Dostępność miasta kojarzy się z barierami architektonicznymi i często na nich kończy. A co z osobami, dla których największym problemem jest nadmiar bodźców?
Bycie poza domem przypomina nieco strategię przetrwania, a samo wyjście opatrzone jest masą działań. Czy aby na pewno wszystko się uda? Pierwsze przeszkody nie są aż tak wielkie, do części przyszło się przyzwyczaić. Najgorsze są niespodzianki na trasie i to, co czekać będzie za murem, na miejscu. Specjalnie został wybrany termin z najmniejszą kolejką, ale co, jeśli jednak coś się zmieniło? Dla wielu osób będzie to hiperbola, powiedzą, że znowu przesadzam. To ze mną coś jest nie tak, więc wolę siedzieć cicho i nie narzekać. Nauczono mnie, że muszę sobie jakoś poradzić.
Mimo ciągłego rozwoju i rosnącej roli technologii, miasta nadal są trudne do poruszania się. Nadmiar bodźców, nieprzewidywalne sytuacje oraz sztywne i nielogiczne ramy nie zachęcają. Przestrzenie publiczne są stresujące ze względu na ilość bodźców. Unika się zatem takich miejsc i ogranicza udział. Nie dane jest korzystać z miasta na równych zasadach.
Narzędzia cyfrowe mogą częściowo łagodzić te trudności. Miasta coraz silniej opierają się na technologiach, które mają ułatwiać codzienne funkcjonowanie mieszkańców. Aplikacje pomagające w nawigacji czy pokazujące miejsca przyjazne sensorycznie pozwalają lepiej zaplanować, gdzie i kiedy się pojawić. Problem polega jednak na tym, że wiele rozwiązań nie zmienia samego miasta, lecz przenosi odpowiedzialność na użytkownika. Zamiast poprawiać jakość przestrzeni, wskazują one głównie miejsca, których należy unikać.
Neuroróżnorodność a dostęp do przestrzeni publicznej
© archiwum AI.B
neuroróżnorodność a dostęp do przestrzeni publicznej
W doświadczeniach osób neuroróżnorodnych, czyli takich, których sposób przetwarzania informacji, odbioru bodźców i komunikacji odbiega od dominujących norm, widać, że miasto jest wręcz wrogie. Teoretycznie wiemy, że neuroróżnorodność zakłada, że różnice neurologiczne nie są brakiem ani zaburzeniem, lecz naturalną częścią ludzkiej różnorodności. A jednak miasto dla wielu jest wymagające. Nadmiar bodźców, takich jak hałas, światło czy zapachy, może prowadzić do przeciążenia sensorycznego, stresu i fizycznego dyskomfortu.
Przejmujące jest, że to właśnie w przestrzeniach publicznych, zwłaszcza w budynkach administracji publicznej, intensywność tych bodźców bywa na tyle trudna i ciężka do przewidzenia, że są to wręcz miejsca odpychające. Konieczność jednoczesnego przetwarzania wielu informacji skutecznie utrudnia koncentrację i podejmowanie decyzji i to w miejscu, które właśnie decyzyjności wymaga.
urzędy jako przestrzenie stresu i nieprzewidywalności
Wizyta w urzędzie. Na samą myśl większość z nas wzdechnie głęboko. Doświadczenie to leży gdzieś na kręgu piekielnym obok dworca w Poznaniu. A skoro neurotypowym jest trudno, co mają powiedzieć Ci, których system detekcji bodźców jest jeszcze bardziej wyostrzony? Fakt, z jednej strony są to miejsca silnie sformalizowane, o jasno określonych procedurach, z drugiej jednak każdy wie, że często panuje w nich chaos. Nieprzewidywalność czasu oczekiwania, niejasne instrukcje czy konieczność reagowania na komunikaty głosowe w i tak już hałaśliwym otoczeniu powodują napięcie i dezorientację. Problemem nawet nie jest samo czekanie, lecz brak wiedzy, ile ono potrwa i co dokładnie należy zrobić w kolejnych krokach.
Możliwość sprawdzenia informacji online, przygotowania się do wizyty czy umówienia konkretnego terminu znacząco zwiększa poczucie kontroli i przewidywalności. Dla wielu osób jest to sposób na ograniczenie czasu spędzanego w stresującym środowisku. Dostęp do jasnych instrukcji i uporządkowanych treści pozwala lepiej zrozumieć procedury i uniknąć błędów. Cyfryzacja administracji może bezpośrednio wpływać na dobrostan użytkowników.
Nie oznacza to jednak, że rozwiązania cyfrowe są wolne od problemów. Wiele systemów nadal zakłada określony sposób komunikacji i przetwarzania informacji, który odpowiada osobom neurotypowym. Złożony język, niejednoznaczne formularze czy brak informacji zwrotnej mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. A ciężar dostosowania wciąż spoczywa głównie na użytkownikach. Osoby neuroróżnorodne korzystają z różnych strategii: dokładne przygotowywanie się do wizyty czy używanie słuchawek redukujących hałas, aby poradzić sobie z wymagającym środowiskiem to norma. Technologie wspierające pomagają, ale nie rozwiązują podstawowego problemu, jakim jest niedostosowanie przestrzeni i usług do zróżnicowanych potrzeb.
Urzędy jako przestrzenie stresu i nieprzewidywalności - jak projektować je przyjazne sensorycznie
© archiwum AI.B
jak projektować urząd przyjazny sensorycznie
Mówiąc tylko o architekturze, można powiedzieć, że urząd przyjazny to zatem miejsce, które przede wszystkim ogranicza nadmiar bodźców i wprowadza przewidywalność. Oznacza to spokojniejsze, uporządkowane wnętrza, w których hałas, intensywne światło i zapachy są zredukowane do minimum. Przydałoby to się nam wszystkim. Dobrze by było, aranżować te miejsca tak, jak to nam wpajali na pierwszych semestrach nauki – trzeba wyraźnie rozdzielać strefy funkcjonalne oraz czytelnie organizować układ przestrzeni. Potem pozwala to intuicyjnie zorientować się, gdzie należy się udać. Dobrze zaprojektowana przestrzeń nie powinna zmuszać do ciągłego reagowania na nieprzewidywalne sytuacje ani do filtrowania nadmiaru informacji.
Duże znaczenie ma także sposób komunikacji. Ukochać więc trzeba wayfinding, ale i prosty język w formularzach i instrukcjach, pozbawiony żargonu. Formularze i instrukcje muszą być zaprojektowane tak, aby nie pozostawiały miejsca na interpretację. W dobie rewolucji cyfrowej dobrze by było także, aby chociaż część spraw załatwić online, móc zarezerwować wizytę czy zapoznać się z procedurą. Warunkiem jest jednak wysoka jakość i bezpieczeństwo tych narzędzi. System cyfrowy nie może być dodatkową barierą.
Najważniejszą zmianą jest jednak odejście od myślenia, że to użytkownik musi się dostosować. Urząd zaprojektowany z uwzględnieniem neuroróżnorodności zakłada różne sposoby odbioru informacji i funkcjonowania w przestrzeni. Oznacza to elastyczność, możliwość wyboru formy kontaktu oraz uwzględnienie doświadczeń samych użytkowników w procesie projektowym.
Zamiast traktować różnice poznawcze jako odstępstwo od normy, należy uwzględniać je jako jeden z wielu sposobów funkcjonowania użytkowników. To jest warunkiem pełnego uczestnictwa w życiu społecznym, prawa do miasta.



































