Stołeczne przemiany przestrzenne mierzone są zupełnie inną miarą niż te w pozostałych polskich miastach. Duże inwestycje w Warszawie widzi się najczęściej w politycznym, globalnym kontekście, tych małych zaś właściwie się nie dostrzega. Warszawa jest jak cebula — ma warstwy. Trudno się przegryźć przez wszystkie, najczęściej widać tylko te wierzchnie.
Kiedy w Warszawie spadnie śnieg, mówią o tym serwisy informacyjne w każdym zakątku kraju, gdy w stolicy zderzą się tramwaje, wiedzą o tym wszyscy, choć taki środek transportu znajduje się także w kilkunastu innych miastach. Warszawa jest pępkiem Polski — za taki sama się uważa, ale i tak jest traktowana. To warszawocentryczne podejście utrudnia opisanie miasta, jego przestrzeni, zachodzących zmian. Bo wielu stołecznym inwestycjom nadaje się rangę państwową, analizuje w politycznym kontekście, mierzy miarą globalną, nie lokalną. Kolejni prezydenci Warszawy, choć z miastem związani, traktowali to stanowisko jako przystanek w ogólnopolskiej karierze, podobnie mieszkańcy: jest wielu takich, którzy czują się na Warszawę skazani, mieszkają tu, bo muszą, nie utożsamiając się z nią. Te dwa światy — życia codziennego i europejskiej metropolii jak z kolorowego folderu, zwykłych mieszkańców i różnej maści celebrytów, polityków, przedstawicieli wielkiego biznesu — nie zawsze się przeplatają, czasem istnieją obok siebie, nie mają jednak punktów styku. Wielowarstwowość to charakterystyczna cecha największego polskiego miasta.
W 2016 roku po raz pierwszy wręczono Nagrodę Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy. Odbyły się wówczas jej dwie edycje: doceniono obiekty najnowsze, oddane do użytku w 2015 roku, a także, osobno, zrealizowane w latach 2001–2014. Czy przegląd nagrodzonych realizacji mówi nam coś o tym, jak w XXI wieku rozwinęło się miasto?
Służewski Dom Kultury (proj.: WWAA, pracownia 137 kilo)
fot.: © NeL Lato
Niemal półtorej dekady rozwoju stolicy według jury konkursu najgodniej reprezentowały między innymi Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (proj.: Lahdelma & Mahlamäki, Kuryłowicz & Associates), Służewski Dom Kultury (proj.: WWAA, 137 kilo), biurowiec Metropolitan (proj.: Foster & Partners, JEMS Architekci), siedziba spółki Agora (proj.: JEMS Architekci), wieżowiec mieszkalny Cosmopolitan (proj.: Jahn Architecture), Dom Kereta (proj.: Jakub Szczęsny), Muzeum Powstania Warszawskiego (proj.: Wojciech Obtułowicz). Obok tych znanych gmachów laury odebrali także autorzy przebudowy Krakowskiego Przedmieścia (proj.: Krzysztof Domaradzki z zespołem), ogrodu na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (proj.: Marek Budzyński, Zbigniew Badowski; arch. krajobrazu Irena Bajerska) czy ścieżki rekreacyjnej na praskim brzegu Wisły (proj.: Marek Piwowarski, Jarosław Matusiak, Renata Kuryłowicz).
Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (proj.: Lahdelma & Mahlamäki, współpraca: Kuryłowicz & Associates)
fot.: © Wojciech Kryński © Lahdelma & Mahlamäki
W zestawieniu mamy więc i reprezentacyjne, nagradzane gmachy publiczne, i komercyjne budowle zwiastujące nową odsłonę już nieco okrzepłego kapitalizmu. Są artystyczne instalacje oraz placówki o zabarwieniu politycznym. Także realizacje nieco wyprzedzające swój czas, dziś oczywiste (choć nadal nie są standardem), wtedy innowacyjne. Mowa o przestrzeniach zielonych i publicznych: czy gdziekolwiek w Polsce powstał ogród zbliżony jakością projektu do ogrodu na dachu BUW?
ogród na dachu Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (proj.: Marek Budzyński, Zbigniew Badowski; arch. krajobrazu Irena Bajerska)
fot.: © m. st. Warszawa
Wiele z obiektów dostrzeżonych w pierwszej edycji konkursu o Nagrodę Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy w 2016 roku można uznać za zwiastuny tendencji, które dziś są w mieście bardzo rozwinięte. W gronie laureatów znalazł się liczący 160 metrów wieżowiec: dziś Warszawa znajduje się w europejskiej czołówce pod względem liczby wysokościowców, ponad 30 budynków w stolicy ma więcej niż 100 metrów wysokości, kolejne 70 — więcej niż 60 metrów. Na czele tej stawki znajduje się oddany do użytku w 2022 roku Varso Tower (proj. Foster & Partners, HRA Architekci) wraz z iglicą sięgający 310 metrów (do dachu 230 metrów), uznawany za najwyższy budynek w Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich dwóch dekad lat chyba nic w mieście nie zmieniło się bardziej niż jego panorama. I choć narzeka się na dość przypadkowe rozmieszczenie wieżowców, na ich mało zróżnicowaną architekturę, na to, że nic nie dają miastu, bo ich przyziemia są zwykle zamknięte i niedostępne, wreszcie na to, że są niepotrzebne, bo powierzchni biurowej jest w mieście aż nadto, nadal powstają nowe.
Varso Tower, osiągający rekordową wysokość 310 metrów, górujący nad Pałacem Kultury i Nauki, jest najwyższym wieżowcem w Unii Europejskiej
fot.: © Aaron Hargreaves / Foster + Partners
Najwięcej drapaczy chmur zbudowano na warszawskiej Woli — to miejsce jest żywym dowodem tempa zmian, jakie zachodzą w Warszawie. Kiedy w 1999 roku u zbiegu ulic Towarowej i Grzybowskiej stanął wysoki na 208 metrów Warsaw Trade Tower (proj. MWH Architekci), spektakularnie górował nad okolicą, otaczały go zakłady przemysłowe, warsztaty, stare kamienice. Dziś trudno odszukać jego sylwetkę w gąszczu wież. Tak jak w latach 90. sercem raczkującego kapitalizmu była dawna dzielnica przemysłowa na Służewcu, tak w XXI wieku korporacje „zjadły” industrialne przestrzenie Woli. Odrobiono też lekcję: Służewiec dość szybko popadł w kryzys typowy dla monofunkcyjnej dzielnicy i do dziś trwa tam wymiana zabudowy: biurowce są burzone na rzecz nowych osiedli. Na Woli zróżnicowanie funkcji wprowadzono wcześniej. A wraz z nowymi gmachami budowano też wizerunek nowoczesnej, luksusowej, „światowej” dzielnicy. Udało się to na tyle skutecznie, że kolejne budowane tam właśnie osiedle (w miejscu modernistycznego kompleksu drukarni Domu Słowa Polskiego) ma oferować mieszkania w cenie 100 tysięcy złotych za metr kwadratowy.
Elektrownia Powiśle (proj.: APA Wojciechowski Architekci)
fot.: Radek Gałczyński © APA Wojciechowski Architekci
Przemysł zniknął z większości miast w Polsce, a w stolicy ustąpił miejsca nie tylko korporacyjnym biurowcom. Kilka pofabrycznych kompleksów to dziś mieszkaniowo-usługowo-rozrywkowe obszary, w których industrialny klimat i pojedyncze relikty służą głównie dekoracji. Centrum Praskie Koneser (proj.: Juvenes-Projekt), Fabryka Norblina (proj.: PRC Architekci), Browary Warszawskie (proj.: JEMS Architekci), Elektrownia Powiśle (proj.: APA Wojciechowski Architekci) zamieniły dawne fabryki w centra konsumpcji. Oferta takich miejsc i ich architektura nie odstają od innych powstających w Europie przestrzeni, trudno też szukać w nich oryginalnych, autorskich rozwiązań czy form.
Centrum Praskie Koneser (proj.: Juvenes-Projekt)
fot.: © Maria Rosa
Choć miejsc do wydawania pieniędzy i spędzania czasu w Warszawie jest pewnie więcej niż w innych miastach w Polsce, boryka się z podobnym jak one problemem: centrum miasta się wyludnia. Największe tłumy, wypełniające ulice i skwery, bary, restauracje i sklepy w końcu rozjeżdżają się do swoich coraz bardziej peryferyjnych osiedli. Położona na północnych obrzeżach miasta Białołęka, kiedyś teren rolniczo-przemysłowy, dziś ogromne osiedle, od 2005 roku podwoiła liczbę mieszkańców, których jest teraz około 160 tysięcy. Osobami zawodowo i życiowo związanymi z Warszawą zaludniona jest także największa (15 tysięcy mieszkańców) wieś w Polsce — Józefosław — leżąca kilkanaście kilometrów na południe od Pałacu Kultury i Nauki. Choć problem jest zdiagnozowany, znane i przewidywalne są jego skutki, niewiele się robi, by procesowi przeciwdziałać. Owszem, Śródmieście się zmienia: zyskuje efektowne gmachy z Muzeum Sztuki Nowoczesnej (proj.: Thomas Phifer and Partners, APA Wojciechowski Architekci) na czele, nowe tereny zielone, remontowany jest jedyny warszawski deptak — ulica Chmielna, powstają nawet — jeszcze niedawno trudne do wyobrażenia — naziemne przejścia przez ulice tam, gdzie istniały tunele dla pieszych. Te zmiany cieszą, bo sprawiają, że centrum miasta jest atrakcyjne, przyjazne, żywe i… jeszcze bardziej nienadające się do mieszkania. Hałas w centrum staje się coraz bardziej odczuwalny, trudno też poradzić sobie z gwarem zatłoczonych nawet nocą ulic, niezliczonych barów i restauracji oraz z pędzącymi po jezdniach samochodami. To kolejny powód, dla którego ludzie szukają mieszkań z dala od śródmiejskich kwartałów. Choć najważniejszym są pieniądze: w centrum Warszawy prawie nie ma mieszkań, na które stać by było „zwykłego” człowieka. Dramatyczna sytuacja na rynku nieruchomości, w stolicy podlana dodatkowo konsekwencjami reprywatyzacji, zamienia kamienice i bloki w zbiory lokali na najem krótkoterminowy. Najszybciej wyludniającą się dzielnicą Warszawy jest Śródmieście. Próżno szukać w stolicy pomysłów na zmianę tej sytuacji, nie mówiąc już o jakichkolwiek projektach budownictwa komunalnego, także wśród laureatów Nagrody Architektonicznej Prezydenta m.st. Warszawy nie uświadczy się wielu naprawdę ciekawych realizacji mieszkaniowych.
Co w stolicy projektuje się dobrze? Szkoły. Po latach zapaści, gdy na nowych osiedlach przepełnione placówki pracowały na trzy zmiany, nie tylko zaczęto budować szkoły, ale też zadbano o ich architektoniczną i przestrzenną jakość. W 2021 roku zespół architektów z pracowni WWAA z inżynierami z Buro Happold i ekspertem od akustyki Mikołajem Jaroszem (Ecophon Saint-Gobain), w ścisłej współpracy z Biurem Architektury i Planowania Przestrzennego, Biurem Edukacji, Zarządem Zieleni oraz Fundacją Szkoła z Klasą opracowali poradnik „Szkoła dobrze zaprojektowana”. Znalazły się w nim wskazówki dotyczące rozwiązań funkcjonalnych, estetycznych, układów przestrzennych, dostępności, oszczędności, lokalności i wielu innych wątków, które splatają się z sobą w przypadku projektu placówki szkolnej. Ciekawie, w nowy sposób projektowane szkoły, również przedszkola czy żłobki, powstają w sąsiedztwie nowych osiedli, a więc przede wszystkim na obrzeżach miasta (na Białołęce, w Wilanowie, obie projektu Piotra Bujnowskiego, także na Odolanach, dzieło zespołu Radosława Guzowskiego).
Muzeum Historii Polski na Cytadeli (proj.: WXCA)
fot.: © Rafał Chmielewski / CC BY-SA 4.0
Dziesięć lat temu, w pierwszej edycji konkursu o Nagrodę Architektoniczną Prezydenta m.st. Warszawy nagrodzono muzea. I te nadal w stolicy się buduje, oprócz MSN tylko w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy otwarto jeszcze potężne gmachy Muzeum Historii Polski (proj.: WXCA) i Muzeum Wojska Polskiego na Cytadeli (proj.: WXCA), które, czy to z powodu lokalizacji w carskiej twierdzy, czy nieludzkiej architektury, zupełnie nie spięły się z miastem, są osobnymi i chyba rzadko odwiedzanymi bytami. Nowych biurowców i wieżowców, które nie raz dostrzegano w konkursie, nie sposób zliczyć, w przeciwieństwie do obiektów mieszkaniowych: tych wśród nominowanych z każdą edycją ubywa, a te poddawane ocenie jakością, formą, oferowaną przestrzenią nie różnią się od swoich młodszych o dekadę braci.
W Warszawie zmian zachodzi sporo i dzieją się szybko. Mnóstwo budowli znika, nieustannie rosną kolejne — to los stolicy państwa, wciąż uważanej — wbrew wskaźnikom ekonomicznym — za miasto „na dorobku”, które nieustannie musi światu udowadniać nowoczesność, atrakcyjność, dynamikę (a może po prostu leczyć kompleksy). To nie funkcjonalność i lokalność, dbałość o tożsamość i szacunek do kontekstu są punktami odniesienia dla nowych inwestycji. Jest jednak jeden projekt, który w niespotykanych stopniu i tempie wpłynął na wygląd Warszawy i sposób życia jej mieszkańców, stał się także bodźcem i inspiracją do kolejnych zmian i podobnych metamorfoz. To projekt, którego nie zniszczyła komercja, dostępny dla każdego, ważny urbanistycznie, społecznie, estetycznie, kulturowo. Mowa o realizowanej etapami przemianie warszawskich bulwarów wiślanych. Teren ów przez dekady był zapomniany i porzucony; oba brzegi pozostawały niedostępne i zaniedbane, całe miasto stało plecami do rzeki, o której istnieniu jakby zapomniano. W 2006 roku architekt krajobrazu Marek Piwowarski objął w ratuszu stanowisko Pełnomocnika Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy do Spraw Zagospodarowania Nabrzeży Wisły i już trzy lata później ogłoszono konkurs na nadrzeczne bulwary, który rozpoczął niespotykaną przemianę. W przybliżeniu miasta do rzeki zasługi miały także wcześniejsze realizacje: ukrycie odcinka Wisłostrady w tunelu, umiejscowienie nad wodą Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego i Centrum Nauki Kopernik (proj.: RAr–2 LaboratoriumArchitektury), jednak wiarę w to, że da się na trwałe i na całym miejskim odcinku przywrócić Wisłę Warszawie, mógł mieć tylko wizjoner fantasta. A jednak udało się tę szaloną koncepcję zrealizować. Choć nadal rzekę opasają po obu stronach szerokie trasy szybkiego ruchu, dziś brzegi Wisły czy to po lewej, uporządkowanej, czy prawej, dzikiej, stronie przyciągają tłumy. Bo oferują niespotykaną na żadnym innymi miejskim terenie swobodę użytkowania. Można tu spacerować i uprawiać sport, biegać po piasku i po lesie, zrobić ognisko, obejrzeć wystawę i napić się kawy w kawiarni. W 2024 roku nad rzeką rozpięto pieszą kładkę (proj.: Schüßler Plan), kolejny element w układance mającej wpleść nadrzeczny krajobraz w życie miasta. W tak bardzo skomercjalizowanej Warszawie tereny nad Wisłą są miejscem ładnym, czystym, atrakcyjnym i bezpiecznym, dostępnym naprawdę dla każdego, niezależnie od zasobności portfela. Odmieniły nasz sposób życia, uczyniły miasto o wiele przyjemniejszym, zapoczątkowały też wiele innych zmian.
Bo choć Warszawę w folderach reklamowych czy serialach pokazuje się przede wszystkim jako stalowo-szklano-betonową przestrzeń supernowoczesnych biurowców i wieżowców, to miasto jest najmilszym miejscem, jeśli zejść blisko ziemi. Architekci i urbaniści z Biura Odbudowy Stolicy zapoczątkowali proces zazielenienia Warszawy, która przed II wojną nie miała wiele takich terenów. Później nadszedł trudny czas: transformacja i jej następstwa, kiedy to przestrzenie publiczne zaczęły ustępować nowej zabudowie, skoncentrowanej na dochodzie, a więc nie uwzględniającej ogólnodostępnych ani zielonych obszarów. Dziś trwają starania o docenienie na nowo otwartych i zielonych miejsc, o to, żeby Warszawa przestała być miastem pędu, pracy i podnoszenia PKB, a stała się po prostu dobrym miejscem do życia. Zamknięty dla ruchu plac Pięciu Rogów (proj.: WXCA) z pewnością stał się taką oazą spowolnienia i oddechu w środku śródmieścia, podobny rezultat mają przynieść kolejne etapy realizowanego projektu Nowego Centrum Warszawy (nie idealnego, ale idącego w dobrą stronę). Przyjazną zarówno dla ludzi, jak i przyrody modernizację przeszło Pole Mokotowskie (proj.: WXCA), a w kolejnych dzielnicach aktywiści i sami mieszkańcy starają się odbetonowywać choćby skrawki chodników i parkingów, sadzą drzewa i łąki (czy ktoś pamięta inne niż dotyczące zieleni i zwierząt zwycięskie projekty corocznych edycji budżetu obywatelskiego?). To trochę jak wymyślanie prochu — znów musimy przekonywać decydentów, że zieleń jest potrzebna w mieście, że centrum też może być miejscem odpoczynku czy rekreacji, że przybywa osób, które nie chcą żyć w mieście zdominowanym przez parkujące samochody.
zieleń otacza Pawilon Edukacyjny Kamień (proj.: eM4 . Pracownia Architektury . Brataniec)
fot.: © Marcin Czechowicz © eM4 . Pracownia Architektury . Brataniec
Nie da się tych zmian nazwać zieloną rewolucją, bo są powolne i odbywają się raczej drobnymi krokami, ale jeśli już uda się trochę spowolnić w wielkomiejskim pędzie, można dostrzec inną architekturę, tę w małej skali, która nie dominuje, ale po cichu odgrywa niezwykle ważną rolę. Można wymienić kilka takich obiektów: Zodiak Warszawski Pawilon Architektury (proj. Kalata Architekci), zbudowany na nowo modernistyczny pawilon w kompleksie Ściany Wschodniej, był stolicy pozbawionej jakiejkolwiek zajmującej się architekturą placówki kultury rozpaczliwie potrzebny — i spełnił swoje zadanie. Stał się ważnym miejscem w debacie o przyszłości miasta i architektury w ogóle, a ostatnio także dołączył do grona obiektów „odbetonowanych” — zyskał zielony plac przed wejściem. Zieleń otacza także Pawilon Edukacyjny Kamień (proj. eM4 . Pracownia Architektury . Brataniec). Betonowy pawilon powstał nad Wisłą, w północnej części miasta, w półdzikiej, zielonej okolicy, w której prowadzenie edukacji ekologicznej może odbywać się in situ. Tak jak życie sąsiedzkie może toczyć się w miejscu wysokiej kultury, na przykład na terenie wokół siedziby znanego na świecie Nowego Teatru (proj. Piotr Fortuna Architekci oraz architekci krajobrazu Karolina Samborska, Izabela Januszewicz, Łukasz Kowalski), gdzie obok gmachu sceny teatralnej powstał bezpretensjonalny i otwarty teren do spotkań towarzyskich, spacerów z psem i sąsiedzkich rozmów. Targowisko Bakalarska (proj. Aleksandra Wasilkowska) to skromny i prosty obiekt, jednak bardzo ważny na mapie miasta, w którym z roku na rok przybywa przedstawicieli innych nacji, narodów, ras i kultur.
Warszawa wciąż znika i pojawia się na nowo. Właśnie jesteśmy świadkami masowego wyburzania architektury powstałej tu w latach 90., wcześniej podobny los podzieliło wiele dzieł powojennego modernizmu. W stolicy rzadko uwzględnia się historyczną wartość, znaczenie dla tożsamości miasta i jego dziedzictwa, ważny jest postęp, rozwój, ulepszanie, powiększanie, przyspieszanie. Ale zmiany są widoczne, może za rogiem czeka już epoka wyciszenia i oddechu? Pierwsze realizacje z tego nurtu już powstały, oby nadeszły kolejne.
Anna Cymer
więcej: A&B 6/2025 – WARSZAWA,
pobierz bezpłatne e-wydania A&B









































