patronat medialny A&B
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Dyrektywa Green Claims i koniec walki z greenwashingiem w UE?

18 sierpnia '26

Dyrektywa o „zielonych roszczeniach (deklaracjach)” (Green Claims Directive, GCD) miała wprowadzić w Unii Europejskiej jednolite zasady udowadniania, komunikowania i weryfikacji dobrowolnych zapewnień ekologicznych firm skierowanych do konsumentów. Jej cele to zwiększenie wiarygodności roszczeń środowiskowych, ochrona konsumentów przed „ekościemą” (greenwashing) oraz stworzenie jednakowych reguł konkurencji na jednolitym rynku. Dyrektywa przewidywała między innymi obowiązek opracowania oceny cyklu życia produktu (LCA), obowiązek podania źródeł i danych (w tym na przykład udziału offsetów w roszczeniach klimatycznych), a także weryfikację roszczeń przez akredytowane podmioty (certyfikat zgodności). Ponadto wprowadzałaby minimalne wymagania dla państwowych i prywatnych schematów etykietowania środowiskowego.

Krzysztof MIELICKI — architekt krajobrazu z wieloletnim doświadczeniem w zielonej branży. W swojej pracy kładzie nacisk na szukanie kompromisu pomiędzy interesami ludzi i dobrostanem przyrody. Jako dziennikarz porusza tematykę związaną z ochroną środowiska, urbanistyką i trendami architektury krajobrazu.


Proces legislacyjny GCD był zaawansowany: propozycja Komisji (COM[2023]166) pojawiła się w marcu 2023 roku. Parlament przyjął stanowisko 1. czytania, rozpoczęto rokowania wielostronne, lecz w czerwcu 2025 roku Komisja sygnalizowała zamiar wycofania projektu. Stało się to pod wpływem grup politycznych krytykujących złożoność przepisów. Obecnie proces jest zawieszony, lecz nieformalne negocjacje pod auspicjami kolejnych prezydencji mogą być nadal prowadzone. Warto przypomnieć, że w tym czasie weszła w życie dyrektywa Empowering Consumers for the Green Transition (2024/825) nakładająca między innymi zakazy ogólnikowych deklaracji i informacje o offsetach (wdrażana do września 2026 roku). Istnieją więc już ramy prawne (Prawo dotyczące nieuczciwych praktyk handlowych [UCPD], nowe przepisy konsumenckie) zwalczające niektóre formy greenwashingu, jednak nadal brakuje ­poświęconej temu spójnej normy unijnej.


tło prawne i główne założenia dyrektywy


Dyrektywa (projekt COM[2023]166, Directive on substantiation and communication of explicit environmental claims) miała objąć dobrowolne deklaracje środowiskowe (tzw. zielone roszczenia) formułowane przez przedsiębiorców w relacjach B2C i dotyczące produktu, usługi lub samego przedsiębiorstwa. Obejmują one każde oświadczenie w formie słownej, obrazowej, symbolicznej czy liczbowej sugerujące pozytywny wpływ na środowisko, mniejszą szkodliwość lub poprawę wcześniejszego stanu. Zakres wyłączał roszczenia już uregulowane innymi aktami UE (np. obowiązki wynikające z Ekolabel, EMAS czy wymogów taksonomii klimatycznej). Określono je jako explicit (jawne/wyraźne) w przeciwieństwie do nieświadomych czy kontekstowych przesłań. Dyrektywa miałaby zastosowanie dopiero po uzyskaniu certyfikatu zgodności. Bez takiego dokumentu przedsiębiorca nie mógłby publicznie użyć zielonego oznaczenia.


podstawa prawna

Podstawą przyjęcia jest artykuł 114 Traktatu o funkcjonowaniu UE (ochrona rynku wewnętrznego). W uzasadnieniu projekt uznaje, że wewnątrz unijnego rynku panuje chaos certyfikacyjny: około 230 różnych etykiet środowiskowych i 100 zielonych etykiet energetycznych funkcjonuje przy niskiej spójności. Komisja wskazuje, że brak harmonizacji prowadzi do zjawiska „dzikiego zachodu” zielonych twierdzeń, osłabia zaufanie konsumentów i kompetentnych organów oraz daje przewagę firmom stosującym chwytliwe slogany „eko” bez pokrycia. Celami dyrektywy są zatem: zwiększenie ochrony środowiska, przyspieszenie transformacji ekologicznej, ochrona konsumentów, ułatwienie świadomego wyboru i budowa jednorodnego rynku dla produktów ekologicznych.


harmonogram wdrożenia (projektowany)

Projekt przewidywał przyjęcie ustawy wdrożeniowej przez państwa w ciągu około osiemnastu miesięcy od publikacji aktu (zaś wejście w życie po dwudziestu czterech miesiącach). Zatem faktyczne wdrożenie i egzekwowanie GCD mogły się odbyć kilka lat od daty publikacji, czyli najwcześniej w drugiej połowie 2026 lub w 2027 roku, przy założeniu zakończenia procedury legislacyjnej jeszcze w 2025 roku. Obecny status można ująć tak: zgodnie z komunikatami Komisji legislacja została „zawieszona”, a jej ­przyszłość jest niepewna.

fot.: Krzysztof Mielicki

pozytywne aspekty dyrektywy


1. Harmonizacja unijnego rynku i zaufanie konsumentów. Głównym atutem GCD jest stworzenie wspólnych, wysokich standardów dla wszystkich firm działających w UE. Obecnie konsumenci mają do czynienia z licznymi etykietami i sloganami ekologicznymi o różnych zakresach i metodach oceny (np. stosowanych przez organizacje branżowe czy państwa). Standaryzacja częściowo eliminuje chaos informacyjny. Dzięki jednolitym kryteriom (np. obowiązkowi LCA, wymogowi wskazania źródeł emisji) łatwiej będzie konsumentom porównywać produkty z różnych krajów UE i ufać oznaczeniom. Większa przejrzystość i spójność etykiet środowiskowych (EU Ecolabel itp.) zmniejsza ryzyko „pomyłek” między znakami. To zmiana na korzyść rynków unijnych. Pośrednio sprzyja harmonizacji danych: producenci będą musieli prowadzić szczegółowe analizy środowiskowe (LCA/PEF) w ustandaryzowanym formacie, co może się przyczynić do rozwoju branżowych baz danych i ułatwienia wzajemnej ­weryfikacji między państwami.


2. Wzmocnienie konkurencji na zasadach ekologicznej uczciwości. Pozioma regulacja GCD tworzy „poziomą płaszczyznę gry” dla przedsiębiorców. Firmy rzeczywiście inwestujące w poprawę jakości ekologicznej produktów zyskują przewagę konkurencyjną nad tymi, które opierają się na czysto marketingowych hasłach. Pewność konsumenta, że „zielone” oznacza coś udowodnionego naukowo zwiększa wartość rynkową prawdziwie zielonych produktów. Co więcej, dyrektywa promuje innowacyjne prośrodowiskowe przedsiębiorstwa. Te, aby uzyskać certyfikat zgodności, będą musiały wdrażać nowe technologie i procesy (np. poprawiać efektywność, używać bardziej ekologicznych materiałów) i udowodnić to w dokumentacji LCA. Oczekuje się, że podwyższenie wiarygodności rynku ekologicznego przyczyni się do wzrostu popytu na produkty przyjazne środowisku (spadek obaw ­konsumentów przed pułapką marketingową).


3. Mechanizmy egzekwowania i kontrola. GCD wprowadza kompleksowe narzędzia nadzoru. Po pierwsze, weryfikacja ex ante roszczeń przez jednostkę certyfikującą oznacza, że potencjalnie błędne lub fałszywe oświadczenia zostaną wychwycone, zanim trafią do reklamy czy oznakowania. Daje to organom nadzoru pewność, że każdy deklarujący „już przeszedł kontrolę”. Po drugie, powołanie krajowych organów ds. roszczeń środowiskowych (wraz z uprawnieniami do kontroli dokumentów, złożenia wniosków i przeprowadzania postępowań) wzmacnia ściganie greenwashingu na poziomie wykonawczym. Kraje mogłyby specjalizować zespoły urzędników, na przykład w UOKiK czy odpowiednikach (co już w Polsce ma miejsce: spółkom Bolt, Zara, Tchibo postawiono niedawno zarzuty greenwashingu i grożą im kary rzędu do 10 procent obrotu za każdą zakwestionowaną praktykę). Dyrektywa zobowiązuje też do skutecznych sankcji finansowych. Możliwość konfiskaty przychodów z danej linii produktów i czasowe wykluczenie z udziału w zamówieniach publicznych dodatkowo wzmacniają wymiar odstraszający. Warto podkreślić, że system certyfikacji funkcjonowałby w całej UE na podobnych zasadach, co umożliwiłoby szybką interwencję w całej wspólnocie w przypadku wykrycia nadużyć jednego podmiotu. Zapis art. 15 nakłada na władze publiczne także obowiązek regularnej kontroli rynku i publikacji raportów, co zwiększa ­transparentność działań nadzorczych.


4. Korzyści dla innowacji i ochrony środowiska. Dzięki jednolitym regulacjom dyrektywa może przyspieszyć wdrażanie metodologii środowiskowych (PEF/OEF) i innych narzędzi (ISO 140xx) w praktyce biznesowej. Wymóg corocznego aktualizowania danych lub przeglądu metodologii co pięć lat stwarza zachętę do ciągłego doskonalenia produktów i procesów. Firmy uzyskują ramy do samodzielnego raportowania wpływów środowiskowych, które mogą wykorzystywać także w strategiach CSR. Pośrednio GCD wpływa pozytywnie na cele klimatyczne UE: precyzyjne zakazy niedokładnych twierdzeń (szczególnie klimatycznych) mogą skłaniać do faktycznych redukcji gazów cieplarnianych zamiast polegania na offsetach. Dodatkowo wprowadzenie standardów dla etykiet środowiskowych sprzyja powstawaniu nowych, ambitnych programów certyfikacyjnych zgodnych z unijnym ekoprotokołem.

fot.: Krzysztof Mielicki

negatywne aspekty i ograniczenia dyrektywy


1. Złożoność i koszty wdrożenia. Krytycy komentowali, że GCD nakłada na przedsiębiorców wysokie wymagania proceduralne. Na przykład konieczność przeprowadzenia pełnej oceny cyklu życia (LCA) i przygotowania rozbudowanej dokumentacji może być skomplikowana, zwłaszcza dla mniejszych firm, które nie dysponują zespołami badawczymi czy specjalistami ds. środowiska. Wątpliwości budzi postulat stworzenia uproszczonych procedur, jednak nie był on w projekcie wystarczająco rozwinięty. Kancelarie prawne i branża ostrzegały przed greenhushingiem: gdy przedsiębiorstwo musi przedstawić deklarację do jednostki weryfikującej przed wdrożeniem, marketing zostaje spowolniony: średni czas weryfikacji oceniano na trzydzieści–dziewięćdziesiąt dni. Jeśli proces jest kosztowny lub długi firma może zrezygnować z promowania pewnych zielonych działań. Organizacje branżowe wskazują, że pełna certyfikacja może być dla przedsiębiorcy obciążeniem finansowym nawet rzędu dziesiątek tysięcy euro (koszty audytu, zatrudnienia ekspertów, opłaty akredytacyjne). W warunkach trudnej koniunktury gospodarczej i obciążenia administracyjnego taki wymóg wzbudza obawy o zduszenie innowacyjności i elastyczności marketingu (EPP, Europejska Partia Ludowa nazwała to nadmierną biurokracją).


2. Luki i sprzeczności z istniejącymi regulacjami. Choć GCD uzupełnia UCPD (Dyrektywa dot. nieuczciwych praktyk handlowych) i EmpCo (Empowering Consumers), pojawiają się niejasności. UCPD (dyrektywa 2005/29/WE) już zakazuje wprowadzających w błąd praktyk reklamowych; w praktyce dotyczy dowolnego fałszywego przekazu (w tym eko). Podnoszono, że brak jest luki, którą GCD musiałby wypełniać, bo organy mogą już karać za greenwashing na podstawie obecnego prawa konsumenckiego. Ponadto EmpCo już wprowadza zakaz nieudokumentowanych twierdzeń (nie wolno używać ogólnych ekologicznych sloganów bez potwierdzenia rzetelnymi wynikami badań środowiskowych). GCD miałby działać jako lex specialis, ale istniałoby ryzyko nakładania się z ECP lub splątania procedur (np. dwa niezależne systemy sankcji). Krytycy wskazują też, że dyrektywa wyłącza spod swoich przepisów twierdzenia B2B, a tymczasem spora część marketingu ekologicznego odbywa się „pomiędzy przedsiębiorstwami” (B2B), na przykład w ­łańcuchach dostaw.


3. Niepełne pokrycie offsetów i roszczeń klimatycznych. GCD w projekcie dopuszcza stosowanie offsetów: przedsiębiorstwo musi wprawdzie raportować, jaka część redukcji wynika z offsetów, a jaka z własnych działań, ale nadal uznaje się roszczenie klimatyczne oparte na offsetowaniu za dozwolone. To budzi sprzeciw ekspertów i naukowców; według wytycznych IPCC do netto-zero powinno się przyjmować wyłącznie fizyczne usuwanie CO₂, nie zaś redukcje pochodne czy certyfikaty zalesień. GCD nie zakazywała offsetowania realizowanego przez redukcję w innej firmie; w domyśle pozwalała traktować cały ślad węglowy (poza przypadającym na emisje własne) jako „zredukowany”. To może być postrzegane jako luka prawna: firmy mogą dalej chwalić się „neutralnością klimatyczną”, rozwijając się na kupowanych offsetach bez ograniczeń co do jakości produktów. Branżowe i NGO-owskie analizy (np. Carbon Gap) podkreślają, że projekt nie zmusza do podawania rodzaju wykorzystywanych offsetów (nieistotne czy to redukcje, czy usuwanie), co ich zdaniem ogranicza skuteczność walki z greenwashingiem klimatycznym.


4. Ryzyko greenhushingu i efekt paraliżu. Złożoność procedur może skłaniać firmy do unikania komunikowania swoich, nawet skutecznych i uczciwych, działań prośrodowiskowych. Podczas negocjacji Parlamentu zgłaszano wątpliwości: dlaczego przedsiębiorcy mieliby ujawniać jakiekolwiek swoje dane środowiskowe, skoro wiąże się to z urzędniczym, żmudnym procesem? Redakcje ekspertów przestrzegają, że nadmierna restrykcyjność może zatrzymać inicjatywy CSR: firmy wolą nic nie mówić, niż ryzykować wielomiesięczne procedury dla jednorazowego hasła reklamowego. Już w 2025 roku politycy (głównie EPP) argumentowali, że dyrektywa zagraża konkurencyjności poprzez „­nadmierną procedurę weryfikacyjną”.


5. Koszty i otwarte pytania interpretacyjne. Wdrażanie GCD oznaczałoby dla przedsiębiorstw spore nakłady: tworzenie dokumentacji środowiskowej, zatrudnianie ekspertów, opłaty za audyty. Szczególnie uciążliwe mogłyby być koszty formalnych raportów i certyfikatów. Proces legislacyjny przewidział pewne ułatwienia dla mikrofirm (brak obowiązku weryfikacji, chyba że chcą certyfikatu), ale małe firmy nadal byłyby objęte wieloma obowiązkami (informowania, analizy). Pojawiają się też pytania co do zakresu „jawności informacji”: art. 5(6) pozwala zachować poufność niektórych danych (tajemnice handlowe), co może ograniczać ­przejrzystość danych środowiskowych.


6. Ryzyka prawne i wykonawcze. Praktyczna egzekucja dyrektywy stanowi wyzwanie: konieczne byłoby powołanie i przeszkolenie organów, ustalenie procedur weryfikacji, procedur sprawdzania certyfikatów między państwami. W razie rozbieżności między prawem krajowym a dyrektywą może pojawić się ryzyko sporów sądowych (np. firm odmawiających certyfikacji). Dotychczas nie powstało orzecznictwo dotyczące GCD, więc jej zapisy mogłyby być przedmiotem interpretacji (np. co uznać za „zaufanie naukowe” użyte w dyrektywie). Ostatecznie potencjalne „wady” dyrektywy w aspekcie greenwashingu sprowadzają się głównie do zalążków procedur i nadzoru; w krytycznych opiniach zwracano uwagę, że nawet bez GCD istnieje już skuteczna rama prawna (UCPD, UOKiK, nowa dyrektywa EmpCo) do zwalczania ekościemy. Główny zarzut to jednak przesadne skomplikowanie procedur i ­dodatkowe, budzące ­wątpliwości koszty.

fot.: Krzysztof Mielicki

ocena ryzyka i scenariusze rozwoju sytuacji


scenariusz optymistyczny
(przyjęcie dyrektywy w poprawionej formie)


Po negocjacjach uzyskuje się kompromis: złagodzone procedury (np. uproszczona certyfikacja) oraz dodatkowe gwarancje dla konsumentów (zakaz offsetów przy klimatycznych twierdzeniach). Dyrektywa wchodzi w życie do końca 2026 roku. W ciągu kilku lat wspólny system weryfikacji działa efektywnie. Konsumenci zyskują pewność, że w mediach i na opakowaniach widzą tylko zweryfikowane deklaracje. Znacząco spada rzeczywisty odsetek niezweryfikowanych twierdzeń ekologicznych. Firmy zyskują też jasność reguł, co przyciąga zielone inwestycje (np. więcej środków na prace badawczo-rozwojowe, bo rynek premiuje ekologiczne innowacje). Zielone produkty stają się standardem, a greenwashing zostaje zredukowany do pojedynczych i szybko karanych przypadków.


scenariusz pesymistyczny
(brak dyrektywy/uwolnienie rynku)


Projekt zostaje definitywnie odrzucony lub odłożony na lata. Politycy mają inne priorytety i nie wrócą do GCD w krótkim czasie. Wówczas pozostają jedynie ogólne przepisy UCPD i EmpCo. Rezultatem jest większa niejawność: firmy dalej używają nieprecyzyjnych etykiet („eko”, „zeroemisyjne”) bez obaw przed certyfikacją, bo wymogi są luźno sformułowane. Greenwashing może się nasilić, gdyż brakuje silnego hamulca legislacyjnego. Jednocześnie działania w skali krajowej mogą być niespójne. Państwa wprowadzą własne standardy, co pogłębi fragmentację rynku. Konsumentom trudniej będzie porównywać towary z innych krajów. W najgorszym razie wzrośnie sceptycyzm. Badania socjologiczne wskazują, że wysoki odsetek niezweryfikowanych deklaracji (76 procent produktów z zielonym hasłem, z czego 50 procent mylnych w UE) prowadzi do spadku zaufania. Bez realnych zmian przewiduje się powstanie trendu „czytam etykiety z nadzieją na prawdę”, a to tylko osłabi rynek produktów „eko”.


scenariusz prawdopodobny
(częściowe poprawki i umiarkowane wdrożenie)


Część przepisów dyrektywy może zostać przyjęta w okrojonym kształcie lub w formie bardziej elastycznej (np. rozdzielenie offsetów do nowego załącznika, łagodniejszy tryb certyfikacji). EmpCo plus egzekucja UCPD najprawdopodobniej ograniczy najdrastyczniejsze nadużycia. W rezultacie odsetek „ekościem” może spaść, ale nadal możliwe będzie kreatywne marketingowo mijanie się z prawdą. Brak zaś globalnej normy oznacza, że regionalne różnice się utrzymają. Możliwe, że Komisja wycofa formalnie GCD, ale równocześnie z czasem rozszerzy działania poprzez organy antymonopolowe (np. wskazywanie wymogów w nowej Dyrektywie Parlamentu Europejskiego i Rady [UE] 2026/470, znanej pod nazwą Omnibus I, została ­opublikowana 26 lutego 2026 roku).


Zawieszenie prac nad dyrektywą Green Claims jest istotnym punktem zwrotnym w systemowej walce z greenwashingiem, szczególnie z perspektywy środowisk projektowych i inżynierskich, które funkcjonują na styku deklaracji środowiskowych i materialnej realizacji inwestycji. Dla architektów, urbanistów, inżynierów budownictwa, architektów krajobrazu oraz planistów przestrzennych oznacza to nie tylko opóźnienie w standaryzacji komunikacji ekologicznej, lecz także utrzymanie stanu niejednoznaczności regulacyjnej, podtrzymywanie asymetrii informacyjnej i rozmycie odpowiedzialności za jakość danych środowiskowych.


Projektowana dyrektywa Green Claims miała wprowadzić jednolite zasady formułowania i weryfikacji deklaracji środowiskowych, w tym obowiązek ich naukowego uzasadnienia, transparentności metodologicznej oraz niezależnej certyfikacji. Jej zawieszenie powoduje, że rynek nadal opiera się na rozproszonych i często niespójnych systemach oceny: od dobrowolnych certyfikacji budynków (takich jak BREEAM czy LEED), przez deklaracje środowiskowe produktów (EPD), po wewnętrzne standardy korporacyjne. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której projektanci i inżynierowie muszą samodzielnie oceniać wiarygodność dostarczanych danych, co zwiększa ryzyko zarówno nieświadomego greenwashingu, jak i błędnych decyzji projektowych.

fot.: Krzysztof Mielicki

Z punktu widzenia procesu inwestycyjnego szczególnie problematyczny jest brak jednolitych kryteriów dotyczących „zielonych” materiałów i technologii. Współczesne projektowanie coraz częściej bazuje na analizach cyklu życia (LCA), śladzie węglowym czy wskaźnikach zużycia zasobów, jednak bez spójnych ram prawnych dla ich interpretacji i weryfikacji dane te mogą być prezentowane selektywnie lub na podstawie nieporównywalnych metodologii. W rezultacie inwestorzy i projektanci operują na informacjach, które pozornie wskazują na wysoką efektywność środowiskową, lecz w rzeczywistości nie oddają pełnego wpływu inwestycji. Dla urbanistów i planistów przestrzennych konsekwencje są równie istotne. Współczesne strategie rozwoju miast opierają się na ambitnych celach klimatycznych, takich jak neutralność emisyjna czy zwiększenie odporności na zmiany klimatu. Brak wiarygodnych narzędzi do oceny „zieloności” projektów może prowadzić do sytuacji, w których decyzje planistyczne są podejmowane na podstawie deklaracji marketingowych, a nie rzetelnych danych. W dłuższej perspektywie grozi to utrwaleniem rozwiązań o niskiej efektywności środowiskowej, mimo ich „zielonego” wizerunku. Architekci krajobrazu mierzą się dodatkowo z problemem jakości rozwiązań bazujących na naturze (Nature-based Solutions, NbS). W warunkach braku standardów weryfikacyjnych istnieje ryzyko, że projekty zielonej infrastruktury będą sprowadzane do powierzchownych interwencji — atrakcyjnych wizualnie, lecz nieefektywnych pod względem retencji wody, poprawy mikroklimatu czy wspierania bioróżnorodności. Greenwashing w tym obszarze jest szczególnie trudny do wykrycia, ponieważ operuje na estetyce „zieloności”, a nie na mierzalnych parametrach.


Zawieszenie dyrektywy nie oznacza całkowitego braku regulacji. Wciąż funkcjonują inne instrumenty prawne, takie jak przepisy dotyczące nieuczciwych praktyk handlowych czy rozwijana taksonomia zrównoważonych inwestycji. Jednak ich zakres jest ograniczony i nie odpowiada wprost na problem jakości oraz weryfikowalności oświadczeń środowiskowych. Powstaje więc luka regulacyjna, szczególnie dotkliwa dla sektora budownictwa, który odpowiada za znaczną część emisji gazów cieplarnianych i zużycia zasobów w Europie. W tej sytuacji rośnie znaczenie kompetencji eksperckich po stronie projektantów i inżynierów. Umiejętność krytycznej analizy danych środowiskowych, znajomość metodologii LCA, zdolność interpretacji deklaracji EPD i oceny wiarygodności certyfikacji stają się kluczowe w codziennej praktyce zawodowej. Jednocześnie można się spodziewać wzrostu roli inicjatyw branżowych i oddolnych standardów, które będą próbowały wypełnić lukę regulacyjną poprzez samoregulację i promowanie dobrych praktyk. Paradoksalnie, zawieszenie prac nad dyrektywą może również wzmocnić refleksję etyczną w środowisku projektowym. W obliczu braku jednoznacznych regulacji odpowiedzialność za rzetelność deklaracji środowiskowych przesuwa się z poziomu instytucjonalnego na poziom indywidualny i branżowy. Dla niektórych praktyków może się to stać impulsem do bardziej rygorystycznego podejścia do projektowania zrównoważonego, opartego nie na marketingu, lecz na mierzalnych efektach środowiskowych.


Podsumowując, zawieszenie dyrektywy Green Claims spowalnia proces systemowego ograniczania greenwashingu w Unii Europejskiej i utrwala stan niejednoznaczności regulacyjnej. Dla architektów, urbanistów, inżynierów i planistów oznacza to konieczność działania w warunkach zwiększonej niepewności, ale jednocześnie stwarza przestrzeń do wzmocnienia profesjonalnych standardów, metodologii oceny i etyki zawodowej. W dłuższej perspektywie to właśnie jakość tych praktyk może się okazać kluczowa dla realnej transformacji sektora budownictwa w kierunku ­zrównoważonego rozwoju.

Krzysztof MIELICKI

więcej: A&B 6/2026 – Małe i średnie miasta / Stawki architektów,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Robert Konieczny „Architektura to moja pasja totalna — szczerze o pieniądzach i zajeżdżaniu się”
SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE