaangażowanie domowników w proces projektowania, a następnie w realizację pomysłów daje wyjątkową atmosferę. Wnętrze nie jest urządzone w panujących trendach ani w stylu zatrudnionego architekta — jest ich. Zresztą sam architekt tak pisze o swoich odczuciach:
Lubię domy dyskretne. Nie pociągają mnie instagramowe domostwa-rzeźby wystawione ostentacyjnie na widok, jakby podsunięte pod nos, po to, żeby epatować zamożnością i gustem klientów. Tego typu domy kojarzą mi się z zalewającą nas dziś sztucznością botoksowych ust i przedłużonych rzęs. Chowanie wynika też z tego, że pociągają mnie niespodzianki i powolne odkrywanie charakteru domu bardziej niż samej architektury. Chcę projektować jak najlepsze codzienności, a nie fetysze. Bardzo pomagają w tym warunki naturalne i szeroko rozumiany kontekst. Wychodzę też z założenia, że poznawanie domu ma być jak opowiadanie, narracja, którą prowadzimy kogoś po raz pierwszy przez działkę i wnętrza […]. Cieszy mnie obrastanie domu i jego ewolucja. Nie myślę o nim, jako o definitywnym »świętym« dziele architekta, a bardziej jak o platformie do aktywności i twórczości, którą przygotowuję dla przyszłych mieszkańców. Z tego też powodu często zdarza mi się współpracować z bardzo sprawczymi klientami, którzy sami budują, majsterkują, albo chcą zaprojektować wybrane wnętrza czy meble.
Budynek miał być zachowany w możliwie niezmienionej formie. Wymagał jednak dostosowania do potrzeb rodziny. Dorosłe córki nie mieszkają z rodzicami, ale mają swoje pokoje gościnne w przyziemiu. Przy krótkich pobytach nie przeszkadza niska wysokość pomieszczeń. Tym bardziej nie przeszkadza to w łazience pełniącej również funkcję kotłowni. Na tym samym poziomie, w zacisznej części domu, jest usytuowana pracownia inwestora. Życie toczy się na środkowej kondygnacji, gdzie zlokalizowano strefę dzienną z wyjściem na przestronny taras. Takie odwrócenie typowego rozmieszczenia pomieszczeń i wyniesienie strefy dziennej na pierwsze piętro daje lepszy widok na otoczenie — strefa dzienna znajduje się praktycznie w koronach drzew. Można się stąd dostać na zewnątrz krętymi schodami prowadzącymi na zadaszoną część podwórza oraz zewnętrzny drewniany podest. Najwyższą kondygnację zajmuje sypialnia gospodarzy, z której także można wyjść na taras. Jak na każdym poziomie, także tutaj znajduje się łazienka, choć ta akurat ma bardziej prywatny charakter.
nieotwieralne panoramiczne okna z cienką ramą, otoczone dodatkowo czarnym wykończeniem szpalety, kadrują widoki z okien, czyniąc je niemal obrazami na ścianie
fot.: Nate Cook
Dzięki determinacji inwestorów udało się przemienić stary, zapomniany i niedoceniony dom we wspaniałe miejsce do życia. To również zasługa architekta, który wsłuchał się w potrzeby użytkowników i pozwolił im działać, że powstało miejsce z duszą domowników, a nie projektantów. Choć dało się taniej, a na pewno szybciej, postanowiono nie iść drogą na skróty. Cytując Władysława Bartoszewskiego:
Na pewno nie wszystko, co warto, to się opłaca, ale jeszcze pewniej [...] nie wszystko, co się opłaca, to jest w życiu coś warte.
Marta Kulawik
więcej: A&B 7-8/2025 – DOMY: inwestor + architekt,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B










![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)






























