W tym roku przypada nieco zapomniana rocznica — 100 lat od największego sukcesu polskiej architektury i sztuk plastycznych. Na paryskiej wystawie w 1925 roku Pawilon Polski, zaprojektowany przez architekta Józefa Czajkowskiego (1877–1947), z malarską aranżacją autorstwa m.in. Zofii Stryjeńskiej (1891–1976) — malarki, graficzki i ilustratorki, jednej z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek dwudziestolecia międzywojennego obok Tamary Łempickiej — zdobył aż 35 Grand Prix oraz 200 wyróżnień.
W wystawie, otwartej w Paryżu 28 kwietnia 1925 r. wzięło udział 21 państw z całego świata. Prezentowane były dwa powstające wówczas kierunki sztuki nowoczesnej. Pierwszy reprezentował modernistyczny Pavillon de l'Esprit Nouveau projektu Le Corbusiera i konstruktywistyczny pawilon Związku Radzieckiego — były one prekursorami funkcjonalizmu i modernizmu. Drugi, bardziej dekoracyjny kierunek, jednak zrywający z secesją na rzecz geometryzującej estetyki, stał u początku spopularyzowanego od tej wystawy art déco, wywodzącego się od nazwy całego wydarzenia: Exposition Internationale des Arts Décoratifs.
W ramach tej wystawy polscy artyści stworzyli wprawdzie temporalne, trwające pół roku dzieło, które stało się jednak jednym z najważniejszych osiągnięć polskiej sztuki międzywojennej i dzisiaj nieco zapomnianą pamiątką naszego wielkiego sukcesu. Zarówno architektura pawilonu, jak i wypełniające go malarstwo czerpały inspirację ze sztuki ludowej, „rzeźbionej kozikiem”, przefiltrowanym przez rodzący się w tym czasie styl art deco.
Ta stosunkowo krótka stylistyka w sztuce polskiej wywodziła się z Warsztatów Krakowskich, rozwiązanych w 1926 r., a następnie ze Spółdzielni Artystów „Ład”. Spośród dzieł powstałych w tym duchu można wskazać realizacje Jana Koszyca Witkiewicza (1881-1958), w tym gmachy Wyższej Szkoły Handlowej w Warszawie, czy Bazylikę świętego Rocha w Białymstoku, autorstwa architekta Oskara Sosnowskiego (1880-1939), której budowę rozpoczęto w 1927 r. Ta kryształkowo-geometryzująca estetyka przesłonięta została ekspansją modernizmu; również dzisiaj wymieniana jest zdawkowo w historii rodzimej architektury. Trochę szkoda, że te poszukiwania narodowego stylu nie zaowocowały szerszą recepcją, i są rozdziałem zamkniętym. Niemniej budzi podziw, jak w dopiero co zmartwychwstałym państwie polskim grupa artystów podjęła wysiłek definiowania autonomicznej rodzimej stylistyki, osadzonej w rodzimej tradycji.
Trudne poszukiwania inspiracji i zapomniana rocznica
© Piotr Średniawa
relacje z pejzażem i regionalną zabudową
Dlaczego te fascynacje rodzimą twórczością sprzed 100 lat uległy tak znacznemu rozmyciu, a poszukiwania tożsamości w architekturze i sztukach plastycznych zostały zapomniane? Można wskazać jakieś odległe i bliższe przyczyny, wpływające i obciążające naszą wrażliwość. Istotnym elementem poszukiwań autorów Pawilonu Polskiego była fascynacja folklorem, trwała w polskiej sztuce drugiej połowy XIX w. i początkach XX w. Niestety, zniszczenia wojenne, zmiany granic, przesiedlenia, a następnie migracja ludności do miast zniszczyły autentyczną sztukę ludową, sprowadzając ją do nieistniejącej już CEPELII. Trudno dzisiaj doszukiwać się w niej żywych inspiracji. Trzeba więc poszukiwać innych, autentycznych źródeł natchnienia.
Podstawą poszukiwania tożsamości jest odwołanie się do piękna krajobrazu, które utrudnia u nas brak poszanowania przyrody i rodzimego pejzażu, określonego wprawdzie przez samego Le Corbusiera jako płaski i nieciekawy. Traktowanie przestrzeni w kategoriach chłopskiej eksploatacji i źródła utrzymania, zabudowywanie kraju w okresie komunizmu topornymi blokowiskami, a obecnie urban sprawl, niepohamowany również w najbardziej wartościowych widokowo regionach Polski, sprawiają że nasza rodzima przestrzeń postrzegana jest wyłącznie w kategoriach doraźnej eksploatacji, a nie wartości i dobra wspólnego. Równie trudno poszukiwać inspiracji w charakterystycznej typologii zabudowy i rzemiośle budowlanym. Tradycyjnie relatywnie niska jakość rzemiosła budowlanego na naszych ziemiach, jest być może jedną z barier dla takich poszukiwań. Jedynym regionem o wysokiej kulturze rzemiosła budowlanego było chyba Podhale — nieprzypadkowo Stanisław Witkiewicz wywiódł z niego specyficzny styl secesji zakopiańskiej, mając możliwość bazowania na autentycznym, samoistnym, rzetelnym rzemiośle. Niestety, współczesna zabudowa Podhala, drapieżna i pozbawiona kontroli, całkowicie zdyskredytowała ten oryginalny kierunek poszukiwań.
W rejonie Beskidów, które znam od dziesięcioleci, poziom tradycyjnego rzemiosła był już nieco niższy. Budownictwo drewniane nie było i nie jest doceniane nawet przez rodzimych mieszkańców, którzy masowo zamienili drewniane chałupy na murowane kostki z gazobetonu. Trudno już nawet znaleźć warsztat, w którym wyrabia się tradycyjny łupany gont.
Dobre ceglane rzemiosło możemy spotkać na Pomorzu, ale uznajemy je podświadomie za nie nasze i nie identyfikujemy się z nim z powodu krzyżackiej czy hanzeatyckiej proweniencji. Z kolei odwołanie się niejako „na wprost”, bez próby interpretacji, do tej historycznej zabudowy, przynosi wątpliwe efekty, zbliżone do makietowej scenografii, jak w przypadku zabudowy Wyspy Spichrzów w Gdańsku. Podobne wątpliwości budzą retrowersje starówek w Elblągu i w Szczecinie, zbyt jeszcze świeże, aby wtopić się w tkankę miejsąa i i zbyt dosłowne, aby pretendować do miana współczesnej architektury. Z podobnych przyczyn dolnośląski fachwerk również trudno identyfikować jako rodzime rzemiosło, a tym bardziej źródło inspiracji, z wyjątkiem naiwnych prób wskrzeszenia minionej epoki.
Zmiany terytorialne, migracje ludności i totalitarny system skutecznie zerwały ciągłość kulturową i pojęcie tożsamości. Niestety, istniejące w dwudziestoleciu międzywojennym rzetelne rzemiosło budowlane i szacunek do niego zostały przez ponad 50 lat minionego systemu całkowicie zniszczone. Ostatnie przykłady w miarę dobrego rzemiosła można obserwować w niektórych socrealistycznych budynkach z lat 50. Okres gomułkowski i gierkowski to doprowadzenie do jego całkowitego upadku, czego symbolem stały się wielkopłytowe bloki. Współczesna, pośpieszna deweloperka też daleka jest od kunsztu budowlanego, nie przyczynia się do szacunku wobec sztuki budowlanej. Trudno w związku tym w technologii i rzemiośle budowlanym szukać inspiracji, w przeciwieństwie do tak podziwianej u nas architektury Szwajcarii.
materiał jako źródło inspiracji
Jeżeli pojawiają się poważne problemy z interpretacją lokalnego krajobrazu i typologii zabudowy, to warto sięgnąć do inspiracji rodzimymi materiałami budowlanymi, które w historycznej i współczesnej architekturze wielokrotnie stanowiły bazę dla kreacji wybitnych dzieł architektury. Również w tym obszarze poszukiwań twórczych pojawiają się trudności i bariery. Być może niewielka ilość rodzimych, inspirujących i naturalnych materiałów budowlanych ma jakieś znaczenie, niemniej słaby jest również poziom nauczania na naszych uczelniach architektonicznych w tym zakresie, preferujących znajomość technik komputerowych. Większość absolwentów wyższych uczelni architektonicznych ma problemy z odróżnieniem granitu od bazaltu, marmuru od piaskowca, a drewna bukowego od sosnowego. Ostatnie 30 lat transformacji to również okres nuworyszowskiej fascynacji napływającymi masowo, importowanymi materiałami i produktami budowlanymi, używanymi metodą prób i błędów. Ich bezkrytyczne stosowanie doprowadza do karykaturalnych sytuacji, gdy pierzeje złożone z nowych budynków bardziej przypominają wystawy produktów budowlanych, niż przemyślane ich zastosowanie i komponowanie.
Również podejmowane przez nas próby użycia lokalnych materiałów dalekie są od oczekiwań i sukcesu. Dzięki zaangażowaniu lokalnych rzemieślników duże partie ścian zewnętrznych i wewnętrznych w nowym kościele p.w. św. Stanisława w Bytomiu udało się wymurować z dolomitu pochodzącego z sąsiednich Wzgórz Radzionkowskich. Był to jednak jednorazowy incydent, którego ze względu na pracochłonność nie udało się powtórzyć w innych realizacjach. Na posadzkach i nawierzchniach pieszych i kołowych stosowaliśmy w dużych ilościach — strzegomski granit przekładany bazaltem. To trudny materiał, wymagający dużej staranności projektowej, aby uniknąć efektu martwych, nieco smutnych czy pesymistycznych nawierzchni. Z rozbiórkowej kostki zrealizowaliśmy niewielkie placyki w barwnym porfirze i jasnym wapieniu. Również w skromnym zakresie udało nam się użyć rodzimego drewna. Oprócz altany z listew sosnowych i licznych więźb dachowych z drewna świerkowego, zaprojektowaliśmy zaledwie parę mebli. Ze świetlistego jesionu według naszego projektu stolarze wykonali meble w jednym z zaprojektowanych przez nas pensjonatów. Z wiśni o głębokim czerwonym kolorze, połamanych w naszym ogrodzie przez halny, i orzecha włoskiego o pięknych słojach, własnoręcznie zrobiliśmy rustykalne meble ogrodowe.
Niestety, łatwiej jest niż to piękne rodzime drewno kupić importowane gatunki, takie jak mahoń, meranti, czy badi. W wyszukiwarce internetowej po wprowadzeniu haseł, drewno grabowe, czy brzozowe pojawia się wyłącznie drewno kominkowe. I na tym w zasadzie kończy się krótka lista prób zastosowania przez nas rodzimych materiałów, chociaż nie zniechęca to nas do podejmowania dalszych prób.
Niepowodzeniem zakończyły się próby zastosowania rodzimych quasi marmurów, malowniczej zygmuntówki, z której pierwotnie wykonany był trzon Kolumny Zygmunta w Warszawie, zastąpiony po II wojnie światowej strzegomskim granitem, albo podkrakowskiego, pięknie żyłkowanego czarnego Dębnika, ulubionego materiału Giovani Trevano, z którego wykonano wiele detali krakowskich kościołów i pałaców epoki Wazów czy dolnośląskiej Białej Marianny, której nazwa pochodzi od właścicielki kamieniołomów, Marianny Orańskiej. Nieosiągalny okazał się też alabaster, potrzebny do uzupełnienia balasek w odnawianym kościele w Piekarach Śląskich. Mimo utracenia jego złóż na Kresach wschodnich, na Podolu, na Podkarpaciu, w rejonie Kańczugi i w rejonie Przeworska, znajdują się złoża tego pięknego, lekko transparentnego minerału, którego eksploatację niestety zakończono w 1974 r.
Okazuje się, że łatwiejsze do zastosowania są importowane marmury i onyks. Rodzimy materiał to nie tylko związek z ziemią danego regionu, ale też zawarta w nim historia i tradycja tak kraju, regionu czy miasta, jak i małych rodzinnych historii, zamkniętych w naszych ogrodowych meblach, bez których — wbrew pozorom — trudno poruszać się w dzisiejszej kulturze i twórczości. Te wszystkie elementy skutkują tym, że tak trudno w kategoriach mentalnych i warsztatowych kreować w Polsce architekturę osadzoną w prawdziwym rodzimym kontekście, tożsamości, pejzażu i ziemi. Niemniej warto pamiętać o mijającej w tym roku rocznicy wielkiego sukcesu naszej sztuki i architektury na paryskiej wystawie.
Piotr Średniawa
Przewodniczący Rady Śląskiej Izby Architektów,
członek WKUA i MKUA w Katowicach,
od 2003 roku prowadzi z Barbarą Średniawą Biuro Studiów i Projektów w Gliwicach


![Zobacz Standardowy moduł szklany VELUX do dachu płaskiego [click: artykuł w A&B] Standardowy moduł szklany Velux do dachu płaskiego - Nowoczesne przeszklenia dachów płaskich dostępne dla większej liczby projektów](https://cdn.architekturaibiznes.pl/upload/filemanager/AiB/BANERY/VELUX/METKA-09-2026/Velux-metka_1070x600_2.jpg?1788776738197)






























