Empiryczny amalgamat architektury, archeologii i geologii, czyli o wawelskich fortyfikacjach i smoczych sprawach historia prawdziwa
Pierwsze badania archeologiczne na wzgórzu wawelskim rozpoczęły się już na początku XIX wieku, jednak miejsce to wciąż skrywa wiele tajemnic. Co więcej, nie wszystkie zagadki, które udało się rozwikłać archeologom, znane są szerokiej publiczności. O tym, jak stworzyć angażującą wystawę o podziemnych reliktach, o odpowiedzialności badacza oraz o wkładzie architekta w aranżację przestrzeni ekspozycyjnej z dr Magdaleną Młodawską, kuratorką wystawy „Wawel Podziemny. Międzymurze”, rozmawia Przemysław Ciępka.
Magdalena MŁODAWSKA — doktora historii sztuki, kustoszka w Zamku Królewskim na Wawelu, gdzie pełni funkcję kierowniczki działu Lapidarium i Rezerwatów Archeologicznych. Kuratorka wystaw, między innymi niedawno otwartej ekspozycji „Miasteczko wawelskie” oraz rezerwatu archeologiczno‑architektonicznego „Międzymurze”. Specjalizuje się w sztuce średniowiecznej oraz jej recepcji w późniejszych wiekach. Życie spędza w tempie Gucia, ukochanego wyżła pirenejskiego.
Przemysław Ciępka: „Wawel Podziemny. Międzymurze” to dla zwiedzających zupełnie nowa, nigdy wcześniej nieudostępniona przestrzeń w obrębie wzgórza wawelskiego. Czego mogą się spodziewać na tej wystawie?
Magdalena Młodawska: Rzeczywiście, po raz pierwszy odsłaniamy przestrzeń, która od końca lat 40. ubiegłego wieku znana była tylko archeologom. Przygotowując tę ekspozycję, zdecydowaliśmy się połączyć dwa sektory archeologiczne, które powstały w wyniku prac badawczych prowadzonych w zachodniej części wzgórza, także nad Smoczą Jamą. To było niezwykle trudne zadanie pod względem prac inżynieryjnych i konserwatorsko-archeologicznych, ponieważ tektonika Smoczej Jamy zaczęła odczuwać ciężar ziemi zalegającej na stropach komór. W latach 70. i 80. postanowiono usunąć ziemię i w ten sposób powstał drugi sektor wystawy, który dzisiaj udostępniamy. Nazywamy to wystawą, tak naprawdę mamy jednak do czynienia z rezerwatem archeologiczno-architektonicznym prezentującym fortyfikacje wzgórza od czasów wczesnego średniowiecza, czyli od końca X czy też początku XI wieku, aż po wiek XIX.
amonit — znak wystawy „Międzymurze”
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: „Międzymurze” podzielone jest na dwa sektory: pierwszy jest poświęcony wspomnianym fortyfikacjom, drugi skupia się na Smoczej Jamie. Wydaje mi się, że zwłaszcza ta „forteczna” sekcja musiała być niezwykle trudna w opracowaniu — jest tam mnóstwo nawarstwień, do opowiedzenia zaś bardzo długa, licząca prawie 1000 lat historia. Co zrobiliście, żeby pokazać to w sposób czytelny i angażujący dla zwiedzających?
Magdalena Młodawska: To było wielkie przedsięwzięcie, nad którym pracowało wiele osób. Składała się na to praca architekta Sławomira Pankiewicza, który przygotował projekt, dr Beaty Kwiatkowskiej-Kopki, która opracowała pierwszy scenariusz, oraz moja zespołu projektowego. W przestrzeni rezerwatu wyznaczyliśmy kilka punktów, gdzie konkretne fragmenty murów, czy też wałów obronnych, widoczne są w czytelny sposób. W tych miejscach, dzięki odpowiedniemu oświetleniu zsynchronizowanemu z objaśniającym wystawę lektorem, łączymy moment, w którym na przykład pada „wał z połowy XIII wieku” z oświetleniem tego miejsca. Dzięki temu wszyscy dokładnie wiedzą, na co właśnie patrzą, a ta trudna opowieść, mówiąca o obiektach, które już w większości nie istnieją albo zachowały się w formie niewielkich struktur, staje się bardziej klarowna.
Pomagają nam w tym multimedia. Podchodzimy do nich jednak z wielką ostrożnością, mając świadomość tego, jak szybko się starzeją i przestają odpowiadać na oczekiwania zwiedzających. Żeby temu zapobiec, podjęliśmy decyzję, by warstwę wizualną ograniczyć do dwóch barw oraz prostych form bazujących na wektorach bliskich rysunkowi architektonicznemu, z nadzieją, że taka estetyka pozostanie długo aktualna.
prezentacja przekształceń wawelskich fortyfikacji
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: Wyobrażam sobie jednak, że nie tylko o estetykę tu chodzi. Z jednej strony wizualizowanie architektury, która w zasadzie już nie istnieje, to wielka odpowiedzialność i ryzyko pomyłki lub nadinterpretacji. Z drugiej, zwiedzający oczekują przede wszystkim bodźców wizualnych. Jak pogodzić tę odpowiedzialność z poszukiwaniem atrakcyjnego sposobu na opowiadanie historii?
Magdalena Młodawska: Co do odpowiedzialności, masz absolutną rację. Jeśli istnieją realne przesłanki, że coś mogło wyglądać w pewien sposób, to oczywiście można to zrekonstruować na tyle, na ile te przesłanki pozwalają. W przypadku naszej wystawy byliśmy na przykład w stanie rozpoznać i opisać strukturę wału. Na profil archeologiczny nałożyliśmy projekcję z prostą rekonstrukcją, przybliżającą jego rozmiary, konstrukcję i zasadę działania.
Sprawa komplikuje się w przypadku struktur, co do których kształtu mamy mniej pewności. W kontekście „Międzymurza” mam na myśli przede wszystkim relikty, które zostały zinterpretowane jako brama wiodąca w XI wieku na Wawel od strony zachodniej. Hipoteza ta, autorstwa prof. Zbigniewa Pianowskiego i dra Janusza Firleta, jest na ten moment jedyną interpretacją tego fragmentu, dlatego z jej pomocą opowiadamy o zachowanych reliktach. Na dużym ekranie wyświetlane są etapy rozbudowy bramy zaproponowane przez prof. Pianowskiego oraz jej domniemany rzut, na który nałożone zostały zachowane fragmenty. Przy tym wszystkim jednak mocno podkreślamy, że mamy do czynienia z hipotezą. Myślę, że to najlepszy sposób, żeby z jednej strony zachować wierność merytorycznym przesłankom, rozróżniając fakt od hipotezy, a z drugiej dać zwiedzającym to, czego tak naprawdę oczekują, czyli informację, jak ten obiekt mógł wyglądać.
mapping makiety wzgórza wawelskiego
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: Mówisz sporo o archeologii. A co z samymi archeologami? Czy oni również pojawiają się na wystawie? W końcu to dzięki nim odsłonięto fragmenty, które teraz są prezentowane zwiedzającym.
Magdalena Młodawska: Wkład archeologów w powstanie tej wystawy, ale przede wszystkim w zrozumienie przestrzeni, jest nie do przecenienia. W korytarzu łączącym dwa wspomniane sektory, przedstawiamy nie tylko wykopane eksponaty, lecz także historię badań archeologicznych przeprowadzanych w tym miejscu. Mamy ściankę sławy, na której wymieniamy wszystkich archeologów kierujących wykopaliskami na wzgórzu wawelskim od końca lat 40. ubiegłego wieku aż do czasów współczesnych. Za tę część ekspozycji odpowiedzialny jest Paweł Kajfasz, wawelski archeolog.
Przemysław Ciępka: Dowiedzieliśmy się już trochę o pierwszej, fortecznej sekcji tej wystawy. Co pokazujecie w drugim sektorze?
Magdalena Młodawska: W drugiej części wystawy przedstawiamy przestrzeń, która znajduje się bezpośrednio ponad Smoczą Jamą. Spoglądając w dół, widzimy jej fragmenty. To takie miejsce, w którym konkret skały, na której posadowiony jest zamek, jest bardzo dojmujący. Szybko pojawiło się pytanie: co z tym zrobić? Uświadomiliśmy sobie, że na Wawelu nie ma takiej przestrzeni, która opowiadałaby o geologicznej historii wzgórza. W ramach fantastycznej współpracy z Instytutem Geologii Uniwersytetu Jagiellońskiego udało nam się stworzyć opowieść, dzięki której zwiedzający dowiedzą się, jak powstawało wzgórze wawelskie wraz ze Smoczą Jamą, jakie stworzenia w niej mieszkają, albo czym jest krasowienie. Wszystko to zwizualizowaliśmy w formie niespodzianki, której natury na razie nie chciałabym zdradzać.
kadr z mappingu o historii geologii Wawelu
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Z wątkiem geologicznym łączy się bardzo romantyczna historia odkrywania Smoczej Jamy, do której w XIX wieku Ambroży Grabowski schodził po drabinie, z pochodnią w ręku przez otwór w kopule jednej z komór. Wystawa kończy się tym, co tuż ponad Smoczą Jamą wydało nam się niezbędne, czyli bodaj najbardziej znaną legendą w Polsce — o Smoku Wawelskim. To historia z początku XIII wieku, zawarta w „Kronice Polskiej” Wincentego Kadłubka. W tej opowieści nie występuje znajomy Szewczyk Skuba, czy też Dratewka. Jest za to dwóch braci, którzy ruszają do walki ze smokiem. Zabijają go podstępem, a później dochodzi do bratobójczej walki, w której jeden z nich ginie. To nie jest łatwa historia, nie ma tu smoka jedzącego szpinak, jednak bardzo zachęcam do jej poznania.
kadr z animowanej opowieści o smoku wawelskim; model smoka autorstwa Bronisława Chromego
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: Porozmawiajmy teraz o oprawie dla „Międzymurza”. Stworzenie architektury dla takiej wystawy musiało być trudne z wielu powodów, zarówno estetycznych, jak i konserwatorskich oraz inżynieryjnych. Jaka była strategia?
Magdalena Młodawska: Architektura tej wystawy ma bardzo wyciszony charakter. Nasuwa to skojarzenia z projektami muzealnymi Adama Młodzianowskiego, ze stosowanymi przez niego prostymi ścieżkami biegnącymi między murami. Obecnie trzeba wziąć pod uwagę zobowiązania wynikające z przepisów przeciwpożarowych czy BHP, co wpływa na przykład na wysokość balustrad. Powstała jednak bardzo prosta, oszczędna konstrukcja, składająca się głównie z malowanej na czarno stali i szklanych poręczy, które nie zakłócają odbioru eksponowanych murów. W tej wystawie jest jednak coś wyjątkowego. Na Zamku Królewskim na Wawelu jesteśmy przyzwyczajeni do wystaw w salach czy komnatach, które są przestrzeniami o bardzo określonych kubaturach. Tu zaś mamy otwartą przestrzeń, determinowaną przez mury, które stanowią rodzaj scenografii, ale jednocześnie są priorytetem ekspozycyjnym i głównymi bohaterami tej wystawy. Usatysfakcjonowanie współczesnego zwiedzającego, przy zachowaniu tego, co w muzealnictwie jest najważniejsze, czyli szacunku do tej zabytkowej materii, jest sprawą bardzo trudną. Czy nam się to udało? To już pytanie do zwiedzających.
Przemysław Ciępka: Na „Międzymurzu” zachodzi pewne odwrócenie ról: zazwyczaj architektura wystawy tworzy tło dla eksponowanych przedmiotów — na tej wystawie to eksponaty służą za tło, a architektura musi tylko pomiędzy nimi przebiegać.
Magdalena Młodawska: I to bez roszczenia sobie pretensji do odgrywania głównej roli. Dla architekta to lekcja pokory, okazja do zderzenia się z murami czy fragmentami wału, które — powiedzmy sobie szczerze — są niespecjalnie atrakcyjne z punktu widzenia estetyki.
mur kleszczowy wewnętrzny
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: Jak wygląda współpraca z architektami podczas aranżowania takiej wystawy?
Magdalena Młodawska: To doświadczenie znam tylko z opowieści, ponieważ ten proces został przeprowadzony we wczesnej fazie prac nad projektem, zajmowała się nim dr Beata Kwiatkowska-Kopka, ekspertka i archeolożka Zamku Królewskiego na Wawelu. Zasadniczo opiera się on na ścisłej współpracy archeologa i architekta. Znając przestrzeń, mury i ich chronologię, profile archeologiczne, dokonuje się wyboru merytorycznego. Tworzy opowieść, wyznacza, co jest w niej najistotniejsze, a architekt, mając to na uwadze, planuje i projektuje. W przypadku wystawy, o której rozmawiamy, znamienne wydaje mi się nawiązywanie do kapitalnego projektu Adama Młodzianowskiego, czyli wystawy „Wawel Zaginiony”, pierwszej wawelskiej podziemnej ekspozycji, która właśnie obchodzi pięćdziesięciolecie. Młodzianowski był przede wszystkim grafikiem, projektował grafiki i inne małe formy, jak znaczki, medale. W wykonanych przez niego aranżacjach wnętrz ekspozycyjnych wyraźnie widać fascynację architekturą wystaw Carla Scarpy, który zestawiał duże płaszczyzny z pojedynczymi eksponatami, na przykład betonową ścianę z pojedynczą gotycką rzeźbą. Oczywiście w „Międzymurzu” eksponaty stanowią tylko dodatkowy element opowieści, to nie jest wystawa skoncentrowana na przedmiotach, niemniej te idee, wykorzystywane pod koniec lat 60. i w połowie 70., są w naszej wystawie widoczne.
Przemysław Ciępka: Pod powierzchnią dzieje się zatem całkiem sporo. Czy w związku z aranżacją tej wystawy zmieniło się coś w sposobie zagospodarowania „naziemnej” przestrzeni wzgórza wawelskiego?
Magdalena Młodawska: Tak. Wcześniej fragment przebiegający od wejścia do Smoczej Jamy, wzdłuż murów wawelskich, był pokryty kostką brukową, materiałem stosunkowo trudnym do utrzymania w czystości. Tworząc rezerwat „Międzymurze”, zdecydowaliśmy więc o zmianie nawierzchni oraz innych drobnych przeobrażeniach tego miejsca. Musiało też powstać zejście do wystawy, która zlokalizowana jest przecież pod ziemią. Jest ono raczej ukryte, składa się z bardzo prostych form, wykończone piaskowcem i czarnym metalowym detalem.
mury kleszczowe z XVIII wieku
fot.: Adam Golec | Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu
Przemysław Ciępka: Kiedy oglądaliśmy wystawę, wspominałaś o wielu problemach, które pojawiały się podczas jej przygotowywania. Który z nich był najtrudniejszy?
Magdalena Młodawska: Największym wyzwaniem było znalezienie sposobu na to, jak opowiedzieć o czymś, co jest niewidoczne albo już nie istnieje. Dla mnie szczególnie kłopotliwa była kwestia wizualizacji oraz estetyczny aspekt wystawy. Do teraz zastanawiam się, czy estetyka, którą wypracowaliśmy wspólnie z artystami (szczególne znaczenie miały projekty Łukasza Markiewicza) tworzącymi identyfikację, wizualizacje czy tyflografiki, będzie odpowiadać zwiedzającym. Jest to forma, która w odważny sposób odbiega od tego, do czego przyzwyczajone są osoby poznające historię poprzez programy telewizyjne czy media społecznościowe. Myślę sobie jednak, że jeśli gdzieś ma znaleźć się miejsce dla takiej formy, to niech tym miejscem będzie właśnie Wawel.
Przemysław Ciępka: To już druga wystawa z podtytułem „Wawel podziemny”. Czy Zamek Królewski na Wawelu będzie miał coś jeszcze do powiedzenia w kwestii wystaw, które odbywają się pod powierzchnią?
Magdalena Młodawska: Mamy pewne plany, a w zasadzie potencjał i możliwości. Pozostaje pytanie, czy i kiedy je wykorzystamy. Czas pokaże, bądźcie czujni!
Przemysław Ciępka: Dziękuję za rozmowę!
rozmawiał: Przemysław Ciępka
Fot.: Adam Golec
Ilustracje udostępnione dzięki uprzejmości Zamku Królewskiego na Wawelu.
więcej: A&B 6/2025 – WARSZAWA,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B










































