„Ponieważ każde miejsce, nad którym pracuję, otrzymuję od miasta, w zamian muszę coś miastu zaoferować”. O materialności architektury, roli piątej elewacji, przyszłości budowania w miejskiej tkance i o tym, jak tworzyć przestrzenie piękne i inkluzywne z francuską architektką Manuelle Gautrand rozmawia Aleksandra Nosalska.
Manuelle GAUTRAND — francuska architektka, urodzona w 1961 roku. Od 1991 roku prowadzi biuro projektowe Manuelle Gautrand Architecture z siedzibą w Paryżu. Jej ikoniczne realizacje to: salon Citroën na Champs-Élysées w Paryżu (2007), rozbudowa Muzeum Sztuki Współczesnej w Lille (2010), Forum w Saint-Louis (2015), Belaroïa w Montpellier (2019), Biblioteka i Centrum Kultury w Parramatcie niedaleko Sydney (2023), rozbudowa Brädstapeln w Sztokholmie (2023), Tirana Jardins w Albanii (2025). Obecnie pracuje nad kolejnym budynkiem dla Albanii: Upper East Tirana. W 2017 roku zdobyła nagrodę European Prize for Architecture.
Aleksandra Nosalska: Studiowała Pani w Montpellier, a pochodzi z Marsylii. Czy miejsca Pani młodości i dojrzewania oraz częste w tamtym czasie podróże do Włoch w jakimś stopniu ukształtowały Pani spojrzenie na architekturę?
Manuelle Gautrand: Przyznaję, że moja wrażliwość na ruch Słońca na niebie i na zmieniające się światło, które jest wynikiem tej wędrówki, wywodzi się stąd, że miałam szansę żyć w klimacie śródziemnomorskim. Tam światło jest mocne i surowe, czasami bardzo twarde i oślepiające, wzmacnia kolory i tworzy kontrasty. Ten morski klimat bywa też dosyć chłodny, co nasila nadmorski wiatr. Zapadło mi to głęboko w pamięć. Mam świadomość, że dzieciństwo odcisnęło we mnie ślad i wpłynęło na moją działalność architektoniczną. Każdy projekt zaczynam od odwiedzenia miejsca: bardzo lubię analizować i doświadczać go w sposób fizyczny, co poszerza wrażliwość. Dzięki temu można stworzyć projekt o wiele bardziej wyrazisty, wyrastający z kontekstu, zakotwiczony w miejscu, dla którego powstaje. To dla mnie ważne, żeby zakorzenić architekturę. A kontekst to nie tylko geografia, ale też historia i kultura, które nas poprzedziły, to również światło, atmosfera. Bardzo lubię słowo „atmosfera”, bo odsyła do czegoś bardzo subiektywnego.
Forum w Saint-Louis, Francja, 2010–2015
fot.: Guillaume Guerin
Aleksandra Nosalska: Jeśli mogłabym wskazać najbardziej charakterystyczne cechy Pani projektów, powiedziałabym: kolor, bryła i fasada. Te trzy elementy są widoczne w Forum w Saint-Louis.
Manuelle Gautrand: Ja widzę pewne podobieństwo do góry lodowej: pierwsze wrażenie rzeczywiście dotyczy wyglądu, materiału i koloru. Ale zaraz wszystko to, co jest pod wodą, niczym zasłonięta twarz, wyłania się spod lodowca. Coś, czego nie widzimy od razu, ale czego się domyślamy i na bieżąco zaczynamy rozumieć. Przychodzi, kiedy zwracamy uwagę na specyfikę miejsca, kontekstu, a potem projektu. W przypadku realizacji w Saint-Louis istotne jest, że to budynek kulturalny i sportowy. Projektowałam go tak, jakby był rozciągającym się pudełkiem na narzędzia, z którego wszyscy mogą skorzystać. Musi pomieścić występy i spektakle teatralne, targi, wydarzenia kulturalne i sportowe, zawody, również te wysokiego szczebla. To też sala spotkań, ślubów i uroczystych bankietów.
widok z zewnątrz i wnętrze Biblioteki i Centrum Kultury w Parramatcie, Australia, 2016–2023
fot.: Sara Vita
Moim zdaniem obiekt kulturalny tego typu powinien mieć charakter ikoniczny i być łatwo rozpoznawalny. Musi być punktem orientacyjnym, miejscem spotkań, odwoływać się do pamięci zbiorowej. Żeby stać się ikoną, jego bryła powinna być prosta i zarazem wyrazista, a forma jednorodna zarówno pod względem skali, jak i materiału. Ikona powinna być silnie związana z kontekstem, wyłaniać się z miejsca, z jego historii oraz we współczesny i twórczy sposób stanowić ich przedłużenie. W przypadku tego projektu bardzo głęboko weszłam w historię. Budynek został wszczepiony w dawną dzielnicę przemysłową wypełnioną wielkimi bryłami z cegły z dwuspadowymi dachami; dziś jest ich już tylko kilka. Nasz projekt reinterpretuje tę industrialną przeszłość głęboko obecną w pamięci mieszkańców, ale tym razem w niecodzienny i pełen wrażliwości sposób: są w nim obecne duże bryły i pofałdowane dachy, jednak cegłę zastąpiliśmy starannie zaprojektowanym materiałem z rozciągniętej blachy pokrytej powłoką w kolorze miedzi, ciepłym i lekko metalicznym.
Aleksandra Nosalska: Mocno zarysowana bryła i ażurowe elewacje wyróżniają też Muzeum Sztuki Współczesnej w Lille, rozbudowane według Pani zamysłu. Jakim wyzwaniom musiała Pani sprostać w trakcie tej realizacji?
Manuelle Gautrand: Materialność budynku jest dla mnie zawsze bardzo ważna. Uważam, że budynek często pełni w mieście funkcję znaku rozpoznawczego. Dobrze widoczny, już z daleka przyciąga naszą uwagę, w rezultacie miasto rozwija się wokół charakterystycznych dla siebie punktów. Lubię tworzyć interesujące formy, które przyciągają spojrzenie przechodniów i wywołują w nich silne, pierwsze wrażenie. Lubię też, kiedy widok z bliska powoduje wprawdzie odmienne, ale równie silne emocje, związane z materiałem, teksturą i pewną formą przejrzystości.
W przypadku Saint-Louis udało się nam znaleźć przepiękny materiał, który zawiera przezroczysty werniks i drobinki miedzi, co daje połyskujący efekt, który zmienia się w ciągu dnia: raz jest jaśniejszy, raz ciemniejszy, w zależności od oświetlenia. To prosty, a zarazem wyrafinowany materiał. Nieco podobnie jest w Lille — cały budynek jest pokryty szlachetnym betonem, delikatnym jak jedwab, czasem wylewanym na miejscu, czasem prefabrykowanym. Na każdej z betonowych płaszczyzn przewija się motyw, to w formie reliefu (wgłębień), to w formie perforacji betonu uzbrojonego, tworzący duże maszrabije usytuowane tuż przed przeszklonymi otworami w murze. Niczym koronka z betonu, która filtruje i załamuje światło. Właściwie to praca nad ciągłością materii, ale równocześnie nad jej dwoma formami. Całe to bogactwo elewacji w Lille jest rezultatem pracy nad budynkiem już istniejącym: architektury z dużych ceglanych partii, nakrytej prefabrykowanym betonem, który stał się właściwie łącznikiem między dwiema epokami i dwiema architekturami.
widok z zewnątrz i wnętrze Biblioteki i Centrum Kultury w Parramatcie, Australia, 2016–2023
fot.: Brett Boardman
Aleksandra Nosalska: Jest Pani autorką przebudowy urzędu miejskiego w Parramatcie i przylegającej do niej biblioteki, wybudowanej od początku. Jak forma obiektu wraz z imponującym dachem odpowiadają na program i potrzeby użytkowników?
Manuelle Gautrand: Mówimy o bardzo dynamicznej gminie położonej na obrzeżach Sydney, o trochę uniwersyteckim, a trochę biurowym charakterze. Niewiele tu budynków historycznych, za to w tej szybko rozrastającej się miejscowości wznosi się sporo wieżowców. Celem konkursu było stworzenie prawdziwego centrum. Dla burmistrza Parramatty ważne były centralizacja i tożsamość tego przedmieścia Sydney: projekt miał się stać wizytówką miasta. Moim zdaniem, z punktu widzenia architektki z Europy, centralizacja bierze swój początek w aranżacji przestrzeni publicznej, placów, później dopiero powstają otaczające je budynki.
Mój projekt od początku zawierał propozycję biblioteki, ale również usytuowanej poniżej przestrzeni publicznej, jedno wiąże się z drugim i wspólnie wybrzmiewa. To był podwójny projekt: architektury, która podkreśla walory placu, oraz placu, który akcentuje atuty architektury. Wyobraziłam sobie plac pełen słońca niezależnie od pory roku, pomimo południowego położenia względem budynku, co powodowało, że niemal bez przerwy był zacieniony (jesteśmy na półkuli południowej). W naszym biurze badaliśmy całoroczną wędrówkę słońca, żeby określić dużą krzywą kierunkową, nachyloną z północy na południe, która spada w stronę placu.
Skala obiektu wynikała z ograniczeń, które sami sobie narzuciliśmy, chcąc pozostać poniżej wspomnianej wielkiej krzywej, dzięki czemu o każdej porze roku słońce niemal styka się z płaszczyzną dachu, a plac jest skąpany w świetle. Intensywnie pracowaliśmy nad wzbogaceniem wnętrza, zrobiliśmy coś w rodzaju wielkiej promenady idącej ku górze od poziomu placu. Ludzie zaczynają spacer w niższej części budynku, gdzie są otwarte przestrzenie, kawiarnie, miejsca spotkań i pierwsza czytelnia. W miarę wznoszenia się promenady, pomieszczenia stają się coraz bardziej kameralne: są tu czytelnie poprzedzielane atelier dla dzieci, mediateką, salą wystawową i amfiteatrem. Górna część mieści przestrzenie mniej dostępne, jak sala rady miejskiej i biura jej przedstawicieli.
restauracja i rozbudowa budynku Brädstapeln w Sztokholmie, Szwecja, 2017–2023
© MGA
Aleksandra Nosalska: Jaka była Pani myśl przewodnia podczas restauracji i rozbudowy budynku Brädstapeln w Sztokholmie?
Manuelle Gautrand: Ogromne znaczenie ma dla mnie piąta elewacja, co bierze się stąd, że zawsze wybiegam w przyszłość: miasta europejskie będą się zagęszczać i być może na to, co teraz oddajemy niebu, pewnego dnia będą patrzeć mieszkańcy, którzy pójdą wyżej od nas. Zadaszenia muszą być więc równie piękne jak elewacje. Nie lubię terminu „fasada” ani „elewacja tylna”. Dach, który zaprojektowaliśmy w Sztokholmie, jest przełamany małymi wgłębionymi tarasami, z których roztaczają się wspaniałe widoki. Stworzyliśmy przestrzeń, która pośredniczy między budynkiem istniejącym a naszą nadbudową, przestrzeń, która jest wielką szklarnią, miejscem wytchnienia, gdzie można przyjść na kawę, gdzie znajdują się sale spotkań i coworkingu. Jest ona też subtelnym sposobem zestawienia dwóch architektur: historycznej i współczesnej.
Lubię myśleć, że miasto to miejsce o wielu warstwach, gdzie mieszkaniec dzielnicy, niekoniecznie tylko lokator budynku, może za darmo skorzystać z jego dachu. To zadaszenie cechuje duże zróżnicowanie formalne: jego duże, pomarszczone płaszczyzny stapiają się ze szwedzkim horyzontem. Naszym celem było zagęszczenie istniejącej zabudowy przy renowacji istniejącego budynku. Podwyższenie przyniosło mu drugą młodość, teraz wpisuje się w kontekst miejsca lepiej niż poprzednio.
budynek mieszkalno-hotelowo-usługowy Belaroïa w Montpellier, Francja, 2013–2019
fot.: Luc Boegly
Aleksandra Nosalska: W jaki sposób, na trójkątnej i dość wąskiej działce w Montpellier zdołała Pani zrealizować budynek z tak bogatym programem? Belaroïa mieści mieszkania, dwa hotele, restaurację, bar.
Manuelle Gautrand: Program zakładał dwa hotele z obszerną przestrzenią do użytku wspólnego i część komercyjną w niższych partiach budynku. Ponieważ budynek znajduje się naprzeciwko dworca, zależało mi na dodaniu mieszkań: miasto potrzebuje mieszkań, to w pewnym sensie jego podstawowe przeznaczenie. Zaproponowałam też miejsce do coworkingu, z którego mogliby korzystać goście hotelu, ale też osoby przesiadające się na dworcu w Montpellier, które muszą popracować godzinkę lub dwie. Projekt celował zatem w mieszkania, dodatkowo oferując przestrzeń do pracy, restaurację, bar i obiekty sportowe.
Kwestia działki była bardzo skomplikowana, bo trudno jest wybudować coś na trójkącie. W pewnym momencie pojawił się pomysł wzniesienia wieżowca, ale stwierdziłam, że nagle wyłaniająca się bryła nie pasuje do rozmiarów dzielnicy. Wolałam zaprojektować budynek na wzór zwartej i masywnej rzeźby pasującej do kontekstu centrum historycznego. Żeby przełamać ograniczenia działki, nadałam budynkowi ruch: dość regularna bryła zwinięta wzdłuż trzech elewacji zacieśnia się, tworząc formę mostu rozpostartego między dwoma odcinkami. Chcieliśmy też stworzyć ochronę przed mistralem — zimnym i mocnym wiatrem z północy. Budynek jest pewnego rodzaju muszlą, która zatrzymuje wiatr, a otwierając się na stronę południową, tworzy spektakularny balkon, który nazywam salonem miejskim.
projekt Tirana Jardins, Albania, 2025–2029
© MGA
Aleksandra Nosalska: Jakie były główne założenia projektu Tirana Jardins w Albanii?
Manuelle Gautrand: Wciąż nad nim pracujemy. Budynek ma zawierać mieszkania, pomieszczenia komercyjne i biurowe. Dużo uwagi poświęciłam historii Albanii, stawiając sobie sporo pytań o tutejszy styl życia i o to, jak Tirańczycy będą chcieli mieszkać w przyszłości? Jeszcze do niedawna, a gdzieniegdzie także dziś, pod jednym dachem żyje kilka generacji Albańczyków. Rodzina ma tu bardzo duże znaczenie, dlatego chciałam stworzyć mieszkania, które sprzyjałyby pielęgnowaniu tej wielopokoleniowej symbiozy.
projekt Tirana Jardins, Albania, 2025–2029
© MGA
Projekt ma formę trzech brył połączonych podwieszonymi, długimi tarasami. Mogą one być współdzielone przez lokatorów dwóch mieszkań, którzy na przykład pochodzą z tej samej rodziny. Każdy posiada swoje mieszkanie po jednej ze stron, a wielki taras pośrodku staje się przestrzenią spotkań, niczym dawne ogrody, w których spotykali się członkowie tej samej rodziny mieszkający w różnych budynkach na terenie gospodarstwa lub wioski. W pewnym sensie tak właśnie rozumiem te tarasy o niecodziennej architekturze: ogrodziłam je wielkimi łukami, równocześnie są otwartym salonem i przestrzenią wypełnioną zielenią, niczym prawdziwy podwieszony ogród. Mają też bardzo intensywny kolor, przez co są żywe, radosne i pełne światła.
projekt Upper East Tirana, Albania, 2025–2029
© MGA
Aleksandra Nosalska: Czy myśli Pani, że sposób budowania w miastach ulegnie w przyszłości zmianie?
Manuelle Gautrand: Tak, na pewno. Zmieni się skala miejskich budynków, będą się rozwijały w kierunku pionowym, bardziej zwartym, a ich zagęszczenie będzie wymagało odpowiedniego zarządzania. Kwestią fundamentalną pozostanie mieszkalnictwo, nawet niezbyt intensywnej zabudowie będzie musiała towarzyszyć większa liczba udogodnień, przestrzeni publicznej, zieleni i ogrodów. Jako przeciwniczka idei rozciągania miasta, uważam, że musimy znaleźć rozwiązania, dzięki którym miasto będzie bardziej zwarte, przyjazne, inkluzywne, atrakcyjne, a zarazem przewiewne. Uważam też, że miasto, od pewnej wielkości powinno być policentryczne: musi rozwijać niezależne od siebie centra, które stworzą oddziałujące na siebie konstelacje.
projekt Upper East Tirana, Albania, 2025–2029
© MGA
Powinniśmy również pracować nad budownictwem historycznym, żeby było bardziej przyjazne dla środowiska i lepiej dostosowane do nowego sposobu patrzenia na świat i do naszych potrzeb. W drugim projekcie dla Tirany — Upper East Tirana (na wzór Upper East Side w Nowym Jorku) — stawiamy na wertykalność, uznając, że dzięki niej to miejsce zyska wyjątkowy, miejski charakter, trochę jak Manhattan. Bardzo istotna jest tutaj wspólna przestrzeń rozciągająca się od parteru przez środkowe kondygnacje aż do otwartych dla mieszkańców tarasów. Uważam, że ponieważ każde miejsce, nad którym pracuję, otrzymuję od miasta, w zamian, muszę coś miastu zaoferować: miejsca wspólne i widokowe, program służący społeczności, dostępny dla każdego ogród. W pewien sposób oddaję to, co zabieramy z przestrzeni publicznej, żeby uczynić miasto piękniejsze i bardziej inkluzywne.
Aleksandra Nosalska: Dziękuję za rozmowę.
rozmawiała: Aleksandra NOSALSKA
więcej: A&B 2/2026 – Edukacja,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B











































