High czy soft tech? Bauhaus czy Montessori? O ochronie architektury z lat 90. we Francji, projektowaniu do ostatniego detalu i oddychaniu architekturą opowiada Odile Decq, francuska architektka o niezwykle wyrazistym stylu.
Odile DECQ — francuska architektka, urbanistka i wykładowczyni akademicka. Założycielka pracowni Studio Odile Decq w Paryżu i szkoły architektury Confluence Institute. Laureatka Złotego Lwa na Biennale Architektury w Wenecji (1996) i nagrody Jane Drew (2016). Autorka między innymi Banque Populaire de l'Ouest et d'Armorique, rozbudowy Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO w Rzymie oraz przebudowy wnętrz restauracji Phantom w Operze Garnier w Paryżu.
Aleksandra Nosalska: Jakiś czas temu pojawił się pomysł rozebrania siedziby banku w Rennes (Banque Populaire de l'Ouest et d'Armorique) — realizacji, która przyniosła Pani międzynarodową rozpoznawalność. Zdecydowanie wystąpiła Pani przeciw tej inicjatywie. Co przemawiało za obroną tego obiektu?
Odile Decq: Już w chwili powstania w 1990 roku, budynek trafił na pierwsze strony gazet i gościł w międzynarodowych czasopismach, uważam więc, że jest ważnym świadectwem. Tym bardziej, że niektóre jego elementy techniczne, na przykład podwieszone podwójne przeszklenie, zrealizowano po raz pierwszy na świecie. Zachowanie budynku wydawało mi się sprawą o dużym znaczeniu, innego zdania był jednak bankier, który sprzedawał swoją działkę. Chciał obiekt wyburzyć, czemu się sprzeciwiłam i przeprowadziłam międzynarodową kampanię, która cieszyła się szerokim poparciem.
siedziba Banque Populaire de l”Ouest et d”Armorique, Rennes, 1990
fot.: Stepane Couturier | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: I wygrała Pani.
Odile Decq: Tak, ale dzisiaj niemal tego żałuję. Budynek sprzedano instytucji, która poprosiła pewnego architekta o przeprowadzenie zmian. Nie jestem w pełni zadowolona z efektów jego pracy. Gdybym zdołała doprowadzić do zakwalifikowania go jako zabytek historyczny, byłby chroniony. We Francji funkcjonuje to tak, że niektóre budynki współczesne, najczęściej te w Paryżu, klasyfikuje się jako ważne, popularne. W moim przypadku to nie zadziałało, nie udało mi się wpisać budynku na listę zabytków. Złożyłam wniosek, ale procedura nie zakończyła się sukcesem. Nie pozostało mi więc nic innego, musiałam pozwolić architektowi działać. Przekazałam mu wskazówki, ale zrobił, co sam uważał za słuszne. Może byłoby inaczej, gdyby więcej osób zmobilizowało się razem ze mną. Wsparły mnie wielkie figury architektury międzynarodowej, jak Foster, Gehry, Rogers, ale niestety niewielu Francuzów. Zabrakło mi poparcia na arenie krajowej.
Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO, Rzym, 2010
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Podczas rozbudowy Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO w Rzymie (2010), zaprojektowała Pani też wnętrze budynku. Pierwszą rzeczą, nad którą Pani pracowała, były lampy, co można uznać za gest symboliczny, bo oświetlenie jest kwestią kluczową dla tego projektu. Jakiego konkretnego efektu Pani szukała?
Odile Decq: To kwestia istotna dla wszystkich budynków, ale w muzeum nabiera szczególnego charakteru. Podczas prac budowlanych, radni Rzymu zapytali mnie, czy nie zechciałabym zająć się też dizajnem i umeblowaniem. Zgodziłam się, a na myśl przyszła mi oczywiście tradycja architektów włoskich z lat 60., którzy z powodu braku zamówień angażowali się w dizajn, co przyniosło im dużą sławę. Wiele ikonicznych przedmiotów z lat 60. i 70. wyszło właśnie spod ręki architektów. Zabrałam się więc za wymyślanie różnych obiektów: stołów, krzeseł, siedzeń… Później pomyślałam sobie: dlaczego nie zaprojektować też oświetlenia? Robiłam to już w formie jarzeniówki dla banku. Wtedy to była prawdziwa jarzeniówka, przetworzona przez rzemieślnika. Wpadłam na pomysł, że tym razem zrobię z tego prawdziwą lampę. Wybrałam się na targi mebli do Mediolanu, żeby poznać producentów. Jeden z nich, Luceplan, zgodził się rozwinąć mój projekt. To bardzo szczególna lampa, świeci, ale właściwie nie oświetla, kiedy jednak ustawi się ich więcej, całą grupą, stają się jasne.
Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO, Rzym, 2010
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Gdzie znalazła swoje miejsce w muzeum?
Odile Decq: W restauracji.
Aleksandra Nosalska: A na tarasie?
Odile Decq: Były też na tarasie, ale zdjęto je podczas rearanżacji.
Aleksandra Nosalska: A w toaletach?
Odile Decq: Nie, tam zaprojektowałam specjalny przedmiot do mycia rąk.
Aleksandra Nosalska: Dla włoskiej firmy zaprojektowała Pani też klamkę do drzwi. Czy jest ona ciągle w sprzedaży?
Odile Decq: Tak, wciąż można ją kupić.
Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO, Rzym, 2010
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Fascynacja światłem jest dobrze widoczna w Pani budynkach z przezroczystych materiałów albo z materiałów przepuszczających światło. Takim przykładem jest chociażby dom ze szkła w Carantec (2006).
Odile Decq: To dom wakacyjny, doraźnie użytkowany. Należał do człowieka mającego problem ze wzrokiem. Ponieważ jego zdolność widzenia słabła, potrzebował sporo światła. Marzył mu się dom cały ze szkła. To jednak stwarzało pewien problem. Nie mógłby wtedy cieszyć się prywatnością, ponieważ jego dom był otoczony innymi budynkami. Zaproponował mi więc użycie podwójnego przeszklenia, zawierającego nanożel. Ostatecznie jednak wybraliśmy inne rozwiązanie: rodzaj sprasowanej tkaniny, która przepuszcza światło, równocześnie zapewniając izolację. Dzięki temu dom jest skąpany w naturalnym świetle, ma jednolite nasłonecznienie we wszystkich zakątkach, co nie męczy oczu.
Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO, Rzym, 2010
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Zaprojektowała Pani też Saint-Ange — rezydencję dla młodych artystów niedaleko Grenoble (2015). Skąd przyszła do Pani ta forma kompaktowej wieży, którą można porównać do łabędzia z wyciągniętą szyją?
Odile Decq: Formę wieży narzuciła działka, która jest usytuowana na wzgórzu. Właścicielka cieszyła się cudowną panoramą Grenoble i Alp, ale miejsce, gdzie miała mieścić się rezydencja nie oferowało żadnego widoku. Wymyśliłam więc coś w rodzaju peryskopu, z punktem widokowym na samej górze, skąd artyści mogą oglądać dolinę. Forma domu została skręcona, żeby ograniczyć widok na sam budynek. Wzrok przechodzi ponad drzewami i koncentruje się na pejzażu.
Muzeum Sztuki Współczesnej MACRO, Rzym, 2010
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Zauważam pewne pokrewieństwo formalne między Shanghai Information Centre (Greenland Pavilion) z 2008 roku a Tipi Ouvert, dla galerii sztuki w Bratysławie — projektem niezrealizowanym. Czy formy trójkątne ciekawiły Panią w tamtym czasie w jakiś szczególny sposób?
Odile Decq: W Bratysławie chodziło o niewielki pawilon w formie namiotu, który mógłby się otwierać i zamykać. Natomiast w Szanghaju użyłam tej formy ponownie z powodu braku czasu: miałam piętnaście dni, żeby zaproponować projekt. Dostosowałam więc wcześniejszy pomysł do innej skali. To ta sama idea, ale ze zmianami.
dom ze szkła, Carantec, 2006
fot.: Philippe Ruault | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Czy możemy uznać ten projekt za przykład „soft tech”, który określa Pani obecny kierunek?
Odile Decq: Używam tego terminu od czasu pracy nad muzeum MACRO, czyli jakieś dwadzieścia lat po budowie banku w Rennes, do którego z kolei bardziej pasuje kategoria „high tech”. W ostatnim przypadku pokazaliśmy strukturę i automatykę budynku. W MACRO zależało mi bardziej na tym, żeby środki techniczne, których użyliśmy, pozostały niewidoczne. Chciałam osiągnąć niemal magiczny efekt. „Soft tech” jest również bardzo techniczny, ale w sposób nieostentacyjny. Nie jestem pewna, czy projekt w Szanghaju wpisuje się w to podejście.
dom ze szkła, Carantec, 2006
fot.: Philippe Ruault | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Czy nurtuje Panią kwestia sztucznej inteligencji w architekturze?
Odile Decq: Przede wszystkim to narzędzie, podobne początki miały kiedyś komputery. Nie zastępuje jednostki kreatywnej, ale jej towarzyszy. Niebezpieczeństwo polega raczej na braku krytycznego dystansu. Sztuczna inteligencja zbiera dane, które już istnieją, sama w sobie nie proponuje jednak nic prawdziwie nowego. Trzeba więc zachować krytyczne spojrzenie, żeby ochronić twórczość.
rezydencja Saint-Ange, Seyssins, 2015
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Z dystansem patrzy też Pani na architekturę drewnianą. Dlaczego?
Odile Decq: Ponieważ niszczenie lasu, żeby coś zbudować nie ma sensu. Wybór materiału zależy od kontekstu miejsca, od projektu. Drewno nie jest uniwersalnym rozwiązaniem. Miało to uzasadnienie na przykład w Grenoble, ale uważam, że w mieście jest to już mniej trafione, chociażby ze względu na trwałość budynków.
rezydencja Saint-Ange, Seyssins, 2015
fot.: Roland Halbe | dzięki uprzejmości Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Na czym polega system kształcenia w Pani szkole architektury Confluence Institute? Czytając o niej, przyszło mi na myśl skojarzenie z Bauhausem…
Odile Decq: Studenci uczą się samodzielności. Ja raczej nawiązałabym do szkoły Montessori. W żadnym razie nie jest to Bauhaus, gdzie była apodyktyczna atmosfera, której zresztą towarzyszył mizoginizm.
Aleksandra Nosalska: Dlaczego?
Odile Decq: Kobiety prawie niczego tam nie uczyły, a jeśli już, ograniczano ich role do nauczycielek tkactwa lub szycia.
Shanghai Information Centre (Greenland Pavilion), Szanghaj, 2008
fot.: Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Myślałam o Bauhausie w kontekście różnorodności przedmiotów, których Pani uczy.
Odile Decq: Tak, ale architektura z samej swojej natury jest wielodyscyplinarna. Karmi się wieloma dziedzinami, artystycznymi i naukowymi.
Aleksandra Nosalska: Czy zdarza się Pani śnić o architekturze?
Odile Decq: Myślę i oddycham architekturą w każdej chwili. A swoich snów nie pamiętam, za to stale wybiegam w przyszłość, myślę o kolejnym dniu.
Shanghai Information Centre (Greenland Pavilion), Szanghaj, 2008
fot.: Odile Decq
Aleksandra Nosalska: Nad czym pracuje Pani w tej chwili?
Odile Decq: Pracujemy nad projektem włączenia audytorium w tkankę niegdysiejszego szpitala w Sienie, który datuje się na XIV stulecie. W ciągu wieków zaszło w tym miejscu wiele zmian. Obecnie trwa przebudowa tego wielopoziomowego obiektu. W planach jest muzeum i rezydencje artystyczne. My jesteśmy wciąż na etapie projektowania.
Aleksandra Nosalska: Czy to znaczy, że budowa jeszcze się nie zaczęła?
Odile Decq: Nie, na początku trzeba znaleźć na to fundusze.
Aleksandra Nosalska: Tego zatem życzę!
Odile Decq: Dziękuję.
rozmawiała: Aleksandra NOSALSKA
więcej: A&B 6/2026 – Małe i średnie miasta / Stawki architektów,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B
















































