Najpierw produkowano w nim sztućce, potem stał się domem pary słynnych artystów. Kiedy w 2018 roku odziedziczyła go ich córka — Pola Dwurnik, również artystka — przeszedł metamorfozę, by lepiej odpowiedzieć na współczesne potrzeby. Przebudowę i modernizację domu Edwarda Dwurnika i Teresy Gierzyńskiej zaprojektowano w pracowni Piotr Brzoza Architekten GmbH. Które elementy pozostawiono nienaruszone, co się zmieniło i na czym oszczędzano?
Małgorzata Tomczak: Jakie potrzeby lub marzenia chcieliście zrealizować poprzez ten dom, i na ile udało się to osiągnąć?
Pola Dwurnik: Wychowałam się w tym domu, mieszkałam w nim z rodzicami — artystami wizualnymi Teresą Gierzyńską i Edwardem Dwurnikiem — od połowy lat 80. do 2003 roku. W latach 60. i 70. był to zakład produkcji sztućców, moi rodzice powiększyli go o jedno piętro i kilka półpięter, to labirynt pracowni i magazynów, taki dom pracy twórczej bez salonu. Ta przestrzeń mnie ukształtowała, jest wdrukowana w moje ciało i podświadomość, nigdzie na świecie nie czuję się tak dobrze jak w tym budynku. Kiedy w 2018 roku odziedziczyłam go po ojcu, zdecydowaliśmy z mężem, Danielem, że zamiast na dobre wyjechać z Polski zamieszkamy w tym domu. Nie chciałam, aby stracił swój charakter, chciałam, żeby to był nadal ten sam dom pracy twórczej, ta sama energia, a jednak trzeba było go trochę zmodernizować i przebudować.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Piotra Brzozę znam od wielu lat, świetnie się rozumiemy, więc zwróciłam się do niego. Wiedziałam, że jest architektem, który nie narzuci nam swojej wizji i nie przenicuje domu, tylko posłucha moich i Daniela potrzeb, zrozumie je i uszanuje. Piotr wprowadził pojedyncze interwencje, skoncentrował się na poszczególnych elementach, nie zmieniając całości, zachowując jej wcześniejszy układ, wielkość i proporcje pomieszczeń.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
To się doskonale udało. Mój ojciec bardzo chciał, żebym po jego śmierci używała jego pracowni malarskiej, nie chciał się zgodzić na zorganizowanie w niej muzeum. Piotr powiększył okna i zaproponował betonową posadzkę, odkryliśmy też lastriko z lat 60. na schodach na antresoli, z której można patrzeć na pracownię z półpiętra. To nadal to samo pomieszczenie, jest rozpoznawalne, ale czas jest inny i artysta jest inny. Całkowicie przebudowaliśmy kuchnię, ale pozostawiliśmy stół i lampy, które miał w niej tata. W całym domu wymieniliśmy okna, rezygnując z podziału w obrębie ramy okiennej, wszędzie zrobiło się jaśniej.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Małgorzata: Które rozwiązania architektoniczne najbardziej zmieniły jakość Waszego codziennego życia?
Pola: W naszym domu nie ma salonu, bo każde pomieszczenie służy do pracy, centrum tego ulu to kuchnia, która jest tak skonstruowana, żebyśmy mogli w niej gotować, eksperymentować kulinarnie, rozmawiając jednocześnie z gośćmi i wspólnie gromadzić się przy wielkim stole taty. Przy tym stole odpoczywamy i wszyscy, także nasi pracownicy, pracownicy fundacji, spotykamy się w kuchni kilka razy w ciągu dnia.
Wielka szafa do archiwizacji doskonale spełniła swoją funkcję. Pomogła nam uporządkować nieprzebrane ilości dokumentów i już wielu badaczy i historyków sztuki z niej skorzystało.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Małgorzata: Czy w trakcie użytkowania domu coś Was zaskoczyło — pozytywnie lub negatywnie? Czy chcielibyście coś zmienić?
Pola: Zaskoczyła nas ogromna ilość rzeczy, które po zakończeniu przebudowy i modernizacji domu przywieźliśmy z naszych mieszkań. Wnętrze domu wydawało się puste i pojemne. A okazało się, że się w nim nie mieścimy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się kupić od sąsiada przylegający do naszego budynek, żeby przenieść do niego archiwum Edwarda Dwurnika i w nim zorganizować fundację jego imienia.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Małgorzata: Na czym nie oszczędzaliście — i nie żałujecie? A gdzie warto było przyciąć budżet?
Pola: Nie oszczędzaliśmy na włącznikach światła, wybraliśmy czarne Berkery i każdego dnia cieszymy się, przekręcając ebonitowe pokrętła, to bardzo przyjemne. Niesłusznie i niepotrzebnie postawiliśmy na drewnianą podłogę w łazience — mamy małe dziecko i kafelkowa łazienka byłaby praktyczniejszym i tańszym rozwiązaniem.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Małgorzata: Jak przygotowaliście się do współpracy z architektem i jakie rady dalibyście innym przed pierwszym spotkaniem?
Pola: Najpierw dużo rozmawialiśmy — ja i Daniel — o tym, co najbardziej chcemy zmienić, a co zostawić, o naszych marzeniach i planach. Następnie zaprosiliśmy Piotra i wszystko dokładnie z nim przeanalizowaliśmy. Znaliśmy wcześniejsze realizacje Piotra i, jak wspominałam, znamy się prywatnie od wielu lat. Myślę, że ważne, aby przed spotkaniem z architektem dobrze przemyśleć i określić swoje marzenia i plany użytkowania przestrzeni, a także założyć, że realizacja tych marzeń i planów będzie kosztowała dwa razy więcej niż szacowany budżet.
Dom Poli Dwurnik
proj.: Piotr Brzoza Architekten fot.: Jakub Certowicz
Przy każdej modernizacji tego typu ujawniają się rozmaite dodatkowe problemy i elementy, stare rury i instalacje do wymiany, ściany do prostowania, piece do zmodernizowania, progi i posadzki do wywalenia, i koszt przedsięwzięcia rośnie. Warto o tym pamiętać.
rozmawiała: Małgorzata Tomczak
więcej: A&B 7-8/2025 – DOMY: inwestor + architekt,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B








































