Zobacz w portalu A&B!
Zostań użytkownikiem portalu A&B i odbierz prezenty!
Zarejestruj się w portalu A&B i odbierz prezenty
maximize

Wojciech Zych: „wynagrodzenia są stosunkowo niewysokie, bo zdarzają się koledzy, którzy dają niskie stawki”

Ola Kloc
10 kwietnia '26

Po blisko 40 latach Wojciech Zych, prezes zarządu warszawskiej pracowni JEMS Architekci, żegna się z zespołem. Jak to się stało, że ekonomista współtworzył jedną z pierwszych w Polsce pracowni architektonicznych? W rozmowie z A&B Wojciech Zych opowiada o początkach, wyzwaniach, finansach i planach na przyszłość.

 
Ola Kloc: Jak to się stało, że ekonomista został współzałożycielem pracowni architektonicznej? To chyba nie jest popularne rozwiązanie.

Wojciech Zych: Chyba nie jest! W latach 80. byłem dyrektorem Zakładów Artystycznych Związku Polskich Artystów Plastyków (ART), gdzie od czasu do czasu były wykonywane projekty architektoniczne. Działali tam również Jerzy Szczepanik-Dzikowski i Olgierd Jagiełło. Pozwalało to realizować projekty poza Państwowymi Biurami Projektowymi, które wtedy absolutnie dominowały, a architekci mogli być rozliczani jak artyści plastycy.

Wówczas koledzy Dzikowski i Jagiełło startowali w konkursie na projekt gospody targowej w Poznaniu. Gdy go wygrali, okazało się, że zgodnie z przepisami obowiązującymi dla artystów plastyków można było uznać ten projekt za dzieło wybitne, dzięki czemu otrzymali wynagrodzenie większe o 50 procent, niż było to ustalone. To było dla architektów zupełnie nieoczekiwane!

początki działalności

początki działalności

© JEMS Architekci

W stanie wojennym ZPAP zostało zawieszone, a Zakłady ART zostały przejęte przez Państwowe Przedsiębiorstwo Sztuka Polska. Z inicjatywy działaczy SARP takich jak Zbigniew Zawistowski, Piotr Wicha, Jerzy Szczepanik-Dzikowski czy Olgierd Jagiełło nastąpiła próba prowadzenia działalności architektonicznej w innej formie niż w państwowych biurach. Możliwe było wtedy założenie spółdzielni pracy — wraz z zespołem z Gdańska założyliśmy więc pierwsze w Polsce niezależne spółdzielnie pracy architektów. Musiały być one stowarzyszone w jakimś centralnym związku, wybraliśmy Cepelię. Spółdzielnia działała jakiś czas — kilkanaście lat, ale po wygraniu w zdaje się 1988 roku przez Jagiełłę, Szczepanika-Dzikowskiego i Maćka Miłobędzkiego konkursu na hotel kongresowy na ówczesnym placu Zwycięstwa, obecnie placu Piłsudskiego, uznali, że niewłaściwa byłaby realizacja tak poważnego zlecenia w ramach spółdzielni. Postanowili więc zawiązać spółkę z o.o., wtedy już tego typu organizacje zaczęły powstawać, i zaproponowali mi współpracę na stanowisku prezesa Zarządu. Pierwszymi wspólnikami byli Szczepanik-Dzikowski, Jagiełło, Miłobędzki i Spółdzielnia Pracy Twórczej Architektów i Artystów Plastyków ESPEA. I od tego się zaczęło. Do realizacji hotelu nigdy nie doszło, zmienił się ustrój, tworzyliśmy inne koncepcje, aż w końcu na tym miejscu powstał biurowiec Metropolitan projektu Normana Fostera przy aktywnej współpracy architektów z JEMS.

 
Ola Kloc: Biuro w takiej formie działa od 1988 roku, jak wyglądały jego początki? Z jakimi wyzwaniami się państwo mierzyli? Skąd braliście przykłady tego, jak powinna funkcjonować taka firma?

Wojciech Zych: Braliśmy przykład z rozwiązań stosowanych w ART-cie, czyli indywidualnych pracowni z dysponujących własnym budżetem i dzielących się jakimś procentem z administracją. Istotą było to, że większość zarobionych pieniędzy szła na zespół projektowy, a nie na administrację, czy — jak to było w dużych biurach państwowych — że jakieś 30 procent przeznaczane było na wynagrodzenia, a reszta znikała w administracyjnym molochu.

 
Ola Kloc: Jaka była, a w zasadzie nadal jest, pańska rola w biurze?

Wojciech Zych: Zarówno w ESPEA, jak i w biurze JEMS Architekci byłem prezesem, aż do tego roku, kiedy zrzekłem się tego stanowiska. Czyli 37 lat.

na zdjęciu: Jerzy Szczepanik-Dzikowski, Wojciech Zych i Maciej Miłobędzki

na zdjęciu: Jerzy Szczepanik-Dzikowski, Wojciech Zych i Maciej Miłobędzki

© JEMS Architekci

 
Ola Kloc: Jakimi sprawami zajmował się pan jako prezes firmy architektonicznej?

Wojciech Zych: W większości sprawami finansowymi, umowami — wszystkim, oprócz projektowania, na którym się nie znam i do którego nigdy nie starałem się wtrącać, bo wiedziałem, że nie jest to moja dziedzina i że współpracuję z wybitnymi architektami.

 
Ola Kloc: Co zmieniło się po transformacji? Zaczęło wówczas powstawać wiele nowych pracowni, jak odnajdowaliście się na tym konkurencyjnym rynku? Jaki mieliście pomysł na biznes?

Wojciech Zych: Pierwszym sukcesem, który przyniósł nam nagrody, był zespół mieszkaniowy przy kościele na Żoliborzu. Mieliśmy spore problemy z realizacją, ponieważ sąsiadką była pani Brukalska, wówczas stołeczna konserwatorka zabytków, która zdecydowanie nie chciała mieć obok siebie tej inwestycji. W końcu, po wielu odwołaniach i skierowaniu projektu do wojewódzkiego konserwatora w Ciechanowie, udało nam się zrealizować ten projekt. Potem zaczęły pojawiać się kolejne.

Bardzo istotny był też kontrakt z GTC na inwestycję Mokotów Business Park. Można w tej chwili różnie o niej mówić, ale to od niej zaczęła się skala naszej firmy. Właściwie wszystkie projekty budynków, które tam powstały, były naszego projektu, nie zostały natomiast zrealizowane projekty parkingów podziemnych, co do dzisiaj powoduje problemy.

Rynek się zmieniał, z czasem docierało do nas coraz więcej klientów, uczestniczyliśmy w konkursach, które zaowocowały wygranymi. Istotny był dla nas budynek Agory, również wynik konkursu. To był bardzo ciekawy czas współpracy, spotkań, rozmów, o tym, jak ten obiekt powinien wyglądać, wieczorami siedzieliśmy przy winie — miało to zupełnie inny charakter niż teraz. Mieliśmy wyczuć, o co chodzi klientowi, który ostatecznie był bardzo zadowolony. Zresztą ten budynek, z tego, co pamiętam, uzyskał dużo nagród i wyróżnień.

 
Ola Kloc: Jak rozumiem, pracownia po transformacji rozrastała się dynamicznie, jak dbali państwo o to, aby ten rozwój był zrównoważony i opłacalny?

Wojciech Zych: Z opłacalnością bywało różnie — mamy też projekty deficytowe, które jednak chcieliśmy zrobić, choćby pawilon na skwerze Hoovera.

Staraliśmy się przede wszystkim przyjmować ciekawe wyzwania, długo dyskutowaliśmy nad tym, czy chcemy zająć się danym tematem, czy nie. Dostaliśmy kiedyś na przykład propozycję przeprojektowania budynku, który dziś nazywa się Blue City — odmówiliśmy, bo nie widzieliśmy się przy tym założeniu. Chociaż ja jako ekonomista postrzegałem to jako stratę pieniędzy, ważniejsze było to, że nie chcieliśmy wpisywać się w rzeczy, które wydawały nam się niedobre.

Nie zajmujemy się też małymi, indywidualnymi budynkami, ze względu na to, że nie potrafimy realizować takich projektów przy niewielkim nakładzie pracy naszych architektów i naszych branżystów, z którymi współpracujemy i nawet przy wysokiej cenie to się nam nie opłaca, gdyż wymaga zbyt dużych nakładów pracy.

Wojciech Zych i Jerzy Szczepanik-Dzikowski

Wojciech Zych i Jerzy Szczepanik-Dzikowski

© JEMS Architekci

 
Ola Kloc: Po jakim czasie biuro zaczęło na siebie zarabiać?

Wojciech Zych: Od początku, inaczej byśmy nie funkcjonowali. Na początku były to małe pieniądze, wynagrodzenia były niewielkie, ale udało nam się stworzyć przyjazną atmosferę pracy, wszyscy czuli się dobrze, jak w rodzinie. Najpierw pracowaliśmy w mieszkaniu Maćka Miłobędzkiego, później się przenosiliśmy, bo nie starczało nam miejsca. Byliśmy w dwóch lokalizacjach na ulicy Andersa, na Żoliborzu, aż w końcu powstał budynek biura na ulicy Gagarina, który został zrealizowany według naszego projektu.

 
Ola Kloc: Jak przez lata sprawdzał się ten partnerski model prowadzenia biura?

Wojciech Zych: Jako prezes starałem się być podwładnym wszystkich partnerów. Było to trudne zadanie, każdy ma swoje pojęcie o architekturze i choć często jest ono zbieżne, zdarzały się różnice. Były sytuacje, kiedy pracowaliśmy nad konkursem, prowadził go jeden z partnerów, a drugiemu coś się nie spodobało i przejmował projekt. Konflikty się zdarzały i zdarzają, ale jakoś potrafimy sobie z nimi radzić. Współpracowałem z wieloma pracowniami architektonicznymi, które bardzo szybko się rozpadały, nawet jeśli było dwóch partnerów, po pewnym czasie z sobą nie wytrzymywali. Nam się to udało, chociaż nie ukrywam, że nieraz było gorąco.

 
Ola Kloc: Czyli zdarzały się momenty kryzysowe, także finansowo?

Wojciech Zych: Dzielimy pieniądze równo między wspólników. Zdarzają się różnice zdań co do projektów, ale poważnych kryzysów, po których firma miałaby się rozpaść, nie było.

 
Ola Kloc: Co wobec tego jest sekretem JEMS-ów?

Wojciech Zych: Podobno jestem stabilizatorem emocji, gdy narastały, starałem się je uciszać, doprowadzać sytuację do normalności.

 
Ola Kloc: A jakie rady dałby pan dziś młodym architektom, którzy myślą o założeniu własnej pracowni?

Wojciech Zych: Najpierw powinni przejść przez dużą pracownię, taką jak nasza. Osoby, które od nas odeszły, żeby założyć własne biura, mówiły mi: „nie wiedzieliśmy, że będzie tak ciężko”. W większej pracowni jest o tyle łatwiej, że prowadzi się jednocześnie kilka projektów, nie jest więc problemem, jeśli jakiś się zatrzyma. Są osoby, które po wygranym konkursie zakładają działalność gospodarczą, opierają się więc tylko na jednej nodze. Jeśli projekt się zatrzyma, mogą mieć poważne kłopoty.

Równolegle do działania w pracowni JEMS, prowadziłem biuro Dawos, firmę finansową skierowaną na biura architektoniczne, takie jak WXCA czy Bulanda i Mucha. Starałem się, żeby w firmie architektonicznej było jak najmniej spraw administracyjno-finansowych, być może to jest dobra recepta.

 
Ola Kloc: Żeby te sprawy niearchitektoniczne oddelegować poza biuro?

Wojciech Zych: Tak. Uczestniczyłem w imieniu tych biur w różnych negocjacjach, choćby umowy WXCA na Muzeum Historii Polskiej. W sprawach organizacyjno-finansowo-prawnych nie wystarczy sama wiedza architektoniczna.

 
Ola Kloc
: Architekt przestaje być architektem.

Wojciech Zych: Staje się managerem, ma mało czasu na architekturę, co staje się problemem.

pracownia JEMS Architekci

pracownia JEMS Architekci

© JEMS Architekci

 
Ola Kloc: Jak wobec tego dbać o bezpieczeństwo finansowe pracowni?

Wojciech Zych: Zakłada się, że projekt przyniesie zyski, ale bezpieczeństwo finansowe to inna sprawa — zdarzało się, że sam po nocach nie spałem, wiedząc, że mamy 60 osób, którym co miesiąc musimy wypłacić pensje.

 
Ola Kloc
: Jak taką poduszę finansową zabezpieczyć od początku działalności? Jak negocjować umowy, żeby nie czekać miesiącami czy latami na honoraria?

Wojciech Zych: Niestety jest to bardzo trudne. Mało jest umów, w których są uwzględnione zaliczki lub etapowość prac, na przykład dla koncepcji wielobranżowej, której wykonanie trwa cztery miesiące, 50 procent może być wypłacane regularnie co miesiąc, a drugie 50 po przyjęciu projektu. Nie jest to niestety normą. Obecnie architektów jest dużo, w związku z tym wynagrodzenia są stosunkowo niewysokie, bo zdarzają się koledzy, którzy dają niskie stawki, a warunki umów narzuca inwestor. Większe korporacje mają przygotowany wzór umowy, w której niewiele można zmienić. Nie najlepsze są też warunki umów przygotowywanych w konkursach, proces projektu i realizacji jest długi, a wynagrodzenie otrzymuje się na końcu. Czasem narzucane są też zabezpieczenia, wypłacane dopiero po okresie zakończenia gwarancji wykonawcy, czyli za ileś lat.

Kiedyś sporo było też przetargów ze stawką 100 procent [czyli takich, gdzie głównym kryterium wyboru jest cena — przyp. red.], my w takie nie wchodziliśmy, bo nie chcieliśmy zaniżać wynagrodzeń. Wygrać i mieć kontrakt, który od początku jest nieopłacalny — tak nie można działać. Może gdybyśmy zupełnie nie mieli pieniędzy, byśmy w takie wchodzili, ale uważamy, że to jest nieetyczne.

 
Ola Kloc: Jakie ma pan teraz plany?

Wojciech Zych: Moją funkcję przejęła koleżanka, która przez wiele lat była prezeską firmy Maćków Pracownia Projektowa we Wrocławiu. Ja przechodzę na emeryturę, ale nadal mam udziały w firmie i nadzieję, że będzie ona przynosiła zyski, którymi się ze mną podzieli, a ja będę oglądał realizacje w gazetach! Myślę, że najbliższym sukcesem będzie duża inwestycja przy ulicy Towarowej w Warszawie — pierwszy budynek już został oddany i, moim zdaniem, nieprofesjonalisty, jest bardzo dobry.

Wojciech Zych

Wojciech Zych

© JEMS Architekci

 
Ola Kloc
: Dziękuję za rozmowę.

 
rozmawiała: Ola Kloc

Głos został już oddany

SPECTRUM STUDIO - Projekty, które powstają z myślą o przyszłości v2
Powierzchnie odbijające promieniowanie IR
Narracje nr.17
INSPIRACJE