Konkurs „Najlepszy Dyplom ARCHITEKTURA”
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

„Z drewna nie powstaną dubajskie wysokościowce, i to nie tylko dlatego, że o ten surowiec na pustyni trudno”

Przemysław Ciępka
20 marca '26

Drewno przeżywa architektoniczny renesans. W cieniu zachwytów nad domami, bibliotekami, a nawet biurowcami z nowoczesnych drewnianych kompozytów wciąż jednak tli się pamięć o tradycyjnych technikach rzemieślniczych, które przez setki lat pozwalały wznosić budowle zdrowe, piękne i przyjazne środowisku. O wyższości drewna nad betonem, autentyczności w obliczu braku oryginalnej tkanki oraz o grzechach pierworodnych ochrony architektury drewnianej z Marleną Happach, Dyrektorką Narodowego Instytutu Dziedzictwa, rozmawia Przemek Ciępka.

Marlena Happach

 

Marlena HAPPACH — dArchitektka, urbanistka, dyrektorka Narodowego Instytutu Dziedzictwa. Absolwentka Wydziału Architektury Politechniki Warszawskiej, w ramach którego studiowała w L’École nationale supérieure d’architecture de Paris-La Villette oraz w Technische Universität w Berlinie. Jej praca dyplomowa „Koncepcja przekształceń osiedla Stegny” została uhonorowana nagrodą Erharda Buska. W latach 2010-2016 prezeska Stowarzyszenia Odblokuj. W latach 2012-2016 wiceprezeska i prezeska Oddziału Warszawskiego SARP. Realizowała społeczno-urbanistyczne projekty rewitalizacji „odNowa”, „Żółta Linia” oraz „Blok, podwórko, kamienice” na warszawskiej Pradze. Inicjatorka pawilonu M3 na Służewie i M4 na Rakowcu. Od 2016 do 2024 roku Architektka Miasta Warszawy oraz dyrektorka Biura Architektury i Planowania Przestrzennego w Urzędzie m.st. Warszawy. W kwietniu 2024 roku została wicedyrektorką ds. inwestycji warszawskiego Ogrodu Zoologicznego.

 
Przemek Ciępka
: Rozmawiamy przy okazji seminarium podsumowującego Dni Architektury Drewnianej, współorganizowanego przez Narodowy Instytut Dziedzictwa. Jakie wyzwania stawia ochrona budowli powstałych z drewna, zwłaszcza w odróżnieniu od architektury murowanej czy betonowej?

Marlena Happach: Architektura drewniana wymaga stałej, bieżącej troski. Jeśli dba się o nią regularnie, budowle potrafią zachowywać się równie dobrze jak te wzniesione z innych materiałów. Niestety drewno jest bardzo wrażliwe na nieodpowiednie podejście. Zastosowanie niewłaściwych technologii czy ingerencji — takich jak ocieplanie budynków styropianem, ograniczanie wentylacji czy montaż ogrzewania podłogowego, które w przypadku konstrukcji drewnianych zupełnie się nie sprawdza — może prowadzić do nieodwracalnych strat. Raz zniszczone drewno, na przykład spleśniałe, jest już nie do uratowania. Do tego dochodzą zagrożenia biologiczne, takie jak pasożyty, oraz fizyczne, przede wszystkim ogień. Na szczęście w tym ostatnim przypadku dysponujemy dziś skutecznymi metodami zabezpieczania drewna. Odpowiednio zadbane drewno okazuje się znakomitym, niezwykle trwałym materiałem, mającym zalety, których inne materiały nie mają.

wydarzenie koordynowane przez OT NID w Białymstoku

wydarzenie koordynowane przez OT NID w Białymstoku

fot.: Iwona Górska | © NID

 
Przemek Ciępka: Podczas prezentacji otwierających dzisiejsze seminarium wspominano o „Dokumencie z Nara o autentyzmie”, który wśród źródeł informacji o zabytkach wymienia tradycję i technikę. Jaką rolę w ochronie architektury drewnianej odgrywa tradycja rzemieślnicza?

Marlena Happach: Rzemieślnicy — obok jakości samego materiału — odgrywają kluczową rolę w ochronie architektury drewnianej. Choć pewna ciągłość wiedzy przetrwała, adeptów ciesielstwa jest dziś niestety bardzo niewielu. To obszar, w którym mamy lekcję do odrobienia.

Wspomniał Pan o japońskich osiągnięciach w tej dziedzinie — model funkcjonujący w Japonii może być dla nas ważnym punktem odniesienia. Japończycy nie tylko chronią rzemiosło, lecz także bardzo silnie wspierają rozwój takich umiejętności; istnieją na przykład grupy zawodowe finansowane przez państwo. Oczywiście nie zawsze da się przenieść rozwiązania z innego kraju, trzeba jednak uczciwie przyznać, że w Polsce mamy dziś kryzys edukacji zawodowej. W pewnym momencie odeszliśmy od szkół zawodowych na poziomie średnim, stawiając niemal wyłącznie na edukację ogólnokształcącą. Na uczelniach technicznych dominuje inny model kształcenia — skoncentrowany na projektowaniu i zarządzaniu inwestycją w skali całego budynku. Brakuje zaś pracy nad umiejętnościami manualnymi, budowaniem świadomości tego, jak zachowują się różne materiały i jakimi narzędziami można je obrabiać. To wiedza, która przetrwała właściwie tylko w praktyce osób wykonujących jeszcze tradycyjne zawody.

Co ciekawe, te umiejętności zaczynają dziś powoli wracać. Z jednej strony dzieje się to za sprawą mody — osoby, które na co dzień nie zajmują się pracą manualną, coraz częściej sięgają po rzemiosło w czasie wolnym, traktując je jako hobby. Z drugiej strony widać wyraźnie, że rynek coraz bardziej potrzebuje specjalistów. Polscy rzemieślnicy świetnie odnajdują się za granicą, bywają wręcz „porywani” przez inwestorów z różnych krajów. Coraz więcej osób dostrzega też, że tradycyjne rzemiosło może być nie tylko pasją, ale i całkiem intratnym zajęciem.

szkoły ciesielskie

szkoły ciesielskie

fot.: Patrycja Adamczyk | © NID

 
Przemek Ciępka: Czy może Pani opowiedzieć o osiągnięciach polskich rzemieślników pracujących z drewnem?

Marlena Happach: Polscy cieśle pracowali na przykład przy odtwarzaniu więźby dachowej katedry Notre-Dame w Paryżu po pożarze z 2019 roku. Jej konstrukcja powstała z wykorzystaniem tradycyjnych metod — belki nie były wycinane maszynowo, ani nawet przy użyciu pił, a ociosywane siekierami i toporami, które zresztą też zostały wykonane według średniowiecznych tradycji. Podczas otwarcia seminarium Dni Architektury Drewnianej mówiliśmy o autentyzmie — nie jesteśmy w stanie odtworzyć substancji zniszczonego zadaszenia Notre-Dame, jednak zastosowanie tradycyjnych, historycznych metod nadaje mu oryginalności.

 
Przemek Ciępka: Czy poza kształceniem na poziomie zawodowym są prowadzone jeszcze jakieś inicjatywy mające podnieść poziom rzemiosła w naszym kraju?

Marlena Happach: Narodowy Instytut Dziedzictwa prowadzi bardzo ciekawe działania. Organizujemy, między innymi, szkoły ciesielskie skierowane do profesjonalistów — w ostatnim sezonie odbyły się po dwie edycje w dwóch różnych lokalizacjach. Kluczowy jest dla nas wymiar praktyczny tych działań — w tym roku, podczas szkoły w Górach Izerskich, pracowaliśmy nad wykonaniem konkretnego fragmentu ściany w realnym budynku. Zajęcia mają charakter mistrzowsko-czeladniczy, a uczestnicy mogą również brać udział w wykładach, na które zapraszamy specjalistów z różnych dziedzin. W jednej z edycji warsztatów swoje umiejętności zaprezentował cieśla — a właściwie rębacz — należący do zespołu pracującego przy odbudowie więźby paryskiej katedry. Na naszych oczach przerobił okorowany pień na belkę o wymiarach 15×15 centymetrów, korzystając wyłącznie ze sznurka, pionu i topora.

Uważam, że tego rodzaju zajęcia powinny stać się stałym elementem edukacji architektonicznej. Udział w nich pozwala studentom zdobywać wiedzę w zupełnie inny sposób niż ten, do którego przywykli na uczelni. Rysowanie węzła ciesielskiego to coś zupełnie innego niż zrozumienie jego właściwości i sposobu działania w praktyce — a jeszcze coś innego, gdy można go wykonać samodzielnie. Myślę też, że towarzyszy temu ogromna radość i satysfakcja, płynące z bezpośredniego kontaktu z materiałem.

szkoły ciesielskie

szkoły ciesielskie

fot.: Patrycja Adamczyk | © NID

 
Przemek Ciępka
: Znaczna część zachowanego dziedzictwa architektury drewnianej to budowle jednorodzinne znajdujące się w prywatnych rękach. Nie wszyscy właściciele widzą w nich wartość — dla wielu posiadanie obiektu o statusie zabytku to duże obciążenie.

Marlena Happach: W obecnym systemie prawnym posiadanie zabytku bardzo często bywa postrzegane jako problem, a nie jako wartość. Mam jednak nadzieję, że wraz z rosnącą świadomością będzie się to zmieniać. Często nie zdajemy sobie bowiem sprawy z ukrytych kosztów, jakie generuje architektura. Dobrym przykładem jest raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący stanu planowania przestrzennego w Polsce. Wynika z niego, że zamiast spójnych, długofalowych zasad gospodarowania przestrzenią, wciąż dominują decyzje administracyjne oderwane od przyjętych założeń. Obowiązujące od 2003 roku przepisy nie zapewniają racjonalnego kształtowania ładu przestrzennego, co prowadzi do degradacji krajobrazu i coraz większego rozproszenia zabudowy. Jak podaje NIK chaos przestrzenny generuje koszty sięgające nawet 83 miliardów złotych rocznie — koszty, które w praktyce ponosimy wszyscy.

Myślę, że podobne kalkulacje można by przeprowadzić również w odniesieniu do dziedzictwa. Wznoszenie kolejnych budynków wiąże się z powstawaniem śladu węglowego, zawłaszczaniem kolejnych fragmentów krajobrazu i niszczeniem powierzchni biologicznie czynnych. To także są koszty wspólne, dlatego każdy zachowany budynek można uznać za rozwiązanie najbardziej ekologiczne.

Wracając do kwestii ochrony: budynek drewniany żyje w rytmie pór roku. Kluczowe jest, by go nie zaniedbywać i reagować możliwie jak najszybciej, gdy pojawią się pierwsze problemy. Wówczas można korzystać z takiego obiektu przez wiele lat, nie ponosząc kosztów większych niż te, które generują nowe realizacje.

wydarzenie koordynowane przez OT NID w Białymstoku

wydarzenie koordynowane przez OT NID w Białymstoku

fot.: Iwona Górska | © NID

 
Przemek Ciępka: Czy architektura
drewniana łatwo poddaje się adaptacji do innych funkcji?

Marlena Happach: Oczywiście musimy pamiętać, że w przypadku obiektów historycznych w większości mamy do czynienia z budynkami mieszkalnymi — a to właśnie te funkcje są dziś najbardziej pożądane. Istnieją również obiekty o charakterze sakralnym, jednak ze względu na uwarunkowania kulturowe i tradycję w naszym kraju możliwości nadawania im nowych funkcji są w dość ograniczone. Najczęściej adaptowane są budynki poprzemysłowe i gospodarcze, takie jak młyny, wiatraki czy spichlerze. Dysponują one dużymi kubaturami, dzięki czemu ich przystosowanie do funkcji mieszkalnych, hotelowych czy restauracyjnych zazwyczaj nie stanowi większego problemu.

 
Przemek Ciępka: Drewno coraz chętniej wykorzystywane jest również w architekturze współczesnej. Jakie zalety ma ten materiał, zwłaszcza w porównaniu do betonu?

Marlena Happach: Technologia budownictwa drewnianego bardzo się rozwinęła, zwłaszcza jeśli chodzi o wykorzystanie drewna klejonego. Także w Polsce pojawiają się już pierwsze realizacje — biurowce czy budynki wielorodzinne w konstrukcji drewnianej. W krajach skandynawskich jest to jeden z najczęściej stosowanych systemów konstrukcyjnych. Wydaje się też, że wiele ograniczeń drewna jako materiału budowlanego stopniowo traci na znaczeniu, chociażby w zakresie skali i rozpiętości konstrukcji.

Mimo wszystko — z drewna nie powstaną dubajskie wysokościowce, i to nie tylko dlatego, że o ten surowiec na pustyni trudno. Jeśli chodzi o zalety, drewno jest przede wszystkim surowcem odnawialnym o relatywnie niskim śladzie węglowym. Oczywiście musimy zachować równowagę między możliwościami produkcji a realnymi potrzebami, ale podobne argumenty można formułować wobec betonu czy kamienia — w końcu nasza planeta jest zasobem skończonym.

Drewno jest materiałem elastycznym, doskonale izolującym, umożliwiającym projektowanie konstrukcji płynnie przechodzących między wnętrzem a zewnętrzem budynku. Pozwala ograniczyć powstawanie mostków termicznych, sprawdza się zarówno jako materiał konstrukcyjny, jak i wypełniający ściany, pomagając utrzymać stabilną temperaturę we wnętrzach. W charakterystyczny sposób reaguje także na wilgoć — nieprzypadkowo w halach basenowych stosuje się duże przęsła wykonane z drewna klejonego.

W budynkach drewnianych powstaje specyficzny mikroklimat wynikający z naturalnej wentylacji materiału. Istotną cechą takiej architektury jest również możliwość wymiany poszczególnych elementów — w przeciwieństwie do konstrukcji betonowych, gdzie monolityczna struktura często uniemożliwia skuteczną naprawę uszkodzonych fragmentów. Do tego dochodzą walory estetyczne drewna, zależne od gatunku i sposobu obróbki. Byle tylko rosło szybciej.

szkoły ciesielskie

szkoły ciesielskie

fot.: Patrycja Adamczyk | © NID

 
Przemek Ciępka
: Wtedy
budowalibyśmy jeszcze więcej! A może to właśnie ograniczenia, które nakłada drewno, są siłą powstającej z niego architektury?

Marlena Happach: To prawda. Dobrym przykładem jest tu dostosowanie skali budynków do możliwości, jakie daje ten materiał. Nieprzypadkowo w architekturze drewnianej czujemy się dobrze. Urbaniści często powtarzają, że człowiek najlepiej funkcjonuje do wysokości koron drzew. Oczywiście mieszkanie w wysokich budynkach ma swoje zalety — spojrzenie na daleki horyzont pozwala oczom odpocząć, a widoki bywają imponujące. Całkowite oderwanie od ziemi nie pozostaje jednak bez wpływu na naszą psychikę. Nie uciekliśmy od ewolucji, wciąż jesteśmy istotami biologicznymi, a to właśnie drzewa wyznaczają dla nas skalę, w której czujemy się najbardziej naturalnie.

Wracając do ograniczeń — jest jeszcze jedna kwestia, której niestety trudno zapobiec. Dawniej zimy były znacznie surowsze, a drzewa rosły wolniej. Jeśli spojrzymy na przekrój pnia drzewa ściętego sto lat temu, zobaczymy bardzo gęste usłojenie — drewno było bardziej zbite, cięższe i jednocześnie bardziej odporne. W wyniku zmian klimatycznych roczne przyrosty są dziś znacznie większe, a usłojenie pni — rzadsze. Taki surowiec ma gorsze właściwości konstrukcyjne i jest w większym stopniu narażony na działanie szkodników.

 
Przemek Ciępka
: Czy współczesna
architektura drewniana wykorzystuje wiedzę zgromadzoną w tysiącach lat ciesielskich tradycji?

Marlena Happach: Myślę, że tak — choć mogłaby korzystać z tej wiedzy w znacznie większym stopniu. Mam na myśli choćby tradycyjne sposoby regulowania temperatury i przewietrzania wnętrz: odpowiednie usytuowanie budynku względem stron świata, uwzględnianie jego wysokości czy formy. W wielu obiektach wznoszonych dawnymi metodami nie stosowano dodatkowych systemów wentylacyjnych — zamiast tego wykorzystywano grawitację, właściwie rozmieszczone otwory czy sam kształt budynku. Wraz z rozwojem technologii pozwalających utrzymywać stałą temperaturę, wilgotność i inne parametry we wnętrzach, przestaliśmy przywiązywać wagę do tego, na którą stronę świata wychodzą okna, gdzie znajduje się wejście, jaki jest spadek dachu. A to przecież wiedza dostępna „za darmo”, pozwalająca ograniczać stosowanie dodatkowych urządzeń, a więc i zużycie energii i zasobów.

Ogromną zaletą tradycyjnego budownictwa drewnianego jest także wartość pracy ludzkich rąk — coś, czego nie da się łatwo zamknąć w liczbach i wykresach, a co realnie wpływa na nasze samopoczucie. Wydaje mi się, że współczesna architektura mogłaby w większym stopniu korzystać z umiejętności rzemieślników, a co za tym idzie — ze zdobień, ornamentów i estetycznych właściwości naturalnych materiałów.

Estetyka systemu konstrukcyjnego — jego prostoty i logiki — znajduje dziś wyraz choćby w popularnej stylistyce skandynawskiej. Jeśli jednak mówimy o dekoracyjnych możliwościach drewna, to wciąż często kojarzymy je z cepelią czy stylistyką retro. Nadal dominuje powtarzalność, a nie poszukiwanie w drewnie czegoś nowego.

szkoły ciesielskie

szkoły ciesielskie

fot.: Patrycja Adamczyk | © NID

 
Przemek Ciępka
: Czy wyobraża
sobie Pani, że w naszych miastach będzie kiedyś więcej drewna niż betonu?

Marlena Happach: Nie wiem, czy chciałabym mówić o proporcjach, ale z pewnością w naszych miastach mogłoby być więcej drewna — przede wszystkim tego prawdziwego. Warto zauważyć, że choć nie zawsze uświadamiamy to sobie wprost, odczuwamy pewną tęsknotę za tym materiałem. Mamy panele podłogowe, ceramikę imitującą drewno czy plastikowe przedmioty, które tylko udają, że są z niego wykonane. A jednak z jakiegoś powodu wciąż się drewna boimy: unikamy go na elewacjach, na podłogach lub blatach. Tymczasem jest to materiał, który doskonale się sprawdza, nawet jeśli nie mówimy o drewnie litym, lecz o strukturach warstwowych czy płytach powstających z pyłu i drzazg.

Bardzo chciałabym, aby w naszym otoczeniu drewna było więcej. I nie mogę nie dodać, że marzy mi się również więcej samych drzew. Trudno wyobrazić sobie lepszy sposób regulowania temperatury w mieście niż ich sadzenie. Zdolność powierzchni do pochłaniania energii cieplnej jest w przypadku drzew czymś, czego nie da się odtworzyć żadnymi innymi, antropogenicznymi metodami.

 
Przemek Ciępka
: Mimo wszystkich
zalet, o których Pani wspomniała, wciąż budujemy przede wszystkim z betonu. Czy możemy mówić o uprzedzeniu do drewna?

Marlena Happach: Źle zabezpieczone drewno rzeczywiście jest narażone na działanie pleśni, pasożytów czy pękanie — to realny problem, choć taki, któremu można skutecznie zapobiegać. Drewno źle znosi także technologie, które nie zostały opracowane z myślą o konstrukcjach drewnianych. Myślę, że każdy z nas kojarzy sidingi elewacyjne czy ocieplanie drewnianych ścian styropianem, które odbierają im możliwość naturalnej wentylacji.

To właśnie te „grzechy pierworodne” sprawiły, że drewno zaczęto postrzegać jako materiał nietrwały, podatny na warunki atmosferyczne, a nawet niezdrowy — bo przecież pleśń rzeczywiście nie sprzyja zdrowiu. Problem nie leży jednak w samym materiale, lecz w jego niewłaściwym zabezpieczeniu. Tradycyjne technologie, takie jak wypalanie wierzchniej warstwy drewna, nie wzięły się znikąd — w ten sposób chroniono słupy i bale przed wilgocią przenikającą z gruntu. Nic dziwnego, że drewno niepoddane odpowiedniej obróbce nie zachowuje się tak, jak byśmy oczekiwali.

Jest jeszcze jedna kwestia, która wpływa na nasz stosunek do drewna — współczesne wyobrażenia o komforcie, zwłaszcza jeśli chodzi o temperaturę we wnętrzach. Przyzwyczailiśmy się do tego, że powinna być ona stosunkowo wysoka, równomierna i pozbawiona przeciągów. W budynkach drewnianych wygląda to inaczej: zachodzi tam naturalna wentylacja, a temperatura zmienia się w zależności od miejsca w domu. Jeśli jednak jesteśmy gotowi na pewne kompromisy, zyskujemy coś w zamian — przyjemność przebywania w budynkach, które są zdrowe, mają duszę, wiek i historię. Dla wielu osób te wartości z nawiązką rekompensują konieczność założenia dodatkowego swetra zimą. Warto też pamiętać, że w krajach skandynawskich utrzymywanie w obiektach publicznych temperatury pozwalającej chodzić w T-shircie wcale nie jest standardem. W holu Muzeum Muncha w Oslo panuje na przykład na tyle niska temperatura, że zwiedzający pozostają w kurtkach — cieplej jest dopiero w wydzielonej, mniejszej przestrzeni kawiarnianej. Nie ma bowiem potrzeby ogrzewania tak ogromnej kubatury.

Przemek Ciępka: Dziękuję za rozmowę!

 
rozmawiał: Przemysław Ciępka

więcej: A&B 2/2026 – Edukacja,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B 

Głos został już oddany

okno zamknie się za 5

Robert Konieczny „Architektura to moja pasja totalna — szczerze o pieniądzach i zajeżdżaniu się”
SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Prawdziwie matowa rynna kwadratowa
INSPIRACJE